Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Pierwsza strona: Wolnomularstwo emblematyczne – Arthur Edward Waite

Wolnomularstwo · 1925

Wolnomularstwo emblematyczne

Przekład z angielskiego

Arthur Edward Waite

Studia Arthura Edwarda Waite’a o wolnomularstwie jako systemie symboli: od starych zapisów, Fludda i Królewskiego Łuku po ryty kontynentalne, stopnie rycerskie i stopnie zemsty, mity antymasońskie oraz miejsce Rzemiosła wśród obrzędów inicjacji.

Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.

Autor
Arthur Edward Waite
Tytuł oryginału
Emblematic Freemasonry and the Evolution of Its Deeper Issues
Wydanie źródłowe
1925
Przekład
z języka angielskiego
Dział
Wolnomularstwo
Wydanie polskie
Ordo Theia Philosophia

Quid disces

Czego się dowiesz

  1. 1Co Waite rozumie przez wolnomularstwo emblematyczne i Tajną Tradycję
  2. 2Jaką rolę mógł odegrać Robert Fludd w akcepcji
  3. 3Jak powstawały kontynentalne stopnie wyższe, rycerskie i zemsty
  4. 4Jak Waite rozprawia się z mitem wolnomularskiego sprzysiężenia
  5. 5Które tezy autora wymagają dziś ostrożności historyka

Commentarius · ok. 3 min lektury

Komentarz do wydania

Późne studium wolnomularskie Waite’a

Wolnomularstwo emblematyczne wydano w Londynie w roku 1925. Arthur Edward Waite miał wtedy za sobą kilkadziesiąt lat w lożach i kapitułach, dwutomową Nową encyklopedię wolnomularstwa oraz wcześniejszą Tajną tradycję we wolnomularstwie. Nowa książka nie jest kolejnym kompendium. Jak zapowiada sam autor w przedmowie, to zbiór studiów o tym, co nazywa „wolnomularstwem emblematycznym”, czyli o Rzemiośle pojmowanym jako system alegorii i symboli, który w ciągu dwóch stuleci po powstaniu Wielkiej Loży rozrastał się w dziesiątki rytów i setki stopni. Waite zastrzega, że dzieło nie ma charakteru historycznego, choć nieustannie dotyka historii; interesuje go raczej to, co w tej obfitości form jest istotne i dokąd zmierza.

Tytułowe słowo warto rozumieć dosłownie. Klasyczna definicja mówi, że wolnomularstwo jest systemem moralności „okrytym alegorią i ilustrowanym symbolami”. Waite przyjmuje tę formułę, ale od razu ją poszerza, powołując się na Louisa-Claude’a de Saint-Martina, dla którego cały wszechświat był przypowieścią. Symbol wolnomularski nie zasłania więc tylko zwykłych zasad etyki, lecz może wskazywać na głębszą tradycję duchową, którą autor w innych pracach nazywał Tajną Tradycją.

Od starych zapisów do rytów kontynentalnych

Pierwsza część książki trzyma się Wysp Brytyjskich. Waite zaczyna od tego, co mówią najstarsze zapisy wolnomularstwa operatywnego, a następnie podejmuje kwestię „akcepcji”, czyli przyjmowania do lóż ludzi niebędących kamieniarzami. W tym miejscu pojawia się Robert Fludd: autor rozważa, czy angielskie środowisko hermetyczne i różokrzyżowe początku XVII wieku mogło mieć udział w przemianie cechu w stowarzyszenie spekulatywne. Kolejne rozdziały dotyczą starożytnego wolnomularstwa Yorku, mistycznego poszukiwania obecnego w Rzemiośle oraz stopnia Królewskiego Łuku, który Waite uważał za jedno z najważniejszych dopełnień legendy trzech stopni.

Środkowa część przenosi czytelnika na kontynent, gdzie w XVIII wieku wolnomularstwo przeżyło, jak pisze autor, „powtórne narodziny”. Tu omawia stopnie, w których rozpoznaje ślady Tajnej Tradycji, ich chrystologię, a także rycerski nurt Świątyni, czyli rozpowszechnioną w lożach legendę o dziedzictwie templariuszy. Osobny rozdział poświęcony jest stopniom zemsty, w których obrzęd skupia się na ukaraniu zabójców Hirama; Waite śledzi ich rozwój i nie ukrywa niechęci do tego, jak łatwo symbolika odpłaty mogła zostać odczytana politycznie.

Lęk przed sprzysiężeniem i sens inicjacji

Dwa ostatnie rozdziały otwierają perspektywę szerszą niż historia rytów. Rozdział o rzekomym niebezpieczeństwie wolnomularskim zajmuje się literaturą oskarżającą zakon o spiski i satanizm. Waite znał ją z pierwszej ręki: już w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku demaskował mistyfikację Léo Taxila i jego naśladowców. Tutaj spokojnie oddziela realne konflikty wolnomularstwa z Kościołem i władzą od fantazji, które przez długi czas karmiły antymasońską publicystykę. Ostatni rozdział stawia wolnomularstwo w szeregu obrzędów inicjacyjnych w ogóle i pyta, czy może ono być czymś więcej niż stowarzyszeniem towarzyskim i dobroczynnym. Dodatek zbiera uwagi objaśniające do poszczególnych studiów.

Najważniejsza teza książki jest wyrażona już w przedmowie: Waite widzi w wolnomularstwie nie zamkniętą instytucję, lecz żywy organizm, który może rozwinąć się od wewnątrz. Pisze po Wielkiej Wojnie i patrzy na stary porządek Europy jak na rzecz roztapianą w tyglu. Pyta więc, co z dziedzictwa rytów zasługuje na przetrwanie w nowym świecie, i odpowiada, że tylko to, co prowadzi ku duchowemu sensowi symbolu.

Na co uważać

Czytelnik powinien oddzielać w tej książce dwie warstwy. Pierwsza to wiedza o rytach i stopniach, którą Waite gromadził przez dziesięciolecia; w szczegółach wiele z niej wymaga dziś sprawdzenia w nowszych pracach historyków wolnomularstwa, którzy dysponują lepiej przebadanymi archiwami. Druga to interpretacja: przekonanie, że w stopniach rozsianych po różnych rytach przetrwała jedna Tajna Tradycja. Tej tezy nie da się udowodnić dokumentami i sam Waite formułuje ją raczej jako rozpoznanie niż wynik badań. Szczególnej ostrożności wymaga wątek Fludda: bezpośredni udział różokrzyżowców w powstaniu wolnomularstwa spekulatywnego nie ma potwierdzenia w źródłach i autor w gruncie rzeczy to przyznaje.

Podobnie z rycerskim nurtem Świątyni. Legenda o templariuszach, którzy po kasacie zakonu mieliby przekazać swe tajemnice wolnomularzom, była w XVIII wieku potężnym motorem tworzenia nowych stopni, ale historycy nie znajdują dla niej oparcia w dokumentach. Waite traktuje ją przede wszystkim jako fakt symboliczny i obrzędowy, a nie jako genealogię, i tak też najlepiej czytać te rozdziały: jako historię wyobraźni rytualnej, a nie historię ciągłości instytucji.

Lektura wymaga orientacji w podstawowym słownictwie wolnomularskim: warto wiedzieć, czym są trzy stopnie Rzemiosła, czym Królewski Łuk i czym ryt szkocki. Styl jest typowy dla późnego Waite’a – gęsty, ironiczny, pełen wtrąceń. W zamian książka daje coś rzadkiego: spojrzenie zarazem wtajemniczonego i krytyka, który nie broni każdej legendy własnego zakonu, ale też nie odmawia mu duchowej powagi.

Tolle, lege

Wolnomularstwo emblematyczne

Arthur Edward Waite

Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.