Eliphas Lévi i przywołanie Apoloniusza w Londynie 1854
Opisana w Dogmacie i rytuale wysokiej magii londyńska ewokacja Apoloniusza z Tiany z lipca 1854 roku jest jedyną relacją Eliphasa Lévi’ego z ceremonii, którą sam odprawił, i zarazem dokumentem jego głębokiej nieufności wobec praktyki, którą teoretycznie uzasadniał.

Teoretyk, który raz spróbował
Alphonse-Louis Constant, piszący jako Eliphas Lévi, przeszedł do historii jako twórca nowoczesnego okultyzmu francuskiego, autor, który zebrał rozproszone wątki kabały, hermetyzmu, tarota i magii ceremonialnej w jedną, sugestywną syntezę. Jego pisma czytał później Złoty Brzask, czytał Crowley, czytali je wszyscy, którzy w drugiej połowie XIX wieku chcieli traktować magię jako system. Mało kto jednak pamięta, jak niewiele w tych tekstach jest relacji z własnej praktyki. Lévi pisze o magnetyzmie, o świetle astralnym, o woli i wyobraźni, ale rzadko mówi, co sam robił.
Wyjątkiem jest jeden epizod, który opisał w rozdziale poświęconym nekromancji w pierwszej części dzieła, w Dogmacie. Wydarzenie miało miejsce w Londynie, dokąd Lévi przyjechał wiosną 1854 roku, w trudnym okresie życia: po rozpadzie małżeństwa, po latach politycznego radykalizmu i biedy, na progu nowej tożsamości maga-uczonego. Tekst, który powstał z tego doświadczenia, jest krótki, ale gęsty, i warto go czytać jako całość, bo jego sens wynika nie tyle z opisu zjawiska, ile z komentarza, którym autor je otacza.
Londyn, tajemnicza dama i dwadzieścia jeden dni
Według relacji Lévi’ego w Londynie zetknęła się z nim kobieta z wyższych sfer, która znała jego zainteresowania i zaproponowała mu przeprowadzenie pełnej ewokacji. Lévi nie podaje jej nazwiska, opisuje ją jako osobę wtajemniczoną i dyskretną, która dysponowała gabinetem wyposażonym we wszystkie przedmioty potrzebne do operacji. Jej tożsamość pozostaje nieznana, a próby jej ustalenia przez późniejszych autorów są spekulacjami. Nie można też wykluczyć, że postać ta została przez Lévi’ego w jakimś stopniu wystylizowana, aby nadać opowieści charakter inicjacyjny.
Przygotowania trwały dwadzieścia jeden dni. Lévi opisuje post i dietę roślinną, wstrzemięźliwość, skupienie myśli na postaci, którą zamierzał przywołać, i lekturę tekstów z nią związanych. Wybór padł na Apoloniusza z Tiany, neopitagorejskiego mędrca z I wieku, którego żywot spisał Filostrat i który w tradycji ezoterycznej uchodził za wzór maga-filozofa, niekiedy przeciwstawianego Chrystusowi przez antycznych polemistów. Lévi zamierzał zadać mu dwa pytania, jedno dotyczące jego samego, drugie powierzone mu przez damę. Treści żadnego z nich nie zdradził.
Wybór miał swoją wymowę. Apoloniusz od starożytności był postacią sporną: w początkach IV wieku namiestnik Hierokles zestawiał jego cuda z cudami Chrystusa, aby podważyć wyjątkowość Ewangelii, a odpowiedzią był osobny traktat polemiczny, tradycyjnie przypisywany Euzebiuszowi z Cezarei. W epoce nowożytnej wolnomyśliciele chętnie sięgali po Filostrata z podobnych powodów; angielski deista Charles Blount wydał w 1680 roku przekład pierwszych ksiąg żywota z komentarzem wymierzonym w autorytet Kościoła. Lévi, który pragnął pogodzić magię z chrześcijaństwem, a nie przeciwstawić ich sobie, wybierał więc patrona dwuznacznego: mędrca, w którym jedni widzieli rywala Chrystusa, a inni przykład tej samej mądrości, objawionej w innym języku.
Sama ceremonia odbyła się w lipcu 1854 roku w specjalnie przygotowanym pomieszczeniu. Lévi opisuje białą szatę, wieniec z werbeny, dwa ołtarzyki z ogniem, na którym palił wonności, lustra i ustawienie przedmiotów według zasad, które wyłożył gdzie indziej. Odczytywał formuły, wśród nich tekst znany jako Nuctemeron, przypisywany Apoloniuszowi, który później zamieścił w swoim dziele jako dodatek. Jest to wyliczenie dwunastu godzin nocy i rządzących nimi geniuszy; jego autentyczność jako dzieła Apoloniusza jest w badaniach odrzucana, a sam Lévi przedstawiał go w sposób, który nie pozwala ustalić, skąd dokładnie go zaczerpnął.
Szara postać i słowo, którego nie wypowiedziano
Opis tego, co nastąpiło, należy do najczęściej przytaczanych fragmentów literatury okultystycznej. Lévi relacjonuje, że w dymie pojawiła się niewyraźna, szarawa postać, owinięta jakby w całun, bardziej blada niż przerażająca. Poczuł chłód, a ramię, którym trzymał magiczne narzędzie, zdrętwiało. W pewnym momencie stracił przytomność. Gdy się ocknął, miał poczucie, że oba pytania otrzymały odpowiedź, i to tę samą, choć nie przez dźwięk, lecz w jego wnętrzu: słowo oznaczające śmierć.
Lévi dodaje, że ceremonię powtórzył jeszcze dwa razy w kolejnych dniach, a jej skutki odczuwał długo, w postaci osłabienia i dziwnych stanów psychicznych. Nie twierdzi, że widział Apoloniusza, i nie przedstawia tego doświadczenia jako dowodu na obiektywne istnienie zmarłych. Wręcz przeciwnie, rozdział zawiera wyraźne zastrzeżenie: autor stwierdza, że nie wyjaśnia, w jaki sposób zobaczył to, co zobaczył, i że nie przypisuje tym obrazom rzeczywistości poza sobą. Zapewnia tylko, że widział i odczuwał.
Rozdział nie ogranicza się zresztą do osobistej anegdoty. Lévi wykłada w nim także ogólną naukę o wywoływaniu zmarłych, w której szczególną rolę przypisuje pamięci i uczuciu przywołującego: przedmiotom, które należały do zmarłego, miejscom, w których żył, wspomnieniom jego twarzy i głosu. Ewokacja jest w tym ujęciu przede wszystkim aktem skrajnie skupionej pamięci, a jej siła zależy od więzi między żyjącym a umarłym. Z tej perspektywy przywołanie Apoloniusza, z którym Lévi’ego nie łączyło nic poza lekturą, było przedsięwzięciem szczególnie sztucznym, i być może dlatego autor przedstawia jego wynik z tak wyraźną rezerwą.
To połączenie szczegółowej relacji z epistemologiczną powściągliwością jest najważniejsze. Lévi pozostawia otwartą możliwość, że całe zjawisko było wytworem wyobraźni pobudzonej postem, napięciem i rytuałem, i jednocześnie twierdzi, że wyobraźnia w jego rozumieniu nie jest władzą ułudy, lecz narzędziem, przez które działa światło astralne. W jego teorii obraz widziany w stanie egzaltacji ma rzeczywistość pośrednią: nie jest ani zwykłym złudzeniem, ani osobą zmarłego, lecz odbiciem utrwalonym w uniwersalnym medium i wywołanym przez skupioną wolę. Ewokacja Apoloniusza staje się więc ilustracją tej teorii, a nie demonstracją spirytystycznego kontaktu.
Ostrzeżenie zamiast instrukcji
Najbardziej zaskakujące w całym fragmencie jest to, co Lévi mówi o wartości takiej praktyki. Choć w drugiej części dzieła, w Rytuale, wykłada ceremonie z dużym rozmachem, wobec nekromancji zachowuje dystans graniczący z niechęcią. Pisze, że tego rodzaju doświadczenia są niebezpieczne, że wyczerpują układ nerwowy i że nie radzi ich nikomu, kto nie ma powodu silniejszego niż ciekawość. Przestrzega przed traktowaniem ewokacji jak rozrywki czy sprawdzianu i przypomina, że człowiek, który wywołuje cienie, ryzykuje, iż sam stanie się ich igraszką.
Ta ambiwalencja nie jest przypadkowa. Lévi był byłym seminarzystą, wychowankiem Saint-Sulpice, który przez całe życie pozostał w złożonej, ale nigdy nie zerwanej relacji z katolicyzmem. Jego magia była pomyślana jako filozofia, jako klucz do zrozumienia religii, a nie jako konkurencyjny kult czy technika dla żądnych cudów. W rozdziale o nekromancji wyraźnie widać, że autor bardziej boi się nadużycia niż niewiary: obawia się, że jego książka zachęci czytelników do eksperymentów, które mogą ich zniszczyć. Stąd jego relacja przypomina raczej świadectwo z przestrogą niż zaproszenie.
Paradoksalnie właśnie ten fragment stał się jednym z najsilniejszych bodźców dla późniejszej praktyki. Czytelnicy, którzy szukali w okultyzmie przygody, przeczytali opis ceremonii uważniej niż komentarz, a postać zdrętwiałego maga w białej szacie stała się emblematem nowoczesnej magii ceremonialnej. Ostrzeżenie Lévi’ego dotarło do odbiorców w znacznie mniejszym stopniu niż jego obrazy, co jest losem wielu tekstów, w których autor próbuje jednocześnie pokazać i odradzić.
Bulwer-Lytton i londyński krąg
Kontekst londyński ma także wymiar towarzyski. W czasie tego samego pobytu Lévi poznał Edwarda Bulwer-Lyttona, powieściopisarza i polityka, autora Zanoniego, powieści o nieśmiertelnych adeptach, wydanej w 1842 roku. Bulwer-Lytton interesował się okultyzmem, mesmeryzmem i tradycją różokrzyżową, a jego twórczość wywarła wpływ na wyobrażenia o magii w całej epoce wiktoriańskiej. Znajomość obu pisarzy jest dobrze poświadczona, a Lévi odwiedził Anglię ponownie na początku lat sześćdziesiątych, kiedy ich kontakty zostały odnowione.
Niektórzy autorzy łączyli tajemniczą damę z kręgiem Bulwer-Lyttona, a nawet przypuszczali, że ewokacja odbyła się w otoczeniu powieściopisarza lub z jego wiedzą. Brak jednak źródeł, które by to potwierdzały, a sam Lévi nie sugeruje takiego związku. Bezpieczniej powiedzieć, że Londyn lat pięćdziesiątych był miejscem, w którym zainteresowanie magią, mesmeryzmem i świeżo przybyłym z Ameryki spirytyzmem tworzyło żywą atmosferę, i że Lévi, cudzoziemiec o skromnych środkach, znalazł w niej rozmówców, którzy traktowali go poważnie. Późniejsze opowiadanie Bulwer-Lyttona The Haunted and the Haunters z 1859 roku pokazuje, jak w tym środowisku literatura grozy i teoria okultystyczna przenikały się nawzajem, choć prostego przełożenia między nim a londyńską ewokacją nie da się wykazać.
Do szerokiego kręgu czytelników anglojęzycznych opowieść trafiła dopiero pod koniec stulecia, gdy Arthur Edward Waite przełożył całe dzieło Lévi’ego i wydał je w 1896 roku pod tytułem Transcendental Magic. Przekład, opatrzony krytycznymi przypisami tłumacza, który nie ukrywał wątpliwości co do rzetelności francuskiego autora, ugruntował pozycję londyńskiego epizodu jako jednego z kanonicznych miejsc okultystycznej literatury, choć często czytano go w oderwaniu od ostrożnego komentarza, którym otoczył go Lévi.
Ewokacja z 1854 roku pozostaje więc wydarzeniem znanym wyłącznie z jednej relacji, napisanej przez uczestnika, który był zarazem jej teoretykiem i krytykiem. Nie ma świadków, nie ma notatek z dnia, nie ma nazwiska gospodyni. Jest tekst, w którym autor opisuje, jak przez kilka godzin podjął próbę zrobienia tego, o czym pisał, i jak wyniósł z niej przekonanie, że teorię można głosić, ale praktykę należy przede wszystkim zrozumieć i powstrzymać. W tym sensie najbardziej osobisty fragment Dogmatu jest zarazem jego najbardziej sceptycznym fragmentem, a mag, który miał uczyć Europę magii, okazuje się w nim przede wszystkim człowiekiem świadomym jej kosztów.
