Eliphas Lévi i połączenie tarota z kabałą
Eliphas Lévi nie odnalazł w tarocie zagubionej księgi kabalistów, lecz zbudował siatkę, w której każda karta otrzymała literę, liczbę i miejsce w kosmologii; jej szwy, widoczne zwłaszcza w położeniu Głupca, pokazują, że była to konstrukcja, a nie odczytanie.

Spadek po „Le Monde primitif”
Kiedy Alphonse-Louis Constant, były seminarzysta, publicysta i utopijny socjalista, ogłaszał pod hebraizowanym imieniem Eliphas Lévi swoje Dogme et rituel de la haute magie, wydane w dwóch tomach w latach 1854–1856, przekonanie o starożytnym pochodzeniu tarota liczyło już ponad siedemdziesiąt lat. W 1781 roku Antoine Court de Gébelin w ósmym tomie Le Monde primitif przedstawił karty jako ocalały fragment egipskiej księgi Thota, a w tym samym tomie hrabia de Mellet zaproponował powiązanie dwudziestu dwóch atutów z literami alfabetu hebrajskiego. Pod koniec stulecia Etteilla uczynił z tej egipskiej hipotezy podstawę wróżbiarskiej praktyki i wydał własną, przerobioną talię.
Lévi przejął z tego dziedzictwa przekonanie, że tarot jest księgą, ale odrzucił niemal wszystko inne. Etteillę traktował z pogardą, jako fryzjera, który zepsuł święty tekst, a egipskie pochodzenie kart przestało go zajmować jako problem historyczny. Interesowało go coś innego: zgodność tarota z kabałą, rozumianą jako uniwersalna wiedza ukryta pod różnymi zasłonami. Zmiana jest zasadnicza. U Court de Gébelina tarot był zabytkiem, który trzeba objaśnić przez historię; u Léviego staje się kluczem, który objaśnia historię.
Droga, która doprowadziła go do tej tezy, nie była drogą uczonego. Constant porzucił seminarium przed przyjęciem święceń kapłańskich, w latach czterdziestych pisał płomienne broszury społeczne, za La Bible de la liberté trafił na kilka miesięcy do więzienia, a do okultyzmu zwrócił się po rewolucji 1848 roku, gdy nadzieje polityczne zawiodły. Ważnym impulsem było dla niego spotkanie z Józefem Marią Hoene-Wrońskim, polskim matematykiem i mesjanistą, mieszkającym w Paryżu, którego ambicja stworzenia jednej, absolutnej filozofii obejmującej wszystkie nauki odcisnęła się na jego myśleniu. Lévi szukał odtąd nie tyle tajemnic, ile syntezy, i tarot miał być jej najporęczniejszym narzędziem.
Kabała, do której się odwoływał, nie była żydowską tradycją w jej rabinicznej postaci, lecz chrześcijańską i hermetyczną kabałą renesansu, czytaną przez łacińskie kompendia, przede wszystkim przez Kabbala denudata Christiana Knorra von Rosenrotha, oraz przez pisma Guillaume’a Postela, którego Lévi podziwiał. W diagramie z Clavis absconditorum Postela dopatrywał się zapisu tego samego słowa, które odczytywał w tarocie, w wariantach ROTA i TARO, czyli koła i prawa. Takie odczytania były raczej grą słów niż filologią, ale dla Léviego stanowiły dowód, że uczeni chrześcijańscy znali tajemnicę kart.
Dwadzieścia dwa rozdziały, dwadzieścia dwie litery
Architektura Dogme et rituel sama jest wykładem tej tezy. Każda z dwóch części dzieli się na dwadzieścia dwa rozdziały, a każdy rozdział otwiera hebrajska litera, jej wartość liczbowa i nazwa odpowiadającego jej atutu. Książka o magii zostaje w ten sposób ułożona według kart, a karty według alfabetu. Czytelnik nie dostaje osobnego traktatu o tarocie, lecz cały system, w którym tarot jest szkieletem.
Treść rozdziałów tylko luźno trzyma się obrazów kart, za to ściśle trzyma się liczb. Pierwszy rozdział mówi o adepcie przystępującym do wtajemniczenia, drugi o dwóch kolumnach świątyni i o dwoistości, bez której nie ma ruchu, trzeci o trójkącie Salomona, czwarty o tetragramie, piąty o pentagramie jako znaku woli panującej nad żywiołami. Liczba jest tu właściwym tematem, a karta jej emblematem. Taki porządek wywodził się bardziej z pitagorejskiej arytmologii i z hermetycznych rozważań o liczbach niż z jakiejkolwiek tradycji gry, i właśnie przez niego tarot mógł się stać wykładem filozofii, a nie tylko zbiorem wróżebnych obrazków.
Przyporządkowanie jest proste: Kuglarz, oznaczony jedynką, otrzymuje alef, Papieżyca bet, Cesarzowa gimel i tak dalej, zgodnie z kolejnością liter i numerami kart. Prostota jest tu zaletą i pułapką zarazem. Zaletą, bo pozwala zapamiętać całość jednym ruchem; pułapką, bo przenosi na karty logikę alfabetu, której ich ikonografia nie znała. Sefer Jecira dzieli litery na trzy macierzyste, siedem podwójnych i dwanaście prostych, przypisując im żywioły, planety i znaki zodiaku. U Léviego litery macierzyste, alef, mem i szin, przypadają z samej kolejności na Kuglarza, Śmierć i Głupca, a więc na karty, które w tradycji gry nie tworzyły żadnej szczególnej grupy. Siatka nie wyrasta z obrazów; obrazy muszą się do niej dopasować.
Do tej konstrukcji Lévi dołączył pozostałe części talii. Cztery kolory, buławy, puchary, miecze i denary, odpowiadały czterem literom imienia Boga, a zarazem czterem postaciom sfinksa, czyli bykowi, lwu, orłowi i człowiekowi, które Lévi łączył z wizją Ezechiela i z symbolami ewangelistów. Dziesięć kart liczbowych w każdym kolorze odpowiadało dziesięciu sefirot. Cała talia stawała się w ten sposób mapą kabalistycznego kosmosu, a jej użytkownik, jak pisał z charakterystyczną przesadą, mógłby jako więzień pozbawiony książek, lecz znający tarot, zdobyć w kilka lat wiedzę uniwersalną.
Głupiec między Sądem a Światem
Najwięcej o naturze tej konstrukcji mówi jedno miejsce. Głupiec, karta bez numeru albo z zerem, nie mieścił się w liczbowym porządku atutów. Lévi umieścił go między dwudziestym atutem, Sądem Ostatecznym, a dwudziestym pierwszym, Światem, i przypisał mu literę szin, przedostatnią w alfabecie, tak że Świat otrzymał ostatnią, taw. Rozwiązanie zachowywało zgodność numerów pozostałych kart z kolejnością liter, ale wymagało wciśnięcia nienumerowanej karty w środek ciągu, w miejsce, którego nic w samych kartach nie wskazywało.
Uzasadnienie, jakie Lévi mógł dla niego podać, miało charakter symboliczny, a nie historyczny: opierało się na znaczeniach samej litery, a nie na żadnej dawnej talii, w której Głupiec zajmowałby to miejsce. Nie usuwało więc wrażenia, że pozycja karty wynika z potrzeby systemu. Dla późniejszych okultystów stało się ono jednym z głównych punktów sporu. Ponad trzydzieści lat później Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku przesunął Głupca na początek, przypisując mu alef, i przestawił Siłę ze Sprawiedliwością, tak by atuty lepiej zgadzały się z astrologicznymi przypisaniami Sefer Jecira. Francuska szkoła Papusa i Oswalda Wirtha pozostała przy układzie Léviego. Od tej chwili w nowoczesnym okultyzmie istnieją dwa niezgodne systemy, a każdy z nich powołuje się na ukrytą tradycję.
Sam fakt, że taki spór był możliwy, rozstrzyga najważniejszą kwestię. Gdyby tarot rzeczywiście był zaszyfrowaną księgą kabalistów, zgodność kart z literami wynikałaby z samego materiału i nie wymagałaby przestawiania. To, że da się ją zbudować na kilka sposobów, a każdy wymaga arbitralnej decyzji w przynajmniej jednym punkcie, pokazuje, że mamy do czynienia z interpretacją nałożoną z zewnątrz.
Ikonografia, która poszła za doktryną
Lévi nie wydał własnej talii, ale jego wpływ na wygląd kart okazał się trwały. W Dogme et rituel zamieścił rycinę Rydwanu, na której wóz ciągną dwa sfinksy, jasny i ciemny, zamiast koni znanych z talii marsylskiej. Obraz ten był wykładem doktryny o równowadze przeciwieństw, którą Lévi stawiał w centrum swojej magii, i przeszedł niemal bez zmian do talii Oswalda Wirtha z 1889 roku, przygotowanej pod opieką Stanislasa de Guaity, a potem do talii Arthura Edwarda Waite’a i Pameli Colman Smith z 1909 roku. Sfinksy w Rydwanie są dziś tak oczywistym elementem tarota, że mało kto pamięta, iż wprowadził je komentator, a nie dawny rytownik.
Podobnie stało się z interpretacjami innych kart. Papieżyca stała się u Léviego figurą Gnozy i ukrytego prawa, Kuglarz obrazem woli i adepta, który panuje nad żywiołami. Te odczytania, wcześniej nieznane graczom, weszły do książek Papusa, przede wszystkim do Le Tarot des Bohémiens z 1889 roku, a stamtąd do całej literatury okultystycznej. Doktryna wpływała na ikonografię, ikonografia zaś zaczęła potwierdzać doktrynę, ponieważ nowe karty przedstawiały już to, co komentarz w nich widział.
Tarot jako alfabet filozoficzny
Historycy kart, przede wszystkim Michael Dummett i jego współpracownicy, wykazali, że tarot powstał w północnych Włoszech w pierwszej połowie XV wieku jako talia do gry z dodatkowym kolorem atutów i że nic nie wskazuje na jego związek z Egiptem ani z kabałą przed końcem XVIII wieku. Z tego punktu widzenia system Léviego jest anachronizmem. Nie czyni to jednak jego dzieła błahym. Lévi zrobił z tarotem to, co renesansowi kabaliści chrześcijańscy zrobili z hebrajskim alfabetem: potraktował zbiór znaków jako narzędzie medytacji nad strukturą świata.
Na tym polega jego rzeczywiste osiągnięcie, które można opisać bez przyjmowania legendy. Lévi zamienił talię do gry w alfabet filozoficzny, w którym obraz, liczba i litera wzajemnie się objaśniają, a każda karta może być punktem wyjścia do rozważań o woli, równowadze, śmierci i odrodzeniu. Sam Lévi wracał do tego tematu w kolejnych książkach, w Histoire de la magie z 1860 roku i w La Clef des grands mystères z roku następnego, rozwijając wątki, które w Dogme et rituel były zaledwie zarysowane, ale nie zmieniając zasadniczego układu przypisań. Okultyzm XIX i XX wieku przejął ten alfabet i rozwinął go w kierunkach, których sam Lévi nie przewidywał, od rytuałów Złotego Brzasku po psychologiczne odczytania kart.
Granica między tradycją a konstrukcją przebiega więc nie między prawdą a fałszem, lecz między dwoma rodzajami twierdzeń. Twierdzenie historyczne, że tarot zawsze był księgą kabalistów, nie wytrzymuje krytyki. Twierdzenie interpretacyjne, że karty można czytać jako obrazowy komentarz do kabalistycznej kosmologii, jest propozycją, którą Lévi sformułował jako pierwszy w spójnej postaci i której wartość zależy od tego, czy pomaga myśleć. Głupiec wciśnięty między Sąd a Świat przypomina, że ta propozycja ma autora.
