Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Różokrzyż

Elias Ashmole i różokrzyżowa pamięć angielskich uczonych

Elias Ashmole nie był członkiem żadnego udokumentowanego bractwa różokrzyżowego, lecz jako kopista manifestów, wolnomularz z Warrington, spadkobierca papierów Johna Dee i współtwórca kultury Royal Society stał się archiwistą różokrzyżowej nadziei w Anglii.

Portret Eliasa Ashmole’a pędzla Johna Rileya, 1687, Ashmolean Museum – domena publiczna
Portret Eliasa Ashmole’a pędzla Johna Rileya, 1687, Ashmolean Museum – domena publiczna · Wikimedia Commons

Royalista z Lichfield

Elias Ashmole urodził się w 1617 roku w Lichfield, w rodzinie siodlarza, i w niczym nie przypominał nieuchwytnego adepta z legend. Był prawnikiem, urzędnikiem, kolekcjonerem i człowiekiem starannie budującym pozycję społeczną. W czasie wojny domowej opowiedział się po stronie króla, pełnił funkcje w administracji podatkowej rojalistów, a po upadku sprawy Karola I przeczekał lata Wspólnoty w Londynie i w majątkach swojej drugiej żony. Restauracja Stuartów w 1660 roku przyniosła mu nagrodę: urząd Windsor Herald i stanowisko kontrolera akcyzy. Jego największym dziełem drukowanym stała się nie rozprawa hermetyczna, lecz monumentalna historia Orderu Podwiązki, The Institution, Laws and Ceremonies of the Most Noble Order of the Garter, wydana w 1672 roku.

Ten urzędniczy profil jest ważny dla zrozumienia, w jaki sposób Ashmole uczestniczył w różokrzyżowej kulturze. Nie głosił reformy świata, nie zakładał zgromadzeń, nie ogłaszał manifestów. Zbierał, kopiował, porządkował i zapisywał. Dzięki tej skrupulatności posiadamy dziś znaczną część świadectw o tym, jak angielscy czytelnicy połowy XVII wieku przyswajali sobie niemiecką legendę bractwa. Jego biografię znamy wyjątkowo dobrze właśnie dlatego, że prowadził zapiski autobiograficzne, w których notował daty, spotkania, choroby, horoskopy i zakupy książek. Materiał ten wydał i opatrzył obszernym komentarzem C. H. Josten w pięciotomowym opracowaniu z 1966 roku, które pozostaje podstawą wszelkich badań nad Ashmole’em.

Wśród ludzi, którzy ukształtowali jego zainteresowania, szczególne miejsce zajmuje astrolog William Lilly, a także William Backhouse z Swallowfield, którego Ashmole w zapiskach nazywał swoim ojcem w duchowym, uczniowskim sensie. Relacja z Backhouse’em miała charakter adopcji filozoficznej: mistrz przekazywał uczniowi wiedzę, księgi i, jak sądził Ashmole, sekrety. Taki model przekazu, oparty na osobistym zaufaniu, a nie na instytucji, odpowiada dokładnie temu, co różokrzyżowe manifesty mówiły o bractwie dostępnym tylko dla wybranych.

Odpis manifestów i list do braci

Najbardziej bezpośrednim śladem różokrzyżowych fascynacji Ashmole’a są jego rękopisy. Wśród papierów, które przekazał później Oksfordowi, zachował się sporządzony jego ręką angielski tekst Famy i Confessio, a obok niego łacińska petycja skierowana do braci Różanego Krzyża, z prośbą o przyjęcie do grona ich uczniów. Frances Yates zwróciła na ten dokument uwagę w The Rosicrucian Enlightenment z 1972 roku, widząc w nim dowód, że angielski antykwariusz traktował legendę z pełną powagą. Nie wiadomo, czy list kiedykolwiek był przeznaczony do wysłania, ani dokąd mógłby zostać wysłany. Sam gest jest jednak wymowny: Ashmole zrobił to, do czego zachęcała Fama, czyli zwrócił się do niewidzialnych braci w nadziei, że zostanie rozpoznany.

Ten sam rok 1652, w którym Thomas Vaughan opublikował drukiem angielski przekład manifestów, przyniósł też inną deklarację Ashmole’a. We wstępie do swojej wielkiej antologii poezji alchemicznej pisał o różokrzyżowcach z szacunkiem i ubolewał nad ich niewłaściwym rozumieniem przez szerszą publiczność. Antologia ta, zawierająca teksty Nortona, Ripleya i innych autorów angielskich, zasługuje na osobne omówienie, poświęcone wyłącznie jej alchemicznej treści. Tutaj wystarczy zauważyć, że Ashmole posłużył się tradycją wysp, aby wpisać w nią także sławę zagranicznego bractwa. Różokrzyżowcy pojawiają się u niego jako spadkobiercy dawnej mądrości, a nie jako jej wynalazcy.

Ashmole wykazywał ostrożność, której brakowało wielu entuzjastom. Nigdy nie twierdził publicznie, że został przyjęty, ani że zna braci osobiście. Jego stosunek do legendy był stosunkiem czytelnika, który uznaje jej powagę, nie przypisując sobie uczestnictwa. Ta różnica ma znaczenie, ponieważ późniejsza literatura okultystyczna chętnie przedstawiała go jako różokrzyżowego mistrza, a nawet jako łącznik między bractwem a powstającą masonerią. Źródła takiego obrazu nie potwierdzają.

Warto przy tym pamiętać, że sam Ashmole nie był obcy grze w ukrycie, którą manifesty uczyniły swoją poetyką. W 1650 roku wydał angielski przekład łacińskiego zbioru Arthura Dee, syna Johna, pod tytułem Fasciculus Chemicus, podpisując go anagramem James Hasolle. Pseudonim był w tamtym środowisku zarówno konwencją, jak i sygnałem przynależności do kręgu czytelników, którzy potrafią rozszyfrować imię. Podobnie jak bracia z Famy ukrywali się za inicjałami, angielski antykwariusz pozwalał rozpoznać siebie tylko tym, którzy wiedzieli, czego szukać. Ten drobny gest wydawniczy dobrze oddaje jego stosunek do tradycji: przejmował jej formy, ale używał ich ostrożnie, w ramach kultury druku i mecenatu, a nie jako narzędzia tajnej organizacji. Ukrycie nie służyło mu do zbudowania wspólnoty, lecz do zaznaczenia miejsca w dawnej, uczonej rozmowie.

Warrington 1646 i pytanie o masonerię

Jeden z najczęściej cytowanych zapisów w dziennikach Ashmole’a pochodzi z 16 października 1646 roku. Zanotował wtedy, że w Warrington w Lancashire został przyjęty do wolnomularzy wraz z pułkownikiem Henrym Mainwaringiem, i wymienił obecnych przy tym członków loży. Jest to jeden z najwcześniejszych znanych zapisów przyjęcia do loży w Anglii osoby niebędącej rzemieślnikiem budowlanym. Drugi zapis, z marca 1682 roku, dotyczy zebrania w Masons’ Hall w Londynie, na którym Ashmole był obecny jako najstarszy z przybyłych braci.

Te dwie notatki stały się fundamentem ogromnej literatury. Od XVIII wieku powtarzano, że Ashmole był założycielem spekulatywnej masonerii albo że przeniósł do lóż różokrzyżowe tajemnice. Obie tezy nie znajdują oparcia w dokumentach. Dziennik nie mówi nic o treści ceremonii ani o jakichkolwiek związkach przyjęcia z bractwem Różanego Krzyża. Między 1646 a 1682 rokiem Ashmole w ogóle nie wspomina o udziale w spotkaniach lóż, co trudno pogodzić z wizerunkiem gorliwego organizatora. Wiadomo natomiast, że zamierzał napisać historię wolnomularstwa, a jego zainteresowanie było typowe dla antykwariusza badającego dawne korporacje, cechy i ordery.

Właśnie ta perspektywa pozwala zrozumieć powiązanie, które rzeczywiście istniało. Dla Ashmole’a masoneria, Order Podwiązki i bractwo różokrzyżowe były trzema przykładami wspólnot zachowujących wiedzę i obyczaj przez ceremonię i zapis. Badał je tą samą metodą. Nie wynika z tego, że łączyła je wspólna sukcesja, ale wynika coś innego: angielska kultura antykwaryczna XVII wieku stworzyła ramy, w których legenda różokrzyżowa mogła być traktowana jako przedmiot historycznego zainteresowania, a nie tylko jako proroctwo albo mistyfikacja.

Papiery Johna Dee i dziedzictwo rękopisów

Ashmole był także strażnikiem pamięci o Johnie Dee, który dla wielu późniejszych autorów uchodził za angielskiego prekursora różokrzyżowców. Związek ten nie jest pozbawiony podstaw: Monas hieroglyphica Dee z 1564 roku stała się źródłem traktatu dołączonego do pierwszego wydania Confessio, a symbol monady pojawia się na kartach Chymicznych godów. W 1672 roku Ashmole nabył rękopisy Dee, zawierające zapisy rozmów z aniołami prowadzonych z Edwardem Kelleyem. Według jego własnej relacji papiery przetrwały w skrzyni, która przeszła przez kilka rąk, a część kart została zniszczona, zanim dotarły do niego. Dzięki jego staraniom zachowane fragmenty trafiły ostatecznie do zbiorów oksfordzkich i do dziś są podstawowym źródłem do badań nad duchowymi eksperymentami Dee.

Ten epizod dobrze ilustruje sposób, w jaki Ashmole tworzył pamięć. Nie interpretował rękopisów Dee w duchu różokrzyżowym ani nie budował z nich nowej doktryny. Przechowywał je, katalogował i zapewniał im instytucjonalne schronienie. W 1677 roku zadeklarował przekazanie Uniwersytetowi Oksfordzkiemu swoich zbiorów, obejmujących między innymi kolekcję osobliwości zgromadzoną wcześniej przez ogrodników Johna Tradescanta starszego i młodszego. Otwarte w 1683 roku Ashmolean Museum stało się jednym z pierwszych publicznych muzeów uniwersyteckich w Europie. Jego biblioteka rękopisów, obejmująca pisma astrologiczne, alchemiczne i magiczne, z czasem przeszła do Biblioteki Bodlejańskiej.

Niewidzialne kolegium i spór o pamięć

Ashmole był wśród pierwszych członków Royal Society, wybranym w 1661 roku, zaledwie kilka miesięcy po formalnym zawiązaniu towarzystwa. Ta okoliczność dała podstawę do jednej z najbardziej wpływowych hipotez XX-wiecznej historiografii. Frances Yates twierdziła, że różokrzyżowe marzenie o bractwie uczonych reformujących wiedzę przetrwało w Anglii i współkształtowało środowisko, z którego wyrosła Royal Society. Przywoływała przy tym listy młodego Roberta Boyle’a z lat 1646–1647, w których pisał o „niewidzialnym kolegium”, a także postacie Samuela Hartliba i Johna Wilkinsa.

Późniejsi historycy przyjęli tę tezę z dużą rezerwą. Zwracali uwagę, że „niewidzialne kolegium” Boyle’a dotyczyło najpewniej kręgu korespondentów skupionych wokół Hartliba, zainteresowanych rolnictwem, medycyną i reformą edukacji, a nie tajnego bractwa. Royal Society programowo odcinało się od języka objawienia i tajemnicy, przyjmując bakoński ideał jawnego eksperymentu i publicznego sprawozdania. Udział Ashmole’a w jej pracach był zresztą skromny, a jego zainteresowania astrologią i alchemią sytuowały go raczej na obrzeżach środowiska niż w jego centrum.

A jednak spór ten mówi coś istotnego o samym Ashmole’u. Jego biografia jest jednym z niewielu miejsc, gdzie spotykają się w jednej osobie różokrzyżowa petycja, przyjęcie do loży, papiery Dee, członkostwo w Royal Society i założenie publicznego muzeum. Nie dowodzi to ciągłości instytucjonalnej. Pokazuje natomiast, że różokrzyżowe wyobrażenie wspólnoty wiedzy mogło przeżyć jako osobiste przekonanie człowieka, który jednocześnie uczestniczył w nowej, jawnej kulturze naukowej. Ashmole nie wybierał między nimi. Przechowywał obie.

Właśnie dlatego „różokrzyżowa pamięć” jest tu określeniem trafniejszym niż „różokrzyżowe członkostwo”. Ashmole nie przekazał tajemnicy, lecz przekazał archiwum: odpisy, notatki, rękopisy i kolekcje, z których kolejne pokolenia mogły odtwarzać, a czasem wymyślać, dzieje angielskiego hermetyzmu. Kiedy w XIX wieku wiktoriańscy okultyści zaczęli szukać brytyjskich korzeni różokrzyżowej sukcesji, sięgali po jego nazwisko jako po świadectwo ciągłości. Historyk widzi w nim raczej świadka szczególnego momentu, w którym nadzieja na odnowienie wiedzy przez bractwo wybranych i nadzieja na jej odnowienie przez instytucje publiczne jeszcze współistniały w jednym umyśle.