Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Różokrzyż

Hermann Fictuld i Aureum Vellus

Hermann Fictuld, tajemniczy autor alchemiczny z połowy XVIII wieku, w traktacie Aureum Vellus oder Goldenes Vliess z 1749 roku odczytał dworski Order Złotego Runa jako zaszyfrowane bractwo hermetyczne, łącząc mit o Jazonie z wizją nieprzerwanej, ukrytej historii zakonów mędrców.

Słońce wschodzące nad miastem, „Splendor Solis”, 1582, British Library
Słońce wschodzące nad miastem, „Splendor Solis”, 1582, British Library

Autor bez biografii

Pod nazwiskiem Hermann Fictuld ukazało się w połowie XVIII wieku kilka obszernych pism alchemicznych, które szybko zdobyły popularność w niemieckojęzycznym świecie adeptów. O samym autorze nie wiadomo prawie nic pewnego. Większość badaczy przyjmuje, że nazwisko jest pseudonimem, a próby identyfikacji z konkretną osobą – najczęściej z jakimś szlachcicem z obszaru monarchii habsburskiej – pozostają hipotezami opartymi na wskazówkach tekstowych, a nie na dokumentach. Fictuld sam podsycał tę niepewność: pisał tonem człowieka, który wie więcej, niż może powiedzieć, i który zna środowiska niedostępne dla zwykłego czytelnika.

Jego twórczość przypada na lata, w których w Rzeszy zaczynały się kształtować zorganizowane kręgi posługujące się nazwą Złotego Różokrzyża. Dlatego w historiografii ruchu Fictuld pojawia się regularnie jako jeden z autorów, w których pismach widać zapowiedź tych struktur lub przynajmniej świadomość ich istnienia. Jego znaczenie nie polega jednak na tym, że był członkiem jakiejś organizacji – tego nie da się wykazać – lecz na tym, że stworzył spójną opowieść, w której alchemia, rycerstwo i tajne bractwa tworzą jedną historię.

Kamień probierczy ksiąg

Pierwszym dziełem, które przyniosło Fictuldowi rozgłos, był Probier-Stein, wydany w 1740 roku, a następnie poszerzony o kolejne części. Tytuł odwołuje się do kamienia probierczego, na którym jubilerzy sprawdzali czystość złota. Fictuld zastosował tę metaforę do literatury: jego książka jest przeglądem autorów alchemicznych, w którym każdemu wystawiona zostaje ocena. Jedni zostają uznani za prawdziwych filozofów, inni za sofistów, oszustów i nieuków, których pisma prowadzą czytelnika na manowce.

Taki katalog miał praktyczną wartość dla ludzi zagubionych w gąszczu traktatów, ale był też manifestem pewnej koncepcji sztuki. Kryterium oceny nie stanowiła u Fictulda wyłącznie skuteczność receptur, której zresztą nie mógł sprawdzić, lecz zgodność autora z tym, co uważał za prawdziwą, Boską filozofię natury. Prawdziwy adept pisze w duchu pobożności, unika chciwości i rozumie, że sztuka jest darem łaski. Fałszywy adept goni za złotem i myli zewnętrzne manipulacje z tajemnicą. Fictuld nie przekształca przy tym alchemii w czystą alegorię duszy; pozostaje przekonany o realności kamienia, ale wiąże dostęp do niego z moralną i religijną kondycją badacza. W tym sensie Probier-Stein jest bardziej przewodnikiem po tradycji niż podręcznikiem laboratoryjnym, a jego głównym przedmiotem jest autorytet: kto ma prawo mówić w imieniu sztuki.

Ten sam problem autorytetu stanął w centrum Aureum Vellus. O ile Probier-Stein oddzielał prawdziwych autorów od fałszywych, o tyle traktat z 1749 roku próbował pokazać, gdzie i w jakiej formie prawdziwa wiedza była przechowywana przez stulecia.

Złote runo jako kamień filozofów

Utożsamienie złotego runa z alchemią ma długą historię, starszą niż Fictuld. Bizantyjski leksykon zwany Sudą podaje, że runo, po które wyprawili się Argonauci, było w istocie księgą spisaną na skórze, uczącą, jak wytwarzać złoto sposobem chemicznym. Renesansowi i barokowi autorzy chętnie podejmowali ten wątek, czytając mity greckie jako zaszyfrowane opisy Wielkiego Dzieła. Na przełomie XVI i XVII wieku w szwajcarskim Rorschach ukazała się antologia alchemiczna zatytułowana Aureum vellus oder Güldin Schatz und Kunstkammer, w której znalazł się między innymi traktat przypisywany Salomonowi Trismosinowi. Tytuł Fictulda wpisuje się więc w ugruntowaną konwencję.

W ujęciu Fictulda Jazon jest figurą adepta, wyprawa Argo – drogą przez próby, smok strzegący runa – przeszkodą, którą trzeba pokonać nie siłą, lecz mądrością, a Medea – wiedzą tajemną, bez której bohater nie osiągnąłby celu. Takie odczytania łączą w sobie dwie warstwy. Z jednej strony odsyłają do procesów, które autorzy alchemiczni uważali za realne operacje na materii. Z drugiej sugerują drogę wewnętrzną: przemianę adepta, który musi stać się godny tego, czego szuka. Fictuld nie rozdziela tych warstw w sposób systematyczny, ale wyraźnie przyjmuje, że mit jest językiem wtajemniczonych i że jego właściwe znaczenie dostępne jest tylko tym, którzy przeszli odpowiednie przygotowanie.

Symbolika runa miała zresztą w kulturze chrześcijańskiej drugie źródło, niezależne od Argonautów. W Księdze Sędziów Gedeon prosi Boga o znak: runo rozłożone na klepisku ma nasiąknąć rosą, podczas gdy ziemia wokół pozostanie sucha, a następnie odwrotnie. Egzegeza patrystyczna i średniowieczna czytała ten epizod jako figurę wcielenia i dziewiczego macierzyństwa Maryi. Alchemiczna wyobraźnia miała własne powody, by zatrzymać się przy tym obrazie, ponieważ rosa – wilgoć zstępująca z nieba – należała do jej ulubionych symboli; wystarczy przypomnieć ryciny Mutus liber z 1677 roku, na których adepci zbierają rosę płachtami rozpiętymi na polu. Zbieżność runa, rosy i niebiańskiego daru tworzyła sieć skojarzeń, w której łatwo było umieścić także insygnium burgundzkiego orderu, i właśnie z takiego gęstego tła wyrasta interpretacja Fictulda.

Order Złotego Runa jako hermetyczne bractwo

Najbardziej oryginalny – i najbardziej śmiały – element Aureum Vellus dotyczy historycznej instytucji. Order Złotego Runa został ustanowiony w 1430 roku w Brugii przez księcia Burgundii Filipa Dobrego z okazji jego ślubu z Izabelą Portugalską. Był to order rycerski o charakterze dworskim i dynastycznym, który po wygaśnięciu burgundzkiej linii przeszedł na Habsburgów, a po wojnie o sukcesję hiszpańską rozdzielił się na gałąź hiszpańską i austriacką. Jego insygnium, złote runo zawieszone na łańcuchu, odwoływało się do mitu o Jazonie i do biblijnej historii Gedeona; w czasach Fictulda był to jeden z najbardziej prestiżowych orderów Europy.

Fictuld zaproponował odczytanie, według którego za fasadą dworskiego zgromadzenia kryło się bractwo depozytariuszy wiedzy hermetycznej. Runo nie było w tym ujęciu jedynie heraldycznym nawiązaniem do greckiej legendy, lecz znakiem kamienia filozofów, a założyciele orderu mieli świadomie wybrać symbol, który dla wtajemniczonych oznaczał Wielkie Dzieło. Brak jakichkolwiek źródeł potwierdzających taki zamiar Filipa Dobrego czy jego doradców. Historycy orderu wyjaśniają wybór symbolu motywami politycznymi i gospodarczymi – znaczeniem handlu wełną dla Flandrii, ambicjami krucjatowymi księcia i kulturą rycerską dworu burgundzkiego – a nie alchemią.

Dla historii idei ciekawsze od samego błędu jest jednak to, co Fictuld z nim uczynił. Ustanowił mianowicie ciągłość: wiedza przechodzi z rąk do rąk, od starożytnych mędrców przez średniowiecznych rycerzy aż po współczesnych adeptów, a jej nosicielami są kolejne zakony, które na zewnątrz wyglądają inaczej, lecz w istocie strzegą tej samej tajemnicy. W tej perspektywie Order Złotego Runa staje się ogniwem w łańcuchu, którego dalszym ciągiem mogą być bractwa różokrzyżowe. Badacze ruchu zwracają uwagę, że Aureum Vellus zawiera wzmiankę o zgromadzeniu Złotego i Różanego Krzyża jako spadkobiercy tej linii, co czyni traktat ważnym świadectwem obecności tej nazwy w połowie XVIII wieku. Interpretacja tego fragmentu pozostaje przedmiotem dyskusji: nie wiadomo, czy Fictuld opisywał istniejącą grupę, czy kreślił program, który dopiero miał się urzeczywistnić.

Mit genealogiczny i jego funkcja

Konstrukcja Fictulda dobrze pokazuje, jak w XVIII wieku powstawały hermetyczne genealogie. Autor bierze rzeczywistą, powszechnie znaną instytucję obdarzoną prestiżem i nadaje jej ukryty sens, który tylko on i jemu podobni potrafią rozpoznać. Wówczas prestiż orderu spływa na samą sztukę, a zarazem sztuka zyskuje historię: przestaje być zbiorem rozproszonych traktatów, a staje się dziedzictwem przekazywanym przez zorganizowane wspólnoty. Mechanizm ten znamy z wolnomularskich legend o templariuszach i z różnych opowieści o starożytnych szkołach misteriów, ale u Fictulda działa on w sposób szczególnie przejrzysty, bo odnosi się do instytucji, która wciąż istniała i której kawalerami byli monarchowie.

Taka genealogia ma też wymiar duchowy, którego nie należy pomijać. Dla autora i jego czytelników idea nieprzerwanego łańcucha mędrców była wyrazem przekonania, że prawda Boża nie zginęła w świecie, lecz jest strzeżona przez ludzi godnych, którzy przekazują ją następcom. Zakon w tym ujęciu nie jest przede wszystkim organizacją, lecz wspólnotą duchową, rozciągniętą w czasie. Złote runo, zawieszone na szyjach cesarzy, staje się wówczas znakiem obecności tajemnicy pośrodku świata władzy – ukrytej, lecz nie nieobecnej. W tym obrazie mieści się charakterystyczna dla XVIII-wiecznego hermetyzmu nadzieja, że wiedza mistyczna i porządek polityczny mogą się spotkać.

Wpływ Fictulda był znaczny. Jego pisma czytano w kręgach alchemicznych przez kolejne dekady, a Probier-Stein pełnił funkcję kanonu, według którego oceniano literaturę hermetyczną. Późniejsi historycy ruchu różokrzyżowego, od autorów XIX-wiecznych po współczesnych, wracali do Aureum Vellus jako do tekstu, w którym widać przejście od indywidualnej praktyki alchemicznej do idei zorganizowanego, hierarchicznego zakonu. Niezależnie od tego, czy Fictuld był członkiem takiej wspólnoty, czy tylko jej prorokiem, dostarczył jej opowieści, w której mogła odnaleźć własną przeszłość.

Na popularność jego pism wpływał także styl. Fictuld pisał po niemiecku, a nie po łacinie, co otwierało jego książki dla szerokiego kręgu czytelników: urzędników, oficerów, lekarzy i duchownych, którzy nie zawsze swobodnie czytali dawne traktaty łacińskie. Jego proza łączy ton kaznodziejski z polemiczną ostrością, a obok wywodów o naturze metali pojawiają się napomnienia moralne i wezwania do pokory. Taki sposób pisania odpowiadał oczekiwaniom publiczności, która szukała w alchemii zarówno wiedzy, jak i duchowego kierownictwa, i która chętnie przyjmowała autora przemawiającego z pozycji depozytariusza tajemnicy.

Ocena tej spuścizny musi pozostać dwoista. Jako historyk Fictuld zawodzi: jego genealogie nie wytrzymują konfrontacji ze źródłami, a jego sądy o autorach są arbitralne. Jako twórca mitu jest jednak postacią wyjątkowo ważną, ponieważ uchwycił potrzebę, którą epoka odczuwała coraz silniej – potrzebę zakorzenienia tajemnej wiedzy w instytucjach, które mają przeszłość, hierarchię i znaki. Złote runo w jego interpretacji jest właśnie takim znakiem: łączy grecki mit, alchemiczną symbolikę i dworski splendor w jeden obraz ukrytej ciągłości, w której adept może zobaczyć siebie jako dziedzica Argonautów.