R. Swinburne Clymer i spór o sukcesję różokrzyżową
Spór Reubena Swinburne'a Clymera z AMORC był w gruncie rzeczy sporem dwóch nieweryfikowalnych rodowodów, a to, że ostatecznie trafił przed sąd, odsłania paradoks nowoczesnego różokrzyżowstwa: duchową autentyczność próbowano dowodzić jak tytułu własności, aktami, pieczęciami i listą poprzedników.

Lekarz z Quakertown
Reuben Swinburne Clymer urodził się w 1878 roku w hrabstwie Bucks w Pensylwanii i zmarł w 1966 roku, spędziwszy niemal całe życie w okolicach Quakertown. Z wykształcenia i zawodu był lekarzem, związanym z nurtami medycyny naturalnej i eklektycznej, które w Ameryce przełomu wieków rywalizowały z medycyną akademicką. Ten zawodowy rys jest ważny dla zrozumienia jego dorobku: obok pism różokrzyżowych wydawał prace o dietetyce, zdrowym życiu i leczeniu naturalnymi metodami, a jego wizja duchowej drogi zawsze obejmowała także ciało.
Od początku XX wieku Clymer ogłaszał książki o różokrzyżowcach, alchemii i tradycji inicjacyjnej, a w 1908 roku powołał Church of Illumination, kościół związany z jego organizacją. Głównym ośrodkiem stała się posiadłość Beverly Hall pod Quakertown, której nazwa nawiązywała do drugiego imienia Paschala Beverly'ego Randolpha. Tam mieściły się siedziba Fraternitas Rosae Crucis, wydawnictwo i miejsce spotkań członków. W odróżnieniu od organizacji działających głównie przez korespondencję FRC była niewielka, skupiona wokół jednego miejsca i jednego człowieka.
Clymer przedstawiał FRC jako najstarszą organizację różokrzyżową w Ameryce, założoną w połowie XIX wieku przez Randolpha, i siebie jako jej prawowitego zwierzchnika w nieprzerwanej linii. Według tradycji zakonu po Randolphie władzę sprawowali kolejno Freeman B. Dowd i Edward H. Brown, a po nich Clymer, który objął przywództwo na początku XX wieku. Ta lista jest rdzeniem całej sprawy, bo na niej opierało się wszystko, co Clymer później twierdził o swoich przeciwnikach, a jej ogniwa znane są niemal wyłącznie z publikacji samego zakonu.
Randolph, który wymyślał sam siebie
Problem polega na tym, że postać, od której miała się zaczynać sukcesja, sama nie dawała się łatwo zamknąć w ramach żadnej instytucji. Paschal Beverly Randolph (1825–1875), amerykański lekarz, medium i pisarz pochodzenia afroamerykańskiego, był jedną z najbarwniejszych postaci dziewiętnastowiecznego okultyzmu. Podróżował do Europy, gdzie stykał się z okultystami francuskimi i angielskimi, pisał powieści i traktaty o jasnowidzeniu, miłości i magii woli, a w ostatnich latach życia głosił naukę o seksualnej magii, którą omawia osobny esej. Zakładał kolejne bractwa, zmieniał ich nazwy i przypisywał sobie różne godności, a jego deklaracje o pochodzeniu wiedzy były niespójne.
Biograf Randolpha, John Patrick Deveney, w monografii z 1997 roku pokazał, że jego różokrzyżowstwo było w dużej mierze konstrukcją własną, budowaną z lektur, kontaktów i intuicji. Sam Randolph w niektórych tekstach przyznawał, że to, co ogłaszał jako naukę różokrzyżową, wyrosło przede wszystkim z jego własnych doświadczeń duchowych. Organizacje, które założył, były luźne i nietrwałe, a ich ciągłość po jego samobójczej śmierci w 1875 roku jest trudna do udokumentowania. Twierdzenie, że istniała jedna nieprzerwana linia przekazu od Randolpha do Clymera, opiera się przede wszystkim na źródłach pochodzących z samej FRC.
Ta sytuacja ma swoją ironię. Clymer wywodził autorytet od człowieka, który był wizjonerem i improwizatorem, a nie strażnikiem przekazu. Aby uczynić z Randolpha patriarchę zakonu, trzeba było wygładzić jego biografię, a także jego naukę. Clymer wydawał pisma Randolpha w wersjach, w których erotyczno-magiczny rdzeń jego późnej doktryny był wyraźnie złagodzony, co odpowiadało purytańskiemu klimatowi Pensylwanii i wizerunkowi szacownego bractwa, ale oddalało te teksty od ich oryginalnego sensu.
Nowojorski rywal i jego europejskie dokumenty
Przeciwnikiem Clymera był Harvey Spencer Lewis (1883–1939), który w 1915 roku założył w Nowym Jorku Ancient and Mystical Order Rosae Crucis. Jego historię, w tym przeniesienie siedziby do San José w 1927 roku i system korespondencyjnych lekcji, omawiają osobne eseje; tutaj liczy się rodowód, na który się powoływał. Lewis twierdził, że otrzymał upoważnienie do odnowienia zakonu w Ameryce w 1909 roku w Tuluzie, od europejskich różokrzyżowców, i że AMORC jest kontynuacją starożytnej tradycji, której dzieje sięgają Egiptu faraonów. Także ta sukcesja nie znajduje oparcia w niezależnych źródłach, a dokumenty, na które się powoływał, budziły wątpliwości od samego początku.
Lewis miał jednak przewagę, której nie posiadał Clymer: rozmach organizacyjny. AMORC szybko stało się największą organizacją różokrzyżową świata, prowadziło szeroką reklamę w prasie i przyciągało tysiące członków, którzy nigdy nie byli w żadnej świątyni. Dla Clymera, kierującego niewielkim bractwem, był to zarazem dowód na komercjalizację duchowości i realne zagrożenie. Jeśli publiczność utożsami słowo „różokrzyżowiec” z AMORC, jego własne roszczenia staną się niezrozumiałe.
Tło gospodarcze nie było bez znaczenia. Lata trzydzieste, czas wielkiego kryzysu, były zarazem okresem rozkwitu amerykańskich ruchów oferujących drogę osobistego rozwoju za pośrednictwem poczty i reklamy prasowej. Organizacje ezoteryczne konkurowały w gruncie rzeczy na tym samym rynku co szkoły korespondencyjne i wydawcy poradników, a hasło „różokrzyżowcy” stało się marką rozpoznawalną dla szerokiej publiczności. W takich warunkach pytanie o to, kto ma prawo do nazwy, przestało być wyłącznie sprawą duchową. Dotyczyło także dochodów, członków i dostępu do odbiorców, których przyciągały ogłoszenia w popularnych czasopismach.
Clymer odpowiedział atakiem na najsłabszy punkt rodowodu Lewisa. W latach dwudziestych Lewis przyjął od Theodora Reussa, zwierzchnika Ordo Templi Orientis, dyplom honorowy, a OTO kojarzyło się w Ameryce z Aleisterem Crowleyem i jego skandaliczną reputacją. Dla Clymera był to argument rozstrzygający: zakon, który przyjmuje dokumenty od ludzi związanych z Crowleyem, nie może być strażnikiem czystej tradycji. Lewis odpowiadał, przedstawiając Clymera jako sekciarza i fałszerza historii.
Wojna broszur i sala sądowa
Spór rozwinął się w pełni w latach trzydziestych. Clymer opublikował w latach 1935–1936 dwutomowe dzieło The Rosicrucian Fraternity in America, które było jednocześnie historią ruchu w jego własnej wersji i obszernym aktem oskarżenia przeciw Lewisowi. Zebrał w nim dokumenty, listy i wycinki prasowe, którymi chciał wykazać, że AMORC jest przedsięwzięciem handlowym bez prawa do nazwy. Lewis i jego współpracownicy odpowiadali w publikacjach zakonu. Obie strony powoływały się na dokumenty, których autentyczność kwestionowała strona przeciwna, i obie oskarżały się nawzajem o fałszerstwo.
Konflikt miał wymiar międzynarodowy. W 1934 roku w Brukseli powstała FUDOSI, federacja zakonów inicjacyjnych, w której AMORC zajęło ważne miejsce, co wzmacniało europejską legitymację Lewisa; tej federacji poświęcono w tej bibliotece osobny esej. Clymer odpowiedział w 1939 roku utworzeniem konkurencyjnej federacji, FUDOFSI, do której przystąpiły grupy martynistowskie i gnostyckie z Francji. Rywalizacja dwóch amerykańskich zakonów przeniosła się w ten sposób na europejską scenę organizacji ezoterycznych, i to w przededniu wojny, która miała zniszczyć znaczną część tej sceny.
W drugiej połowie lat trzydziestych spór trafił także przed sąd. Relacje o jego przebiegu i wyniku pochodzą w dużej mierze od samych stron, z których każda przedstawiała go jako własny sukces, i dlatego wymagają ostrożności. Pewne jest, że postępowanie nie przyniosło żadnej z organizacji wyłącznego prawa do miana różokrzyżowców i nie rozstrzygnęło kwestii, która naprawdę dzieliła strony: która z nich jest prawowitą spadkobierczynią starożytnego bractwa. Sąd mógł orzekać o zniesławieniu i o używaniu nazwy, ale nie o autentyczności duchowego przekazu. Lewis zmarł w 1939 roku, a jego następca, syn Ralph M. Lewis, prowadził AMORC w mniej konfrontacyjnym stylu; spór stopniowo wygasł, nie znalazłszy rozstrzygnięcia.
Sukcesja jako dowód, którego nie ma
Historia ta pozwala dostrzec coś, co dotyczy nie tylko dwóch amerykańskich organizacji. Manifesty z XVII wieku nie znały pojęcia sukcesji w sensie, w jakim używali go Clymer i Lewis. Bractwo z Famy było niewidzialne, a jego członków rozpoznawało się po owocach, nie po dyplomach. Pierwsze organizacje, które przybrały nazwę różokrzyżowców, w XVIII wieku, zbudowały struktury stopni i hierarchii na wzór wolnomularstwa, i wraz z nimi pojawiła się potrzeba wykazania, skąd pochodzi władza nadawania tych stopni. W XIX i XX wieku, w epoce rywalizujących zakonów, rodowód stał się podstawowym kapitałem.
Kapitał ten miał jednak specyficzną naturę. Żadna z rywalizujących organizacji nie mogła przedstawić dokumentów, które niezależny historyk uznałby za dowód nieprzerwanego przekazu od XVII wieku, bo takiego przekazu najpewniej nie było. Spór o sukcesję toczył się więc nie o fakty, lecz o wiarygodność narracji. Każda strona budowała własny łańcuch poprzedników i każda zarzucała drugiej, że jej łańcuch jest fikcją. Z perspektywy historyka obie miały w tym zarzucie rację.
Nie znaczy to, że spór był bez znaczenia. Ukształtował wizerunek amerykańskiego różokrzyżowstwa na dziesięciolecia, utrwalił podział na wielki zakon korespondencyjny i małe bractwa skupione wokół jednego ośrodka i przyzwyczaił publiczność do myśli, że o autentyczność tradycji ezoterycznej można się procesować. FRC przetrwała Clymera; po jego śmierci kierownictwo objął jego syn Emerson M. Clymer, a Beverly Hall pozostała siedzibą bractwa. Pytanie, od którego zaczął się konflikt, czy to Clymer, czy Lewis był prawdziwym dziedzicem Różanego Krzyża, pozostaje pytaniem bez odpowiedzi, bo zakłada istnienie spadku, którego nikt nie zdołał odnaleźć.
Warto też zauważyć, że ani Clymer, ani Lewis nie potrzebowali sukcesji do tego, by ich nauki miały sens dla członków. Ludzie, którzy studiowali lekcje AMORC albo przyjeżdżali do Beverly Hall, szukali przede wszystkim praktyki duchowej, wskazówek życiowych i wspólnoty. Rodowód był dla nich gwarancją, ale nie treścią. Spór o sukcesję toczył się więc na poziomie, który dla przeciętnego członka był najmniej istotny, a dla przywódców najważniejszy.
Najtrwalszą lekcją tej historii jest więc przesunięcie, które w niej widać. Tam, gdzie siedemnastowieczna legenda obiecywała braci rozpoznawalnych po bezinteresownym leczeniu chorych, dwudziestowieczne zakony spierały się o pieczęcie i dyplomy. Clymer, lekarz z Pensylwanii, który przez całe życie pisał o zdrowiu ciała i duszy, był bliżej pierwszego z tych ideałów niż większość jego rywali, ale najbardziej znany pozostał dzięki drugiemu.
