Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Różokrzyż

Fernando Pessoa i grób Christiana Rosenkreutza

Dla Fernanda Pessoi różokrzyżowstwo nie było organizacją, do której można się zapisać, lecz duchową ojczyzną bez terytorium; najpełniej wyraził tę przynależność w cyklu sonetów No Túmulo de Christian Rosenkreutz, gdzie grób legendarnego założyciela staje się obrazem wiedzy, która milczy, bo przewyższa słowo.

Fotografia Fernanda Pessoi z 1914 roku – domena publiczna
Fotografia Fernanda Pessoi z 1914 roku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Poeta w kufrze

Kiedy Fernando Pessoa zmarł w Lizbonie w listopadzie 1935 roku, pozostawił po sobie słynny kufer wypełniony tysiącami kartek: rękopisów, maszynopisów, fragmentów, notatek pisanych na odwrocie rachunków i kopert. Dziś ten zbiór, przechowywany w Bibliotece Narodowej Portugalii, uchodzi za jedno z najbogatszych archiwów literackich XX wieku. Znaczną jego część stanowią teksty, których dawni czytelnicy autora Mensagem zupełnie się nie spodziewali: horoskopy, rozważania o kabale, notatki o gnozie, szkice o wolnomularstwie, templariuszach i różokrzyżowcach, próby przekładów tekstów okultystycznych. Pessoa ezoteryk przez długi czas pozostawał w cieniu Pessoi modernisty i twórcy heteronimów.

Dopiero badania prowadzone od lat 70. i 80., w Portugalii zwłaszcza przez Yvette Centeno i jej kontynuatorów, pokazały, że zainteresowania ezoteryczne nie były u Pessoi kaprysem ani marginesem. Towarzyszyły mu przez całe dorosłe życie i przenikały jego poezję w sposób znacznie głębszy, niż sugerowałyby nieliczne jawnie okultystyczne utwory. Wśród tradycji, które go fascynowały, różokrzyżowstwo zajmowało miejsce szczególne. Nie dlatego, że Pessoa należał do jakiejkolwiek organizacji tego imienia, ale dlatego, że dostrzegał w nim formę duchowości najbliższą własnemu doświadczeniu.

Gnostyk wobec Kościołów

Aby zrozumieć, dlaczego różokrzyżowstwo mogło stać się dla Pessoi duchową ojczyzną, warto przyjrzeć się, jak określał swoją pozycję religijną. W notce biograficznej sporządzonej na kilka miesięcy przed śmiercią opisał siebie jako chrześcijanina gnostyckiego, a zatem przeciwnika wszystkich zorganizowanych Kościołów, i jako wiernego tajnej tradycji chrześcijaństwa, którą wiązał z tajną tradycją Izraela, czyli kabałą, oraz z ukrytą istotą wolnomularstwa. W tej samej notce stwierdził, że otrzymał przez bezpośredni przekaz od mistrza do ucznia trzy niższe stopnie Zakonu Templariuszy Portugalii, organizacji, którą sam określał jako najpewniej wygasłą.

Z tej deklaracji wyłania się obraz duchowości, która nie potrzebuje instytucji, a nawet jest wobec instytucji podejrzliwa. Prawdziwa wiedza nie przebywa w Kościołach, lecz w ukrytym łańcuchu przekazu, którego istnienia nie da się sprawdzić z zewnątrz. Różokrzyżowcy z manifestów XVII wieku doskonale do tego obrazu pasowali. Byli bractwem niewidzialnym, którego członków nie sposób odnaleźć, które ogłaszało swoje istnienie, a zarazem odmawiało ujawnienia siedziby. Dla poety, który całe życie spędził w Lizbonie, pracując jako korespondent handlowy i pisząc w samotności, taka wspólnota bez murów była naturalnym punktem odniesienia.

W liście do krytyka Adolfa Casaisa Monteiro ze stycznia 1935 roku, słynnym przede wszystkim z opisu narodzin heteronimów, Pessoa poświęcił kilka zdań swoim przekonaniom ezoterycznym. Pisał o wierze w istnienie światów wyższych od naszego i istot, które je zamieszkują, a także o trzech drogach prowadzących ku nim. Droga magiczna jest według niego niebezpieczna, droga mistyczna wolna od niebezpieczeństw, ale niepewna i powolna. Trzecią nazywał drogą alchemiczną i uważał ją za najtrudniejszą i najdoskonalszą, ponieważ wymaga przemiany samej osobowości. Właśnie ta trzecia ścieżka, wewnętrzna i cierpliwa, odpowiadała w jego rozumieniu tradycji różokrzyżowej.

Trzy sonety przy grobie

Cykl No Túmulo de Christian Rosenkreutz, złożony z trzech sonetów, ogłoszony został drukiem w ostatnich latach życia poety. Jego tytuł odsyła bezpośrednio do Fama Fraternitatis z 1614 roku i do jej najbardziej sugestywnej sceny: odkrycia grobu ojca założyciela, który bracia znajdują po stu dwudziestu latach w siedmiobocznej krypcie oświetlonej sztucznym słońcem, z ciałem nienaruszonym przez rozkład. Pessoa nie streszcza jednak tej sceny ani jej nie ozdabia. Wykorzystuje ją jako punkt wyjścia do medytacji o naturze życia, wiedzy i Boga.

Pierwszy sonet rozważa życie jako sen, z którego dopiero śmierć lub przebudzenie pozwolą nam poznać, czym naprawdę jesteśmy. Upadek w ciało i w czas jest w nim przedstawiony w sposób bliski gnozie: dusza nie zna swojego pochodzenia, a świat, w którym żyje, okazuje się zasłoną. Drugi sonet sięga jeszcze dalej, ku momentowi kosmogonicznemu, w którym Słowo zostaje utracone, a światło wyłonione z chaosu przybiera postać krzyża. Pessoa sugeruje tu, że nawet Bóg, którego znamy, nie jest ostatecznym źródłem, lecz sam wyłonił się z czegoś, co go przekracza. Ta śmiała teologia, nieortodoksyjna z perspektywy każdego Kościoła, dobrze odpowiada jego deklaracji gnostyckiej.

Trzeci sonet wraca do grobu. Rosenkreutz leży w pozornej śmierci, wystawiony na nasz wzrok, z zamkniętą księgą przyciśniętą do piersi. Wie, ale milczy. W tym obrazie, który nawiązuje do opisu z Fama, gdzie ciało ojca założyciela trzyma w dłoni księgę, kryje się sedno relacji Pessoi z tradycją. Wiedza jest obecna, widzialna, niemal dotykalna, ale pozostaje zamknięta. Mistrz nie przemawia, a jego milczenie nie jest brakiem, lecz formą przekazu. Kto stoi przy grobie, otrzymuje nie odpowiedź, lecz świadomość, że odpowiedź istnieje.

Nie bez znaczenia jest sam wybór formy. Sonet to jedna z najbardziej zamkniętych konstrukcji, jakie zna europejska poezja: czternaście wersów, ustalony układ rymów, zwrot myśli w określonym miejscu. Pessoa, który w innych utworach, zwłaszcza pod imieniem Álvara de Camposa, posługiwał się rozlewnym wierszem wolnym, tutaj zamyka swoją medytację w trzech ściśle zbudowanych komnatach. Trudno nie dostrzec w tym analogii z kryptą opisaną w Fama, gdzie każda ściana, każdy kąt i każdy napis mają swoje miejsce w przemyślanym porządku. Forma poematu odtwarza architekturę grobu, a czytelnik, przechodząc od sonetu do sonetu, porusza się w niej jak brat, który po latach wszedł do sklepienia i ogląda je kawałek po kawałku.

Ojczyzna bez terytorium

Pessoa jest poetą nieustannej utraty tożsamości. Pisał jako Alberto Caeiro, Ricardo Reis, Álvaro de Campos i dziesiątki innych postaci, a w swoim własnym imieniu wyznawał, że nie wie, kim jest. W takiej perspektywie przynależność do czegokolwiek staje się problemem. Pessoa był w swoim nacjonalizmie mistycznym gorącym patriotą, autorem Mensagem, poematu o duchowym przeznaczeniu Portugalii, ale nawet tę Portugalię wyobrażał sobie bardziej jako ideę niż konkretne państwo. Wyczekiwany powrót króla Sebastiana był dla niego symbolem duchowego odrodzenia, a nie politycznym programem.

Różokrzyżowstwo oferowało przynależność jeszcze bardziej oderwaną od terytorium. Bractwo z manifestów nie ma kraju, nie ma siedziby, nie ma listy członków. Jest wspólnotą tych, którzy szukają tej samej wiedzy, niezależnie od miejsca i czasu. Dla Pessoi, który od dzieciństwa żył między językami – wychował się w Durbanie i pisał również po angielsku – taka wspólnota była bardziej realna niż jakakolwiek organizacja. Nie trzeba było się do niej zapisywać, wystarczyło ją rozpoznać.

Istnieje też głębsze pokrewieństwo między praktyką heteronimów a różokrzyżową legendą. Manifesty z początku XVII wieku ukazały się anonimowo, a ich autorstwo do dziś jest przedmiotem dyskusji, choć badacze najczęściej wiążą je z kręgiem tybińskim i z Johannem Valentinem Andreae. Postać Christiana Rosenkreutza była zatem w pewnym sensie heteronimem całej grupy: fikcyjnym autorem i bohaterem, pod którego imieniem rzeczywiści ludzie formułowali swoje nadzieje na reformę wiedzy i religii. Pessoa, który rozdzielił własną twórczość pomiędzy wymyślonych poetów z odrębnymi biografiami, stylami i poglądami, mógł rozpoznać w tej strategii coś bardzo bliskiego. Prawda nie musi przemawiać głosem konkretnej osoby, by była prawdziwa, a może nawet łatwiej dochodzi do głosu wtedy, gdy autor usuwa się w cień.

W notatkach z archiwum widać, że Pessoa myślał o różokrzyżowstwie właśnie w kategoriach niewidzialnego bractwa, a nie jako o historycznym zjawisku z XVII wieku czy o współczesnych organizacjach. Interesował się dziejami ruchu i znał podstawową literaturę, w tym prace angielskich autorów okultystycznych, ale jego zainteresowanie nie było historyczne. Szukał w tej tradycji wzoru postawy: milczącego posiadania wiedzy, cierpliwej przemiany, wierności czemuś, czego nie można wskazać palcem.

Okultysta w czasach dyktatury

Ta duchowa ojczyzna miała też wymiar publiczny, który dał o sobie znać w ostatnim roku życia poety. W 1935 roku w portugalskim parlamencie zgłoszono projekt ustawy zakazującej działalności stowarzyszeń tajnych, wymierzony przede wszystkim w wolnomularstwo. Pessoa, który do żadnej loży nie należał, opublikował w lizbońskim dzienniku obszerny artykuł w obronie wolnomularstwa, wskazując na bezsensowność projektu i broniąc prawa do istnienia tradycji inicjacyjnych. Tekst ten ściągnął na niego niechęć władz rodzącego się reżimu Salazara i był jednym z jego nielicznych wystąpień o charakterze politycznym.

Gest ten łatwo zrozumieć w świetle jego przekonań. Wolnomularstwo było dla niego jednym z zewnętrznych naczyń tajnej tradycji, tej samej, którą w innych miejscach nazywał gnostycką, kabalistyczną czy różokrzyżową. Bronił więc nie konkretnej organizacji, ale prawa do istnienia przestrzeni, w której taka tradycja może się przechowywać. W tym samym okresie korespondował z Aleisterem Crowleyem i przetłumaczył jeden z jego poematów, ale ta znajomość, choć głośna, należy do innej opowieści i nie wpłynęła istotnie na jego rozumienie różokrzyżowej drogi.

Milczenie jako odpowiedź

Sonety o grobie Rosenkreutza należą do najtrudniejszych utworów Pessoi. Nie są to wiersze propagujące jakąkolwiek doktrynę ani poezja okolicznościowa dla wtajemniczonych. Są próbą wyrażenia doświadczenia, w którym wiedza i niewiedza spotykają się w jednym obrazie. Pessoa stoi przy grobie jako ktoś, kto rozpoznaje w leżącym mistrzu samego siebie: człowieka, który wie więcej, niż może powiedzieć, i który wybiera milczenie, bo słowo mogłoby tę wiedzę zafałszować.

W tym sensie poemat jest również wyznaniem poetyckim. Pessoa całe życie pisał, ale prawie niczego nie opublikował w formie książkowej; jedynym zbiorem portugalskim wydanym za jego życia był Mensagem. Reszta pozostała w kufrze, zamknięta jak księga na piersi Rosenkreutza, aż do czasu, gdy ktoś ją otworzył. Trudno oprzeć się wrażeniu, że poeta, który napisał o mistrzu znającym i milczącym, przeczuwał los własnego dzieła. Jego różokrzyżowa ojczyzna okazała się w końcu tym samym, czym jego literatura: przestrzenią wiedzy złożonej w ukryciu, czekającej na odkrycie przez tych, którzy przyjdą później.