Ros czy rosa – spory o etymologię nazwy
Wyprowadzenie nazwy różokrzyżowców od łacińskiego ros, czyli rosy, i crux, krzyża, upowszechnione w XVIII wieku przez Johanna Lorenza von Mosheima, było pomysłowym odczytaniem alchemicznym, a nie odtworzeniem pierwotnego sensu, który manifesty i otoczenie Andreae wiązały po prostu z różą i krzyżem.

Nazwa, która domaga się wyjaśnienia
Mało która nazwa w dziejach zachodniej ezoteryki wywołała tyle komentarzy co nazwa różokrzyżowców. Od chwili, gdy w 1614 roku w Kassel ukazała się drukiem Fama Fraternitatis, czytelnicy próbowali zrozumieć, co oznacza tajemnicze bractwo i dlaczego nosi takie imię. Pytanie o etymologię nie było przy tym czysto filologiczne. W kulturze, w której imię uważano za klucz do natury rzeczy, wyjaśnić nazwę znaczyło wniknąć w istotę bractwa, a może nawet w jego sekret.
Spośród wielu propozycji jedna zrobiła szczególną karierę. Głosiła, że nazwa nie pochodzi od róży, lecz od rosy, i że zawiera w sobie zaszyfrowane wskazanie alchemiczne. Ta interpretacja, wciąż powtarzana w literaturze popularnej, ma swoją historię, swojego autora i swój kontekst. Warto je odtworzyć, ponieważ pokazują one, jak tradycja przepisuje własne początki w świetle późniejszych zainteresowań. Rozstrzygnięcie sporu nie wymaga przy tym wkraczania w obszar symboliki róży jako takiej; wystarczy przyjrzeć się słowom, datom i językom.
Rosenkreutz w tekstach źródłowych
Punktem wyjścia muszą być same manifesty. Fama Fraternitatis i Confessio Fraternitatis posługują się w odniesieniu do założyciela przede wszystkim inicjałami: mówią o bracie C.R. lub C.R.C. i o bractwie R.C. Pełne imię Christiana Rosenkreutza pojawia się w tytule trzeciego tekstu z tego kręgu, Chymische Hochzeit Christiani Rosencreutz anno 1459, wydanego w Strasburgu w 1616 roku. Imię i nazwisko bohatera są w nim podane w formie niemieckiej, z łacińską końcówką dopełniacza przy imieniu.
Nazwisko Rosenkreutz, w ówczesnej pisowni również Rosencreutz, jest złożeniem niemieckim. Pierwszy człon, Rosen, to forma liczby mnogiej lub dopełniacza od słowa Rose, róża. Drugi, Kreutz, to dawna pisownia słowa Kreuz, krzyż. Dosłownie nazwisko znaczy więc „krzyż różany” albo „krzyż róż”. Takie nazwiska, utworzone od nazw przedmiotów, roślin czy godeł domowych, nie były w niemieckim obszarze językowym niczym wyjątkowym, a ich forma nie zdradza żadnego ukrytego szyfru.
Tu pojawia się argument, który w sporze o etymologię ma wagę zasadniczą. Manifesty powstały i krążyły najpierw po niemiecku, a ich łacińskie wersje były przekładami lub równoległymi redakcjami. Niemieckie słowo oznaczające rosę to Tau, niemające żadnego związku brzmieniowego z członem Rosen. Gra słów na ros i rosa jest możliwa wyłącznie po łacinie, i to dopiero wtedy, gdy zapomni się o niemieckim oryginale. Autorzy manifestów, pisząc nazwisko bohatera po niemiecku, nie mogli zakładać, że czytelnik wyczyta z niego rosę.
Nie znaczy to, że nazwa była dla nich bez znaczenia. Wręcz przeciwnie – wszystko wskazuje na to, że połączenie róży i krzyża było świadomie dobranym emblematem. Ale emblematem róży, nie rosy.
Herb Andreae i pieczęć Lutra
Najczęściej wskazywanym kontekstem tego emblematu jest osoba Johanna Valentina Andreae, luterańskiego teologa z Wirtembergii, którego większość badaczy uznaje za autora Chymische Hochzeit i za jednego z inspiratorów lub współautorów pozostałych manifestów. Andreae w swojej autobiografii nazwał Chymische Hochzeit młodzieńczą igraszką, ludibrium, co nie rozstrzyga sprawy jego udziału w powstaniu całej legendy, ale potwierdza związek z najważniejszym tekstem, w którym występuje pełne nazwisko Rosenkreutza.
Herb rodu Andreae przedstawiał krzyż świętego Andrzeja, czyli krzyż w kształcie litery X, oraz cztery róże. Rodowe godło zawierało zatem dokładnie te dwa elementy, które składają się na nazwisko legendarnego założyciela. Dla wielu historyków jest to wskazówka, że nazwa bractwa narodziła się w otoczeniu Andreae jako aluzja do jego rodu, przetworzona w fikcyjne nazwisko. Teza ta nie jest dowiedziona w ścisłym sensie, ale ma tę zaletę, że opiera się na udokumentowanym przedmiocie, a nie na domysłach.
Drugim kontekstem jest pieczęć Marcina Lutra. Reformator posługiwał się godłem, które sam opisał w liście z 1530 roku: czarny krzyż w czerwonym sercu, umieszczonym pośrodku białej róży. Dla luterańskich teologów z Tybingi, w których kręgu powstały manifesty, był to obraz dobrze znany i obciążony znaczeniem wyznaniowym. Połączenie róży i krzyża mogło więc dla pierwszych czytelników przywoływać nie tylko herb Andreae, ale i godło Reformacji, co dobrze współgra z antypapieskim tonem Confessio.
Oba konteksty wskazują w tę samą stronę. Pierwotne znaczenie nazwy wiązało się z różą jako elementem heraldycznym i emblematycznym oraz z krzyżem jako znakiem chrześcijańskim, a jej sens był zrozumiały dla wykształconego luteranina początku XVII wieku bez potrzeby odwoływania się do laboratorium.
Mosheim i rosa filozofów
Inaczej przedstawiała się sytuacja sto lat później. W XVIII wieku różokrzyżowstwo w krajach niemieckich zmieniło charakter. Z utopijnej wizji reformy wiedzy i religii przekształciło się w sieć organizacji o wyraźnie alchemicznym profilu, z których najbardziej znane było Złote Różokrzyże. Już w 1710 roku Samuel Richter, piszący jako Sincerus Renatus, opublikował tekst o przygotowaniu kamienia filozoficznego, w którym przedstawił regułę bractwa łączącego różokrzyżowe imię z pracą alchemiczną. W takim klimacie nazwa bractwa zaczęła być czytana w nowym świetle.
Johann Lorenz von Mosheim, jeden z najwybitniejszych luterańskich historyków Kościoła XVIII wieku, profesor w Helmstedt i pierwszy kanclerz uniwersytetu w Getyndze, w swoich Institutiones historiae ecclesiasticae przedstawił wyjaśnienie, które miało zyskać ogromną popularność. Według niego nazwa nie pochodzi od róży, lecz od rosy, ros, oraz krzyża, crux. Rosa miała w języku alchemików oznaczać najpotężniejszy rozpuszczalnik zdolny rozłożyć złoto, krzyż zaś – światło, ponieważ w jego kształcie można dostrzec litery tworzące łacińskie słowo lux. Różokrzyżowcy byliby więc w istocie braćmi rosy i światła, czyli adeptami poszukującymi kamienia filozoficznego.
Sam sposób rozumowania jest charakterystyczny. Odczytanie krzyża jako litery, a litery jako słowa, należy do tej samej rodziny technik, co kabalistyczne rozkładanie wyrazów na znaki czy renesansowe gry hieroglificzne, w których kształt figury miał kryć słowo, a słowo – naukę. Mosheim posługiwał się więc metodą, którą przypisywał samym różokrzyżowcom: zakładał, że nazwa jest szyfrem, i szukał klucza w alchemicznym słowniku epoki. Wynik był spójny wewnętrznie, ale jego spójność wynikała z przyjętego założenia, a nie ze świadectw z początku XVII wieku.
Wyjaśnienie to było pomysłowe i miało za sobą realny kontekst. Rosa rzeczywiście zajmowała w literaturze alchemicznej miejsce poczesne. Jako substancja zstępująca z nieba na ziemię nocą, czysta i ożywcza, bywała uznawana za nośnik ducha świata. W Mutus liber, wydanej w La Rochelle w 1677 roku księdze złożonej z samych rycin, para adeptów zbiera rosę rozpostartymi płachtami, a scena ta należy do najczęściej reprodukowanych obrazów alchemicznych. Mosheim nie wymyślił więc znaczenia rosy; połączył istniejącą symbolikę z nazwą, która pierwotnie nie miała z nią nic wspólnego.
Dlaczego interpretacja zwyciężyła
Etymologia Mosheima miała kilka zalet, które zapewniły jej długie życie. Po pierwsze, wyjaśniała nazwę w sposób zgodny z tym, czym różokrzyżowstwo stało się w XVIII wieku, a zatem wydawała się potwierdzać ciągłość między manifestami a alchemicznymi zakonami. Po drugie, zawierała element odkrycia: czytelnik dowiadywał się, że za niewinną różą kryje się sekret, co samo w sobie odpowiadało oczekiwaniom wobec tajnego bractwa. Po trzecie, pochodziła od uczonego o niekwestionowanym autorytecie, którego podręcznik historii Kościoła tłumaczono i czytano przez wiele dziesięcioleci w całej protestanckiej Europie.
Paradoksalnie, Mosheim nie pisał jako sympatyk różokrzyżowców. Jego wyjaśnienie miało raczej charakter demaskatorski: pokazywało, że za pobożnym językiem bractwa kryły się w istocie dążenia alchemiczne. Jednak to, co pomyślane było jako odsłonięcie, zostało przez późniejszych autorów ezoterycznych przyjęte jako wtajemniczenie. W XIX wieku etymologia od rosy powracała w pismach okultystycznych jako dowód głębokiej, alchemicznej mądrości ukrytej w samym imieniu bractwa, podczas gdy historycy krytyczni traktowali ją zwykle jako pomysłową, lecz nieuzasadnioną.
Najpoważniejszym argumentem przeciw niej pozostaje jednak gramatyka. Manifesty posługują się zwykle skrótem R.C., ale w łacińskiej literaturze XVII wieku, która ten skrót rozwijała, braci nazywano najczęściej Fratres Roseae Crucis lub Rosae Crucis, a więc formą zawierającą dopełniacz od rosa albo przymiotnik roseus, „różany”. Gdyby nazwa pochodziła od ros, należałoby oczekiwać formy roris, która w tytułach i podpisach manifestów nie występuje. To samo potwierdzają nazwy w językach narodowych, które ukształtowały się w XVII wieku: francuskie Rose-Croix, angielskie Rosicrucian, utworzone z łacińskich rosa i crux, czy polskie „różokrzyżowcy”. Wszystkie odwzorowują różę, a żadna nie zachowuje śladu rosy. Etymologia Mosheima wymaga zatem nie tylko pominięcia niemieckiego oryginału, ale i przyjęcia, że łacińska forma jest celowym zniekształceniem.
Reinterpretacja jako sposób życia tradycji
Spór o rosę i różę pokazuje mechanizm charakterystyczny dla dziejów ezoteryki. Tradycja, przechodząc przez kolejne epoki, nie tylko dodaje nowe treści, ale także przepisuje swoje początki, wyczytując z nich to, czym stała się później. Różokrzyżowstwo osiemnastowieczne, w dużej mierze alchemiczne, potrzebowało alchemicznego początku i znalazło go w nazwie, której pierwotni autorzy z alchemią nie łączyli.
Nie oznacza to, że reinterpretacja jest bezwartościowa. Dla historyka idei jest ona ważnym świadectwem, mówiącym wiele o epoce, w której powstała. Etymologia od rosy jest prawdziwa jako fakt z dziejów recepcji, a fałszywa jako twierdzenie o pierwotnym sensie. Rozróżnienie tych dwóch poziomów jest warunkiem uczciwego mówienia o tradycji, która od początku wyrastała z gry tekstów, aluzji i odczytań. Imię wymyślone w Tybindze jako aluzja do róży i krzyża stało się po stu latach zagadką alchemiczną, a po trzystu – hasłem, które każdy ruch mógł wypełnić własnym znaczeniem.
