Mosaicall Philosophy Fludda i biblijna fizyka
Wydana pośmiertnie po łacinie w 1638 roku i po angielsku w 1659 roku Mosaicall Philosophy Roberta Fludda zbiera w jednym wykładzie jego dojrzałą fizykę biblijną, w której światło, ciemność, wiatry i sympatie rzeczy wynikają z woli Boga opisanej przez Mojżesza.

Księga, która przeżyła autora
Robert Fludd zmarł w Londynie we wrześniu 1637 roku, pozostawiając po sobie gmach drukowanych foliałów i opinię najbardziej upartego obrońcy różokrzyżowców w Anglii. Ostatnie jego dzieło ukazało się dopiero rok później w holenderskiej Goudzie pod tytułem Philosophia Moysaica. Po kolejnych dwudziestu latach, w 1659 roku, londyński wydawca Humphrey Moseley wypuścił wersję angielską, Mosaicall Philosophy: Grounded upon the Essentiall Truth or Eternal Sapience. Strona tytułowa przedstawiała ją jako tekst napisany najpierw po łacinie, a następnie przełożony na angielski przez samego autora, co sugeruje, że Fludd przygotował obie wersje jeszcze za życia, choć nie zdążył zobaczyć żadnej z nich w druku.
Data angielskiego wydania nie jest bez znaczenia. Rok 1659 przypada na schyłek bezkrólewia, czas, w którym angielscy czytelnicy szukali porządku w świecie wstrząśniętym wojną domową, a jednocześnie żywo dyskutowali o tym, czy Pismo Święte może być podręcznikiem filozofii przyrody. Fludd, lojalny rojalista i lekarz kolegium, które przez lata patrzyło na niego nieufnie, trafił więc pośmiertnie do publiczności bardziej otwartej na jego program niż ta, z którą spierał się za życia. Wcześniejsze traktaty, poświęcone makrokosmosowi i mikrokosmosowi, budowały wielką wizję w obrazach i diagramach. Mosaicall Philosophy jest dziełem innego rodzaju: prawie bez rycin, rozumującym, polemicznym, pisanym tak, jakby autor chciał wreszcie wyłożyć zasady, na których opierały się wszystkie jego wcześniejsze tablice.
Mojżesz przeciw Arystotelesowi
Teza wyjściowa księgi jest prosta i radykalna. Prawdziwa filozofia nie może pochodzić z pogańskiego rozumu, który od czasów Arystotelesa układa świat z czterech przyczyn, formy i materii, lecz z mądrości objawionej. Jej pierwszym nauczycielem był Mojżesz, któremu przypisywano autorstwo Księgi Rodzaju, a obok niego stoją Hiob, Dawid w psalmach i Salomon jako autor ksiąg mądrościowych. Fludd nazywa tę mądrość wieczną Sapientia, utożsamioną ze Słowem, przez które wszystko się stało. Tytułowe „istotne prawdy” to zatem nie spostrzeżenia empiryczne, lecz pierwsze rozdziały Biblii czytane jako opis fizycznych zasad stworzenia.
Fludd nie był tu pionierem. Program fizyki chrześcijańskiej miał w XVI wieku poważnych przedstawicieli: kalwinista Lambert Daneau opublikował w 1576 roku Physica Christiana, a hiszpański lekarz Francisco Valles w 1587 roku wydał traktat De sacra philosophia, komentujący fragmenty Pisma dotyczące przyrody. Współczesny Fluddowi Jan Amos Komeński ogłosił w 1633 roku zarys fizyki „zreformowanej w świetle Bożym”. Odróżnia Fludda od nich stopień systematyczności i śmiałość, z jaką wiąże egzegezę z doświadczeniem. Nie zadowala się wskazaniem, że Biblia nie przeczy przyrodzie; twierdzi, że dopiero Biblia ją tłumaczy, a filozofia perypatetycka, wykładana na uniwersytetach, jest wręcz bałwochwalczym odwróceniem wzroku od Stwórcy ku stworzeniom.
Krytyka Arystotelesa ma w księdze wymiar teologiczny, a nie tylko metodologiczny. Jeśli przyroda działa sama z siebie, przez wewnętrzne formy i jakości, to Bóg staje się zbędnym widzem. Fludd przytacza wielokrotnie Pawłowe zdanie, że to Bóg „sprawia wszystko we wszystkich”, i czyta je dosłownie: każdy ruch, każde ciepło i każde zimno jest bezpośrednim działaniem Boskiego ducha, który przenika świat. Nie ma przyczyn wtórnych w sensie samodzielnym, są tylko narzędzia, przez które jedna wola przejawia się na różne sposoby.
Światło, ciemność i dwie postawy jednej woli
Najbardziej oryginalnym elementem księgi jest nauka o dwóch aspektach Boskiej woli, które angielska wersja nazywa Volunty i Nolunty. Pierwsza oznacza Boga chcącego, wychodzącego z siebie, rozlewającego światło i życie. Druga to Bóg niechcący, cofający się w siebie, z czego rodzi się ciemność, zimno i skupienie. Na początku Księgi Rodzaju, gdzie ciemność była nad otchłanią, a duch Boży unosił się nad wodami, Fludd widzi nie dwa przeciwstawne byty, lecz dwie postawy jednego Boga. Ciemność nie jest więc niezależną zasadą zła, jak u dualistów, ani zwykłym brakiem, jak u scholastyków, lecz Boską potencjalnością, ukrytym obliczem Stwórcy.
Z tej teologii wyrasta cała fizyka. Wszystkie zjawiska sprowadzają się do dwóch podstawowych działań: rozrzedzenia i zagęszczenia. Rozrzedzenie, związane z ciepłem i światłem, jest skutkiem Boskiego „chcenia”; zagęszczenie, związane z zimnem i ciemnością, skutkiem Boskiego „niechcenia”. Ziemia, woda, powietrze i ogień nie są samodzielnymi żywiołami, lecz stopniami gęstości jednej materii, którą Fludd utożsamia z wodami z pierwszego rozdziału Genezy. Kosmologia sprowadza się tu do opisu tego, jak światło i ciemność ścierają się w różnych proporcjach na wszystkich poziomach bytu.
Dla czytelnika hermetycznego jest w tym schemacie coś znajomego. Gra rozrzedzania i zagęszczania przypomina alchemiczne rozpuszczanie i wiązanie, a obraz Boga zstępującego w świat przez światło i cofającego się przez ciemność ma swoje odpowiedniki w kabale żydowskiej, którą Fludd znał głównie z łacińskich przekazów chrześcijańskich. Sam jednak przedstawia swoją naukę nie jako syntezę tradycji, lecz jako odczytanie tekstu Mojżesza, który miał rzekomo wiedzieć wszystko, co później w rozproszonej formie powtarzali Hermes, Platon i pitagorejczycy.
Szkło pogodowe jako ilustracja Genezy
Rzadko spotykanym w literaturze ezoterycznej rysem Mosaicall Philosophy jest odwołanie do przyrządu. Na początku wykładu Fludd opisuje szkło pogodowe, czyli wczesny termoskop: naczynie z wąską szyją odwróconą w wodę, w którym poziom cieczy rośnie i opada wraz ze zmianą temperatury powietrza zamkniętego w bańce. Fludd twierdził, że znalazł opis podobnego urządzenia w dawnym rękopisie, i nie przypisywał sobie jego wynalezienia. Kwestia pierwszeństwa w historii termometru jest zresztą sporna i przypisywano ją różnym osobom.
Dla Fludda szkło nie jest jednak instrumentem pomiarowym w nowoczesnym sensie, lecz widzialnym modelem stworzenia. Powietrze w bańce rozszerza się pod wpływem ciepła i spycha wodę w dół, kurczy się pod wpływem zimna i pozwala jej się wznieść. Oto, mówi Fludd, w małym naczyniu można zobaczyć to samo, co opisuje Mojżesz: walkę światła i ciemności, rozrzedzenia i zagęszczenia, nad wodami. Doświadczenie służy więc demonstracji teologicznej, a nie jej zastąpieniu. Badacze historii nauki zwracają uwagę, że ten gest jest bardzo charakterystyczny dla epoki przejściowej: eksperyment jest już cenioną formą argumentu, ale jego sens wciąż wyznacza egzegeza.
Ten sam sposób myślenia rozciąga się na meteorologię. Fludd poświęca wiele uwagi wiatrom, które w tradycji biblijnej wychodzą ze skarbców Bożych, i łączy je z czterema stronami świata oraz z aniołami, o których psalm mówi, że Bóg czyni je duchami. Wiatr północny przynosi zagęszczenie i zimno, wiatr południowy rozrzedzenie i ciepło. Pogoda, choroby i płodność ziemi stają się w ten sposób tekstem, w którym można czytać działanie anielskich pośredników Boskiej woli. Takie rozumienie nieba zbliża fizykę do angelologii, a medycynę do teologii, co było zresztą stałym przekonaniem Fludda jako lekarza.
Sympatia rzeczy i jedność ducha świata
Druga część księgi przechodzi od zasad ogólnych do zjawisk sympatii i antypatii. Jeśli jeden duch przenika wszystko, to rzeczy pozornie oddzielone pozostają ze sobą w niewidzialnym związku. Magnes przyciągający żelazo, igła kompasu zwracająca się ku biegunowi, rośliny podążające za słońcem i lecznicze działanie substancji na odległość są dla Fludda przejawami jednej zasady: przyciągania tego, co pokrewne, i odpychania tego, co obce, a wszystko to w obrębie Boskiego ducha, który jest „katolickim”, to jest powszechnym, nośnikiem życia. W tym kontekście Fludd broni leczenia magnetycznego, wtedy szeroko dyskutowanego w Europie, jako zgodnego z naturą stworzoną, a nie diabelskiego, i podkreśla, że nie ma w nim nic, czego nie dałoby się wywieść z pierwszych rozdziałów Pisma.
Kluczowe jest tu utożsamienie duszy świata z duchem Bożym. Platońska anima mundi, Hermesowy duch kosmiczny i biblijny ruach unoszący się nad wodami są dla Fludda tą samą rzeczywistością widzianą z różnych stron. Pozwala mu to bronić magii naturalnej przed zarzutem czarnoksięstwa: jeśli działa ona przez sympatie wpisane w stworzenie przez Boga, to jest odmianą pobożnej wiedzy, nie paktem z demonami. Ta sama logika przyświecała Fluddowi wcześniej, gdy bronił manifestów różokrzyżowych jako zapowiedzi reformy wiedzy, ale w Mosaicall Philosophy nie ma już retoryki apologii Bractwa. Jest systematyczny wykład, w którym miejsce tajemnych braci zajęła mądrość Mojżesza dostępna dla każdego, kto potrafi czytać Pismo z należytą uwagą.
Duchowy sens tej fizyki polega na tym, że poznanie przyrody staje się formą kontemplacji. Uczony, który obserwuje wznoszenie się wody w szkle albo ruch igły magnetycznej, nie patrzy na martwy mechanizm, lecz na ślady Boga działającego tu i teraz. Fludd odrzuca zarówno ateistyczny naturalizm, jak i teologię, która zamyka Boga poza światem. Dla niego świat jest przezroczysty, a jego prawa są gestami jednej woli, która raz się rozlewa, a raz cofa.
Miejsce księgi w dziejach mozaistycznej filozofii
Współcześni i następcy nie przyjęli tej wizji bez sprzeciwu. Pierre Gassendi i Marin Mersenne, pisząc przeciw Fluddowi jeszcze za jego życia, zarzucali mu mieszanie teologii z fizyką i zacieranie granicy między Stwórcą a stworzeniem. Zarzut panteizmu, choć Fludd go odrzucał, towarzyszył jego reputacji przez kolejne stulecia. W Anglii drugiej połowy XVII wieku krytyka „mozaistycznej filozofii” stała się częścią szerszej debaty o entuzjazmie religijnym, a zwolennicy nowej filozofii eksperymentalnej starannie odgradzali się od tego typu biblijnej spekulacji, nawet jeśli sami byli ludźmi głęboko pobożnymi.
Mimo to Mosaicall Philosophy pozostaje ważnym świadectwem, bo pokazuje ostatnią, najbardziej zwartą postać myśli Fludda. Nie ma w niej barokowego przepychu rycin z traktatów o dwóch kosmosach; jest za to próba zbudowania z kilku wersetów Genezy całej teorii przyrody, w której światło i ciemność, rozrzedzenie i zagęszczenie, wiatry i sympatie składają się na jeden system. Historyk idei widzi w niej dokument epoki, w której eksperyment i egzegeza jeszcze się nie rozstały, a czytelnik zainteresowany tradycją hermetyczną znajduje próbę pomyślenia świata jako przestrzeni nieustannej obecności Boga.
Dla dziejów myśli związanej z różokrzyżowcami księga ma znaczenie szczególne. Pokazuje, jak jeden z najbardziej znanych sympatyków Bractwa przeniósł ciężar z oczekiwania na tajemnych reformatorów na samo Pismo jako źródło wiedzy. Nadzieja, którą manifesty z drugiej dekady XVII wieku wiązały z ukrytą wspólnotą, w Mosaicall Philosophy przyjmuje postać programu intelektualnego: odnowa wiedzy nie przyjdzie z zewnątrz, lecz z cierpliwego czytania pierwszych słów Biblii jako opisu tego, jak Bóg nieustannie tworzy świat.
