Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Różokrzyż

Wahadło Foucaulta Eco i różokrzyżowy spisek

W Wahadle Foucaulta z 1988 roku Umberto Eco przedstawił legendę Bractwa Różokrzyżowego nie jako zagadkę do rozwiązania, lecz jako mechanizm wytwarzający nieskończone interpretacje, w którym brak dowodu staje się dowodem, a niewidzialność bractwa najlepszym potwierdzeniem jego władzy.

Słońce wschodzące nad miastem, „Splendor Solis”, 1582, British Library
Słońce wschodzące nad miastem, „Splendor Solis”, 1582, British Library

Trzej redaktorzy i Plan

Fabuła drugiej powieści Umberta Eco, wydanej w Mediolanie w 1988 roku, zaczyna się od żartu. Trzech pracowników niewielkiego wydawnictwa – Casaubon, Belbo i Diotallevi – styka się z autorami, którzy przynoszą maszynopisy o templariuszach, kabale, wiecznej młodości i tajnych rządach świata. Wydawnictwo ma bowiem drugą, mniej szacowną twarz: prowadzi serię, w której autorzy płacą za publikację własnych rękopisów, a ezoteryczni grafomani są jej najwierniejszymi klientami. Redaktorzy, rozbawieni i znużeni, postanawiają sami wymyślić spisek doskonały, który połączyłby wszystkie wątki ze wszystkich czytanych przez nich tekstów. Nazywają go Planem.

Punktem wyjścia jest tajemniczy dokument, który jeden z autorów, pułkownik Ardenti, przynosi do redakcji, przekonany, że odkrył zaszyfrowane instrukcje templariuszy rozproszonych po kasacji zakonu w XIV wieku. Według tej interpretacji rycerze mieli co sto dwadzieścia lat spotykać się w różnych miejscach Europy, przekazując sobie kolejne części tajemnicy, aż do chwili, gdy połączenie wszystkich fragmentów da władzę nad światem. Redaktorzy przyjmują ten schemat i zaczynają wpisywać w niego całą historię Zachodu. Kluczowe miejsce zajmują w nim różokrzyżowcy.

Wybór ten nie jest przypadkowy. Spośród wszystkich legend, którymi żywi się literatura spiskowa, legenda Bractwa Różanego Krzyża ma cechę szczególną: od początku była legendą o tym, że istnieje ktoś, kogo nie można znaleźć. To właśnie czyni ją idealnym budulcem dla Planu.

Bractwo, którego nikt nie spotkał

Eco wykorzystuje w powieści rzeczywistą historię różokrzyżowych manifestów, i to z dużą erudycją. Bohaterowie omawiają Fama Fraternitatis z 1614 roku, Confessio z 1615 roku, Chymische Hochzeit z 1616 roku, a także falę reakcji, jakie te teksty wywołały: dziesiątki pism, w których autorzy zwracali się do bractwa z prośbą o przyjęcie, bronili go lub atakowali, nie wiedząc, czy w ogóle istnieje. Szczególnie ważne są dla nich plakaty, które w 1623 roku pojawiły się na murach Paryża i w których rzekomi wysłannicy głównego kolegium różokrzyżowego ogłaszali swoją obecność w mieście, widzialną i niewidzialną zarazem. Epizod ten jest autentyczny i wywołał w ówczesnej Francji niemałe poruszenie, a Eco wplata go w fabułę jako jedno z ogniw Planu.

Mechanizm, który powieść ukazuje, jest następujący. Skoro różokrzyżowcy ogłosili swoje istnienie, a nikt ich nie odnalazł, to albo bractwo nie istniało, albo istniało tak skutecznie ukryte, że nie dało się go wykryć. Dla myślenia spiskowego tylko druga możliwość ma sens. Brak śladów nie jest dowodem nieistnienia, lecz dowodem doskonałej konspiracji. Im mniej wiemy o bractwie, tym większa musiała być jego władza. Każde zaprzeczenie, każde milczenie, każdy brak dokumentu staje się potwierdzeniem tego, co ma zostać udowodnione.

W powieści powraca myśl, że ktoś, kto twierdzi, że jest różokrzyżowcem, z pewnością nim nie jest, ponieważ prawdziwy różokrzyżowiec nigdy by się nie ujawnił. To zdanie, powtarzane w różnych wariantach w literaturze o bractwie od XVII wieku, Eco czyni centralną zasadą powieści. Prowadzi ona do paradoksu, w którym żaden fakt nie może obalić hipotezy, a każdy może ją wzmocnić. Bractwo staje się w ten sposób pustym miejscem w historii, które każdy interpretator może wypełnić tym, czego szuka.

Maszyna, która produkuje znaczenia

Wahadło Foucaulta, od którego powieść wzięła tytuł, wisi w paryskim Conservatoire national des arts et métiers i dowodzi obrotu Ziemi. Dla Casaubona, który ogląda je na początku opowieści, jest czymś więcej: jedynym stałym punktem we wszechświecie, wokół którego wszystko się obraca. Ta pierwsza scena ustala ton całej książki. Bohaterowie szukają punktu stałego, z którego dałoby się zrozumieć całość, i znajdują go w Planie, który jednak sami wymyślili.

Kluczową rolę odgrywa w tej konstrukcji komputer Belba, któremu ten nadał imię Abulafia, na cześć średniowiecznego kabalisty Abrahama Abulafii, mistrza kombinacji liter. Redaktorzy wprowadzają do niego fragmenty rozmaitych tekstów i pozwalają maszynie łączyć je losowo, a potem odczytują wyniki jako objawienia. To ironiczne przedstawienie kabalistycznej techniki temura, permutacji liter, zostaje przeniesione na całą historię kultury. Wszystko można połączyć ze wszystkim, jeśli tylko pozwoli się działać analogii.

Struktura powieści odzwierciedla ten sam mechanizm. Książka dzieli się na dziesięć części noszących nazwy sefir kabalistycznego Drzewa Życia, od Keter do Malchut, i liczy sto dwadzieścia rozdziałów, co odpowiada liczbie lat, po których według Fama otwarto grób Christiana Rosenkreutza. Eco nie wyjaśnia tych odniesień, ale pozwala czytelnikowi je odkryć, wciągając go w tę samą grę, której ulegają bohaterowie. Czytelnik szukający ukrytych struktur w powieści o szukaniu ukrytych struktur staje się sam częścią jej tematu.

Lista z Provins

Najbardziej znamienna scena powieści dotyczy samego dokumentu, od którego wszystko się zaczęło. Lia, partnerka Casaubona, przygląda się tekstowi pułkownika Ardentiego bez uprzedzeń i proponuje lekturę zupełnie prozaiczną. Według niej nie jest to szyfr templariuszy, lecz notatka kupca z Provins, miasta znanego od średniowiecza z uprawy róż, zawierająca zwykłe zapiski handlowe: dostawy, miary, terminy, adresy. Wszystkie słowa, które redaktorzy odczytywali jako symbole tajemnicy, okazują się słowami dnia codziennego.

Scena ta ma podwójne znaczenie. Z jednej strony obnaża mechanizm nadinterpretacji: jeśli zakłada się z góry, że tekst skrywa tajemnicę, każde słowo zaczyna świadczyć o jej istnieniu. Z drugiej strony zawiera ironię głębszą, właściwie etymologiczną. Róże z Provins są w powieści przeciwieństwem Róży z Krzyżem. Ta sama róża może być towarem na straganie albo symbolem ukrytej mądrości, i to nie jej natura decyduje o sensie, lecz spojrzenie tego, kto na nią patrzy. Różokrzyżowy spisek okazuje się w ostatecznym rozrachunku rachunkiem kwiaciarza.

Bohaterowie jednak nie potrafią się już zatrzymać. Wymyślony przez nich Plan zaczyna żyć własnym życiem, ponieważ wierzą w niego inni – prawdziwi okultyści, którzy uznają, że redaktorzy rzeczywiście posiedli tajemnicę. Wśród nich jest tajemniczy Agliè, który sugeruje, że jest hrabią Saint-Germain, a także uczestnicy ezoterycznych zgromadzeń. Fikcja zamienia się w rzeczywistość nie dlatego, że okazała się prawdziwa, lecz dlatego, że ktoś zaczął według niej postępować. Finał rozgrywa się w Conservatoire, przy tytułowym wahadle, i kończy się tragicznie.

Interpretacja i nadinterpretacja

Kilka lat po wydaniu powieści Eco rozwinął jej problematykę w formie teoretycznej. W 1990 roku wygłosił na uniwersytecie w Cambridge cykl wykładów z serii Tanner Lectures, które ukazały się w 1992 roku w tomie Interpretation and Overinterpretation, wraz z polemicznymi tekstami Richarda Rorty’ego, Jonathana Cullera i Christine Brooke-Rose. Eco postawił w nich pytanie, które powieść stawiała w formie fabularnej: czy istnieją granice interpretacji i jak odróżnić odczytanie uprawnione od nadużycia.

Źródło nadinterpretacji Eco upatrywał w tym, co nazwał semiozą hermetyczną. Jest to postawa wywodząca się z renesansowego hermetyzmu, zgodnie z którą wszystko jest znakiem wszystkiego, każda rzecz odsyła do innej przez podobieństwo, a prawdziwy sens jest zawsze ukryty i zawsze gdzie indziej. Taka postawa, sama w sobie płodna dla poezji i mistyki, staje się niebezpieczna, gdy zostaje zastosowana do tekstów i do historii jako metoda poznania. Prowadzi wówczas do nieskończonego przesuwania znaczenia, w którym żadna lektura nie może zostać sfalsyfikowana.

W jednym z wykładów Eco przytacza przykład dziewiętnastowiecznego interpretatora Dantego, Gabriele Rossettiego, który doszukiwał się w Boskiej Komedii ukrytej symboliki wolnomularskiej i różokrzyżowej, w tym w obrazie pelikana i róży. Eco pokazuje, jak taka lektura, oparta na dowolnych zbieżnościach, wpisuje w tekst znaczenia, których autor nie mógł zamierzyć. Przeciwwagą ma być pojęcie intentio operis, intencji samego dzieła, wyznaczającej granice odczytań poprzez spójność tekstu jako całości. Nie każda interpretacja jest równie dobra, nawet jeśli żadnej nie można ustalić raz na zawsze.

Eco wspominał też, że po ukazaniu się Wahadła Foucaulta otrzymywał listy od czytelników przekonanych, że w powieści ujawnił prawdziwą tajemnicę, oraz od osób, które twierdziły, że wiedzą, kto naprawdę stoi za Planem. Satyra na myślenie spiskowe została przez część publiczności odczytana jako jego potwierdzenie. Ten paradoks najlepiej ilustruje tezę książki: mechanizm hermetycznej semiozy jest tak silny, że potrafi wchłonąć nawet tekst napisany przeciwko niemu.

Różokrzyżowcy jako lustro czytelnika

Dla historii różokrzyżowej legendy Wahadło Foucaulta ma znaczenie szczególne. Eco nie zajmuje się w nim pytaniem, kto napisał manifesty ani czy bractwo istniało w jakimkolwiek sensie. Interesuje go coś innego: dlaczego ta legenda okazała się tak trwała i tak podatna na nieskończone dopisywanie. Jego odpowiedź jest taka, że różokrzyżowcy od początku byli figurą czystej możliwości, bractwem złożonym z obietnicy i nieobecności, w które każde pokolenie mogło wpisać własne pragnienia i lęki.

Nie jest to odpowiedź wroga tradycji ezoterycznej jako takiej, choć bywa tak odczytywana. Eco przez całe życie z ogromną erudycją zajmował się historią semiotyki, hermetyzmu i kabały, a jego ironia jest ironią znawcy, nie lekceważącego obserwatora. Krytykuje nie duchowe poszukiwanie, lecz jego zwyrodnienie w paranoję, w której każdy znak musi coś oznaczać, a każdy brak sensu jest oznaką ukrytego planu. Imię głównego bohatera, Casaubon, odsyła zresztą do Izaaka Casaubona, filologa, który w 1614 roku – w tym samym roku, w którym ukazała się Fama – wykazał, że pisma przypisywane Hermesowi Trismegistosowi pochodzą z późnej starożytności, a nie z pradawnego Egiptu.

To skrzyżowanie dat jest jednym z najpiękniejszych pomysłów powieści. Ten sam rok przyniósł manifest, od którego zaczęła się różokrzyżowa legenda, i filologiczny wywód, który podważył mit pradawnej mądrości hermetycznej. Eco pozwala tym dwóm wydarzeniom spotkać się w imieniu swojego bohatera. Narrator nosi nazwisko krytyka mitów, a mimo to daje się wciągnąć w mit największy ze wszystkich. Powieść pyta w ten sposób, czy erudycja chroni przed nadinterpretacją, i odpowiada, że nie zawsze – czasem staje się jej najskuteczniejszym narzędziem.