Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Różokrzyż

Irenaeus Agnostus i dwuznaczne pamflety Fryderyka Gricka

Pamflety podpisane imieniem Irenaeus Agnostus, przypisywane Friedrichowi Grickowi, łączyły żarliwą obronę Bractwa Różokrzyża z ironią tak gęstą, że współcześni nie wiedzieli, czy czytają apologię, czy szyderstwo – i właśnie z tej niepewności narodził się gatunek parodii wtajemniczenia.

Słońce wschodzące nad miastem, „Splendor Solis”, 1582, British Library
Słońce wschodzące nad miastem, „Splendor Solis”, 1582, British Library

Imię, które niczego nie zdradza

Pseudonim jest tu pierwszym tekstem. Irenaeus odsyła do greckiego słowa oznaczającego pokój, Agnostus do niewiedzy lub nieznajomości. „Pokojowy Nieznany” albo „Miłujący pokój, którego nikt nie zna” – takie imię mógł przybrać ktoś, kto chciał wystąpić jako pośrednik między Bractwem a światem, ale także ktoś, kto chciał zakpić z mody na tajemnicze podpisy. W literaturze różokrzyżowej drugiej dekady XVII wieku roiło się od Philaletów, Theophilów i Cosmopolitów; Agnostus wpisywał się w ten obyczaj i jednocześnie go przerysowywał.

Za pseudonimem stał według dominującego dziś ustalenia Friedrich Grick, autor związany ze środowiskiem uczonych protestanckich w Niemczech południowych, o którego biografii zachowało się niewiele pewnych danych. Atrybucja opiera się na analizie korespondencji, wydawców i powiązań między drukami, a nie na jawnym przyznaniu się autora, dlatego należy ją traktować jako wysoce prawdopodobną, nie jako bezsporną. Sam Agnostus przedstawiał się w swoich pismach jako niegodny sługa Bractwa, ktoś w rodzaju jego sekretarza lub pisarza, upoważniony do przekazywania wiadomości tym, którzy o nie zabiegali.

Ta rola była sama w sobie prowokacyjna. Wszyscy zainteresowani narzekali, że bracia milczą, a tu pojawiał się człowiek, który zdawał się mówić w ich imieniu. Problem polegał na tym, że to, co mówił, rzadko przynosiło odpowiedź. Agnostus pouczał, upominał, obiecywał i odraczał, a czytelnik po lekturze wiedział mniej więcej tyle samo co przedtem – z tą różnicą, że teraz miał powody podejrzewać, iż ktoś sobie z niego żartuje.

Twierdza wiedzy

Pierwszym głośnym pismem Agnostusa był Fortalitium Scientiae, wydany w 1617 roku. Tytuł – „twierdza wiedzy” – zapowiada obraz, który przewija się przez cały tekst: wiedza Bractwa jest warownią, do której nie wchodzi się szturmem. Autor zwraca się do tych, którzy pisali do braci, wysyłali im listy i petycje, i tłumaczy, że ich wysiłki nie zostały niezauważone, ale że bramy otwierają się tylko przed godnymi, w czasie wybranym przez strażników, a nie przez proszących.

Na pierwszy rzut oka jest to wersja argumentu, który z pełną powagą rozwijali obrońcy Bractwa. Różnica leży w tonie. Agnostus mnoży zastrzeżenia, piętrzy warunki i zapowiada nagrody tak hojnie, że obietnica zaczyna brzmieć jak drwina. Kandydat ma być pobożny, cierpliwy, wolny od chciwości, gotowy do ofiar, a zarazem nie może wiedzieć, czy jego cnoty zostaną kiedykolwiek docenione. Twierdza okazuje się warownią bez bramy, a strażnik – kimś, kto chętnie opisuje mury, lecz nigdy nie wskazuje wejścia.

Czy to celowa ironia, czy tylko nieudolność stylu? Tu zaczyna się trudność, która towarzyszy wszystkim pismom Agnostusa. Wielu czytelników z epoki brało je dosłownie; inni widzieli w nich szyderstwo; jeszcze inni – mistyfikację, której celem było wyłudzanie listów i pieniędzy od łatwowiernych. Dla historyka najciekawsze jest to, że tekst daje oparcie każdej z tych lektur.

Trzeba przy tym pamiętać, w jakim obiegu funkcjonowały takie pisma. Broszury różokrzyżowe były tanie, krótkie i szybko przedrukowywane, a ich autorzy odpowiadali sobie nawzajem z opóźnieniem liczonym w miesiącach. Kto chciał zabrać głos, musiał przekrzyczeć dziesiątki innych głosów, a najpewniejszą drogą do rozgłosu była obietnica, że zna się odpowiedź, której inni szukają. Agnostus doskonale rozumiał tę ekonomię uwagi. Jego pisma czytano, bo zdawały się pochodzić z wnętrza wspólnoty, i komentowano, bo nie dawało się ich jednoznacznie zaklasyfikować. Niepewność co do ich statusu była więc nie tylko cechą stylu, ale też warunkiem ich powodzenia na rynku, który żywił się sensacją.

Tarcza prawdy i reguła życia

W 1618 roku ukazał się Clypeum veritatis, czyli „tarcza prawdy”. Pismo miało bronić Bractwa przed zarzutami przeciwników, którzy przedstawiali je jako sektę heretycką, wywrotową lub po prostu fikcyjną. Agnostus występuje tu jako polemista: odpiera oskarżenia, zapewnia o chrześcijańskiej pobożności braci, podkreśla ich wierność Pismu i zgodność z wyznaniem protestanckim. Tarcza ma chronić prawdę przed oszczerstwem.

A jednak i ten tekst wyraźnie zbacza z drogi zwykłej apologii. Autor obrony zdaje się mniej zainteresowany wykazaniem racji niż demonstrowaniem własnej uprzywilejowanej pozycji. Wie, ale nie powie; mógłby wyjaśnić, ale nie wolno mu; zna ludzi, których inni szukają, ale nie może ich wskazać. Taka retoryka nie przekonywała sceptyków, a zwolenników pozostawiała z poczuciem, że stoją przed kolejnymi drzwiami. Wrażenie potęgowały odniesienia do innych pamfletów, wzmianki o sporach, polemiki z autorami występującymi w imieniu Bractwa – wszystko to tworzyło labirynt, w którym każda droga prowadziła do kolejnego tekstu.

Trzecim z najważniejszych pism jest Regula Vitae, datowana zwykle na 1619 rok. Tytuł zapowiada coś konkretnego: regułę życia, którą mieli przestrzegać bracia lub ich kandydaci. Wydawałoby się, że oto wreszcie pojawia się dokument, który ujawnia wewnętrzny porządek wspólnoty. Tekst rzeczywiście przedstawia zasady postępowania – pobożności, umiarkowania, dyskrecji, pracy dla dobra bliźnich – lecz są one na tyle ogólne, że mogłyby obowiązywać każdego dobrego chrześcijanina. Reguła tajnego zgromadzenia okazuje się zbiorem rad, które znalazłby czytelnik w każdym podręczniku pobożności.

Ta dysproporcja między zapowiedzią a treścią jest kluczem do całego zjawiska. Agnostus systematycznie obiecuje wejście w tajemnicę i równie systematycznie dostarcza rzeczy jawnych. Czytelnik, który oczekiwał objawienia, otrzymuje moralną lekcję, a jeśli jest wystarczająco uważny, zaczyna podejrzewać, że lekcja ta dotyczy właśnie jego oczekiwań.

Obrońca, który szydzi

Najbardziej charakterystyczną cechą pism Agnostusa jest współistnienie dwóch tonów, które zwykle się wykluczają. Z jednej strony autor pisze jak gorliwy obrońca, przybierając szaty sekretarza wspólnoty i gromiąc jej wrogów. Z drugiej strony co chwila podważa własny autorytet przesadą, sprzecznościami i obietnicami, których nie można spełnić. Część badaczy wiąże tę dwuznaczność z późniejszymi losami autora: według niektórych ustaleń ten sam Grick w następnych latach występował przeciw Bractwu pod innymi pseudonimami, co, jeśli atrybucje są trafne, rzucałoby nowe światło na jego wcześniejsze apologie.

Nie trzeba jednak rozstrzygać tej kwestii, by dostrzec, że teksty Agnostusa działają jak parodia. Parodia nie musi być wroga wobec swojego przedmiotu; często jest raczej formą dystansu, która pozwala obnażyć mechanizmy cudzej retoryki. Agnostus naśladował język obrońców Bractwa – ich apele do pobożności, ich obietnice ukrytej wiedzy, ich zapewnienia o istnieniu wspólnoty, której nikt nie widział – i doprowadzał go do punktu, w którym zaczynał zgrzytać. Kto czytał go uważnie, uczył się rozpoznawać ten język także w pismach innych autorów.

Warto zauważyć, że parodia ta nie dotyczyła treści duchowych, które obrońcy Bractwa uważali za najważniejsze: wezwania do pokuty, do odnowy wiedzy w duchu chrześcijańskim, do służby chorym. Agnostus nie wyśmiewał pobożności, lecz sposób, w jaki obietnica tajemnicy wypierała ją z pola widzenia. Przedmiotem jego ironii była figura pośrednika, który żyje z tego, że inni czekają, i czytelnika, który woli czekać na list od mistrzów, niż samemu zastosować reguły, które zna od dzieciństwa. Jeśli tak odczytać jego intencje, okazuje się on bliższy surowym moralistom epoki niż kpiarzom, choć posługiwał się narzędziami tych drugich.

W tym sensie Agnostus wykonywał wobec ruchu różokrzyżowego pracę krytyczną, choć w przebraniu wyznawcy. Pokazywał, że obietnica wtajemniczenia łatwo staje się narzędziem manipulacji, że tajemnica bez treści może być nieskończenie podtrzymywana i że ludzie gotowi są czekać na odpowiedź, która nigdy nie przyjdzie, jeśli tylko ktoś ich przekona, że czekanie jest próbą. Paradoksalnie ta krytyka była możliwa właśnie dlatego, że przybrała formę obrony.

Gatunek wtajemniczenia na opak

Ironiczna literatura wokół Bractwa nie zaczęła się od Agnostusa. Już Chymische Hochzeit, wydana w 1616 roku, zawierała elementy żartu, które jej autor, Johann Valentin Andreae, później nazwał ludibrium, czyli igraszką lub zabawą. Także sam spór wokół manifestów obfitował w satyry i drwiny. Pisma Agnostusa wyróżniają się jednak konsekwencją, z jaką utrzymują dwuznaczność. Nie są ani otwartą satyrą, ani szczerą apologią; są tekstami, które pozwalają czytelnikowi samemu odkryć, że został wciągnięty w grę.

Ten model okazał się płodny. W kolejnych stuleciach literatura ezoteryczna wielokrotnie wydawała teksty, w których autor przybierał rolę wtajemniczonego posłańca, a jego przekaz zawieszał się między objawieniem a mistyfikacją. Nie wszystkie były parodiami, ale wiele z nich korzystało z tej samej struktury: zapowiedź tajemnicy, odroczenie, wymóg próby, wreszcie odpowiedź, która jest raczej pytaniem zwróconym do czytelnika. Agnostus nie był tu jedynym źródłem, ale jego pisma należą do najwcześniejszych i najbardziej wyrazistych przykładów.

Dla historii duchowości ta dwuznaczność ma też wymiar pozytywny. Tekst, który systematycznie odmawia czytelnikowi zaspokojenia ciekawości, może pełnić funkcję podobną do paradoksów w literaturze mistycznej. Odbiera pewność, zmusza do zastanowienia nad własnymi motywami, przesuwa uwagę z poszukiwania zewnętrznych mistrzów na pracę nad sobą. Nie wiadomo, czy Grick zamierzał taki efekt osiągnąć. Wiadomo jednak, że niektórzy jego czytelnicy właśnie tak odczytywali pobożne fragmenty jego pism, ignorując ironię albo uznając ją za kolejną zasłonę.

Lekcja nierozstrzygnięcia

Historia Irenaeusa Agnostusa uczy ostrożności wobec każdej prostej klasyfikacji literatury różokrzyżowej. Podział na zwolenników i przeciwników, na apologie i ataki, jest wygodny, ale nie obejmuje tekstów, które świadomie zajmują pozycję pośrednią. Pisma przypisywane Grickowi były czytane przez współczesnych na kilka sposobów jednocześnie, a dzisiejsi badacze wciąż spierają się o intencje ich autora.

Być może właśnie ta nierozstrzygalność jest ich najtrwalszym dziedzictwem. Ruch, który zrodził się z anonimowych manifestów i obietnicy wspólnoty niewidzialnej, nie mógł uniknąć tekstów, które zabawiały się jego niewidzialnością. Agnostus był w tym sensie wytworem samego zjawiska: odpowiedzią na pytanie, co się stanie, gdy ktoś zacznie mówić w imieniu tych, którzy milczą. Odpowiedź okazała się ambiwalentna – i dlatego tak pouczająca.