Jan Amos Komeński i różokrzyżowa obietnica pansofii
Komeński wyśmiał w „Labiryncie świata” tłum czekający na różokrzyżowe skarby, a zarazem przejął od kręgu Andreae marzenie o powszechnej reformie wiedzy, przenosząc je z niewidzialnego bractwa na jawne kolegium światła, szkołę i księgę dostępną każdemu.

Herborn, Heidelberg i rok 1614
Jan Amos Komeński, czeski brat i późniejszy biskup Jednoty braterskiej, urodził się w 1592 roku na Morawach. W latach 1611–1613 studiował w kalwińskiej akademii w Herborn, gdzie jego nauczycielem był Johann Heinrich Alsted, encyklopedysta, zwolennik lullizmu i autor spekulacji chiliastycznych. Następnie przeniósł się do Heidelbergu, do stolicy Palatynatu, w której reformowana pobożność łączyła się z ambicjami politycznymi Fryderyka V. Był więc studentem dokładnie w tych latach i w tych środowiskach, w których w 1614 roku ukazała się Fama Fraternitatis, a rok później Confessio. Ich wezwanie do powszechnej reformy wiedzy, oparte na przekonaniu, że Bóg objawia w ostatnich czasach nowe światło, trafiało w Herborn i Heidelbergu na grunt dobrze przygotowany.
Komeński sam przyznawał później, że jako młody człowiek przejął się różokrzyżową wieścią i oczekiwał od niej wiele. Nie zachowały się jednak świadectwa jego bezpośredniego udziału w sporach broszurowych lat 1614–1620. Ważniejsze jest to, że z tego samego klimatu intelektualnego wyniósł trzy przekonania, które miały mu towarzyszyć do końca życia: że wiedza ludzka jest rozbita i wymaga scalenia, że jej scalenie jest zadaniem religijnym i że czas na to zadanie jest bliski. Od Alsteda przejął ideał encyklopedii jako uporządkowanego obrazu całości, od chiliastów przekonanie o zbliżającym się odnowieniu świata. Sam Alsted wydał w 1630 roku wielotomową Encyclopaedia, jedną z najambitniejszych prób ujęcia całej wiedzy epoki w jeden system, a trzy lata wcześniej, w 1627 roku, traktat o tysiącletnim królestwie, który wywarł wpływ na angielskich millenarystów. Uczeń dzielił z mistrzem obie te pasje, choć z czasem nadał im znacznie bardziej praktyczny, pedagogiczny kierunek.
Różokrzyżowcy w „Labiryncie świata”
Klęska pod Białą Górą w 1620 roku zmieniła wszystko. Komeński stracił dom w Fulneku, księgozbiór i rękopisy, a w 1622 roku zaraza zabrała mu żonę i dzieci. Ukrywając się w majątkach protestanckiej szlachty, napisał w 1623 roku Labirynt świata i raj serca, wydany drukiem w Pirnie w 1631 roku. Jest to alegoryczna wędrówka pielgrzyma, który w towarzystwie przewodników o imionach Wszędobylski i Mamienie przemierza miasto ludzkich zajęć i za każdym razem odkrywa pustkę za fasadą.
Jeden z rozdziałów poświęcony jest różokrzyżowcom. Pielgrzym słyszy na rynku dźwięk trąby, którą ogłasza się światu przybycie mędrców zdolnych odnowić wszelką wiedzę. Uczeni wpadają w poruszenie, jedni piszą do bractwa listy, inni pisma przeciwko niemu, wszyscy czekają na odpowiedź. Następnie pojawiają się handlarze, którzy sprzedają za wielkie pieniądze skrzyneczki z łacińskimi napisami, obiecującymi tajemnice mądrości. Kupujący, gdy je otwierają, nic w nich nie znajdują, a kto się do tego przyzna, zostaje wyśmiany przez tych, którzy wolą udawać, że coś zobaczyli. Ostatecznie tłum się rozchodzi, a obiecani mędrcy nie przychodzą.
Ta scena jest zjadliwa, ale jej ostrze nie jest wymierzone w samą ideę odnowy. Komeński drwi z kupczenia nadzieją, z łatwowierności i z gorączki tych, którzy czekali, że reformę przyniesie ktoś z zewnątrz. W tym sensie jego satyra jest bliska autoironii samych manifestów, które ostrzegały przed szukaniem bractwa z chciwości. Druga część książki, Raj serca, przynosi odpowiedź: pielgrzym wraca do siebie, a Chrystus, spotkany we wnętrzu, okazuje się jedynym nauczycielem zdolnym rozwikłać labirynt. Reforma nie przychodzi z trąbą na rynek, lecz zaczyna się od nawrócenia serca.
Pałeczka przekazana przez Andreae
Związek Komeńskiego z różokrzyżowym środowiskiem nie ogranicza się do satyry. Ceniąc wysoko pisma Johanna Valentina Andreae, uznawanego za głównego inspiratora manifestów, szukał z nim kontaktu i w końcu lat dwudziestych nawiązał korespondencję. Andreae, rozczarowany losem swoich projektów, w tym planów Societas Christiana, czyli wspólnoty chrześcijańskich uczonych i reformatorów, miał przekazać młodszemu koledze tę ideę jako zadanie do kontynuacji. Komeński widział siebie później jako spadkobiercę tego zamysłu. Nie przejął jednak różokrzyżowej konwencji fikcji i ukrycia. Przejął projekt.
Od 1628 roku przebywał na emigracji w Lesznie, w Wielkopolsce, gdzie Jednota braterska miała jeden ze swoich ośrodków pod opieką rodu Leszczyńskich. Tam prowadził gimnazjum, pisał podręczniki i stał się sławny w całej Europie dzięki Janua linguarum reserata z 1631 roku, nowatorskiemu podręcznikowi łaciny, w którym słowa poznawano razem z rzeczami. Właśnie w Lesznie powstały pierwsze szkice tego, co nazwał pansofią: wiedzy uporządkowanej tak, aby każdy człowiek mógł poznać wszystko, co jest konieczne do życia doczesnego i wiecznego. Rękopis jego zarysu trafił do Samuela Hartliba w Londynie i ukazał się drukiem w 1637 roku, a w 1639 roku jako Pansophiae prodromus, czyli zwiastun pansofii.
Pansofia przypomina w pierwszym rzędzie różokrzyżowe zapowiedzi jednej, całościowej filozofii, która miała być „głową” wszystkich nauk. Różnica tkwi w metodzie. Komeński nie obiecywał wiedzy objawionej garstce adeptów, lecz układ, który da się wyłożyć w podręcznikach, w szkołach i w języku zrozumiałym dla dzieci. Wiedza miała być powszechna w podwójnym sensie: obejmować wszystko i dla wszystkich być dostępna. Tam, gdzie manifesty mówiły o tajemnicy strzeżonej do właściwego czasu, Komeński mówił o dydaktyce.
Fundamentem tego układu była nauka o trzech księgach, z których człowiek czerpie wiedzę. Pierwszą jest świat stworzony, poznawany zmysłami, drugą umysł z jego wrodzonymi pojęciami i zdolnością rozumowania, trzecią Pismo Święte, przyjmowane przez wiarę. Pansofia miała wykazać zgodność tych trzech źródeł i ułożyć z nich jedną, harmonijną całość, w której nic nie przeczy niczemu. Pomysł nie był nowy, bo motyw księgi natury czytanej obok Biblii przewijał się przez średniowieczną teologię i paracelsjańską filozofię, a manifesty różokrzyżowe uczyniły go jednym ze swoich haseł. Nowe było przekonanie, że zgodność tę można wyłożyć systematycznie, rozdział po rozdziale, tak aby uczeń przechodził od rzeczy prostych do złożonych bez przeskoków. Tajemnica natury, dla alchemików i różokrzyżowych entuzjastów zarezerwowana dla wtajemniczonych, stawała się u Komeńskiego materią lekcji.
Droga światła i kolegium w pełnym świetle
W 1641 roku, na zaproszenie Hartliba i jego przyjaciół, Komeński przyjechał do Londynu, licząc na poparcie parlamentu dla planu powszechnej reformy. Wybuch wojny domowej przekreślił te nadzieje, ale pobyt w Anglii przyniósł dzieło kluczowe dla jego programu. Na przełomie 1641 i 1642 roku napisał Via lucis, Drogę światła, rozprawę o tym, jak światło mądrości ma stopniowo rozproszyć ciemności ludzkiego rodzaju. Rękopis krążył w odpisach, a drukiem ukazał się dopiero w Amsterdamie w 1668 roku, z dedykacją skierowaną do Towarzystwa Królewskiego w Londynie.
W Via lucis pojawia się projekt Collegium Lucis, kolegium światła, czyli międzynarodowej wspólnoty uczonych, której zadaniem byłoby gromadzenie i porządkowanie wiedzy, tworzenie ksiąg pansoficznych, organizowanie szkół i wypracowanie powszechnego języka. Łatwo dostrzec tu przemianę różokrzyżowego obrazu. Bractwo z Famy miało dom ukryty przed światem i członków rozproszonych incognito po krajach Europy. Kolegium Komeńskiego miało działać jawnie, przy poparciu władców i Kościołów, a jego członkowie mieli być znani z imienia i publikować swoje prace. Nie było niewidzialne, lecz miało uczynić widzialnym to, co dotąd rozproszone i ukryte.
Dedykacja dla Royal Society z 1668 roku jest w tym kontekście szczególnie wymowna. Stary już autor zwracał się do instytucji, która w jego oczach realizowała część programu kolegium światła, i jednocześnie upominał ją, aby badanie natury nie oderwało się od pobożności i od celu, jakim jest dobro całego rodzaju ludzkiego. Członkowie Towarzystwa nie podzielali jego teologicznych założeń, ale związek idei jest czytelny: od różokrzyżowej zapowiedzi, przez krąg Hartliba, po instytucję, która miała stać się wzorem nowoczesnej nauki.
Nadzieja, która nie umarła z bractwem
Ostatnie dekady życia Komeńskiego przyniosły dalsze klęski. W 1656 roku, podczas wojny polsko-szwedzkiej, Leszno spłonęło, a wraz z nim jego biblioteka i rękopisy, w tym wieloletnie prace nad słownikiem czeskim. Uczony osiadł w Amsterdamie, gdzie zmarł w 1670 roku. Wcześniej, w latach 1650–1654, pracował na zaproszenie Rakoczych w Sárospatak na Węgrzech, gdzie przygotował Orbis sensualium pictus, wydany w Norymberdze w 1658 roku. Ten ilustrowany podręcznik, w którym każda rzecz świata otrzymała obraz, nazwę i krótki opis, był pansofią w miniaturze: księgą natury otwartą przed dzieckiem, bez zasłon i bez szyfru. W tych latach wydał Lux in tenebris, zbiór proroctw Christopha Kottera, Krystyny Poniatowskiej i Mikuláša Drabíka, zapowiadających upadek Habsburgów i papiestwa. Ta publikacja zaszkodziła jego reputacji, ale pokazuje, że oczekiwanie bliskiego odnowienia świata, obecne już w manifestach różokrzyżowych, nigdy go nie opuściło.
Jego największe dzieło, De rerum humanarum emendatione consultatio catholica, czyli powszechna narada o naprawie spraw ludzkich, pozostało nieukończone. W siedmiu częściach, od Panegersii, czyli powszechnego przebudzenia, przez Panaugię, Pansofię, Pampaedię i Panglottię, po Panorthosię i Pannuthesię, miało przedstawić plan odnowienia nauki, wychowania, języka, polityki i religii. Rękopis uznawano za zaginiony, dopóki w latach trzydziestych XX wieku nie odnalazł go w Halle Dmytro Czyżewski. Pełne wydanie ukazało się w Pradze w 1966 roku.
Słowo „powszechne przebudzenie”, którym otwiera się Consultatio, mogłoby pochodzić z Confessio Fraternitatis. To samo dotyczy przekonania, że wiedza o naturze, Pismo i wewnętrzne światło tworzą jedną księgę Bożą, którą trzeba nauczyć się czytać. W tym sensie Komeński pozostał wierny różokrzyżowej obietnicy dłużej i konsekwentniej niż wielu jej głośnych obrońców. Odrzucił jedynie to, co uważał za jej słabość: oczekiwanie na tajemnych mędrców i przekonanie, że reforma może przyjść od wybranych, zanim obejmie wszystkich. Obietnica pansofii jest w jego ujęciu różokrzyżową nadzieją przetłumaczoną na język szkoły. Nie czeka na odpowiedź bractwa, lecz sama pisze podręcznik.
