Tobias Hess i tybiński krąg autorów manifestów
Manifesty różokrzyżowe nie wyszły spod pióra jednego genialnego mistyfikatora, lecz z tybińskiego kręgu przyjaciół skupionych wokół Johanna Valentina Andreaego, w którym kluczowe miejsce zajmował lekarz, prawnik i chiliasta Tobias Hess, zmarły w 1614 roku, tuż przed drukiem Famy.

Pytanie o autora zamiast pytania o Bractwo
Przez dwa stulecia spór o różokrzyżowców toczył się wokół pytania, czy Bractwo istniało. Historiografia XX wieku przesunęła ciężar na pytanie skromniejsze, lecz lepiej osadzone w źródłach: kto napisał teksty, które Bractwo powołały do życia na papierze. Odpowiedź, jaką dziś przyjmuje większość badaczy, nie wskazuje jednej osoby. Wskazuje środowisko – grupę młodych luterańskich uczonych z Tybingi, połączonych przyjaźnią, lekturą Paracelsusa i Arndta, niechęcią do sztywnej ortodoksji uniwersyteckiej oraz oczekiwaniem, że dzieje świata zbliżają się do przełomu.
Najbardziej znanym członkiem tego kręgu był Johann Valentin Andreae, który w autobiografii przyznał się do napisania Chymicznych godów jako młodzieńczego utworu, a o całym przedsięwzięciu różokrzyżowym wypowiadał się później słowem ludibrium – igraszka, żart, przedstawienie. Andreae nigdy jednak nie ogłosił się jedynym autorem Famy ani Confessio. Jego wypowiedzi są wymijające, rozproszone i zmienne w tonie, a ich uważna lektura prowadzi ku innym osobom z tej samej grupy. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje człowiek starszy od Andreaego o osiemnaście lat, którego nazwisko długo pozostawało w przypisach: Tobias Hess.
Lekarz, który liczył lata do końca świata
Hess urodził się w 1568 roku w Norymberdze, studiował prawo i uzyskał w Tybindze stopień doktora obojga praw, ale z czasem porzucił praktykę prawniczą na rzecz medycyny w duchu paracelsjańskim. W środowisku uniwersyteckim znano go jako człowieka o rozległej, niekonwencjonalnej erudycji: czytał pisma hermetyczne, interesował się kabałą chrześcijańską, przede wszystkim jednak oddawał się spekulacjom apokaliptycznym. Należał do tych protestanckich czytelników Księgi Daniela i Apokalipsy, którzy próbowali z proroctw wyliczyć porządek epok i bliskość ostatecznej odnowy.
Taki chiliazm – oczekiwanie tysiącletniego królestwa Chrystusa na ziemi albo przynajmniej wielkiego oczyszczenia Kościoła przed końcem czasów – był w luterańskiej Wirtembergii podejrzany. Augsburskie wyznanie wiary wprost odrzucało nauki o ziemskim królestwie świętych przed zmartwychwstaniem, a tybińscy teologowie strzegli tej granicy z dużą czujnością. Hess ściągnął na siebie uwagę władz uniwersyteckich, był przesłuchiwany w sprawie swoich poglądów i musiał się z nich tłumaczyć. Szczegóły tych dochodzeń znamy z akt i korespondencji, które wydobyli badacze, zwłaszcza Carlos Gilly; obraz, jaki się z nich wyłania, to obraz uczonego balansującego na krawędzi herezji, ostrożnego w słowach publicznych i odważnego w rozmowach prywatnych.
W apokaliptyce Hessa ważną rolę odgrywały wątki, które później powrócą w manifestach: przekonanie o zbliżającej się epoce światła, wiara w ukryte dotąd tajemnice natury, które mają zostać odsłonięte przed końcem, oraz sympatia dla proroczych tekstów krążących w rękopisach. Jednym z nich była Naometria Simona Studiona, ogromny traktat z 1604 roku, oparty na mierzeniu świątyni i liczbach biblijnych, zapowiadający wielkie przemiany w Europie. Hess znał tę tradycję i wpisywał się w nią, choć nie musiał podzielać wszystkich rachunków Studiona.
Krąg przyjaciół i jego lektury
Grupa, do której należał Hess, nie była formalnym stowarzyszeniem. Tworzyli ją ludzie związani studiami w Tybindze i wspólnymi zainteresowaniami. Obok Andreaego i Hessa wymienia się zwykle prawnika Christopha Besolda, właściciela imponującej biblioteki pism mistycznych i hermetycznych, a później autora licznych prac politycznych; Tobiasa Adamiego, późniejszego wydawcę pism Tommasa Campanelli w Niemczech; oraz Wilhelma Wensego, któremu Andreae przypisywał inicjatywę „chrześcijańskiej społeczności” uczonych. Każda z tych postaci wnosiła coś innego: Besold – lekturę i aparat filologiczny, Adami – kontakty z włoską filozofią utopijną, Hess – temperament proroka i wiedzę medyczną.
To, co łączyło tych ludzi, łatwiej opisać jako wspólny klimat niż wspólny program. Byli luteranami rozczarowanymi stanem własnego Kościoła, który wydawał im się zastygły w sporach doktrynalnych. Czytali Johanna Arndta i jego Wahres Christentum, głoszące religię serca i naśladowania Chrystusa. Cenili Paracelsusa nie tylko jako reformatora medycyny, lecz także jako proroka odnowy wiedzy. Żywili też przekonanie, że uczony chrześcijanin powinien łączyć pobożność z badaniem natury, a obie te drogi prowadzą ku temu samemu Bogu. Ważne jest także to, że krąg ten działał w mieście uniwersyteckim, gdzie rękopisy przechodziły z rąk do rąk szybciej niż druki. Odpisy traktatów Paracelsusa, proroctw i pism mistycznych były w Tybindze przedmiotem wymiany i dyskusji, a przyjaciele pożyczali sobie książki, komentowali je na marginesach i układali z nich własne zbiory wypisów. Taki obieg sprzyjał powstawaniu tekstów zbiorowych, które nie miały jednego właściciela i mogły być uzupełniane przez kolejnych czytelników.
W takim środowisku tekst opowiadający o ukrytym zakonie mędrców, który czeka na stosowną chwilę, by odsłonić światu swoją wiedzę, mógł powstać jako wspólna fantazja, ćwiczenie literackie, a zarazem wyraz rzeczywistej tęsknoty.
Świadectwa Andreaego czytane pod włos
Najważniejszym źródłem do tych spraw pozostaje sam Andreae, a jest to źródło trudne. Andreae pisał o różokrzyżowcach w różnych okresach życia i z różnymi intencjami. W latach następujących po wybuchu furory wokół manifestów, zwłaszcza w Mythologia Christiana i Turris Babel, wyśmiewał zamieszanie, jakie wywołało Bractwo, i nazywał je właśnie igraszką. Te wypowiedzi łatwo odczytać jako zaprzeczenie; uważniejszy czytelnik zauważy jednak, że Andreae drwi raczej z naiwnych poszukiwaczy i z szarlatanów, którzy podszywali się pod braci, niż z samego zamysłu reformy.
O Hessie Andreae mówił z szacunkiem graniczącym z czcią. Po jego śmierci w listopadzie 1614 roku poświęcił mu teksty wspomnieniowe, a w autobiografii przedstawiał go jako przyjaciela i nauczyciela, człowieka niezwykłej pobożności i wiedzy, niezrozumianego przez otoczenie. Andreae wydał też zbiór sentencji Theca gladii spiritus (1616), w którym – jak sam zaznaczał – znalazły się myśli zaczerpnięte częściowo z pism Hessa. Badacze porównujący ten zbiór z manifestami zwrócili uwagę na pokrewieństwo słownictwa i obrazów, choć pokrewieństwo nie jest jeszcze dowodem autorstwa.
Szczególną wagę ma fakt, że Andreae w późniejszych latach starał się zdystansować wobec chiliazmu, który uchodził za niebezpieczny. Jeśli manifesty zawierały elementy apokaliptyczne pochodzące z myśli Hessa, Andreae miał powód, by umniejszać swój w nich udział i przedstawiać całość jako żart młodości. Zmarły przyjaciel nie mógł już ponieść konsekwencji, a żyjący pastor i przyszły nadworny kaznodzieja w Stuttgarcie musiał dbać o swoją reputację. Ta sytuacja wyjaśnia, dlaczego świadectwa Andreaego wymagają lektury pod włos: mówią prawdę, ale prawdę starannie dozowaną.
Ślady w korespondencji i w badaniach
Rekonstrukcja tybińskiego kręgu jest w dużej mierze zasługą archiwistów i historyków ostatnich dekad XX wieku. Carlos Gilly, pracujący w zbiorach Bibliotheca Philosophica Hermetica w Amsterdamie, zebrał rozproszone listy, akta i wczesne odpisy manifestów, pokazując, że Fama krążyła w rękopisie już kilka lat przed drukiem z 1614 roku. Odpisy te docierały do Tyrolu, Saksonii i Czech, co oznacza, że tekst wyszedł z wąskiego grona przyjaciół na długo przed tym, nim drukarz z Kassel nadał mu publiczny rozgłos. Wcześniej Roland Edighoffer, badacz twórczości Andreaego, podkreślał teologiczną spójność jego pism z ideami manifestów, a Martin Brecht przybliżał tło wirtemberskiego luteranizmu i napięć wokół ortodoksji.
W tej rekonstrukcji Hessowi przypisuje się zwykle przede wszystkim wątki profetyczne. Wielu badaczy sądzi, że Confessio Fraternitatis, z jej mocniejszym akcentem na bliskość końca czasów, znakami na niebie i wrogością wobec papiestwa, nosi wyraźniejsze piętno Hessa niż Fama. Inni ostrożnie mówią o tekście zbiorowym, wielokrotnie przerabianym, w którym nie da się już oddzielić głosów poszczególnych autorów. Uczciwie trzeba przyznać, że nie dysponujemy autografem manifestów ani dokumentem, w którym ktokolwiek z kręgu wprost przypisałby sobie lub innemu konkretne zdania. Teza o tybińskim pochodzeniu opiera się na zbieżności dat, osób, lektur, słownictwa i późniejszych napomknień, a nie na jednym rozstrzygającym świadectwie.
Śmierć Hessa w 1614 roku nadaje całej historii osobliwy wymiar. Człowiek, który najgoręcej oczekiwał wielkiej odnowy świata, nie dożył chwili, w której wydrukowany manifest zaczął żyć własnym życiem, budząc entuzjazm, oburzenie i lawinę odpowiedzi. Nie zobaczył też, jak jego przyjaciel Andreae próbuje przekierować tę energię w stronę bardziej umiarkowanego projektu chrześcijańskiej wspólnoty uczonych, opisanego później w Christianopolis i w zamysłach Societas Christiana.
Wspólnota zamiast autora
Obraz tybińskiego kręgu zmienia sposób czytania całego zjawiska różokrzyżowego. Jeśli manifesty są owocem przyjaźni, rozmów i wspólnych lektur, to ich dwuznaczność – mieszanina powagi i gry, proroctwa i satyry, obietnicy i mistyfikacji – nie jest wadą ani dowodem oszustwa, lecz śladem wielogłosowego pochodzenia. Każdy z autorów mógł wnosić do tekstu inny ton, a ostateczna postać, którą znamy z druku, zachowała napięcia między nimi.
Tobias Hess jest w tej historii postacią zarazem centralną i nieuchwytną. Nie zostawił dzieła, które pozwoliłoby wprost porównać jego styl z manifestami, a jego poglądy znamy w dużej mierze z cudzych relacji, z akt dochodzeń i z pobożnego wspomnienia Andreaego. Mimo to właśnie jego apokaliptyczna wyobraźnia najlepiej tłumaczy, dlaczego tekst o legendarnym zakonie z grobowcem w Niemczech mógł zostać przyjęty jako zapowiedź nadchodzącej przemiany świata. Dla Hessa i jego przyjaciół ezoteryczna wiedza o naturze nie była celem samym w sobie, lecz znakiem czasu – jednym z tych odsłonięć, które według proroctw miały poprzedzić ostateczne objawienie prawdy.
Taka perspektywa uczy także pokory wobec źródeł. Historia autorstwa manifestów pozostaje hipotezą dobrze uzasadnioną, ale hipotezą. Tybiński krąg rysuje się wyraźnie; miejsce każdego z jego członków – mniej wyraźnie. Hess, Andreae, Besold i ich przyjaciele są dla historyka idei przykładem, jak z prywatnej przyjaźni, pobożności i lektur może narodzić się mit, który przerośnie zamiary swoich twórców i będzie żył przez stulecia w zupełnie innych środowiskach niż te, w których powstał.
