Kartezjusz w poszukiwaniu różokrzyżowców
Opowieść Adriena Bailleta o młodym Kartezjuszu, który w latach 1619–1623 szukał w Niemczech Bractwa Różokrzyżowego i po powrocie do Paryża musiał dowodzić, że nie jest „niewidzialny”, pozostaje świadectwem o niepewnej wartości, ale dobrze pokazuje, jak silnie mit Bractwa działał na wyobraźnię najzdolniejszych umysłów epoki.

Biograf pisze po siedemdziesięciu latach
Adrien Baillet, duchowny, bibliotekarz i niezmordowany kompilator, opublikował w 1691 roku w Paryżu dwutomową La Vie de Monsieur Des-Cartes. Od wydarzeń, które opisywał w części poświęconej młodości filozofa, minęło wtedy ponad siedemdziesiąt lat, a od śmierci Kartezjusza – czterdzieści jeden. Baillet nie znał swojego bohatera i nie mógł rozmawiać z ludźmi, którzy pamiętali jego niemieckie wędrówki. Pracował na papierach: na listach, na notatkach pozostawionych przez Kartezjusza w Sztokholmie i przekazanych do Francji, na wspomnieniach przyjaciół spisanych przez Claude'a Clerseliera oraz na wcześniejszych biografiach, zwłaszcza na Specimina philosophiae Cartesianae Daniela Lipstorpa z 1653 roku.
Z tego powodu Vie jest dla historyka źródłem równocześnie bezcennym i kłopotliwym. Bezcennym, bo Baillet miał w rękach rękopisy, które później zaginęły, w tym młodzieńcze zapiski Kartezjusza, i cytował z nich fragmenty niedostępne gdzie indziej. Kłopotliwym, bo nie zawsze rozróżniał to, co znalazł w dokumentach, od tego, co sam z nich wywnioskował, a jego intencją było przedstawienie Kartezjusza jako myśliciela pobożnego, katolickiego i wolnego od podejrzeń o herezję. Epizod różokrzyżowy trzeba czytać z tą świadomością.
Tło biograficzne jest stosunkowo dobrze udokumentowane. W 1618 roku Kartezjusz przebywał w Bredzie jako ochotnik w armii Maurycego Orańskiego i poznał tam Isaaca Beeckmana, z którym prowadził rozmowy o matematyce i fizyce, zachowane w dzienniku holenderskiego uczonego. Wiosną 1619 roku wyruszył do Niemiec, akurat w chwili, gdy konflikt czeski przeradzał się w wojnę ogarniającą Rzeszę. Uczestniczył jako widz w uroczystościach koronacyjnych Ferdynanda II we Frankfurcie, a następnie znalazł się w otoczeniu wojsk bawarskich. W zachowanych listach do Beeckmana z wiosny 1619 roku pisał o swoich planach naukowych z młodzieńczym zapałem, zapowiadając zupełnie nową naukę, ale o różokrzyżowcach w nich nie wspominał. Listy te poprzedzają wprawdzie niemiecką zimę, a brak wzmianki niczego nie przesądza, lecz każe ostrożnie podchodzić do późniejszej opowieści.
Zima nad Dunajem
Według Bailleta Kartezjusz, który jesienią 1619 roku po koronacji cesarskiej we Frankfurcie zatrzymał się na zimę w Niemczech, w okolicach Ulm lub Neuburga, usłyszał tam o Bractwie Różokrzyżowym. Opowieści o wspólnocie posiadającej prawdziwą wiedzę o naturze i gotowej podzielić się nią z godnymi krążyły w tamtych stronach od kilku lat, po wydaniu Famy w 1614 i Confessio w 1615 roku, i towarzyszyła im lawina broszur zwolenników i przeciwników. Młody Francuz, który właśnie przechodził głęboki kryzys intelektualny i szukał nowej metody poznania, miał uznać, że jeśli istnieją ludzie posiadający taką wiedzę, to warto ich odnaleźć.
Biograf przedstawia te poszukiwania z wyraźną ostrożnością. Kartezjusz miał dołożyć starań, by spotkać kogoś z Bractwa, i nie znaleźć nikogo, kto mógłby się wylegitymować członkostwem. Baillet zaznacza, że filozof nie potrafił rozstrzygnąć, czy ma do czynienia z rzeczywistą wspólnotą, czy z wymysłem, i że w końcu zawiedziony zaniechał starań. Sam biograf skłania się ku temu, by widzieć w różokrzyżowcach mistyfikację, ale nie wyklucza, że młody Kartezjusz przez pewien czas traktował ich poważnie.
Ten fragment Vie sąsiaduje z najsłynniejszym epizodem młodości Kartezjusza: trzema snami z nocy z 10 na 11 listopada 1619 roku, które Baillet streszcza na podstawie zaginionego rękopisu zatytułowanego Olympica. Zestawienie nie jest przypadkowe. Biograf umieszcza poszukiwanie Bractwa w tym samym okresie wewnętrznego wzburzenia, entuzjazmu i poczucia powołania. Z perspektywy narracyjnej różokrzyżowcy są w jego opowieści jedną z pokus drogi, którą Kartezjusz musiał przejść, by dojść do własnej filozofii.
Polybius Kosmopolita i jego dedykacja
Najciekawszym dokumentem, który zdaje się potwierdzać relację Bailleta, jest notatka zachowana w odpisie młodzieńczych zapisków Kartezjusza, tak zwanych Cogitationes privatae. Oryginał zaginął, ale w 1676 roku w Paryżu Gottfried Wilhelm Leibniz sporządził z niego odpis, który przetrwał. Wśród krótkich uwag znajduje się projekt tytułu dzieła matematycznego: Polybii Cosmopolitani Thesaurus mathematicus. Ów „Skarbiec matematyczny Polybiusa Kosmopolity” miał przedstawiać prawdziwe sposoby rozwiązywania wszystkich trudności tej nauki i był przeznaczony dla uczonych całego świata, a szczególnie, jak głosi skrót, dla najsławniejszych w G. F. R. C.
Skrót ten od dawna odczytuje się jako in Germania Fratribus Roseae Crucis, czyli „braciom Różanego Krzyża w Niemczech”. Odczytanie jest bardzo prawdopodobne, choć nie można go uznać za pewne, skoro opiera się na odpisie, a sam Kartezjusz nie rozwinął skrótu. Pseudonim Polybius, nawiązujący do greckiego historyka, a przy tym oznaczający kogoś „wielożyciowego” lub „wielce doświadczonego”, wraz z przydomkiem Kosmopolita sugeruje autora, który chce występować jako obywatel świata ponad podziałami narodów i wyznań. Dedykacja miała charakter ironiczny albo prowokacyjny: zapowiadała, że prawdziwą wiedzę przynosi nie tajemna wspólnota, lecz metoda matematyczna dostępna każdemu.
Projekt nigdy nie został zrealizowany. Nie wiemy, jak dokładnie miał wyglądać, ani czy Kartezjusz pisał go serio. Sama notatka świadczy jednak, że Bractwo było dla niego punktem odniesienia: kimś, do kogo można się zwrócić, nawet jeśli tylko po to, by mu przeciwstawić własną naukę. W tych samych zapiskach pojawia się zresztą słynna formuła larvatus prodeo, „występuję w masce”, którą interpretatorzy łączyli niekiedy z różokrzyżowym motywem ukrycia, choć może ona równie dobrze wyrażać zwykłą ostrożność młodego autora wobec cenzury i opinii publicznej.
Rachmistrz z Ulm
Drugim wątkiem, który łączy Kartezjusza z kręgiem różokrzyżowym, jest postać Johannesa Faulhabera. Ten mistrz rachunków i inżynier z Ulm należał do najbardziej znanych niemieckich matematyków swojego czasu, a zarazem żywo interesował się proroctwami liczbowymi, apokaliptyką i kabałą. W 1615 roku wydał Mysterium arithmeticum, dedykowane właśnie Bractwu Różokrzyżowemu, w którym rozwijał liczbowe spekulacje nad tekstami biblijnymi. Faulhaber nie był członkiem żadnej znanej organizacji, ale do różokrzyżowców zwracał się otwarcie, licząc na odpowiedź.
Opowieść o spotkaniu Kartezjusza z Faulhaberem zawdzięczamy przede wszystkim Lipstorpowi, od którego przejął ją Baillet. Młody Francuz miał w Ulm odwiedzić rachmistrza i zaimponować mu szybkością, z jaką rozwiązywał przedkładane problemy. Szczegóły tej relacji są niepewne, a niektóre wydają się ubarwione dla podkreślenia geniuszu bohatera. Samo spotkanie uważa się jednak za prawdopodobne, a niektórzy badacze dopatrują się śladów matematyki Faulhabera w młodzieńczych notatkach Kartezjusza.
Jeśli spotkanie się odbyło, to Kartezjusz zetknął się w osobie Faulhabera z kimś, kto łączył matematykę ścisłą z wizją kosmicznego porządku liczb i z nadzieją na rychłe odsłonięcie tajemnic przez Bractwo. Dla młodzieńca szukającego uniwersalnej metody było to spotkanie zarazem inspirujące i ostrzegawcze. Mógł zobaczyć w Faulhaberze zarówno siłę matematyki, jak i niebezpieczeństwo jej mieszania z proroctwem. Późniejszy Kartezjusz, autor Geometrii z 1637 roku, oddzieli algebraiczną metodę od wszelkiej numerologii z bezwzględną konsekwencją, jakby pamiętał, jak łatwo liczby stają się w ludzkich rękach przepowiednią.
Powrót niewidzialnego
Drugi akt opowieści Bailleta rozgrywa się w Paryżu. Kartezjusz wrócił do Francji na początku 1623 roku, w chwili, gdy miasto żyło sprawą plakatów ogłaszających obecność niewidzialnych braci. Biograf pisze, że wśród paryskich znajomych rozeszła się pogłoska, jakoby Kartezjusz, spędziwszy kilka lat w Niemczech, przystąpił do Bractwa. Plotka była niebezpieczna, gdyż różokrzyżowców oskarżano wówczas publicznie o czary i bezbożność.
Odpowiedź Kartezjusza była według Bailleta prosta i dowcipna. Skoro różokrzyżowcy uchodzą za niewidzialnych, to wystarczy, by on sam był widziany. Pokazywał się więc przyjaciołom, odwiedzał ich i rozmawiał z nimi, dowodząc w ten sposób, że do żadnej niewidzialnej wspólnoty nie należy. Anegdota jest tak zgrabna, że historycy słusznie zastanawiają się, czy nie została przez biografa lub jego informatorów wygładzona. Nie da się wykluczyć, że jest to uczona legenda ułożona już po śmierci filozofa.
Paryski epizod ma jednak w narracji Bailleta wyraźną funkcję. Pokazuje Kartezjusza, który przeszedł przez fascynację mitem i wyszedł z niej z ironicznym dystansem. Był to obraz wygodny dla biografa, który chciał uwolnić swojego bohatera od podejrzeń. Jednocześnie Baillet, zachowując samą opowieść o poszukiwaniach, nie chciał zaprzeczyć, że takie poszukiwania miały miejsce. Ta dwoistość jest w jego tekście wyczuwalna.
Co naprawdę wiemy
Krytyczne czytanie źródeł prowadzi do skromnego, lecz nie pustego wyniku. Nie mamy żadnego dokumentu z ręki Kartezjusza, w którym opisywałby swoje poszukiwania Bractwa. Mamy odpis notatki z dedykacją dla F. R. C., relację Lipstorpa o spotkaniu z Faulhaberem i opowieść Bailleta, który łączy te elementy w spójną historię. Każde z tych świadectw ma własne słabości, a razem tworzą obraz prawdopodobny, ale nie pewny.
Wbrew pozorom ta niepewność nie odbiera epizodowi wartości. Nawet jeśli Baillet ubarwił lub zrekonstruował niektóre szczegóły, sam fakt, że uznał za stosowne umieścić różokrzyżowców w biografii największego filozofa Francji, świadczy o randze mitu. Pod koniec XVII wieku Bractwo nie było już tematem modnym, a jednak biograf nie mógł go pominąć, ponieważ legenda o młodym Kartezjuszu i niewidzialnych braciach krążyła w środowisku jego czytelników i domagała się wyjaśnienia.
Historia ta mówi coś również o samym micie. Manifesty różokrzyżowe przemawiały do ludzi, którzy byli niezadowoleni ze szkolnej wiedzy i szukali nowej drogi do prawdy o naturze. Kartezjusz należał do tej grupy w sposób szczególnie dobitny. To, że ktoś taki mógł choćby przez chwilę rozważać, czy Bractwo nie posiada wiedzy, której on szuka, pokazuje, jak blisko w umysłowości początku XVII wieku leżały marzenie o reformie nauk i marzenie o tajemnej wspólnocie wtajemniczonych. Że Kartezjusz ostatecznie wybrał drogę metody dostępnej każdemu, a nie objawienia zarezerwowanego dla nielicznych, stanowi jeden z punktów zwrotnych tej epoki, ale punkt wyjścia był wspólny.
