Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Różokrzyż

Róża Lutra i herb Andreae – heraldyczne źródła symbolu

Znak róży i krzyża, który nadał imię legendarnemu Bractwu, ma bliskie i dobrze uchwytne źródła w protestanckiej heraldyce Wirtembergii: w pieczęci Marcina Lutra, objaśnionej przez niego w liście do Lazarusa Spenglera z 1530 roku, oraz w herbie rodu Andreae, ukazującym krzyż świętego Andrzeja i cztery róże.

Róża Lutra – mozaika na zachodniej fasadzie katedry berlińskiej z 1905 roku, fot. Wolfgang Sauber – CC BY-SA 3.0
Róża Lutra – mozaika na zachodniej fasadzie katedry berlińskiej z 1905 roku, fot. Wolfgang Sauber – CC BY-SA 3.0 · Wikimedia Commons

Nazwa, która nie miała obrazu

Pierwsze manifesty różokrzyżowe, Fama Fraternitatis z 1614 roku i Confessio Fraternitatis z 1615, mówią o Bractwie Różanego Krzyża, ale nie zawierają żadnego rysunku jego znaku. Nie opisują, jak miałby wyglądać emblemat, jakiego koloru byłaby róża ani gdzie umieszczono by krzyż. Nazwa poprzedza obraz. Dopiero w kolejnych latach, w pamfletach zwolenników i przeciwników, a później w praktyce zakonów osiemnastowiecznych, pojawiły się graficzne wyobrażenia róży na krzyżu, często bardzo od siebie odmienne.

Ta okoliczność sprawia, że pytanie o źródła symbolu warto zadawać najpierw na poziomie nazwy i jej skojarzeń, a nie gotowego wizerunku. Czytelnik w Tybindze, Kassel czy Marburgu, słysząc o „różanym krzyżu”, nie musiał sięgać do średniowiecznej mistyki ani do alchemicznych emblematów. Miał przed oczami obrazy znacznie bliższe – znaki, które widywał na stronach tytułowych książek, na pieczęciach i na herbach ludzi, których znał. Dwa z tych znaków zasługują na szczególną uwagę, bo łączą się bezpośrednio z kręgiem, w którym powstały manifesty.

Pieczęć Lutra i list do Spenglera

Pierwszym jest tak zwana róża Lutra, Lutherrose. Jej najważniejszym świadectwem jest list, który reformator wysłał 8 lipca 1530 roku z twierdzy Coburg do Lazarusa Spenglera, sekretarza rady miejskiej Norymbergi. Luter przebywał wtedy w Coburgu, bo jako człowiek wyjęty spod prawa nie mógł towarzyszyć delegacji na sejm w Augsburgu. Spengler przesłał mu projekt pieczęci, a Luter odpowiedział, wyjaśniając, co ten znak ma dla niego oznaczać.

Opis z listu jest niezwykle precyzyjny. Pierwszym elementem ma być czarny krzyż w sercu, które zachowuje swój naturalny czerwony kolor, aby przypominać, że wiara w Ukrzyżowanego zbawia. Krzyż jest czarny, bo umartwia i zadaje ból, ale serce pozostaje czerwone, bo nie zostaje zabite, lecz ożywione. Serce ma spoczywać w środku białej róży, aby pokazać, że wiara daje radość, pociechę i pokój. Róża jest biała, a nie czerwona, ponieważ biel jest barwą duchów i aniołów. Róża ma stać na błękitnym polu, bo radość w duchu i w wierze jest początkiem przyszłej radości niebieskiej. Całość otacza złoty pierścień, znak wiecznej szczęśliwości, która nie ma końca i jest cenniejsza niż wszystkie inne dobra, tak jak złoto jest najszlachetniejszym kruszcem.

Ten opis jest teologią wyrażoną językiem heraldyki. Każda barwa i każdy element mają swój sens, a razem tworzą wykład nauki o usprawiedliwieniu przez wiarę w Chrystusa ukrzyżowanego. W pieczęci Lutra krzyż i róża są ze sobą ściśle związane: krzyż znajduje się w sercu, a serce w róży. Cierpienie i radość nie są dwoma osobnymi stanami, lecz jednym doświadczeniem wiary, w którym przez krzyż przychodzi pokój. Nie jest przy tym pewne, czy pieczęć była wcześniej używana przez Lutra; pewne jest, że od lat trzydziestych XVI wieku stała się jego znakiem i że po jego śmierci rozpowszechniła się jako symbol całego luteranizmu.

Z pieczęcią wiąże się też dwuwiersz, przekazywany w niemieckiej tradycji: „Des Christen Herz auf Rosen geht, wenn’s mitten unterm Kreuze steht” – serce chrześcijanina stąpa po różach, gdy stoi pośrodku pod krzyżem. Przypisywanie go samemu Lutrowi jest niepewne, ale jego obecność w kulturze luterańskiej dobrze pokazuje, jak naturalne było dla niemieckich protestantów zestawienie tych dwóch obrazów.

Upowszechnienie znaku nastąpiło przede wszystkim przez druk. Róża Lutra pojawiała się na stronach tytułowych wydań jego pism, w sygnetach drukarzy wittenberskich, na medalach i w wyposażeniu kościołów. Dla pokolenia, które dorastało na przełomie XVI i XVII wieku w luterańskich księstwach Rzeszy, był to obraz równie oczywisty jak sam krzyż. Kto widział go na okładce katechizmu albo zbioru kazań, nie potrzebował objaśnień, by rozumieć, że róża i krzyż razem oznaczają wiarę ewangelicką. Na takim tle nazwa bractwa, które deklarowało przywiązanie do reformacji, musiała budzić przede wszystkim to skojarzenie.

Herb rodu Andreae

Drugim znakiem jest herb rodu Andreae. Jego twórcą był Jakob Andreae, dziadek Johanna Valentina, jeden z najważniejszych teologów luterańskich drugiej połowy XVI wieku, kanclerz uniwersytetu w Tybindze i główny architekt Formuły zgody z 1577 roku. Rodzina wywodziła się z Waiblingen, a jej nazwisko, w zlatynizowanej formie, nawiązywało do apostoła Andrzeja. Herb, którego używali Jakob i jego potomkowie, przedstawiał krzyż świętego Andrzeja, czyli krzyż ukośny w kształcie litery X, z czterema różami umieszczonymi w polach między jego ramionami.

Znaczenie tego herbu dla historii symbolu różokrzyżowego jest od dawna podnoszone przez badaczy. Wywodzi się on z tego samego luterańskiego środowiska co pieczęć Lutra i łączy te same elementy – krzyż i róże – choć w innym układzie. Jest też niemal na pewno znany Johannowi Valentinowi Andreaemu, który przyznawał się w późniejszych latach do autorstwa Chymicznych godów Christiana Rosenkreutza, a którego związek z powstaniem pozostałych manifestów jest szeroko przyjmowany, choć jego zakres pozostaje przedmiotem sporu. Różokrzyżowy znak mógł więc być, przynajmniej częściowo, aluzją rodową: zawoalowanym podpisem kogoś, kto nosił krzyż i róże w swoim herbie.

Cztery róże w kapeluszu

Najmocniejszą wskazówką na rzecz takiego odczytania jest scena z początku Chymicznych godów, wydanych w Strasburgu w 1616 roku. Narrator, który nazywa się tu po raz pierwszy pełnym imieniem Christian Rosenkreutz, przygotowuje się do podróży na wesele króla. Wkłada białą lnianą szatę, przewiązuje się na krzyż przez ramiona krwistoczerwoną wstęgą i zatyka za kapelusz cztery czerwone róże. Ten strój – krzyż utworzony przez wstęgę i cztery róże – jest niemal dosłownym przeniesieniem herbu Andreae na postać bohatera.

Zbieżność ta jest zbyt wyraźna, by uznać ją za przypadek. Czerwona wstęga przewiązana ukośnie przez ramiona odpowiada krzyżowi świętego Andrzeja, a cztery róże odpowiadają czterem różom w polach herbu. Autor Chymicznych godów nie musiał tłumaczyć tego czytelnikom ze swojego otoczenia: dla tych, którzy znali rodzinę Andreae, aluzja była czytelna. Dla pozostałych pozostawała po prostu malowniczym szczegółem stroju. W ten sposób heraldyka rodowa mogła stać się jednocześnie ukrytym podpisem i elementem symbolicznej opowieści.

Między herbem a symbolem

Nie należy jednak przeceniać tych źródeł. Odkrycie, że różokrzyżowy znak ma bliskie odpowiedniki w luterańskiej heraldyce, nie wyjaśnia wszystkiego, co z nim później zrobiono. Symbol, raz puszczony w obieg, zaczął żyć własnym życiem, a kolejni autorzy wypełniali go treściami, których twórcy manifestów zapewne nie przewidywali. Pieczęć Lutra i herb Andreae mówią o tym, skąd wziął się obraz, ale nie o tym, czym stał się w ciągu następnych stuleci.

Warto też zwrócić uwagę na różnice. W pieczęci Lutra krzyż jest prosty i czarny, umieszczony w sercu, a róża jest jedna i biała. W herbie Andreae krzyż jest ukośny, a róż jest cztery. W późniejszych wyobrażeniach różokrzyżowych najczęściej pojawia się krzyż prosty z jedną różą pośrodku, zwykle czerwoną. Żaden z tych obrazów nie jest prostą kopią innego. Łączy je raczej wspólne pole skojarzeń niż bezpośrednie zapożyczenie. Można więc mówić o rodzinie znaków, z której wyrósł symbol Bractwa, a nie o jednym wzorze, który został przejęty w całości.

Przypisanie nazwy Bractwa wyłącznie herbowi Andreae napotyka także trudność chronologiczną. Fama krążyła w rękopisie już kilka lat przed drukiem, a w jej powstaniu brało udział, jak się sądzi, kilka osób z kręgu tybińskiego. Nawet jeśli Johann Valentin był wśród nich najważniejszy, nie da się dowieść, że to on wybrał nazwę i że miał przy tym na myśli herb swojej rodziny. Ostrożniej jest przyjąć, że nazwa wyrosła z obrazów znanych całemu temu środowisku, a herb Andreae był jednym z najbliższych.

Pouczające jest też to, jak szybko pierwsi komentatorzy przestali pytać o heraldykę. Już w latach 1615–1620 ukazywały się pisma, które wyprowadzały nazwę Bractwa z alchemii albo z mistyki krzyża i zapełniały ją emblematami; w XVIII wieku do tych pomysłów doszła jeszcze etymologia od łacińskiego słowa ros, czyli rosa. W Speculum sophicum Rhodo-stauroticum z 1618 roku, wydanym pod pseudonimem Theophilus Schweighardt, rycina przedstawiała uskrzydlony gmach Kolegium Bractwa na kołach, otoczony symbolicznymi postaciami i napisami. Obraz ten nie przypomina ani pieczęci Lutra, ani herbu Andreae. Świadczy raczej o tym, że wyobraźnia czytelników bardzo prędko oderwała się od konkretnych źródeł znaku i zaczęła tworzyć jego własną, coraz bogatszą ikonografię.

Protestancki rodowód znaku

Najważniejszym wnioskiem płynącym z tych zestawień jest to, że symbol różokrzyżowy ma wyraźnie protestancki rodowód. Jego bezpośrednie źródła nie leżą w egzotycznych tradycjach Wschodu ani w średniowiecznych tajnych stowarzyszeniach, lecz w heraldyce luterańskiej Wirtembergii, w kulturze, w której pieczęć reformatora była znakiem wiary, a herby teologów odzwierciedlały ich przywiązanie do tej wiary. Krzyż i róża mówiły tam przede wszystkim o Chrystusie ukrzyżowanym i o radości, jaką daje wiara w Niego.

Ta konstatacja zgadza się z treścią samych manifestów, które deklarują przynależność do Kościoła odnowionego w Niemczech i przywiązanie do sakramentów ustanowionych przez reformację. Różany krzyż Bractwa był w swoim pierwotnym zamyśle znakiem tej samej wiary, którą wyrażała pieczęć Lutra – wiary przeżywanej jako przemiana i oczekującej odnowy, która miała wykroczyć poza dotychczasowe granice reformacji. To, że później stał się emblematem okultystycznych zakonów, często dalekich od luteranizmu, jest jednym z najbardziej zaskakujących zwrotów w dziejach symboliki nowożytnej Europy. Warto jednak pamiętać, że u jego początku stoją nie mistyczne wizje, lecz pieczęć, list i herb – trzy dokumenty, które można obejrzeć i przeczytać.