Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Różokrzyż

Ex Deo nascimur – trynitarna formuła Bractwa

Formuła Ex Deo nascimur, in Jesu morimur, per Spiritum Sanctum reviviscimus, zamykająca w Famie Fraternitatis opowieść o odnalezieniu grobu założyciela, w trzech zwięzłych zdaniach streszcza teologię manifestów: luterańską naukę o śmierci i odrodzeniu w Chrystusie, przenikniętą duchowością wewnętrznej przemiany.

Tablica z „Geheime Figuren der Rosenkreuzer”, Altona 1785
Tablica z „Geheime Figuren der Rosenkreuzer”, Altona 1785

Trzy zdania na końcu opowieści

Wśród łacińskich sentencji rozsianych po Fama Fraternitatis jedna wyróżnia się budową. Składa się z trzech równoległych członów, z których każdy łączy jedną osobę Trójcy z jednym momentem ludzkiego losu: z Boga się rodzimy, w Jezusie umieramy, przez Ducha Świętego ożywamy na nowo. Manifest umieszcza ją pod koniec relacji o otwarciu grobu, po wyliczeniu znaków pierwszych braci, jako coś w rodzaju podpisu całej wspólnoty. Nie jest wyjaśniana ani komentowana. Działa jak wyznanie wiary, które nie wymaga dowodu, bo samo jest streszczeniem tego, co dowodu nie potrzebuje.

Trójczłonowość nie jest tu ozdobą stylistyczną. Każdy człon ma swój czasownik, a wszystkie trzy są w pierwszej osobie liczby mnogiej. Mówi nie pojedynczy mistyk, lecz wspólnota, i nie o tym, co się kiedyś wydarzyło, lecz o tym, co się dzieje stale. Narodziny, śmierć i odrodzenie nie są etapami biografii, lecz porządkiem, w którym żyje każdy chrześcijanin. Formuła ma zatem charakter liturgiczny bardziej niż narracyjny – nadaje się do powtarzania, do wypisania na ścianie, do wpisania w rytuał.

Warto zauważyć, że jej miejsce w tekście jest ściśle określone. Pojawia się tam, gdzie opowieść dotyka śmierci założyciela i pierwszych braci, a więc w punkcie, w którym legenda musi powiedzieć coś o tym, co dzieje się z człowiekiem po śmierci. Odpowiedź nie jest ezoteryczna w potocznym sensie. Nie mówi o wędrówce dusz, o eliksirze życia ani o tajemnym przetrwaniu ciała. Mówi językiem Pawła.

Paweł i chrzest jako umieranie

Środkowy człon, in Jesu morimur, prowadzi wprost do Listu do Rzymian. W szóstym rozdziale Paweł pisze, że wszyscy, którzy zostali ochrzczeni w Chrystusie Jezusie, zostali zanurzeni w Jego śmierć, a więc razem z Nim pogrzebani, aby jak Chrystus powstał z martwych, tak i oni wkroczyli w nowe życie. Ósmy rozdział tego samego listu dodaje, że jeśli mieszka w nas Duch Tego, który wskrzesił Jezusa z martwych, to ożywi On także nasze śmiertelne ciała. Te dwa fragmenty dają niemal dosłowną podstawę dla drugiego i trzeciego członu formuły.

Pierwszy człon, ex Deo nascimur, odwołuje się do równie znanych miejsc. Prolog Ewangelii Jana mówi o tych, którzy „nie z krwi ani z woli ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili”. Rozmowa z Nikodemem w trzecim rozdziale tej Ewangelii mówi o konieczności narodzenia się z wody i z Ducha. Formuła Famy łączy więc dwa nurty Nowego Testamentu: Janowy język narodzin z Boga i Pawłowy język umierania z Chrystusem, i spina je w jeden ruch, którego zwieńczeniem jest działanie Ducha.

Taka lektura Pisma była w luterańskich Niemczech czymś zupełnie zwyczajnym. Luter w Małym katechizmie wyjaśniał chrzest właśnie jako codzienne topienie starego Adama przez skruchę i pokutę oraz codzienne powstawanie nowego człowieka. Formuła Bractwa nie wprowadza zatem nowej doktryny, lecz kondensuje to, czego uczono w każdej parafii. Jej oryginalność tkwi raczej w doborze akcentów i w kontekście, w którym została umieszczona.

Wyznanie luterańskie w manifeście

Fama nie pozostawia wątpliwości co do konfesyjnej przynależności Bractwa. W końcowej części manifestu autorzy oświadczają, że wyznają poznanie Jezusa Chrystusa w takiej postaci, w jakiej w ostatnich czasach zostało ono jasno i czysto ogłoszone, zwłaszcza w Niemczech, i że posługują się dwoma sakramentami, ustanowionymi wraz z obrzędami pierwszego odnowionego Kościoła. Dodają, że uznają cesarstwo rzymskie i jego głowę, choć wiedzą o zmianach, jakie mają nadejść. Język jest ostrożny, ale jego sens jest jasny: Bractwo stoi po stronie reformacji wittenberskiej, a nie Rzymu ani radykalnych sekt.

Formuła Ex Deo nascimur wpisuje się w tę deklarację. Jest wyznaniem trynitarnym, a więc zgodnym z dogmatem, który luteranie zachowali w pełni i którego bronili przeciw antytrynitarzom. Jest chrystocentryczna, bo śmierć i odrodzenie dokonują się „w Jezusie”, a nie przez własne wysiłki człowieka. Wreszcie przypisuje nowe życie działaniu Ducha Świętego, nie zaś wiedzy czy wtajemniczeniu. W tym sensie trudno o tekst bardziej ortodoksyjny w samej treści.

Pokrewny charakter mają inne łacińskie sentencje manifestu. Jesus mihi omnia, „Jezus jest dla mnie wszystkim”, wyraża ten sam chrystocentryzm w formie jeszcze krótszej, osobistej, wypowiadanej w liczbie pojedynczej. Zdanie zamykające Famę, Sub umbra alarum tuarum Jehova, „w cieniu Twoich skrzydeł, Jahwe”, przejmuje obraz z Psalmów i stawia całe Bractwo pod opieką Boga Starego Przymierza, nazwanego przy tym imieniem, które protestanccy hebraiści i kabaliści chrześcijańscy otaczali szczególną czcią. Na tle tych sentencji formuła o narodzinach, śmierci i odrodzeniu jest najbardziej rozbudowana i jako jedyna obejmuje wszystkie trzy osoby Trójcy. Można ją uznać za teologiczny środek ciężkości, wokół którego krążą krótsze zawołania.

Nurt spirytualistyczny i Johann Arndt

A jednak formuła brzmi inaczej niż zdania z katechizmu. Jej akcent nie pada na usprawiedliwienie z wiary, które dla Lutra było artykułem, na którym Kościół stoi lub upada, lecz na przemianę: narodziny, śmierć i odrodzenie. To język bliższy tej części protestanckiej pobożności, która na przełomie XVI i XVII wieku kładła nacisk na wewnętrzne odnowienie człowieka i jego zjednoczenie z Chrystusem. Najbardziej wpływowym jej przedstawicielem był Johann Arndt, którego Cztery księgi o prawdziwym chrześcijaństwie, wydawane od 1605 roku, uczyły, że wiara bez przemiany życia jest martwa, a prawdziwy chrześcijanin musi umrzeć dla siebie, aby Chrystus żył w nim.

Arndt czerpał przy tym z dawnej mistyki – z Taulera, z Teologii niemieckiej, z Tomasza a Kempis – a w czwartej księdze rozwijał obraz natury jako księgi Bożej, w której wierzący odnajduje ślady Stwórcy. Ortodoksyjni luteranie zarzucali mu ukryte sympatie do Weigla i Paracelsusa. Johann Valentin Andreae, którego powszechnie łączy się z powstaniem manifestów, podziwiał Arndta, korespondował z nim i uważał się za jego ucznia w sprawach pobożności. W tym środowisku formuła o narodzinach, umieraniu i odrodzeniu musiała być odczytywana jako streszczenie drogi wewnętrznej, a nie tylko jako przypomnienie dogmatu.

Za Arndtem stał bardziej radykalny nurt, który historycy nazywają spirytualizmem: Kaspar Schwenckfeld, Sebastian Franck, Valentin Weigel. Jego przedstawiciele przeciwstawiali żywego Ducha martwej literze i skłonni byli lekceważyć zewnętrzny Kościół na rzecz Kościoła wewnętrznego. Manifesty nie idą tak daleko – deklarują przecież przywiązanie do sakramentów – ale ich ostre słowa przeciw uczonym sporom i ich nadzieja na odnowę, która przyjdzie przez Ducha, zbliżają je do tej tradycji. Formuła per Spiritum Sanctum reviviscimus może być odczytana jako aluzja do takiej właśnie nadziei: odrodzenie nie dokona się przez spory teologów, lecz przez działanie Ducha w ludziach.

Formuła w zakonach nowożytnych

Losy formuły po 1614 roku pokazują, jak bardzo jej teologiczna treść mogła oddzielić się od pierwotnego kontekstu. W XIX wieku stała się elementem rytuałów zakonów, które powoływały się na dziedzictwo różokrzyżowe. Najlepiej udokumentowane jest jej miejsce w Hermetycznym Zakonie Złotego Brzasku, założonym w Londynie w 1888 roku. Rytuał wprowadzenia w stopień Adeptus Minor, który stanowił wejście do wewnętrznego zakonu, odtwarzał w dramatycznej formie legendę o grobie założyciela i posługiwał się trzema członami formuły jako wypowiedziami przypisanymi poszczególnym oficerom. Kandydat przechodził symboliczną śmierć i odrodzenie, a łacińskie zdania wyznaczały kolejne etapy tej przemiany.

W tym nowym kontekście formuła zachowała swój trynitarny układ, ale jej znaczenie przesunęło się. Dla członków Złotego Brzasku, w większości anglikanów lub ludzi o luźnym stosunku do Kościoła, była mniej wyznaniem luterańskiej wiary, a bardziej zapisem uniwersalnego schematu wtajemniczenia: narodzin z boskiego źródła, śmierci starego „ja” i odrodzenia w wyższej świadomości. Taki odczyt nie jest bezpodstawny, bo formuła rzeczywiście opisuje przemianę, ale pomija jej chrystocentryczny rdzeń, który dla autorów Famy był zasadniczy.

Formuła przetrwała także w XX-wiecznych organizacjach różokrzyżowych. Przywołuje się ją w materiałach i obrzędach różnych grup, w tym AMORC, oraz w pismach holenderskiego Lectorium Rosicrucianum, którego założyciel Jan van Rijckenborgh komentował manifesty jako tekst o gnostyckiej drodze odrodzenia. Tam łacińskie zdania stają się kluczem do całkiem odmiennej teologii, w której narodziny z Boga oznaczają przebudzenie boskiej iskry w człowieku, a nie stworzenie i chrzest. Te interpretacje należą do historii recepcji, a nie do historii samego manifestu.

Streszczenie, które przeżyło swój świat

Historyk idei musi więc czytać formułę Ex Deo nascimur na dwa sposoby. W kontekście 1614 roku jest ona wyznaniem wiary luterańskiej, ujętym w język, który bliski był pobożności Arndta i nadziejom tybińskiego kręgu na odnowę przez Ducha. Pokazuje, że twórcy legendy chcieli, by ich bractwo było postrzegane jako wspólnota chrześcijańska, a nie jako stowarzyszenie magów, i że rdzeniem ich programu była przemiana człowieka w Chrystusie. W kontekście późniejszych zakonów formuła staje się natomiast uniwersalnym znakiem inicjacyjnym, otwartym na różne treści.

Właśnie ta otwartość tłumaczy jej trwałość. Trzy krótkie zdania, pozbawione komentarza, dają się łatwo przenieść z jednego świata religijnego do drugiego, bo opisują strukturę doświadczenia, którą zna wiele tradycji duchowych: wyjście ze źródła, przejście przez śmierć i powrót do życia. Autorzy manifestu, pisząc je, z pewnością nie przewidywali wiktoriańskich rytuałów ani współczesnych szkół ezoterycznych. Stworzyli jednak formułę na tyle zwięzłą i na tyle zakorzenioną w Piśmie, że mogła przetrwać upadek wszystkich innych elementów legendy – i nadal być wypowiadana przez ludzi, którzy nigdy nie czytali ani Lutra, ani Arndta.