Themis Aurea Michaela Maiera i prawa Bractwa
W Themis aurea z 1618 roku Michael Maier potraktował sześć krótkich reguł z Famy jak statut prawdziwej korporacji uczonych i dowodził, że bractwo zasługuje na zaufanie nie dzięki cudom, lecz dzięki rozumnemu prawu, które samo sobie nadało.
Lekarz cesarza wśród obrońców bractwa
Michael Maier, urodzony w 1568 roku w Rendsburgu w Holsztynie, a zmarły w 1622 roku w Magdeburgu, był z wykształcenia lekarzem, z ambicji filozofem przyrody, a z temperamentu humanistą piszącym łaciną pełną klasycznych aluzji. Doktorat z medycyny uzyskał w Bazylei, a około 1609 roku znalazł się na praskim dworze Rudolfa II, który obdarzył go tytułem hrabiego palatyna. Po śmierci cesarza spędził kilka lat w Anglii, a potem związał się z dworem landgrafa Hesji-Kassel Maurycego, patrona alchemików i miłośnika tajemnych nauk. W tych samych latach, między 1614 a 1620 rokiem, napisał serię traktatów, które uczyniły go najbardziej wpływowym apologetą różokrzyżowców w Europie.
Spośród tych dzieł najsłynniejsze są emblematyczne Atalanta fugiens oraz obronne Silentium post clamores, którym poświęcone są osobne eseje. Themis aurea, hoc est de legibus Fraternitatis R.C. tractatus, wydana we Frankfurcie w 1618 roku, wyróżnia się na ich tle tematem i tonem. Nie jest to księga obrazów ani wielka panorama mądrości starożytnych, lecz komentarz do kilku zdań. Maier bierze krótki ustęp Famy Fraternitatis, w którym wymieniono zasady przyjęte przez pierwszych braci, i rozpisuje go rozdział po rozdziale, jak prawnik objaśniający artykuły statutu.
Aby docenić ten zabieg, trzeba pamiętać, w jakiej atmosferze powstała książka. Między 1614 a 1620 rokiem ukazało się kilkaset broszur i traktatów odpowiadających na manifesty – listy do braci z prośbą o przyjęcie, pobożne entuzjazmy, proroctwa, oskarżenia i drwiny. Większość z nich mówiła o bractwie albo z perspektywy oczekiwania na cud, albo z perspektywy podejrzenia o oszustwo. Maier, który w tym samym 1618 roku wydał także Tripus aureus, zbiór przekładów alchemicznych przypisywanych dawnym autorytetom, wybrał w Themis aurea rejestr chłodniejszy. Zamiast pytać, kim są bracia i gdzie mieszkają, zapytał, według jakich zasad żyją.
Wybór tytułu jest programowy. Temida była w greckiej mitologii tytanidą porządku, według Ajschylosa jedną z pierwszych pań wyroczni delfickiej i opiekunką słusznego prawa ustanowionego przez bogów. Złota Temida to więc prawo w najszlachetniejszej postaci, prawo zgodne z naturą. Tytuł zapowiada tezę całej książki: bractwo, o którym wszyscy dyskutują, nie jest ani sektą, ani konspiracją, ani wymysłem, lecz wspólnotą rządzoną przez reguły, które każdy rozsądny człowiek może przeczytać i ocenić.
Sześć reguł z Famy
Warto przypomnieć, co dokładnie mówił tekst, który Maier komentuje, bo w popularnych omówieniach liczba i treść tych reguł bywa przekręcana. Fama relacjonuje, że Christian Rosenkreutz i jego pierwsi towarzysze, zanim rozeszli się po świecie, uzgodnili sześć zasad. Pierwsza stanowiła, że żaden z nich nie będzie wykonywał innego zawodu niż leczenie chorych, i to bezpłatnie. Druga, że nikt nie będzie zmuszony do noszenia szczególnego stroju, lecz każdy dostosuje się do obyczaju kraju, w którym przebywa. Trzecia, że co roku w dniu C. bracia stawią się w Domu Ducha Świętego albo przyślą pisemne wyjaśnienie nieobecności. Czwarta, że każdy brat znajdzie godnego człowieka, który zajmie po nim miejsce. Piąta, że litery R.C. będą ich pieczęcią, znakiem i charakterem. Szósta, że bractwo pozostanie ukryte przez sto lat.
Już samo przełożenie tych zasad na łacinę było aktem interpretacji. Fama ukazała się po niemiecku, w języku broszur i kazań, a jej reguły brzmiały jak ustalenia grupy przyjaciół. Maier nazywa je leges, prawami, i omawia słownictwem, którym humaniści opisywali ustawy miast, statuty uniwersytetów i przepisy dawnych kolegiów. Niemieckie zdania z legendy zyskały w ten sposób godność tekstu prawnego, który uczony czytelnik w całej Europie mógł zrozumieć i ocenić.
Jest to tekst zaskakująco skromny. Nie ma w nim przysięgi, hierarchii stopni, rytuału przyjęcia ani obowiązku posłuszeństwa przełożonym, a więc tego wszystkiego, czego czytelnicy XVII wieku spodziewali się po tajnym związku i czego później pełno było w statutach zakonów różokrzyżowych. Sześć reguł opisuje raczej etos niż organizację: służbę, dyskrecję, ciągłość i wspólny znak. Właśnie ta skromność dała Maierowi pole do pracy. Komentarz mógł dowieść, że tak sformułowane prawo jest rozumne, pobożne i pożyteczne, a zatem i ludzie, którzy się mu podporządkowali, zasługują na życzliwość.
Medycyna bez zapłaty i strój cudzego kraju
Najwięcej uwagi Maier poświęca regule pierwszej, co u lekarza nie dziwi. Bezpłatne leczenie interpretuje jako dowód, że bracia nie są szarlatanami: oszust żąda zapłaty z góry, prawdziwy mędrzec daje, bo nie potrzebuje. W tej argumentacji pobrzmiewa krytyka własnego stanu. Medycyna początku XVII wieku była zawodem korporacyjnym, chronionym przez kolegia lekarskie i przywileje uniwersyteckie, a skargi na chciwość medyków należały do stałego repertuaru satyry. Maier, który sam leczył na dworach, przedstawia bractwo jako wzór lekarza idealnego, którego autorytet płynie z wiedzy i miłosierdzia, nie z dyplomu i honorarium. W tle stoi paracelsjańska obietnica nowej medycyny, o której Fama mówi wprost; Maier nie zamienia jej jednak w opis konkretnych lekarstw i pozostaje przy argumencie moralnym.
Reguła o stroju służy mu do odparcia zarzutu sekciarstwa. Zakony i sekty wyróżniają się habitem, kolorem, fryzurą, czyli znakami, które dzielą ludzi na swoich i obcych. Bracia odrzucają takie znaki, a więc nie tworzą stronnictwa w łonie chrześcijaństwa, lecz wtapiają się w społeczności, którym służą. W ówczesnych Niemczech, rozdartych między konfesje w roku, w którym wybuchła wojna trzydziestoletnia, był to argument o wyraźnym wydźwięku: bractwo nie chce być jeszcze jednym wyznaniem.
Coroczne zgromadzenie w Domu Ducha Świętego Maier traktuje jako gwarancję jedności i wzajemnej kontroli. Nie próbuje natomiast ustalić, gdzie ten dom się znajduje, i nie przedstawia żadnych relacji z jego odwiedzin. Ta powściągliwość jest charakterystyczna: komentator objaśnia sens prawa, nie zdradza faktów, których nie zna. Reguła o następcach pozwala mu z kolei mówić o ciągłości przekazu, bez której żadna wspólnota uczonych nie przetrwa śmierci założycieli, a reguła o stuletniej tajemnicy – o tym, że mądrość potrzebuje czasu dojrzewania i nie może być wystawiona na targ, zanim świat nie będzie gotów ją przyjąć.
Prawo jako dowód istnienia
Uderza też to, czego w traktacie brakuje. Nie ma w nim rycin, emblematów ani muzycznych fug, z których słynie Atalanta fugiens, i nie ma długich wywodów o kamieniu filozoficznym. Alchemia pojawia się na marginesie, jako wiedza, którą bracia mogą posiadać, ale nie jako klucz do zrozumienia ich prawa. Jest to zgodne z gatunkiem: komentarz do statutu nie jest miejscem na kosmologię, a Maier, mistrz wielu konwencji humanistycznego piśmiennictwa, przestrzega reguł każdej z nich. Czytelnik, który oczekiwałby od Themis aurea tajemnej doktryny, odłoży ją rozczarowany; ten, kto szuka obrazu idealnej wspólnoty uczonych, znajdzie w niej jeden z najstaranniejszych szkiców epoki.
Najważniejsza w Themis aurea jest jednak nie interpretacja poszczególnych reguł, lecz sama metoda. Wcześniejsza literatura wokół manifestów obracała się wokół pytań o cuda, proroctwa i tożsamość autorów. Krytycy, wśród nich Andreas Libavius, którego polemice poświęcony jest osobny esej, pytali, czy bractwo w ogóle istnieje, a jeśli tak, czy jego wiedza nie pochodzi od diabła. Maier przenosi spór na inny grunt. Pyta, czy prawo, które bractwo sobie nadało, jest dobre, i odpowiada twierdząco, wskazując, że jest zgodne z prawem naturalnym i z nakazami chrześcijańskiej miłości.
Za tym przesunięciem kryje się charakterystyczne dla humanizmu prawniczego przekonanie, że wspólnotę poznaje się po jej ustawach. Każde społeczeństwo, od państwa po cech rzemieślniczy, potrzebuje reguł, i z jakości reguł można wnosić o jakości ludzi. Maier lubi przy tym analogie ze starożytnymi kolegiami mędrców – kapłanami egipskimi, pitagorejczykami, magami perskimi – które w humanistycznej wyobraźni uchodziły za wzory wspólnot łączących wiedzę z dyscypliną życia. Różokrzyżowcy stają w tym szeregu jako ich chrześcijańscy następcy.
Argument ma oczywistą słabość, której Maier nie ukrywa, choć jej nie rozwija: z dobroci prawa nie wynika istnienie tych, którzy mieliby go przestrzegać. Sam Maier nigdy nie ogłosił się członkiem bractwa i w różnych pismach mówił o sobie raczej jako o kimś, kto szuka z nim kontaktu i broni go z zewnątrz. Mimo to Themis aurea robi coś, czego nie dokonała żadna wcześniejsza apologia. Zamienia legendę w instytucję możliwą do pomyślenia. Bractwo przestaje być tylko obietnicą z proroczej broszury, a staje się korporacją z regulaminem, którą można sobie wyobrazić tak, jak wyobrażano sobie uniwersytet, akademię albo zakon rycerski.
Angielski przekład i późniejsze statuty
Dalsze losy traktatu potwierdzają, że ta zamiana trafiła w potrzebę epoki. W 1656 roku ukazał się w Londynie angielski przekład pod tytułem Themis Aurea. The Laws of the Fraternity of the Rosie Crosse, zadedykowany Eliasowi Ashmole’owi, antykwariuszowi i miłośnikowi hermetycznej literatury, którego związki z różokrzyżową tradycją omawia osobny esej. Angielskim czytelnikom okresu protektoratu, zafascynowanym projektami uczonych stowarzyszeń i reformy wiedzy, Maier dostarczał gotowego wzoru: wspólnoty, która nie ma siedziby ani urzędu, a mimo to działa według stałych zasad.
W Niemczech ta sama logika doprowadziła do skutku, którego Maier zapewne by nie pochwalił. Gdy na początku XVIII wieku zaczęły powstawać rzeczywiste związki odwołujące się do różokrzyżowego imienia, ich twórcy pisali statuty znacznie dłuższe i surowsze niż sześć reguł z Famy. Reguły ogłoszone w 1710 roku przez autora piszącego jako Sincerus Renatus zawierały już szczegółowe przepisy o przyjmowaniu członków, o posłuszeństwie i o tajemnicy pracy alchemicznej, a osiemnastowieczny Złoty Różokrzyż rozbudował je w system stopni. Od skromnego etosu służby droga prowadziła do hierarchii zwierzchników, których członkowie nie znali.
Themis aurea stoi u początku tej drogi, choć jej nie przesądza. Maier chciał pokazać, że bractwo, jeśli istnieje, jest wspólnotą rozumną i dobroczynną, a jego prawo nie zawiera niczego, czego musiałby się wstydzić chrześcijanin i lekarz. Późniejsi organizatorzy wyciągnęli z jego książki inną naukę: że legenda staje się wiarygodna, gdy otrzyma regulamin. W tym sensie złota Temida okazała się patronką zarówno ideału, jak i jego biurokratycznej karykatury.
