Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Różokrzyż

Hargrave Jennings i The Rosicrucians, their Rites and Mysteries

Wydana w 1870 roku książka Hargrave'a Jenningsa The Rosicrucians, their Rites and Mysteries zastąpiła historię Bractwa spekulacją o kulcie ognia, słońca i płodności, a choć krytycy, z Arthurem Edwardem Waite'em na czele, odmówili jej wartości źródłowej, na dziesięciolecia ukształtowała popularny obraz różokrzyżowców.

Słońce wschodzące nad miastem, „Splendor Solis”, 1582, British Library
Słońce wschodzące nad miastem, „Splendor Solis”, 1582, British Library

Autor bez biografii

O Hargravie Jenningsie wiadomo zaskakująco mało, jak na człowieka, którego książka była przez pół wieku jednym z najczęściej czytanych angielskich dzieł o różokrzyżowcach. Urodził się około 1817 roku, zmarł w 1890, przez większą część życia utrzymywał się z pióra i, jak podają nieliczne wzmianki, z różnych zajęć literackich i administracyjnych w świecie londyńskiego teatru. Pisał powieści, eseje i kompilacje o religiach Wschodu, w tym książkę The Indian Religions z 1858 roku. Nie był ani uczonym akademickim, ani historykiem archiwistą; był erudytą samoukiem, czytelnikiem starych ksiąg i kolekcjonerem dziwnych faktów, przekonanym, że pod powierzchnią wszystkich religii kryje się jedna pierwotna tajemnica.

Jego najważniejsze dzieło ukazało się w 1870 roku nakładem londyńskiego wydawcy Johna Camdena Hottena, znanego z publikowania książek modnych, osobliwych i nieraz skandalizujących. Pełny tytuł zapowiadał, że oprócz różokrzyżowców omówieni zostaną również dawni czciciele ognia i węża. Kolejne wydanie ukazało się w 1879 roku, a trzecie, rozszerzone do dwóch tomów i bogato ilustrowane, w 1887 roku. Każde było obszerniejsze od poprzedniego i każde dalej oddalało się od tematu zapowiedzianego w tytule.

Różokrzyżowcy jako czciciele ognia

Kto sięga po książkę Jenningsa w nadziei na historię Bractwa, szybko się rozczarowuje. Manifesty z lat 1614–1616 zajmują w niej niewiele miejsca, kontrowersje XVII wieku zostały ledwie naszkicowane, a późniejsze stowarzyszenia różokrzyżowe pojawiają się tylko marginalnie. Przeważającą część tekstu wypełniają rozważania o wiecznie płonących lampach w antycznych grobowcach, o irlandzkich okrągłych wieżach, o Stonehenge, o heraldyce, o Orderze Podwiązki i jego dewizie, o indyjskich symbolach płodności, o kulcie słońca i ognia w religiach starożytnych.

Charakterystyczny jest już sposób, w jaki Jennings wprowadza czytelnika w temat. Zamiast od dokumentów zaczyna od opowieści, a wśród pierwszych przywołuje starą anegdotę, znanej z osiemnastowiecznego Spectatora, o człowieku, który kopiąc w ziemi, natrafił na podziemną komnatę zwaną grobem „Rosicruciusa”. W jej wnętrzu płonęła wieczna lampa, a gdy intruz postąpił naprzód, mechaniczna postać uderzyła w nią i pogrążyła wszystko w ciemności. Anegdota była w swoim czasie żartem literackim, ale u Jenningsa staje się emblematem całej książki. Tajemnica istnieje, płonie w ukryciu i gaśnie, gdy zbliża się do niej nieodpowiedni świadek. Historyk, który chciałby ją zbadać, zostaje od początku postawiony w roli tego, kto wchodzi do grobowca, a nie tego, kto czyta archiwa.

Łączy je jedna teza. Według Jenningsa różokrzyżowcy byli późnymi depozytariuszami najstarszej religii świata, czci ognia jako pierwotnej, boskiej substancji, z której wszystko pochodzi i do której wszystko powraca. Ogień był dla nich nie tylko żywiołem, lecz zasadą życia, i wszystkie ich symbole – róża, krzyż, lampa, płomień – miały być zaszyfrowanym językiem tej wiary. Tę samą pierwotną wiarę Jennings odnajdywał w świątyniach Indii, w megalitach Brytanii, w obrzędach kościelnych i w godłach rycerskich. Wszędzie, gdzie widział słońce, płomień, wieżę lub kwiat, widział ślad jednego, ukrytego kultu.

Zasadniczą rolę odgrywała w tej konstrukcji symbolika płodności. Jennings interpretował wiele znaków religijnych jako przedstawienia sił rodzących, męskich i żeńskich, i sugerował, że ich pierwotny sens został zapomniany lub ukryty pod warstwą późniejszych wyjaśnień. Róża i krzyż, w jego lekturze, mogły oznaczać zjednoczenie tych sił. Wątek ten rozwinął potem w osobnej książce Phallicism (1884), a jego nazwisko związało się z całym nurtem wiktoriańskiej literatury o religii płodności, który łączył zainteresowanie antropologiczne z sensacyjną aurą tematu tabu.

Ilustracje odgrywały w tym przedsięwzięciu rolę równie ważną jak tekst. Kolejne wydania wypełniały ryciny przedstawiające godła, gemmy, pieczęcie, figury mitologiczne, plany świątyń i znaki heraldyczne, często wyrwane z kontekstu i zestawione obok siebie tak, by podsuwać pokrewieństwo, którego tekst nie dowodził. Dla wiktoriańskiego czytelnika był to zbiór obrazów nieosiągalnych gdzie indziej, a sama ich obfitość budziła zaufanie do autora.

Metoda asocjacji

Książka Jenningsa jest pouczająca jako przykład metody, która w XIX wieku zdobyła popularność daleko poza jego dziełem. Polega ona na łączeniu zjawisk na podstawie podobieństwa kształtu lub nazwy, bez pytania o drogę, którą dany motyw mógłby przejść z jednej kultury do drugiej. Okrągła wieża w Irlandii przypomina indyjski symbol płodności, więc obie należą do tej samej religii. Płomień w herbie przypomina lampę w grobowcu, więc obie świadczą o tej samej tajemnicy. Róża na krzyżu przypomina symbole słoneczne, więc różokrzyżowcy byli czcicielami słońca.

Taka metoda ma swoją siłę retoryczną. Nagromadzenie analogii robi wrażenie, zwłaszcza gdy towarzyszą mu liczne ryciny, cytaty z rzadkich autorów i nazwy egzotycznych bóstw. Czytelnik ma wrażenie, że wchodzi w świat, w którym wszystko ze wszystkim się łączy, a pod spodem kryje się ogromny, spójny system. Brakuje jednak zasadniczego elementu historycznego wyjaśnienia: dowodu, że ci, którzy posługiwali się danym symbolem, rozumieli go tak, jak sugeruje interpretator. Jennings rzadko pytał, co różokrzyżowe teksty mówią o sobie. Pytał, co jego zdaniem kryje się za nimi.

Również jego stosunek do źródeł był swobodny. Przytaczał autorów sprzed wieków bez wskazywania wydań, przypisywał im poglądy, których nie da się odnaleźć w ich tekstach, i mieszał informacje z dziedzin, które łączyło tylko jego przekonanie o ich jedności. Nie należy przy tym zakładać złej woli. Jennings należał do pokolenia, w którym granica między popularną erudycją a fantazją nie była jeszcze wyraźnie wytyczona, a wielu jego współczesnych, również w kręgach akademickich, pisało o mitologii porównawczej w podobnym duchu, choć z większą ostrożnością.

Krytyka Waite'a

Najbardziej znaną odpowiedzią na książkę Jenningsa jest praca Arthura Edwarda Waite'a The Real History of the Rosicrucians z 1887 roku. Już sam tytuł był wymierzony w poprzednika: „prawdziwa historia” miała zastąpić historię nieprawdziwą. Waite, wówczas młody, ale ambitny badacz literatury hermetycznej, stwierdzał, że Jennings nie napisał historii różokrzyżowców, lecz zbiór dygresji o rzeczach, które z Bractwem nie mają związku. Zarzucał mu brak znajomości właściwych źródeł, ignorowanie manifestów i polemik XVII wieku oraz zastępowanie badania pomysłami, które nie znajdują potwierdzenia w żadnym dokumencie.

Krytyka Waite'a była surowa i miała w sobie element rywalizacji. Obaj autorzy pisali dla podobnej publiczności, obaj zajmowali się tematem, który przyciągał czytelników zainteresowanych okultyzmem, i obaj chcieli uchodzić za autorytety. Waite miał jednak nad Jenningsem przewagę metody. Zamiast spekulować o ogniu i płodności, przedstawił teksty manifestów, omówił reakcje, jakie wywołały, i przedstawił dzieje sporu jako historię wydań, autorów i stanowisk. Jego książka miała własne słabości, ale ustanowiła standard, wobec którego dzieło Jenningsa wyglądało jak zbiór ciekawostek.

Uderzające jest, że trzecie, najbardziej okazałe wydanie książki Jenningsa ukazało się w tym samym roku co krytyka Waite'a. Dwa obrazy Bractwa – jeden oparty na źródłach, drugi na analogiach – weszły więc na rynek jednocześnie i przez dłuższy czas konkurowały o uwagę tych samych czytelników. Nie było przesądzone, który zwycięży.

Popularność mimo wszystko

Mimo krytyki książka Jenningsa była czytana, wznawiana i cytowana. Jej wpływ widać w dziełach autorów okultystycznych, którzy szukali w niej potwierdzenia dla tezy o jednej, pierwotnej religii ukrytej pod wszystkimi kultami. Helena Bławatska w Isis Unveiled (1877) powoływała się na Jenningsa w rozważaniach o symbolach i tajnych bractwach, choć jej własny system był znacznie szerszy i ambitniejszy. Popularne wyobrażenie różokrzyżowca jako strażnika wiecznego płomienia, kapłana dawnych misteriów i czciciela słońca zawdzięcza Jenningsowi więcej niż jakiemukolwiek historykowi.

Przyczyny tej trwałości są łatwe do wskazania. Książka była barwna, pełna rycin i obrazów, dawała poczucie wglądu w tajemnicę, której nie ma w suchej historii wydań i polemik. Odpowiadała też na zapotrzebowanie epoki, w której wiktoriańska religijność zderzała się z porównawczym badaniem religii i z odkryciami archeologicznymi. Teza, że pod chrześcijańskimi symbolami kryją się dawne kulty natury, była dla jednych skandaliczna, dla innych wyzwalająca, ale dla nikogo obojętna. Jennings podsunął ją czytelnikom w opakowaniu tajemnicy różokrzyżowej, co uczyniło ją jeszcze bardziej atrakcyjną.

Co zostało z ognia

Dziś The Rosicrucians, their Rites and Mysteries jest czytane głównie jako dokument epoki. Historycy ezoteryki traktują je jako przykład wiktoriańskiej spekulacji religioznawczej, w której ambicja syntezy przewyższała dyscyplinę badawczą. Nikt nie szuka w nim informacji o manifestach, o Andreae ani o zakonie Złotego i Różanego Krzyża. Szuka się w nim raczej odpowiedzi na pytanie, jak powstał obraz Bractwa, który do dziś krąży w popularnej literaturze, filmach i grach: obraz tajnego zakonu strzegącego ognia pradawnej wiedzy.

Zasługą książki, jeśli można o niej mówić, jest to, że zmusiła późniejszych autorów do określenia własnej metody. Krytyka Waite'a, a za nią cała krytyczna historiografia różokrzyżowa, powstawała w opozycji do takich prac jak dzieło Jenningsa. Pytanie, czym właściwie była róża na krzyżu, zostało postawione na nowo, tym razem z żądaniem, by odpowiedź opierała się na tekstach, a nie na podobieństwach kształtów.

Pozostaje też pewna ironia. Jennings, który pisał o ogniu jako o zasadzie wszystkiego, stworzył obraz Bractwa, który okazał się bardziej żywotny niż jego rzetelniejsze rekonstrukcje. Fantazja, przed którą ostrzegał Waite, nie zgasła po jego krytyce, lecz trwała obok niej, zasilana przez czytelników, którzy woleli tajemnicę od filologii. Historia recepcji różokrzyżowców jest w dużej mierze historią współistnienia tych dwóch nurtów, a książka Jenningsa stoi u źródła jednego z nich.