Gaston Bachelard i alchemiczna wyobraźnia materii
Gaston Bachelard widział w alchemii klasyczną przeszkodę epistemologiczną, którą nauka musiała przezwyciężyć, a jednocześnie czynił z niej wzór marzenia materialnego, w którym wyobraźnia odnajduje intymność ognia, ziemi i metalu, i to podwójne spojrzenie czyni go jednym z najciekawszych nowoczesnych czytelników hermetyzmu.

Filozof dnia i filozof nocy
Gaston Bachelard (1884–1962) przez długi czas uchodził za dwóch myślicieli w jednej osobie. Pierwszy był epistemologiem, historykiem i filozofem nauki, autorem pojęć zerwania i przeszkody epistemologicznej, wykładowcą w Dijon, a od 1940 roku na Sorbonie, gdzie kierował katedrą historii i filozofii nauk. Drugi był filozofem wyobraźni, autorem serii książek o ogniu, wodzie, powietrzu i ziemi, a później o przestrzeni i płomieniu świecy, czytanym przez poetów i krytyków literackich. Sam Bachelard mówił o tej podwójności otwarcie i nie próbował jej znosić; uważał, że pojęcie i obraz należą do dwóch biegunów życia duchowego, które trzeba uprawiać osobno.
Alchemia zajmuje w obu tych światach miejsce szczególne. Dla epistemologa jest wzorcowym przykładem myślenia przednaukowego, w którym materia zostaje obciążona wartościami, pragnieniami i lękami, zamiast być poznawana w sposób obiektywny. Dla filozofa wyobraźni jest jednym z najbogatszych źródeł obrazów materii, w których dusza wyraża swoje najgłębsze marzenia. Ta podwójna rola nie jest sprzecznością, lecz konsekwencją przyjętej metody. Ten sam materiał, który trzeba odrzucić w laboratorium, okazuje się bezcenny w poezji.
Trzeba przy tym od razu zaznaczyć, czym nie jest lektura Bachelarda. Nie jest historią chemii ani rekonstrukcją praktyki alchemicznej; filozof nie pyta, co dawni adepci rzeczywiście robili przy piecu ani jaką wiedzę o substancjach zgromadzili. Sięga po teksty alchemiczne jako po świadectwa pewnej postawy umysłu i pewnego typu marzenia, a jego cytaty pochodzą często z wtórnych kompilacji i z dzieł autorów, których dzisiejsza historiografia nie uznałaby za reprezentatywnych. Interesuje go dusza, która patrzy na materię, nie materia sama.
Alchemia jako przeszkoda epistemologiczna
W La Formation de l'esprit scientifique, wydanej w 1938 roku z podtytułem Contribution à une psychanalyse de la connaissance objective, Bachelard opisuje drogę, jaką umysł musi przejść, by stać się naukowym. Droga ta nie polega na stopniowym gromadzeniu wiedzy, lecz na przezwyciężaniu przeszkód: nawyków myślowych, które wydają się oczywiste, a w rzeczywistości zamykają dostęp do obiektywnego poznania. Bachelard wymienia wśród nich doświadczenie pierwsze, uwiedzenie ogólnością, przeszkodę słowną, substancjalizm, animizm i inne, a każdą ilustruje przykładami z literatury przednaukowej XVII i XVIII wieku.
Alchemia pojawia się w tej książce wielokrotnie, zwłaszcza w rozdziałach o przeszkodzie substancjalistycznej i o związku libido z poznaniem. Substancjalizm polega na przypisywaniu rzeczom ukrytych, wewnętrznych jakości, które mają tłumaczyć ich zachowanie: złoto jest cenne, ponieważ ma w sobie szlachetność, sól jest skupiona, ponieważ zawiera zasadę skupienia. Alchemik, według Bachelarda, myśli w ten sposób nieustannie. Jego materia ma wnętrze, a to wnętrze jest skarbem, który trzeba wydobyć. Taka postawa uniemożliwia jednak naukę, która musi zrezygnować z pytania o wnętrze rzeczy i zadowolić się relacjami, pomiarami i prawami.
Jeszcze ważniejsza jest analiza afektywnego obciążenia materii. Bachelard pokazuje, że w tekstach alchemicznych operacje chemiczne są opisywane językiem seksualnym, rodzinnym i moralnym: substancje się łączą, zapładniają, rodzą, umierają i zmartwychwstają. Interpretuje to jako przejaw nieświadomych pragnień, które umysł przednaukowy rzutuje na materię. Twierdzi też, że eksperyment alchemiczny był w istocie próbą moralną operatora, sprawdzianem jego czystości i cierpliwości, a nie badaniem przyrody w nowoczesnym sensie. To spostrzeżenie, wyrażone przez Bachelarda z intencją krytyczną, zostanie później przejęte przez interpretatorów duchowych, którzy uczynią z niego argument na rzecz wewnętrznego sensu sztuki.
Projekt Bachelarda ma charakter psychoanalizy w szerokim sensie. Umysł naukowy musi rozpoznać swoje nieświadome uwiedzenia i oczyścić się z nich, podobnie jak pacjent musi rozpoznać swoje kompleksy. Alchemia jest w tym ujęciu nie tyle błędem do obalenia, ile stanem umysłu do przezwyciężenia, którego ślady przetrwały długo po tym, jak sama alchemia straciła prestiż. Bachelard przekonuje, że nawet w XVIII wieku, w epoce rzekomo oświeconej, wielu badaczy elektryczności i ciepła myślało w sposób, który nazywa alchemicznym.
Ogień, który kocha i oczyszcza
W tym samym 1938 roku Bachelard opublikował La Psychanalyse du feu, krótką książkę, która otwiera jego drugi, nocny cykl. Zamiar jest wciąż krytyczny: ogień, twierdzi Bachelard, był przez wieki przedmiotem tak intensywnych marzeń, że nie mógł stać się przedmiotem nauki. Aby go poznać obiektywnie, trzeba najpierw zrozumieć, jak go marzono. Bachelard opisuje kolejne kompleksy: kompleks Prometeusza, czyli pragnienie wiedzy przewyższającej wiedzę ojców; kompleks Empedoklesa, czyli fascynację śmiercią w płomieniu; kompleks Novalisa, związany z ciepłem wewnętrznym i intymnością; kompleks Hoffmanna, wywodzony z obrazu płonącego alkoholu.
Alchemia pojawia się przede wszystkim w rozdziale o ogniu zseksualizowanym i w rozważaniach o ogniu idealizowanym. Bachelard zauważa, że alchemiczny ogień jest ogniem łagodnym, długotrwałym, porównywanym do ciepła wysiadywanego jaja albo do ciepła ciała. To nie płomień niszczący, lecz ciepło, które dojrzewa, przenika i ożywia. W tym obrazie ogień staje się zasadą życia i miłości, a praca alchemika – rodzajem cierpliwego wysiadywania materii. Ogień oczyszcza, a oczyszczenie materii jest zarazem oczyszczeniem marzyciela.
Bachelard zwraca też uwagę na rozdział, który sam nazywa chemią ognia i który przedstawia jako historię fałszywego problemu. Przez stulecia uczeni pytali, czym jest ogień jako substancja, i każda odpowiedź, od żywiołu Arystotelesa po późniejsze teorie zasady palności, była według niego w części podyktowana marzeniem, a nie doświadczeniem. Alchemiczne wyobrażenie ognia jako czynnika ukrytego w samych ciałach należy do tej samej rodziny. Filozof nie wchodzi przy tym w szczegóły dawnych teorii; wystarcza mu wykazanie, że pytanie o naturę ognia długo było pytaniem zadawanym przez wyobraźnię.
Właśnie tutaj zaczyna się przesunięcie, które z czasem stanie się wyraźne. Choć La Psychanalyse du feu ma w zamyśle oczyszczać naukę z marzeń, Bachelard pisze o tych marzeniach z rosnącą sympatią. Obrazy, które jako epistemolog uważał za przeszkody, jako czytelnik poezji zaczyna cenić jako świadectwa żywej wyobraźni. Kolejne książki, L'Eau et les rêves z 1942 roku, z podtytułem Essai sur l'imagination de la matière, i L'Air et les songes z 1943 roku, zmieniają już wyraźnie akcent: wyobraźnia materialna nie jest błędem, lecz jedną z podstawowych funkcji duszy.
Ziemia, metal i marzenie woli
Najpełniej związek Bachelarda z alchemią widać w dwóch książkach z 1948 roku, La Terre et les rêveries de la volonté i La Terre et les rêveries du repos. Ziemia jest żywiołem oporu i intymności. W pierwszej książce Bachelard opisuje marzenia, które rodzą się w zmaganiu z twardą materią: z kamieniem, z żelazem, z ciastem, które trzeba ugniatać. Kuźnia i praca kowala są tu obrazami woli, która przemienia świat i zarazem sama się przemienia. W drugiej książce dominuje ruch przeciwny: marzenie o wnętrzu, o schronieniu, o jaskini, o łonie, o domu, a także o wnętrzu substancji, o ukrytym skarbie, który materia przechowuje w głębi.
W obu tych perspektywach teksty alchemiczne okazują się nieocenione. Alchemik jest dla Bachelarda wielkim marzycielem materii, który nie widzi w niej obojętnego przedmiotu, lecz partnera. Marzy o jej wnętrzu, o złocie ukrytym w ołowiu, o soli ukrytej w popiele, o życiu ukrytym w martwej grudzie. Jego cierpliwa praca jest zarazem dialogiem z materią i dialogiem z samym sobą, ponieważ każda operacja na substancji odbija się w duszy operatora. Bachelard podziwia tę intensywność marzenia, choć nadal odmawia mu wartości poznawczej w sensie naukowym.
W tych latach Bachelard czytał również prace Carla Gustava Junga o alchemii i korzystał z nich jako z repertuaru obrazów, nie przyjmując jednak jego teorii w całości. Różnica między nimi jest pouczająca. Jung szukał w alchemicznych symbolach archetypów nieświadomości zbiorowej i procesu indywiduacji; Bachelard interesował się raczej rêverie, marzeniem na jawie, w którym świadomość nie znika, lecz rozluźnia się i daje się prowadzić materii. Marzyciel Bachelarda nie śni, lecz kontempluje, a jego marzenie ma strukturę poetycką, nie terapeutyczną. Alchemik jest dla niego bratem poety, nie pacjentem.
Przemiana ocen jest tu wyraźna. W La Formation de l'esprit scientifique substancjalizm był przeszkodą; w książkach o ziemi marzenie o wnętrzu substancji jest jednym z najbardziej płodnych źródeł obrazów poetyckich. To samo przekonanie, że materia ma głębię i że ta głębia jest wartością, okazuje się zgubne dla fizyka i dobroczynne dla poety. Bachelard nie twierdzi, że alchemik miał rację. Twierdzi, że alchemik marzył w sposób, który poezja może przejąć i który mówi coś prawdziwego o duszy, nawet jeśli nie mówi nic prawdziwego o świecie.
Między krytyką a wdzięcznością
Stanowisko Bachelarda wobec alchemii jest więc rozdwojone, lecz nie niekonsekwentne. Jako filozof nauki widzi w niej przeszkodę, którą umysł musi przekroczyć, by dojść do obiektywnego poznania. Jako filozof wyobraźni widzi w niej archiwum marzeń materialnych, z którego czerpie poezja i w którym dusza rozpoznaje własną głębię. Te dwie oceny odnoszą się do dwóch różnych porządków i nie konkurują ze sobą, ponieważ Bachelard odmawia sprowadzenia jednego do drugiego.
Dla czytelnika zainteresowanego duchową alchemią lektura Bachelarda ma znaczenie szczególne, choć nie takie, jakiego mógłby się spodziewać. Bachelard nie potwierdza ezoterycznych interpretacji ani nie wierzy w realność Kamienia. Pokazuje jednak z wielką subtelnością, jak obrazy alchemiczne działają w wyobraźni: jak ogień staje się miłością, metal wolą, a naczynie łonem. Ta fenomenologia marzenia może być dla współczesnego czytelnika bliższa sensowi hermetycznego symbolu niż wiele dosłownych prób jego odszyfrowania. Zarazem jego epistemologiczna przestroga zachowuje ważność: kto czyta symbol alchemiczny jako informację o materii, popełnia ten sam błąd, który Bachelard opisał w 1938 roku, a kto czyta go jako obraz duszy, musi pamiętać, że porusza się w porządku marzenia, a nie wiedzy przyrodniczej.
