Thomas i Rebecca Vaughan i notatnik Aqua Vitae
Rękopiśmienny notatnik Aqua Vitae: Non Vitis, prowadzony przez Thomasa Vaughana, łączy zapisy wspólnej pracy z żoną Rebeką z notatkami snów, modlitw i żałoby po jej śmierci w 1658 roku, odsłaniając alchemię przeżywaną jako małżeńska wspólnota, która nie kończy się wraz ze śmiercią.

Książka, która nie była przeznaczona do druku
Drukowane traktaty Thomasa Vaughana są tekstami publicznymi: pisanymi dla czytelników, pełnymi polemicznej retoryki i świadomych zasłon. Zupełnie inny charakter ma zeszyt, który przetrwał w zbiorach Hansa Sloane’a w British Library i nosi tytuł Aqua Vitae: Non Vitis. Jest to prywatny notatnik, w którym Vaughan zapisywał procesy, uwagi praktyczne, daty, a z czasem także sny, modlitwy i wspomnienia o zmarłej żonie. Tytuł, mówiący o „wodzie życia, nie z winorośli”, sygnalizuje, że autorowi nie chodzi o destylat wina, lecz o tę tajemniczą wilgoć życia, o której pisał w drukowanych dziełach.
Notatnik był znany badaczom od dawna, ale jego pełny tekst stał się dostępny dopiero dzięki wydaniu krytycznemu przygotowanemu przez Donalda R. Dicksona i opublikowanemu w 2001 roku w serii Medieval and Renaissance Texts and Studies. Dickson nie tylko odczytał i opatrzył komentarzem trudny rękopis, lecz także zaproponował jego interpretację jako dokumentu wspólnego życia Thomasa i Rebeki. Bez tego wydania postać Rebeki pozostawałaby w historii hermetyzmu niemal niewidoczna, sprowadzona do kilku wzmianek w biografiach jej męża.
Pojęcie „wody życia” ma w pismach Vaughana szeroki zakres. W drukowanych traktatach wiąże się z obrazem pierwotnej wilgoci, nad którą unosił się Duch Boży, i z przekonaniem, że w każdej żywej rzeczy kryje się wilgoć podstawowa, humidum radicale, będąca nośnikiem jej życia. Pojęcie to wywodzi się z medycyny średniowiecznej, gdzie oznaczało wrodzoną wilgoć ciała, której stopniowe wyczerpywanie się tłumaczyło starzenie i śmierć. U hermetystów nabrało ono sensu kosmicznego: wilgoć podstawowa staje się tchnieniem życia rozlanym w całym stworzeniu, a jej poznanie – kluczem do zrozumienia, jak Duch zamieszkuje w materii.
Tytuł notatnika przenosi więc w sferę prywatną temat, który w drukach był przedmiotem spekulacji. Nie wynika z tego, że każdy wpis ma sens duchowy; przeciwnie, wiele notatek jest czysto roboczych i historyk musi je czytać jako zapis zajęć praktyka, nie jako zaszyfrowaną mistykę. Szczegóły tych zajęć nie są tu jednak przedmiotem uwagi. Interesuje nas raczej to, że w tym samym zeszycie, pod tym samym tytułem, znalazły się później zapiski o śmierci, żałobie i snach, jakby dla autora „woda życia” obejmowała zarówno to, nad czym pracował, jak i to, co utracił.
Lektura notatnika wymaga ostrożności. To zapis roboczy, nieuporządkowany, prowadzony przez lata, w którym obok siebie stoją notatki o różnym ciężarze i różnym stopniu jasności. Nie jest to autobiografia duchowa w sensie gatunkowym, lecz właśnie dlatego tak cenne są fragmenty, w których przez techniczny język przebija życie osobiste.
Małżeństwo jako wspólnota pracy
Thomas Vaughan poślubił Rebekę we wrześniu 1651 roku. O jej pochodzeniu wiadomo niewiele, a większość tego, co da się o niej powiedzieć, pochodzi z zapisków jej męża. Z notatnika wynika jednak jasno, że nie była biernym świadkiem jego zajęć. Vaughan odnotowuje prace podejmowane wspólnie i przy kilku wpisach zaznacza, że dane rozwiązanie znalazł razem z żoną albo że ona przyczyniła się do jego odkrycia. Ton tych wzmianek jest rzeczowy, ale zarazem pełen czułości, i wyraźnie odróżnia się od sposobu, w jaki autor mówi o innych osobach.
Dickson podkreśla, że taki obraz nie był w XVII wieku czymś niemożliwym. Kobiety brały udział w domowej produkcji leków, destylatów i preparatów, a granica między kuchnią, apteczką i laboratorium bywała płynna. Szczególność przypadku Vaughanów polega na tym, że wspólna praca zostaje przez męża włączona w duchową wizję, którą znamy z jego traktatów. Wspólnota małżonków staje się tam odbiciem tej jedności, jaką alchemiczna symbolika opisuje jako zaślubiny dwóch zasad.
Trzeba przy tym uważać, by nie przypisywać Vaughanowi więcej, niż mówią źródła. W notatniku nie znajdziemy rozwiniętej teorii małżeństwa jako alchemicznej koniunkcji. To raczej czytelnik, znający emblematykę króla i królowej, dostrzega podobieństwo między życiem pary a obrazami zaślubin w traktatach. Sam Vaughan pozostaje oszczędny; jego notatki są śladami, nie manifestami. Ale już samo to, że łączy zapis pracy z osobistą pamięcią, świadczy o tym, że w jego oczach obie sfery nie były od siebie oddzielone.
Kwiecień 1658 roku
Rebeka Vaughan zmarła wiosną 1658 roku, w kwietniu, w Bedfordshire, gdzie para wówczas mieszkała. Vaughan zapisał w notatniku dzień i okoliczności jej śmierci z dokładnością, która w zeszycie roboczym uderza. Od tego momentu charakter rękopisu zmienia się wyraźnie. Pojawiają się wpisy, w których autor modli się o spotkanie z żoną w przyszłym życiu, wspomina ją, wraca do wspólnie spędzonego czasu i powierza Bogu swoją przyszłość.
Żałoba Vaughana nie wyraża się w poetyckiej elegii, jak u jego brata Henry’ego, który w zbiorze Silex Scintillans także opłakiwał bliskich zmarłych. Wyraża się w krótkich, niemal urzędowych zapisach, w których rozpacz zostaje zamknięta w datach i formułach modlitewnych. Ten kontrast między powściągliwą formą a siłą przeżycia stanowi jeden z najbardziej przejmujących rysów rękopisu. Autor, który w drukowanych pamfletach potrafił być zgryźliwy i wyniosły, tutaj zwraca się do Boga jak człowiek pozbawiony oparcia.
Co istotne, żałoba nie przerywa pracy. Vaughan nadal prowadzi notatnik, nadal wraca do procesów, które podejmował wcześniej. Dickson interpretuje to jako próbę kontynuacji wspólnego dzieła, a nie ucieczkę w zajęcia. Praca, która wcześniej łączyła małżonków, staje się teraz sposobem na podtrzymanie więzi z kimś, kto odszedł. Takie odczytanie jest z konieczności interpretacją, lecz dobrze współgra z tonem kolejnych wpisów.
Sny o zmarłej żonie
Najbardziej niezwykłą częścią notatnika są zapisy snów. Po śmierci Rebeki Vaughan odnotowuje sny, w których żona mu się ukazuje, rozmawia z nim albo przekazuje znaki, które on następnie stara się zrozumieć. Niektóre z nich interpretuje jako zapowiedzi własnego losu, inne jako pocieszenie lub zapewnienie, że więź między nimi trwa. Sposób ich zapisywania jest podobny do notatek o procesach: data, krótki opis, czasem komentarz.
W kulturze XVII wieku sny nie były traktowane jako czysto prywatne wytwory umysłu. Ówczesna teologia i filozofia dopuszczały możliwość snów pochodzących od Boga, od duchów albo od dusz zmarłych, choć rozróżnienie między nimi pozostawało przedmiotem sporów. Vaughan, który w traktatach pisał o duszy po śmierci i o łączności ducha ludzkiego z boskim światłem, był szczególnie skłonny traktować sny poważnie. Jego notatki pokazują, że teoria wyłożona w Anthroposophia Theomagica nie była dla niego abstrakcją; w obliczu straty stała się ramą, w której próbował zrozumieć własne doświadczenie.
Sny z notatnika nie dają się sprowadzić do jednego schematu. Niektóre są zwyczajne, niemal codzienne, inne mają wyraźnie symboliczny charakter. Vaughan nie przedstawia ich jako objawień przeznaczonych dla innych i nie wyciąga z nich doktrynalnych wniosków. Zapisuje je dla siebie, jako świadectwa obecności zmarłej, i próbuje odczytać ich sens w świetle wiary. Historyk może w tym widzieć źródło do dziejów żałoby i życia wewnętrznego w epoce rewolucji angielskiej, a czytelnik zainteresowany hermetyzmem – rzadki przykład tego, jak hermetysta przeżywał swoją naukę o duszy w najbardziej osobistym wymiarze.
Koniec notatnika i koniec autora
Thomas Vaughan przeżył żonę o osiem lat. Zmarł w lutym 1666 roku w Albury w hrabstwie Oxford, dokąd udał się, gdy zaraza wypędziła dwór i jego otoczenie z Londynu. Ostatnie lata spędził w służbie sir Roberta Moraya, jednego z założycieli Towarzystwa Królewskiego i osoby żywo zainteresowanej chemią. Notatnik nie dokumentuje tych lat wyczerpująco, a jego ostatnie wpisy nie tworzą żadnego zamknięcia. Urywa się, jak urywa się każdy dziennik prowadzony do końca.
Rękopis pozwala zobaczyć Vaughana w świetle, którego nie dają jego pamflety. Zamiast polemisty broniącego tajemnej filozofii przed akademikami widzimy człowieka, który przez lata pracował u boku żony, a po jej śmierci szukał z nią kontaktu w modlitwie i we śnie. To nie znaczy, że traktaty były nieszczere, a notatnik prawdziwy. Raczej oba rodzaje źródeł się uzupełniają: traktaty mówią o tym, w co Vaughan wierzył, notatnik pokazuje, jak tę wiarę przeżywał.
Kobieta w historii hermetyzmu
Wydanie Dicksona przyczyniło się do szerszej dyskusji o roli kobiet w dziejach alchemii i hermetyzmu. Przez długi czas historiografia tej dziedziny skupiała się niemal wyłącznie na mężczyznach, a obecność kobiet sprowadzano do legendarnych postaci, takich jak Maria Żydówka, lub do alegorycznych figur mądrości. Rebeka Vaughan jest postacią historyczną, osobą, której imię i daty są pewne, a obecność w pracy męża – udokumentowana w jego własnych zapiskach.
Jej przypadek nie powinien być jednak traktowany jako dowód tez, których źródła nie potwierdzają. Nie wiemy, jak sama rozumiała wspólną pracę, nie znamy jej słów, nie mamy jej listów. Wszystko, co o niej wiemy, przechodzi przez pióro męża, który pisał o niej z miłością, ale też z własnej perspektywy. Uczciwa lektura notatnika musi pamiętać o tej asymetrii.
Mimo to Aqua Vitae: Non Vitis pozostaje dokumentem wyjątkowym. Łączy w sobie zeszyt roboczy, kronikę małżeństwa, księgę żałoby i zapis snów, a przez to pokazuje, że w hermetyzmie XVII wieku granica między poznaniem natury a życiem duchowym przebiegała nie tylko w traktatach, lecz w codzienności ludzi, którzy je pisali. Dla Vaughana praca nad wodą życia była zarazem pracą nad własną duszą, a jej najtrudniejszą próbą okazała się nie żadna operacja, lecz utrata osoby, z którą ją dzielił.
