Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Alchemia

Lapsit exillis – Graal Wolframa jako kamień

W Parzivalu Wolframa von Eschenbach Graal nie jest naczyniem, lecz kamieniem o zagadkowej nazwie lapsit exillis, którego moc odnawia co roku opłatek przyniesiony z nieba przez gołębicę; ten niezwykły obraz sprowokował wiele alchemicznych odczytań, choć nic nie wskazuje, by sam poeta miał alchemiczne zamiary.

Karta 1v „Berner Parzival”, rękopisu „Parzivala” Wolframa von Eschenbach z 1467 roku, Burgerbibliothek w Bernie, Cod. AA 91 – domena publiczna
Karta 1v „Berner Parzival”, rękopisu „Parzivala” Wolframa von Eschenbach z 1467 roku, Burgerbibliothek w Bernie, Cod. AA 91 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Graal, który przestał być misą

Kiedy Wolfram von Eschenbach w pierwszym dziesięcioleciu XIII wieku pisał swój Parzival, miał przed sobą niedokończony romans Chrétiena de Troyes, Perceval ou le Conte du Graal, powstały około 1180 roku. U Chrétiena graal jest przedmiotem niesionym w tajemniczej procesji na zamku Króla Rybaka: szerokim naczyniem, w którym, jak się później okazuje, podaje się choremu staremu królowi hostię. Słowo graal oznaczało w starofrancuskim rodzaj półmiska i nie miało jeszcze aury świętej relikwii, którą nadali mu późniejsi autorzy, utożsamiający Graala z kielichem Ostatniej Wieczerzy.

Wolfram poszedł inną drogą niż wszyscy jego następcy. W jego poemacie Graal jest kamieniem. Już w księdze V, gdy Parzival po raz pierwszy znajduje się na zamku Munsalvæsche, widzi go niesionego na zielonym jedwabiu przez Repanse de Schoye, siostrę króla Anfortasa: jest to rzecz, która przewyższa wszelkie ziemskie doskonałości i która sama z siebie obdarza zgromadzonych pokarmem i napojem, jakiego zapragną. Natura tego przedmiotu pozostaje jednak w tej scenie nieobjaśniona, podobnie jak Parzival nie rozumie, czego jest świadkiem. Nie zadaje pytania, które mogłoby uleczyć cierpiącego króla Anfortasa, i musi opuścić zamek.

Wolfram powołuje się na źródło, które miało mu przekazać prawdziwą historię Graala: na Kyota Prowansalczyka, który w Toledo znalazł pogańską księgę astronoma Flegetanisa, odczytującego imię Graala w gwiazdach. Większość badaczy uważa Kyota za fikcję literacką albo przynajmniej za postać niemożliwą do zidentyfikowania. Mistyfikacja ta, jeśli nią jest, miała jednak swoją funkcję: odsuwała Graala Wolframa od francuskiego wzoru i nadawała mu aurę wiedzy wschodniej, astralnej, przekazanej przez wiele rąk. Nic dziwnego, że późniejsi czytelnicy widzieli w niej trop prowadzący ku tradycjom tajemnym.

Wielki Piątek u pustelnika Trevrizenta

Objaśnienie przynosi dopiero księga IX, jedna z najbardziej kontemplacyjnych części poematu. Po latach błąkania się, gniewu na Boga i rycerskich zmagań Parzival trafia w Wielki Piątek do pustelni Trevrizenta, który okazuje się bratem jego matki. Pustelnik przyjmuje go, karmi skromnymi ziołami, wysłuchuje i poucza. W ciągu tych kilkunastu dni Parzival dowiaduje się prawdy o swoim rodzie, o grzechu, który popełnił nieświadomie, i o Graalu.

Trevrizent opowiada, że na Munsalvæsche mieszka bractwo rycerzy, których Wolfram nazywa templeise, i że żyją oni dzięki kamieniowi najczystszego rodzaju. Jego imię brzmi w przekazie lapsit exillis. Moc tego kamienia sprawia, że feniks spala się na popiół i z popiołu odradza, odzyskując jasność. Kto go ujrzy, nie umrze w ciągu tygodnia, a nawet gdyby żył przed nim dwieście lat, zachowa wygląd człowieka w kwiecie wieku; tylko włosy mu posiwieją. Kamień nosi też imię Graala, a na jego krawędzi pojawiają się w pewnych chwilach napisy wskazujące imiona tych, którzy zostali powołani do służby.

Najbardziej uderzający jest opis odnowienia mocy kamienia. Co roku w Wielki Piątek z nieba zstępuje gołębica, która przynosi mały biały opłatek i składa go na kamieniu. Od tego opłatka kamień otrzymuje wszystko, co dobre na ziemi w napojach i pokarmach. Po wypełnieniu swego zadania gołębica wraca do nieba. Związek z liturgią jest oczywisty: dzień Męki Pańskiej, hostia, gołębica Ducha Świętego. Moc Graala nie pochodzi więc z niego samego, lecz z ponawianego co roku daru z góry.

Trevrizent mówi też o aniołach, którzy w czasie buntu Lucyfera nie opowiedzieli się po żadnej stronie i zostali zesłani na ziemię, aby strzec kamienia. Ta wzmianka, budząca wątpliwości teologiczne, zostaje w księdze XVI odwołana przez samego pustelnika, który przyznaje, że mówił nieprawdę. Wolfram nie wyjaśnia dokładnie, dlaczego. Szczegół ten pokazuje jednak, że także w obrębie poematu nauka o Graalu nie jest podana jako doktryna zamknięta, lecz jako opowieść, która może zawierać błąd albo celowe zasłonięcie.

Jedna nazwa, wiele odczytań

Wyrażenie lapsit exillis nie należy do żadnego znanego języka w postaci, w jakiej zapisano je w rękopisach. Same rękopisy zresztą się różnią i podają rozmaite warianty, co jest dla wydawców dodatkową trudnością. Nic dziwnego, że od XIX wieku badacze i komentatorzy zaproponowali całą serię odczytań, z których każde prowadzi w inną stronę.

Najczęściej przywołuje się lapis exilis, „kamień lichy”, „drobny”, „niepozorny”. Takie odczytanie zgadza się z łacińską gramatyką i z topiką chrześcijańską, w której to, co najcenniejsze, ukrywa się pod niepozorną postacią. Niektórzy zestawiają je z legendą o Aleksandrze Wielkim i jego wyprawie do bram raju, gdzie zdobywca otrzymuje mały kamień, przeważający na szali wszelkie złoto, a tracący ciężar, gdy przykryje się go garścią ziemi. Kamień ten objaśniano jako obraz ludzkiego oka i ludzkiej pożądliwości, którą gasi dopiero śmierć.

Inni czytali nazwę jako lapis ex coelis, „kamień z niebios”, co dobrze pasuje do wątku aniołów i do późniejszej tradycji, według której Graal miał być szlachetnym kamieniem wypadłym z korony Lucyfera podczas jego upadku. Jeszcze inni proponowali lapsit ex illis, „spadł od nich”, lub odczytania łączące słowo z gwiazdami i astrologią Flegetanisa. Wreszcie część komentatorów nowoczesnych, szczególnie skłonnych do lektur hermetycznych, zestawiła nazwę z lapis elixir, wiążąc w ten sposób Graala z alchemicznym eliksirem i Kamieniem Filozofów.

Żadne z tych odczytań nie zostało powszechnie przyjęte i wiele wskazuje na to, że Wolfram mógł świadomie posłużyć się formą zagadkową, pseudołacińską, która miała brzmieć uczenie i tajemniczo. Poeta, który wielokrotnie żartował ze swojej rzekomej niepiśmienności i który z upodobaniem mnożył egzotyczne imiona, nie musiał mieć na myśli jednego precyzyjnego sensu. Tę wieloznaczność należy traktować jako fakt tekstu, a nie jako szyfr czekający na złamanie.

Kamień, feniks i eliksir w oczach hermetyków

Mimo tych zastrzeżeń łatwo zrozumieć, dlaczego czytelnicy wychowani na literaturze alchemicznej rozpoznawali w Graalu Wolframa coś znajomego. Kamień, który odnawia życie, chroni przed śmiercią i daje pokarm, przypomina Kamień Filozofów, nazywany w traktatach lekarstwem doskonałym, przedłużającym życie i przywracającym młodość. Feniks, który spala się i odradza z popiołów, należy do najtrwalszych emblematów alchemicznych, oznaczających ostatni stopień Dzieła. Nawet lapis exilis ma alchemicznego krewniaka: w łacińskich zbiorach alchemicznych krąży dwuwiersz, przypisywany niekiedy Arnoldowi z Villanovy, o kamieniu lichym i tanim, którym gardzą głupcy, a który cenią mądrzy.

Trzeba jednak pamiętać o kolejności rzeczy. Większość tych alchemicznych tekstów jest późniejsza od Parzivala albo pochodzi z tradycji, której znajomości u Wolframa nie da się wykazać. Feniks był w średniowieczu przede wszystkim symbolem Zmartwychwstania, znanym z bestiariuszy i teologii, a dopiero później stał się także godłem alchemików. Wspólne motywy mogą więc wynikać ze wspólnego chrześcijańskiego i antycznego źródła obrazowania, a nie z zależności jednego tekstu od drugiego. Badacz musi zachować tę ostrożność nawet wtedy, gdy zbieżności są uderzające.

Największą siłę alchemicznym interpretacjom nadał w XX wieku Julius Evola w książce Il mistero del Graal, wydanej w 1937 roku. Evola, który wcześniej opublikował obszerne studium o tradycji hermetycznej, odczytywał legendy o Graalu jako przekaz inicjacyjny, związany z ideą królewskiej i rycerskiej duchowości, a Graala Wolframa jako symbol mocy przemieniającej, pokrewny alchemicznemu Kamieniowi. Jego lektura, nacechowana własnymi, mocno ideologicznymi założeniami, okazała się wpływowa w kręgach tradycjonalistycznych i ezoterycznych, ale w środowisku mediewistów spotkała się z rezerwą.

Obok Evoli pojawiały się też inne interpretacje ezoteryczne, wiążące Graala Wolframa z katarami czy z wiedzą przyniesioną ze Wschodu. Wiele z nich opiera się na domniemaniach, a nie na tekście, i należy je czytać raczej jako świadectwo nowoczesnej wyobraźni niż jako odkrycie średniowiecznej tajemnicy.

Dar z góry jako sedno obrazu

Jeśli odsunąć na bok spory o rodowód nazwy, w obrazie Wolframa zostaje coś, co może przemawiać do hermetycznego czytelnika bez naciągania tekstu. Kamień ma moc, ale nie jest jej ostatecznym źródłem. Jego życiodajność jest co roku odnawiana przez opłatek przyniesiony z nieba, a ten opłatek łączy się z ofiarą Wielkiego Piątku. Moc przedmiotu zależy więc od daru, który przychodzi z zewnątrz i z góry, a nie od zręczności tych, którzy go strzegą.

Taki układ dobrze koresponduje z tym, jak duchowa alchemia opisywała Kamień: jako owoc pracy, który jednak nie może się dopełnić bez łaski, jako dar Boży, a nie wytwór ludzkiej sztuki. Zbieżność ta nie dowodzi alchemicznej intencji Wolframa. Pokazuje raczej, że poeta i późniejsi adepci czerpali z tej samej chrześcijańskiej intuicji o rzeczy ziemskiej przenikniętej mocą z nieba i odnawianej przez sakrament.

Ta selektywność ma w poemacie także wyraz dosłowny. Graala może nieść tylko dziewica czystego serca, a nie każdy, kto zasiada w jego pobliżu, w ogóle go dostrzega. W księdze XVI przyrodni brat Parzivala, poganin Feirefiz, siedzi przy stole na Munsalvæsche i nie widzi kamienia, choć widzą go wszyscy wokół; dopiero po przyjęciu chrztu Graal staje się dla niego widzialny. Wolfram nie tłumaczy tego zjawiska teorią, lecz pokazuje je jako fakt opowieści: ta sama rzecz jest obecna dla jednych i nieobecna dla drugich, zależnie od stanu, w jakim znajduje się patrzący. Hermetyczni interpretatorzy chętnie widzieli w tym epizodzie obraz wiedzy, która nie jest ukryta w sensie fizycznym, lecz staje się dostrzegalna dopiero dla przemienionego wzroku.

Ostatecznie Graal Wolframa nie jest dostępny dzięki samej wiedzy. Parzival nie zdobywa go przez rozwiązanie zagadki, lecz przez przemianę serca, przez współczucie, które pozwala mu wreszcie zadać Anfortasowi właściwe pytanie. Kamień zostaje mu dany, gdy dojrzał do tego, by go przyjąć, a nie wtedy, gdy zrozumiał jego nazwę. W tym sensie, niezależnie od wszystkich sporów, lapsit exillis pozostaje nazwą tajemnicy, która nie odsłania się przez filologię, i właśnie ta niedostępność czyniła ją tak pociągającą dla czytelników szukających w poemacie śladów sztuki przemiany.