Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Alchemia

Cauda pavonis – pawi ogon Wielkiego Dzieła

Cauda pavonis, pawi ogon, oznacza w alchemii chwilę, gdy po czerni materia rozbłyska wszystkimi barwami, zanim przyjmie biel; dla duchowych czytelników była to faza olśniewającego, lecz zwodniczego bogactwa, którą trzeba przejść bez zatrzymywania się, i zarazem obietnica jedności, w której wszystkie kolory zbiegną się w jedno światło.

Paw w iluminacji rękopisu „Aurora consurgens”, Zurych, Zentralbibliothek, Ms. Rh. 172, XV wiek – domena publiczna
Paw w iluminacji rękopisu „Aurora consurgens”, Zurych, Zentralbibliothek, Ms. Rh. 172, XV wiek – domena publiczna · Wikimedia Commons

Barwy po ciemności

Alchemicy, opisując przebieg dzieła, przywiązywali ogromną wagę do barw. W klasycznym schemacie, który tu wystarczy przypomnieć jednym zdaniem, po czerni następuje biel, a po bieli czerwień, i każda z tych barw oznacza osobny etap przemiany. Pomiędzy czernią a bielą wielu autorów umieszczało jednak moment szczególny, którego nie dało się sprowadzić do jednej barwy: materia, która dopiero co była ciemna jak grób, zaczynała mienić się wszystkimi kolorami naraz. Ten moment nazywano pawim ogonem.

Nazwa jest trafna. Pióra pawia, z ich oczkami, połyskiem i zmieniającą się w zależności od kąta światła barwą, od dawna uchodziły za najdoskonalszy obraz wielobarwności w przyrodzie. Nie mają jednej barwy, lecz grę barw; nie są ani zielone, ani niebieskie, ani złote, lecz wszystkimi tymi kolorami jednocześnie. Alchemik, który widział, jak po czerni pojawia się w jego wyobraźni czy w naczyniu takie migotanie, nie mógł wybrać lepszego porównania.

Przejście od nocy do pierwszych barw miało w wyobraźni alchemicznej także obraz świtu. Traktat Aurora consurgens, „Wschodząca jutrzenka”, pochodzący z XV wieku i fałszywie przypisywany Tomaszowi z Akwinu, już w tytule wskazuje na tę chwilę, gdy ciemność zaczyna ustępować, a niebo nabiera kolorów, choć słońce jeszcze nie wzeszło. Świt nie jest dniem, ale nie jest już nocą; należy do obu i do żadnego. Pawi ogon zajmuje w przebiegu dzieła podobne miejsce, a jego barwy można rozumieć jako jutrzenkę, która zapowiada biel tak, jak zorza zapowiada słońce.

Różni autorzy różnie umieszczali tę fazę i różnie ją interpretowali. Dla jednych była krótkim przejściem, dla innych osobnym etapem, któremu poświęcano wiele uwagi. Niektórzy mówili o niej jako o znaku, że dzieło idzie właściwą drogą, inni jako o niebezpieczeństwie, które może zwieść niedoświadczonego. Te dwie oceny nie wykluczają się, a ich współistnienie stanowi o głębi symbolu.

Pawie pióra w tekstach

Motyw pojawia się w wielu tekstach od późnego średniowiecza, choć trudno wskazać, kto pierwszy go użył. W pismach przypisywanych Bazylemu Valentinusowi, legendarnemu benedyktynowi, którego dzieła ukazywały się drukiem od przełomu XVI i XVII wieku, barwy ukazujące się po czerni zestawiane są z barwami pawiego ogona i tęczy. Do angielskiej tradycji ten sam obraz wprowadził George Ripley, w którego Compound of Alchymy z 1471 roku barwy fazy rozkładu przyrównane zostają do pawich piór, a ich wspaniałość do tęczy. Porównania te stały się na tyle powszechne, że późniejsi autorzy używali wyrażenia cauda pavonis bez objaśnienia, jako terminu zrozumiałego dla każdego czytelnika.

Szczególnie bogate wyobrażenie tej fazy przyniosła iluminowana księga Splendor Solis, „Blask Słońca”. Jej najstarszy znany egzemplarz pochodzi z lat 1531–1532, a najsłynniejszy, przechowywany w Londynie, z 1582 roku. Tekst tradycyjnie przypisuje się Salomonowi Trismosinowi, rzekomemu nauczycielowi Paracelsusa, ale jest to atrybucja legendarna, niepotwierdzona źródłami. Seria obrazów księgi przedstawia między innymi siedem naczyń, nad którymi przesuwają się w rydwanach bóstwa planetarne, a wewnątrz każdego z nich rozgrywa się inna scena przemiany. W jednym z tych naczyń widnieje paw z rozpostartym ogonem, którego barwy dominują nad całą kompozycją.

Obraz z Splendor Solis dobrze oddaje podwójny charakter fazy. Paw jest piękny, wspaniały, dumny; jego ogon przyciąga wzrok i każe zapomnieć o wszystkim innym. A jednak jest uwięziony w szklanym naczyniu, a nad nim jedzie bóstwo, które wyznacza czas i porządek przemiany. Wspaniałość nie jest celem; jest tylko jednym z etapów w szeregu obrazów, które prowadzą dalej, ku królowi i królowej, ku słońcu w pełnym blasku.

Duma pawia i zwodnicze bogactwo

W średniowiecznej symbolice moralnej paw miał opinię dwuznaczną. Z jednej strony uchodził za ptaka pięknego i szlachetnego, z drugiej był obrazem pychy i próżności, superbia, ptakiem, który obnosi się ze swoją wspaniałością. Bestiariusze dodawały, że paw, spojrzawszy na swoje brzydkie nogi, krzyczy i opuszcza pióra, co odczytywano jako przypomnienie, że najwspanialsze piękno opiera się na czymś niskim i nietrwałym.

Duchowa alchemia przejęła tę dwuznaczność. Faza pawiego ogona była czasem, w którym po ciemnościach i rozpadzie pojawiała się nagle obfitość: barwy, obrazy, poczucie bogactwa i siły. Dla kogoś, kto przeszedł przez czerń, mogło to wyglądać jak cel. Ale autorzy przestrzegali, że wielobarwność jest dopiero zapowiedzią, a nie spełnieniem, i że kto zatrzyma się przy niej, zachwycony jej pięknem, nie dojdzie do bieli. Bogactwo barw jest zwodnicze, bo jest rozproszone: każdy kolor ciągnie w inną stronę, a dzieło wymaga zjednoczenia.

Z tego ostrzeżenia wynikała też praktyczna rada, powtarzana w różnych formach: w tej fazie nie wolno przyspieszać ani zmieniać ognia. Gwałtowność może zniszczyć to, co dopiero się rodzi, a niecierpliwość, która chciałaby od razu przejść do bieli, prowadzi do zepsucia całego dzieła. W duchowym przekładzie znaczy to, że czas obfitości wymaga szczególnej powściągliwości; nie należy ani gasić jego barw, ani się nimi upajać, lecz pozwolić im przeminąć w naturalnym rytmie, czuwając nad tym, by żar pozostał równy.

W lekturze duchowej można to rozumieć jako opis pewnego etapu wewnętrznego życia. Po okresie ciemności i rozpadu przychodzi czasem czas obfitości, wizji, natchnień, uniesień, w którym wszystko wydaje się pełne znaczeń i barw. Mistycy wielu tradycji przestrzegali przed przywiązywaniem się do takich doświadczeń, uznając je za dary, które łatwo pomylić z celem. Cauda pavonis daje temu ostrzeżeniu obraz: piękny ogon pawia nie jest jeszcze Kamieniem.

Oczy Argusa i ciało, które nie gnije

Paw miał też w tradycji antycznej i chrześcijańskiej znaczenia pozytywne, które alchemicy dobrze znali. Owidiusz w pierwszej księdze Metamorfoz opowiada, że Junona, gdy Merkury zabił stuokiego Argusa, przeniosła jego oczy na ogon swojego ulubionego ptaka. Oczka na pawich piórach były więc oczami czuwającego strażnika, a paw stawał się obrazem wszechwidzenia. W alchemicznym kontekście można to odczytać jako wskazówkę, że w fazie wielobarwności materia zaczyna widzieć, staje się zdolna do światła, choć to światło jest jeszcze rozproszone w wielu oczach.

Mit ma jeszcze jeden aspekt, wymowny dla hermetycznego czytelnika. To Merkury zabił Argusa, a Junona przeniosła jego oczy na pawia. Merkuriusz, główny bohater alchemicznego dzieła, okazuje się tu sprawcą przemiany, w której śmierć strażnika rodzi piękno ptaka. Wątek ten nie musiał być świadomie rozwijany przez autorów alchemicznych, ale pokazuje, jak łatwo antyczne mity wpisywały się w strukturę hermetycznych obrazów.

Chrześcijaństwo dodało do tego wątku przekonanie o nieśmiertelności. Augustyn w Państwie Bożym opisuje, że w Kartaginie podano mu pieczonego pawia, a on, chcąc sprawdzić krążące przekonanie, kazał zachować kawałek mięsa i po upływie roku znalazł je niezepsute. Opowieść ta, w połączeniu z faktem, że paw corocznie traci i odnawia swoje pióra, sprawiła, że wczesnochrześcijańska sztuka uczyniła z pawia symbol zmartwychwstania i życia wiecznego. Pawie pojawiają się w katakumbach, na sarkofagach i w mozaikach, zwykle obok źródła życia lub kielicha.

Dla alchemii ten wątek był szczególnie cenny. Faza wielobarwności następuje po czerni, po śmierci i rozkładzie materii. Że pojawia się w niej paw, ptak nieśmiertelności, znaczy, że rozkład nie był końcem, lecz przejściem ku nowemu życiu. Zwodnicze bogactwo barw jest więc zarazem pierwszym znakiem zmartwychwstania, choć jeszcze nie samym zmartwychwstaniem.

Tęcza i jedno światło

Wielu autorów zestawiało pawi ogon z tęczą. Porównanie jest naturalne: tęcza również ukazuje wszystkie barwy naraz i również pojawia się po ciemności, po burzy. W tradycji biblijnej tęcza jest znakiem przymierza, które Bóg zawarł z Noem po potopie, obietnicą, że świat nie zostanie już zniszczony. W tradycji antycznej Iris, uosobienie tęczy, była posłanniczką Junony, a więc pani pawia. Obie tradycje łączą się w obrazie, w którym wielobarwność po ciemności jest znakiem pojednania i nadziei.

Biblia zna tęczę również w kontekście bardziej tajemniczym niż przymierze z Noem. Prorok Ezechiel, opisując widzenie chwały Bożej, mówi, że blask wokół tronu wyglądał jak łuk na obłokach w dzień deszczu, a Apokalipsa umieszcza tęczę wokół tronu, na którym zasiada Bóg. Tęcza staje się w tych tekstach przedsionkiem chwały, barwnym kręgiem otaczającym światło, na które nie da się spojrzeć bezpośrednio. Hermetyczny czytelnik mógł w tym widzieć potwierdzenie, że wielobarwność należy do progu, a nie do wnętrza świętości.

Tęcza nie jest jednak jeszcze słońcem. Jest jego odbiciem, rozszczepionym w kroplach deszczu, wspaniałym, lecz pośrednim. W tym leży głęboki sens fazy pawiego ogona. Wielobarwność jest zapowiedzią światła, ale światłem rozproszonym; dopiero w bieli barwy mają zbiec się w jedno, a w czerwieni ostatniej fazy osiągnąć pełnię. Biel nie jest więc w tej lekturze brakiem barw, lecz ich zjednoczeniem, a pawi ogon jest momentem, w którym wszystkie one są już obecne, choć jeszcze nie zgodzone.

Historia nauki przyniosła tu zbieżność, która nie ma związku z alchemiczną symboliką, a jednak trudno ją przemilczeć. Isaac Newton, który poza optyką i mechaniką poświęcił wiele lat studiom alchemicznym, wykazał w 1672 roku, że białe światło jest złożeniem wszystkich barw widma. Nie dowodzi to niczego w sprawie duchowego sensu cauda pavonis i nie należy wyprowadzać z tego żadnych wniosków o jej prawdziwości. Pokazuje tylko, że intuicja, według której biel zawiera w sobie wszystkie kolory, nie była obca umysłom, które przez wieki rozmyślały nad barwami.

Pawi ogon pozostaje więc symbolem przejścia między dwoma stanami jedności: jednolitą czernią, w której wszystko zostało rozpuszczone, i jednolitą bielą, w której wszystko zostanie zgromadzone. Pomiędzy nimi rozciąga się czas mnogości, piękna i pokusy, w którym adept widzi bogactwo, ale nie może go jeszcze posiąść. Kto przejdzie przez ten czas, nie dając się zatrzymać, dojdzie do światła, które zawiera wszystkie barwy. Kto się zatrzyma, pozostanie z pięknym ogonem, który za rok, jak u każdego pawia, opadnie na ziemię.