Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Alchemia

Merkury, Siarka i Sól – tria prima

W hermetycznej antropologii Merkury, Siarka i Sól są trzema wymiarami jednego bytu – duchem, duszą i ciałem – za pomocą których Paracelsus, Jakub Böhme i ich następcy opisywali człowieka jako mikrokosmos, odbijający w sobie trójjedyny porządek stworzenia i drogę jego odrodzenia.

Ścięcie króla - mortificatio, „Splendor Solis”, 1582, British Library
Ścięcie króla - mortificatio, „Splendor Solis”, 1582, British Library

Od dwóch zasad do trzech

Średniowieczna alchemia łacińska, dziedziczka pism przypisywanych Dżabirowi ibn Hajjanowi, opisywała świat metali za pomocą pary zasad: Siarki i Merkurego. Siarka była w niej pierwiastkiem ognistym, czynnym i kształtującym, Merkury – wilgotnym, biernym i przyjmującym. Para ta od początku miała wymiar symboliczny, ponieważ odpowiadała odwiecznej parze przeciwieństw: Słońcu i Księżycowi, mężczyźnie i kobiecie, królowi i królowej, których zaślubiny ilustrowano w traktatach takich jak Rosarium philosophorum. Dopiero jednak wprowadzenie trzeciej zasady pozwoliło temu językowi stać się pełną antropologią.

Dokonał tego Paracelsus (1493/1494–1541), który w pismach z lat dwudziestych i trzydziestych XVI wieku, zwłaszcza w Opus paramirum (1531), dołączył do dawnej pary Sól. Każde ciało stworzone miało według niego składać się z trzech „substancji”, a nie z dwóch. Przejście od dwójni do trójni ma doniosłość większą, niż mogłoby się wydawać. Para przeciwieństw jest zawsze dramatem napięcia i zjednoczenia; trójnia wprowadza do niego to, co trzecie i zespalające, nośnik, w którym napięcie może się wcielić i trwać. Paracelsiści chętnie widzieli w tej strukturze odbicie Trójcy Świętej w stworzeniu: skoro Bóg jest jeden w trzech osobach, także każde jego dzieło nosi w sobie trójjedyną sygnaturę.

Trzeba od razu zaznaczyć, że tria prima nie były w zamyśle hermetycznych autorów trzema substancjami do wydzielenia w naczyniu, lecz trzema zasadami bytu, obecnymi w każdej rzeczy i w każdym człowieku. Mówiąc o Merkurym, Siarce i Soli „filozoficznych”, adepci wyraźnie odróżniali je od rtęci, siarki i soli kupowanych u aptekarza; przymiotnik ten był sygnałem, że chodzi o porządek natury i ducha, nie o zawartość słoja.

Paracelsus i człowiek jako mały świat

Podstawą paracelsjańskiej antropologii jest przekonanie, że człowiek jest mikrokosmosem, małym światem, który zawiera w sobie wszystko, co zawiera wielki świat, makrokosmos. Gwiazdy, żywioły, minerały i rośliny mają swoje odpowiedniki w ludzkim ciele i duszy, a poznanie siebie i poznanie wszechświata są dwiema stronami jednej wiedzy. Lekarz, filozof i adept muszą czytać świat jak księgę, w której każda rzecz zapisana jest znakiem odsyłającym do człowieka, i człowieka jak księgę, w której zapisany jest cały świat.

W tę wizję wpisują się trzy zasady. Ponieważ wszystko, co istnieje, składa się z Merkurego, Siarki i Soli, także człowiek składa się z nich na każdym poziomie swojego istnienia. Paracelsus odróżniał w człowieku ciało widzialne, elementarne, od ciała niewidzialnego, gwiezdnego, oraz od nieśmiertelnej duszy pochodzącej bezpośrednio od Boga. Trójnia zasad powtarza się więc w trójni człowieka: to, co trwałe i cielesne, to, co ruchliwe i pośredniczące, oraz to, co ogniste i ożywiające, odnajduje się zarówno w kamieniu, jak w ludzkim sercu.

Najważniejsze jest jednak to, że zasady te nie stanowią statycznego schematu. U Paracelsusa wszystko jest żywe, wszystko dojrzewa, wszystko podlega przemianie zmierzającej ku doskonałości. Trzy zasady są więc trzema sposobami uczestniczenia w tym ruchu: Merkury płynie, Siarka płonie, Sól zachowuje. Człowiek, który rozumie te trzy sposoby w sobie samym, zaczyna rozumieć, jak dokonuje się w nim przemiana i co w niej jest jego własnym zadaniem.

Paracelsjańska kosmogonia, rozwinięta szczególnie w przypisywanej mu Philosophia ad Athenienses, ukazuje stworzenie jako wyłanianie się wielości z jednej pierwotnej tajemnicy, mysterium magnum. Bóg nie lepi świata z gotowego tworzywa, lecz go oddziela: z niepodzielnej głębi wyłaniają się żywioły, z żywiołów rodzaje i gatunki, a we wszystkim, co oddzielone, pozostaje ślad pierwotnej jedności w postaci trzech zasad. Stworzenie jest więc wielkim rozdzieleniem, a przemiana – zarówno w naturze, jak w duszy – drogą powrotu, na której to, co rozproszone, odzyskuje zgodę. Adept, który pracuje nad sobą, powtarza w małym świecie to, co Bóg dokonał w wielkim, tyle że w przeciwnym kierunku: od rozdarcia ku jedności.

Duch, dusza i ciało

W klasycznym przyporządkowaniu, które utrwaliło się w hermetycznej literaturze XVI i XVII wieku, Merkury odpowiada duchowi, Siarka duszy, a Sól ciału. Nie wszyscy autorzy trzymali się tej kolejności – zdarzają się teksty, w których role Merkurego i Siarki zostają odwrócone – lecz ten układ okazał się najtrwalszy i najbardziej płodny.

Merkury jako duch jest zasadą lotną, przenikliwą i jednoczącą. Nie bez powodu nosi imię boskiego posłańca: łączy górę z dołem, przenosi wpływy, przekracza granice form. W człowieku odpowiada mu to, co otwarte na wyższe, zdolność przyjmowania światła i przekazywania go dalej, ale także niestałość, którą hermetycy przedstawiali jako uciekającego Merkurego, trudnego do schwytania. Duch bez zakotwiczenia rozwiewa się jak opar.

Siarka jako dusza jest ogniem indywidualnego życia, pragnieniem, wolą, barwą i zapachem rzeczy, tym, co czyni każdą istotę właśnie tą, a nie inną. W człowieku jest siłą miłości i gniewu, zapału i namiętności, ośrodkiem jego osobowej obecności. Ta sama Siarka może jednak być „zewnętrzna” i „spalająca”, gdy pragnienie zwraca się ku samemu sobie; alchemicy duchowi odróżniali Siarkę nieczystą, którą trzeba odłączyć, od Siarki wewnętrznej, nieulegającej zniszczeniu, będącej iskrą boskiego ognia w duszy.

Sól jako ciało jest zasadą trwałości, formy i zespolenia. To ona sprawia, że duch i dusza mają gdzie zamieszkać, że doświadczenie zostaje utrwalone, że przemiana może osiągnąć kształt. Chrześcijańscy hermetycy przywoływali tu słowa Ewangelii: „Wy jesteście solą ziemi” (Mt 5,13). Sól nie jest więc jedynie ciężarem materii. Jest także mądrością wcieloną, smakiem, który nie wietrzeje, wiernością, dzięki której duchowe poznanie staje się sposobem życia. Wielkie Dzieło w tej lekturze polega na tym, by trzy zasady przestały się wzajemnie zwalczać: by duch nie uciekał, dusza nie spalała siebie, a ciało nie przytłaczało obu.

Duchowa alchemia opisuje tę zgodę jako dwa przeciwne ruchy dokonywane na trzech zasadach. To, co trwałe, musi zostać uczynione lotnym, a to, co lotne – utrwalone; ciało ma zostać uduchowione, a duch ucieleśniony. Siarka, jako dusza, jest w tym procesie ośrodkiem i miejscem decyzji: od jej oczyszczenia zależy, czy ogień, który niesie, będzie niszczył, czy przemieniał. Emblematyczna ikonografia przedstawiała tę jedność na różne sposoby, jako trójkąt wpisany w okrąg, jako trzygłowego smoka albo jako trzy postacie złączone w jednym ciele. Za każdym razem chodziło o to samo: trzy zasady nie mają zostać rozdzielone na zawsze, lecz pojednane w nowym, nieskażonym bycie, który hermetycy nazywali kamieniem.

Jakości Jakuba Böhmego

Najgłębszą przemianę paracelsjańska triada przeszła w teozofii Jakuba Böhmego (1575–1624), szewca z Görlitz, który alchemiczne słownictwo uczynił językiem opisu narodzin Boga w sobie samym i narodzin świata. W De signatura rerum (1622) oraz w innych pismach Böhme opisuje siedem jakości, czyli „duchów źródłowych”, w których odwieczna wola, pragnąca się poznać, wychodzi z bezdennej ciszy ku objawieniu. Pierwsze trzy jakości – ściągające pożądanie, kłujący ruch i trwoga obracającego się koła – tworzą ciemny ośrodek natury; Böhme wiąże je z trzema zasadami paracelsjańskimi, mówiąc o Soli, Merkurym i Siarce jako o siłach działających w każdej rzeczy.

Sens tego przekształcenia jest teologiczny i zarazem egzystencjalny. Trzy pierwsze jakości, pozostawione samym sobie, są męką: zaciskającym się pragnieniem, niepokojem i trwogą. Dopiero czwarta jakość, ogień, w którym ciemna natura spotyka boskie światło, przemienia ten mroczny wir w radość, miłość i harmonię. Böhme opisuje to jako przemianę gniewu w łagodność, jako przejście przez śmierć ku światłu. Merkury, Siarka i Sól nie są tu więc złem do usunięcia, lecz surowym tworzywem, które musi przejść przez ogień, aby stać się naczyniem chwały.

W człowieku dzieje się to samo. Dusza nosi w sobie ciemne koło pragnienia i trwogi, a odrodzenie polega na tym, że w jej ośrodku zapala się światło, które nie niszczy natury, lecz ją przemienia. Böhme pisał o kamieniu filozofów jako o Chrystusie narodzonym w duszy; alchemiczna triada stała się w jego dziele opisem wewnętrznej drogi od rozdarcia do pojednania. Jego wpływ był ogromny: od angielskich behmenistów XVII wieku, przez pietystów i Louisa-Claude'a de Saint-Martina, aż po teozofów romantyzmu.

Khunrath i późniejsze dziedzictwo

Równolegle do Böhmego triadę rozwijał Heinrich Khunrath, którego Amphitheatrum sapientiae aeternae (1595, rozszerzone 1609) łączy alchemiczne terminy z wersetami Pisma i kontemplacją Bożej Mądrości. U Khunratha kamień filozofów ma budowę trójjedyną, a jego przygotowanie jest zarazem pracą natury i darem łaski. Trzy zasady wpisują się w szerszą wizję, w której stworzenie jest przeniknięte Duchem, a adept, modląc się i pracując, uczestniczy w jego odnowieniu. Sól nabiera u niego szczególnego znaczenia jako znak mądrości, która utrwala to, co zostało objawione.

W kolejnych stuleciach tria prima stały się jednym z trwałych elementów zachodniej ezoteryki. Osiemnastowieczne kręgi różokrzyżowe, zwłaszcza niemiecki Złoty i Różany Krzyż, czytały je przez pryzmat Paracelsusa i Böhmego, łącząc z modlitwą i ideą duchowego odrodzenia. W XIX wieku Éliphas Lévi wpisał Merkurego, Siarkę i Sól w swój wykład wielkiego czynnika magicznego, a hermetyczne zakony przełomu wieków, z Hermetycznym Zakonem Złotego Brzasku na czele, włączyły triadę do rozbudowanych tablic odpowiedniości, zestawiając ją z żywiołami, literami hebrajskimi i stopniami inicjacji. Rudolf Steiner w swoich wykładach używał pojęć procesów solnych, merkurialnych i siarkowych do opisu człowieka jako jedności myślenia, rytmu i woli.

Za wszystkimi tymi przekształceniami stoi jedna intuicja, której źródłem pozostaje Paracelsus: człowiek nie jest zlepkiem ciała i ducha, lecz żywą trójjednią, w której to, co lotne, to, co ogniste, i to, co trwałe, muszą znaleźć wzajemną zgodę. Hermetyczna antropologia nie każe uciekać od ciała ani zatracać się w duchu. Każe szukać takiego porządku, w którym duch daje duszy światło, dusza daje ciału życie, a ciało daje obu miejsce, gdzie światło i życie mogą się stać rzeczywistością. Tak rozumiane tria prima są nie tyle teorią materii, ile mapą drogi ku pełni człowieczeństwa.