Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Alchemia

Michael Maier i Arcana arcanissima – mity jako szyfr alchemii

Arcana arcanissima z 1614 roku to pierwsza wielka próba Michaela Maiera odczytania mitologii egipskiej i greckiej jako zaszyfrowanego opisu Wielkiego Dzieła, w której Ozyrys, złote runo i bohaterowie Homera stają się hieroglifami jednej, ukrytej przed profanami nauki o przemianie.

Michael Maier w wieku 48 lat, miedzioryt Matthäusa Meriana z 1617 roku z „Atalanta fugiens” – domena publiczna
Michael Maier w wieku 48 lat, miedzioryt Matthäusa Meriana z 1617 roku z „Atalanta fugiens” – domena publiczna · Wikimedia Commons

Książka z angielskich lat

Michael Maier przybył do Anglii około 1611 roku, po latach spędzonych w Pradze w otoczeniu Rudolfa II. Pobyt na Wyspach, trwający do mniej więcej 1616 roku, pozostaje słabo udokumentowany, ale wiadomo, że Maier szukał tam kontaktów z lekarzami i uczonymi, a może także z dworem Jakuba I. Owocem tych lat jest Arcana arcanissima, hoc est Hieroglyphica Aegyptio-Graeca, wydana bez miejsca i nazwiska drukarza, najpewniej w Londynie, i opatrzona dedykacją dla Sir Williama Paddy'ego, lekarza królewskiego. Jest to pierwsze obszerne dzieło Maiera poświęcone alchemii i zarazem książka programowa: zapowiada metodę, którą rozwinie w kolejnych latach.

Sam podtytuł mówi wiele. „Hieroglify egipsko-greckie” to nie tylko odwołanie do mody na egipskie znaki, którą renesans odziedziczył po Hieroglyphica Horapollona, odnalezionej w 1419 roku i wydanej drukiem w 1505. To także deklaracja hermeneutyczna. Mit jest dla Maiera hieroglifem w ścisłym sensie: obrazem, który ukrywa i zarazem przechowuje wiedzę, czytelną tylko dla tego, kto zna klucz. Kluczem tym jest alchemia.

Teza o poetach-adeptach

Zasadnicze założenie Arcana arcanissima jest śmiałe. Starożytni kapłani egipscy i greccy poeci – Orfeusz, Homer, Hezjod – posiadali według Maiera wiedzę o tajemnicy przemiany metali i natury, ale nie mogli jej wyłożyć jawnie, aby nie wpadła w ręce niegodnych. Ubrali ją więc w opowieści o bogach i herosach, które przez wieki brano za historię albo za zmyślenie poetyckie, podczas gdy w istocie były szyfrem. Mitologia jest w tym ujęciu ogromnym traktatem alchemicznym, napisanym językiem obrazów i przekazywanym przez pokolenia, które nie rozumiały, co powtarzają.

Teza ta nie była całkowicie nowa. Już w bizantyjskim leksykonie Suda z X wieku zapisano, że złote runo nie było skórą barana, lecz księgą pisaną na pergaminie, uczącą wytwarzania złota. Giovanni Aurelio Augurello w poemacie Chrysopoeia, wydanym w 1515 roku, posługiwał się chętnie mitologicznym obrazowaniem, a w XVI wieku pojawiały się kolejne próby alchemicznej egzegezy mitów. Maier jednak jako pierwszy przeprowadził ją systematycznie, księga po księdze, od Egiptu po Troję, i oparł na tak rozległej erudycji klasycznej. Był znakomitym latynistą i znawcą antycznej literatury, co nadaje jego wywodom gęstość niespotykaną u poprzedników.

Warto przy tym zauważyć, jak Maier rozumie relację między mitem a prawdą. Nie twierdzi, że bogowie nie istnieli albo że poeci kłamali. Twierdzi, że ich opowieści mają sens wyższy niż dosłowny i że ten sens dotyczy natury – jej ukrytych procesów, zarodków, ognia i wody. Jest to więc alegoreza w duchu starożytnych stoików i neoplatoników, którzy także czytali Homera jako zawoalowaną fizykę lub teologię, tyle że z nową treścią. Maier stoi w długiej tradycji interpretacji mitu, ale wprowadza do niej klucz, którego tamci nie używali.

Ozyrys rozczłonkowany i złożony na nowo

Egipska część dzieła koncentruje się wokół Ozyrysa, Izydy, Tyfona i Horusa. Mit o bogu zabitym przez brata, którego ciało zostaje pocięte na części i rozrzucone, a następnie zebrane przez wierną małżonkę i przywrócone do życia, nadaje się do alchemicznej lektury wyjątkowo dobrze. Maier znał go przede wszystkim z traktatu Plutarcha O Izydzie i Ozyrysie i z Diodora Sycylijskiego, a jego interpretacja dotyka samego rdzenia hermetycznej wyobraźni: śmierci i rozpadu, który jest warunkiem odrodzenia.

Tyfon, siła niszcząca i ognista, odpowiada w tym odczytaniu działaniu, które rozkłada materię i pozbawia ją dawnej formy. Rozczłonkowanie Ozyrysa to rozpuszczenie, rozproszenie członków po świecie – rozdzielenie składników. Izyda, zbierająca szczątki i wiążąca je na nowo, jest mocą jednoczącą, wilgotną i księżycową, która przywraca całość. Horus, syn zrodzony z tego zjednoczenia, to owoc Dzieła: nowe ciało, doskonalsze od tego, które uległo zniszczeniu. W tej sekwencji łatwo rozpoznać wzorzec obecny w wielu traktatach, ale Maier nadaje mu szczególną wagę dzięki temu, że wyprowadza go z mitu uchodzącego za najstarszy.

Ważne jest, że ta lektura nie jest u Maiera wyłącznie technologiczna. Ozyrys to również Słońce, Izyda – Księżyc i natura, a ich rozłączenie i ponowne spotkanie odpowiadają kosmicznemu rytmowi, w którym światło umiera i powraca. Alchemia w tej perspektywie nie jest jedną z technik, lecz odbiciem prawa, które rządzi całym stworzeniem. Kto rozumie mit Ozyrysa, rozumie zarówno przemianę w naczyniu, jak i cykl dnia, roku i życia.

Trzeba jednak zachować rozróżnienie, które sam Maier nie zawsze wyraźnie przeprowadza. Jego egzegeza zakłada, że mit opisuje rzeczywisty proces w materii, a nie wyłącznie przemianę duszy; nie jest więc alegorią czysto duchową w tym sensie, w jakim XIX-wieczni interpretatorzy chcieli widzieć całą alchemię. Zarazem Maier nigdy nie przekłada mitu na wykonalną recepturę: nie podaje proporcji, temperatur ani nazw odczynników, które pozwalałyby powtórzyć opisywane działanie. Pozostaje na poziomie zasad i obrazów, gdzie przemiana materii i przemiana człowieka splatają się tak ściśle, że rozdzielenie ich byłoby dla niego sztuczne. Właśnie ta strefa pośrednia czyni jego książkę ważną dla alchemii duchowej.

Złote runo i wyprawa Argonautów

Opowieść o Jazonie i złotym runie jest drugim wielkim ogniskiem Arcana arcanissima. Maier przejmuje od Sudy myśl o runie jako księdze sztuki, ale idzie dalej: cała wyprawa staje się alegorią Dzieła. Baran o złotej sierści, który przeniósł Fryksosa przez morze, to materia zawierająca nasienie złota. Kolchida, kraj na krańcu świata, jest miejscem trudnym do osiągnięcia, tak jak trudny do osiągnięcia jest cel sztuki. Statek Argo, zbudowany z pomocą Ateny, przypomina naczynie, w którym przebiega praca, a liczni herosi na jego pokładzie – różne siły i substancje, które muszą współdziałać.

Na miejscu Jazon musi wykonać zadania nadludzkie: zaprząc ziejące ogniem byki o spiżowych kopytach, zasiać zęby smoka, z których wyrastają zbrojni wojownicy, i uśpić smoka strzegącego runa. Maier odczytuje te próby jako kolejne etapy opanowania ognia i materii. Kluczowa jest rola Medei, czarodziejki, bez której Jazon nie zdołałby niczego dokonać. Medea uosabia wiedzę o naturze i jej ukrytych mocach, sztukę, która prowadzi bohatera tam, gdzie sama siła zawodzi. W tej postaci mit podsuwa myśl, że adept nie zdobywa skarbu wyłącznie własnym wysiłkiem, lecz z pomocą mądrości, która przychodzi z zewnątrz.

Interpretacja ta ma swoje słabe punkty, które łatwo dziś wskazać. Maier dopasowuje szczegóły mitu do schematu z dużą swobodą i nie zawsze konsekwentnie; ten sam element może u niego oznaczać raz jedną substancję, raz inną. Jest to jednak cecha nie tylko jego metody, ale całej alegorezy: znak wieloznaczny pozwala wydobyć z opowieści wiele warstw. W kontekście nowożytnej alchemii wieloznaczność była zresztą świadomie praktykowana jako sposób ochrony tajemnicy.

Homer i Herakles w laboratorium symboli

Dalsze części dzieła sięgają po mitologię heroiczną i homerową. Prace Heraklesa, z ich walkami z potworami i zstąpieniem do podziemi, dostarczają Maierowi obrazów oczyszczenia i zwycięstwa nad tym, co dzikie i niedoskonałe. Wojna trojańska, z jej długim oblężeniem i ostatecznym upadkiem miasta, staje się alegorią długotrwałej pracy, w której cierpliwość decyduje o zwycięstwie. W Odysei szczególną uwagę przyciąga ziele moly, które Hermes daje Odyseuszowi, aby uchronić go przed czarami Kirke: roślina o czarnym korzeniu i białym kwiecie, trudna do wyrwania dla śmiertelnych, nadaje się wręcz idealnie na symbol materii, która z ciemności wydaje światło.

W tej części najwyraźniej widać ambicję Maiera. Chce pokazać, że cała literatura klasyczna, a nie tylko pojedyncze mity, pozostaje w służbie jednej wiedzy. Homer, którego starożytni nazywali wychowawcą Hellady, okazuje się w jego oczach także nauczycielem sztuki hermetycznej. Takie twierdzenie brzmi dziś ekstrawagancko, ale w kontekście renesansowej idei prisca sapientia było konsekwentnym rozwinięciem przekonania, że najstarsi mędrcy znali prawdy, które później zostały rozproszone i zapomniane.

Nie należy przy tym przeceniać pewności, z jaką Maier formułuje swoje odczytania. Wielokrotnie zaznacza, że idzie śladami poprzedników, że jego interpretacje są propozycjami, a nie objawieniem. Jest to postawa humanisty, który pracuje na tekstach i świadomie ustawia się w szeregu komentatorów. Zarazem jednak przekonanie o tym, że mity są szyfrem, pozostaje u niego niewzruszone.

Mit jako pamięć Dzieła

Jakie miejsce zajmuje Arcana arcanissima w dziejach alchemii duchowej? Przede wszystkim przesuwa ją ku hermeneutyce. Alchemik staje się czytelnikiem, który odszyfrowuje dawne opowieści, a praca przy piecu zostaje włączona w szerszą pracę interpretacyjną. Maier był z wykształcenia lekarzem i nie lekceważył praktyki, ale w tej książce praktyka ustępuje miejsca refleksji nad tym, jak wiedza o naturze była przekazywana. Mit jest w tej perspektywie pamięcią ludzkości, w której zapisała się tajemnica przemiany.

Ta myśl wywarła trwały wpływ. Wątki z Arcana arcanissima wracają w późniejszych pismach samego Maiera, który sięgał po mity także w swoich książkach emblematycznych, a w XVIII wieku alchemiczna egzegeza mitologii rozwinęła się w osobny gatunek. W XX wieku podobne przekonanie – choć oparte na zupełnie innych przesłankach – podjęła psychologia głębi, widząc w mitach i obrazach alchemicznych wyraz tych samych struktur psychicznych. Maier nie był prekursorem psychologii w ścisłym sensie i trzeba się strzec takiego anachronizmu, ale jego intuicja, że mit i Dzieło mówią o tym samym procesie śmierci i odrodzenia, okazała się zdumiewająco płodna.

Dla współczesnego czytelnika wartość tej książki nie leży w tym, czy Homer rzeczywiście był alchemikiem. Leży w obrazie świata, w którym wszystko – mit, poezja, natura i dusza – jest ze sobą powiązane siecią odpowiedniości. Czytając Ozyrysa jako proces, a runo jako kamień, Maier traktuje dziedzictwo antyku jako żywe, wymagające odczytania na nowo w każdym pokoleniu. W tym sensie jego hieroglify egipsko-greckie są nie tylko kluczem do alchemii, ale także świadectwem humanistycznej wiary, że najstarsze opowieści nie przestały mówić prawdy.