Pelikan karmiący krwią jako obraz Kamienia
Pelikan, który według Fizjologa ożywia własne pisklęta krwią z rozdartej piersi, przeszedł z chrześcijańskiej symboliki Chrystusa do języka alchemii, gdzie oznacza zarazem naczynie, w którym materia krąży i wraca do siebie, oraz Kamień, który oddaje swoją moc, by odrodziły się inne ciała.

Ptak z Fizjologa
Opowieść o pelikanie zawdzięczamy przede wszystkim Fizjologowi, greckiemu zbiorowi alegorycznych opisów zwierząt, roślin i kamieni, powstałemu zapewne w Aleksandrii w pierwszych wiekach chrześcijaństwa i przełożonemu potem na łacinę, syryjski, ormiański i wiele innych języków. Tekst opowiada, że pelikan bardzo kocha swoje młode, ale gdy te podrosną, uderzają rodziców w twarz; rodzice oddają ciosy i zabijają je. Po trzech dniach matka, a według niektórych wersji ojciec, rozdziera sobie bok i skrapia martwe pisklęta krwią, a one ożywają.
Autor Fizjologa nie zostawia czytelnika z samą opowieścią. Natychmiast podaje jej sens: tak również Bóg, którego ludzie uderzyli, odwracając się od Niego, pozwolił, by Jego Syn został przebity na krzyżu, a krew i woda wypływające z Jego boku dały ludziom życie wieczne. Jako biblijne uzasadnienie przywołano wers psalmu, w którym psalmista mówi, że stał się podobny do pelikana na pustkowiu. Związek był w zasadzie przypadkowy, bo wers mówi o samotności, a nie o ofierze, ale wystarczył, by wprowadzić ptaka do świętego słownika.
Średniowieczni encyklopedyści przejęli ten wątek, choć niektórzy zachowywali ostrożność. Izydor z Sewilli w Etymologiach powtarza opowieść o pelikanie, który zabija swoje młode, opłakuje je przez trzy dni, a potem rani się i ożywia je własną krwią, ale wtrąca znaczące zastrzeżenie: „jeśli to prawda”. Dla historii symbolu ta wątpliwość jest bez znaczenia. Pelikan nie był ważny jako ptak opisany przez przyrodnika, lecz jako obraz, w którym można było zobaczyć tajemnicę odkupienia.
Nowożytni przyrodnicy próbowali wyjaśnić, skąd wzięła się legenda. Wskazywano, że pelikan, opróżniając wielki worek pod dziobem, przyciska dziób do piersi, co z daleka może wyglądać jak rozdzieranie jej, oraz że u niektórych gatunków dziób lub upierzenie w okresie lęgowym nabierają czerwonawej barwy. Żadne z tych wyjaśnień nie jest pewne i żadne nie tłumaczy wątku zabijania i ożywiania piskląt. Opowieść należy raczej do starożytnej skłonności, by w zwierzętach widzieć znaki moralne, a obserwacja przyrody była w niej punktem wyjścia, nie miarą prawdy.
Pelikan Chrystusa
Od średniowiecza pelikan stał się jednym z ulubionych symboli eucharystycznych. Umieszczano go na szczytach krucyfiksów, na tabernakulach, na ornatach i w witrażach, a w heraldyce angielskiej utrwaliło się nawet osobne określenie „pelikan w swojej pobożności” na wizerunek ptaka rozdzierającego pierś nad gniazdem. Każdy, kto przyjmował komunię, mógł w tym obrazie zobaczyć Chrystusa karmiącego wiernych własnym ciałem i krwią.
Dwa teksty szczególnie utrwaliły ten związek. Hymn Adoro te devote, tradycyjnie przypisywany Tomaszowi z Akwinu, choć jego autorstwo bywa kwestionowane, zwraca się do Chrystusa słowami „pobożny pelikanie, Panie Jezu”, prosząc, by obmył nieczystego swoją krwią, której jedna kropla może zbawić cały świat. Dante w dwudziestej piątej pieśni Raju nazywa świętego Jana tym, który spoczywał na piersi „naszego pelikana”, czyli Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Pelikan stał się więc nie tylko obrazem męki, ale też intymnej bliskości z Odkupicielem, od którego płynie życie.
Uwagę zwraca także liczba dni. Pisklęta leżą martwe przez trzy dni, zanim krew przywróci im życie, co dla chrześcijańskiego czytelnika było oczywistym echem trzech dni między śmiercią a zmartwychwstaniem. Alchemicy, którzy w swoich obrazach często przedstawiali okres śmierci i rozkładu poprzedzający odrodzenie, mogli w tym szczególe zobaczyć zapowiedź własnego dzieła: ożywienie nie następuje natychmiast, lecz po czasie spoczynku w ciemności, który trzeba przeczekać, nie przyspieszając go.
Ważne jest, że w tej symbolice chodzi o krew, która ożywia, a nie tylko o śmierć. Pelikan nie ginie bez celu; jego rana jest źródłem nowego życia dla innych. Ofiara jest tu zawsze przekazaniem, a krew jest nośnikiem mocy, która z jednego ciała przechodzi do wielu. Właśnie ten wątek okazał się dla alchemików najbardziej płodny.
Naczynie, które karmi samo siebie
Pierwsze alchemiczne zastosowanie nazwy pelikana jest dość konkretne. W XVI-wiecznych podręcznikach destylacji opisywano naczynie nazywane pelikanem: zamknięty zbiornik z wygiętymi ramionami, które wracają do jego brzucha, tak że to, co się unosi, spływa z powrotem do wnętrza. Kształt przypominał ptaka, który pochyla dziób ku własnej piersi, i stąd wzięła się nazwa. Nie będziemy tu omawiać zastosowań tego naczynia; wystarczy zauważyć, jak naturalnie jego forma wpisywała się w dawną symbolikę.
Dla autorów nastawionych na duchowe odczytanie dzieła ten szczegół techniczny stawał się obrazem. Naczynie, w którym to, co się unosi, wraca i ponownie wsiąka w materię, wyrażało zasadę krążenia, circulatio, i powtarzania, które dla duchowej alchemii są samą formą pracy. Dusza wznosi się i wraca, rozpuszcza się i zostaje związana, wiele razy, aż osiągnie trwałość. Pelikan karmiący młode własną krwią i naczynie, w którym materia karmi się sobą, stawały się dwoma obrazami tej samej zasady: przemiana dokonuje się w zamkniętym obiegu, w którym nic nie zostaje utracone, a wszystko powraca, coraz czystsze.
W tej lekturze pelikan jest więc także obrazem samego człowieka, który staje się naczyniem własnej przemiany. Nie otrzymuje on mocy z zewnątrz, lecz krąży wokół własnego wnętrza, przetwarzając w sobie to, co przeżył, i wracając do tego, co już raz przemyślał. Pierś, którą ptak rozdziera, to miejsce serca, a hermetyczni autorzy chętnie wskazywali serce jako właściwe naczynie dzieła.
Kamień, który oddaje się innym
Drugi alchemiczny sens pelikana dotyczy samego celu dzieła. Kamień Filozofów, w opisach jego najwyższej postaci, nie jest martwym skarbem, który się posiada, lecz mocą, która się udziela. Tradycja mówi, że Kamień w stanie doskonałości ma zdolność przemieniania innych ciał, przenikania ich i nadawania im swojej natury, a ponadto potrafi pomnażać tę moc. Alchemicy nazywali ją multiplicatio i opisywali ją jako płodność, dzięki której jedna doskonała rzecz rodzi wiele.
W tym miejscu pelikan okazywał się obrazem niemal doskonałym. Ptak oddaje swoją krew, aby ożyły jego dzieci; Kamień oddaje swoją tynkturę, aby odrodziły się metale niedoskonałe, a w duchowej lekturze dusze. Czerwień krwi odpowiadała czerwieni Kamienia w ostatniej fazie dzieła, a rozdarta pierś była obrazem jego otwarcia, w którym to, co wewnętrzne, wylewa się na zewnątrz. W późniejszych cyklach emblematów i w ilustrowanych rękopisach pelikan pojawia się zwykle w pobliżu końca dzieła, w towarzystwie innych obrazów spełnienia, takich jak feniks czy czerwony król.
Krew pelikana ma w słowniku alchemii swój biały odpowiednik. O materii w fazie bieli mówiono jako o lac virginis, mleku dziewicy, którym karmi się rodzące się dzieło, a obraz matki karmiącej należał do stałego repertuaru symboli tej sztuki. Pelikan dopełnia ten wizerunek w czerwieni: mleko odpowiada pierwszemu, łagodnemu pokarmowi, krew pokarmowi ostatecznemu, który daje pełnię siły. Obie postaci pokarmu wyrażają tę samą myśl, że dzieło nie rośnie samo z siebie, lecz jest karmione przez coś, co mu się oddaje.
Analogia między Kamieniem a Chrystusem nie była wynalazkiem późnych interpretatorów. Już w XIV wieku Petrus Bonus z Ferrary w Pretiosa margarita novella, traktacie wydanym drukiem w 1546 roku, porównywał tajemnicę alchemiczną z tajemnicami wiary: dziewiczym poczęciem, wcieleniem i zmartwychwstaniem. Pelikan, będący od wieków symbolem Chrystusa, w naturalny sposób wszedł w ten krąg odpowiedniości. Gdy alchemik mówił o Kamieniu, który oddaje się, by inne ciała mogły się odrodzić, jego słuchacz nie mógł nie myśleć o Odkupicielu, który oddał się dla zbawienia świata.
Granice analogii
Ta bliskość niosła jednak napięcie, które trzeba nazwać. Dla ortodoksyjnych teologów porównywanie Chrystusa z substancją wytwarzaną w naczyniu mogło brzmieć jak pomniejszenie tajemnicy wiary albo jak pycha człowieka, który chce własnymi rękami sporządzić to, co jest darem łaski. Alchemicy nastawieni na duchowe odczytanie dzieła odpowiadali zazwyczaj, że nie wytwarzają zbawienia, lecz rozpoznają w naturze odbicie tej samej tajemnicy, która w pełni objawiła się w Chrystusie. Natura miała być księgą, w której Bóg zapisał prawdy objawione także w Piśmie.
Pelikan pozwalał tę różnicę zachować. Nie był przecież samym Chrystusem, lecz Jego obrazem, a zarazem obrazem Kamienia. Obie lektury odsyłały do wspólnego wzoru, nie utożsamiając swoich przedmiotów. Kamień oddający się metalom nie był Chrystusem oddającym się ludziom, ale oba procesy mogły być widziane jako przejawy jednego prawa: życie przechodzi z jednego na wielu przez dar z siebie. Taki sposób myślenia, w którym przyroda i łaska są różne, lecz odpowiadają sobie, był dla hermetyków bardziej naturalny niż ostre rozdzielenie obu sfer.
Warto też pamiętać, że pelikan występuje w obu znaczeniach naraz: jako naczynie i jako Kamień. Ta podwójność ma swój sens. Krążenie w zamkniętym naczyniu jest drogą, a oddanie krwi jest celem; to, co karmi się sobą przez długi czas pracy, staje się w końcu tym, co może karmić innych. W duchowej lekturze oznacza to, że człowiek najpierw musi przemienić się w sobie, w cierpliwym obiegu oczyszczeń, zanim stanie się zdolny dawać. Pelikan, który rozdziera własną pierś, nie robi tego na początku drogi, lecz wtedy, gdy ma już co oddać.
Obraz ptaka pochylonego nad gniazdem okazał się zadziwiająco trwały. Przetrwał upadek dawnej historii naturalnej, która wierzyła w jego dosłowną prawdziwość, i przetrwał koniec epoki, w której alchemia była częścią wspólnej kultury uczonych. Pozostał, bo wyraża coś, czego dawne przyrodoznawstwo nie potrzebowało, by być prawdziwym: przekonanie, że najwyższa doskonałość nie polega na zatrzymaniu siebie, lecz na udzieleniu swojego życia innym. W języku alchemii ta myśl ma kształt czerwonego Kamienia; w języku wiary, kształt krzyża; w obu, kształt pelikana.
