Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Alchemia

Béroalde de Verville i alchemiczna lektura Hypnerotomachii

Paryska edycja Le Tableau des riches inventions z 1600 roku, przygotowana przez François Béroalde'a de Verville'a, odczytuje sen Polifila jako zasłoniętą alegorię Wielkiego Dzieła, a przedmowa i steganograficzny frontispis czynią z dawnego romansu podręcznik alchemicznej lektury.

„Le Tableau des riches inventions” François Béroalde’a de Verville’a, Paryż 1600 – domena publiczna
„Le Tableau des riches inventions” François Béroalde’a de Verville’a, Paryż 1600 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Kanonik, poeta i alchemik

François Béroalde de Verville urodził się w Paryżu w 1556 roku, a zmarł w Tours w 1626 roku. Był synem Matthieu Béroalde'a, humanisty i teologa protestanckiego, który wychowywał go w środowisku uczonych reformowanych, między Paryżem, Orleanem, Genewą i Sancerre. W dorosłym życiu François przeszedł na katolicyzm i został kanonikiem kapituły katedry Saint-Gatien w Tours, co zapewniło mu stabilne utrzymanie i czas na pisanie. Jego twórczość jest niezwykle różnorodna: obejmuje poezję religijną i filozoficzną, romanse, traktaty o rzeczach ciekawych, pisma o hodowli jedwabników, a także dzieło najsłynniejsze i najbardziej skandaliczne, Le Moyen de parvenir.

Zainteresowanie alchemią towarzyszyło mu od młodości. W 1583 roku wydał zbiór Les Appréhensions spirituelles, w którym obok poematów filozoficznych znalazły się Les Recherches de la pierre philosophale, wierszowany wykład o kamieniu filozoficznym. Béroalde nie był, o ile wiadomo, praktykiem laboratoryjnym na dużą skalę; jego alchemia jest przede wszystkim alchemią lektury, sztuką odczytywania ukrytych znaczeń w tekstach i obrazach. Ta postawa wyjaśnia, dlaczego to właśnie on, a nie zawodowy adept, podjął się alchemicznej interpretacji jednej z najbardziej zagadkowych książek renesansu.

Jego umysł łączył erudycję z upodobaniem do gry. Béroalde lubił zagadki, anagramy, kalambury i podwójne znaczenia, a w jego dziełach powaga często przechodzi w żart, a żart w powagę. Ta cecha nie oznacza, że jego alchemiczne zainteresowania były nieszczere. Wskazuje raczej, że dla niego ukrywanie i odsłanianie sensu było naturalnym sposobem myślenia, w którym literatura, filozofia i hermetyzm splatały się w jedną całość. Wychowanie w domu protestanckiego humanisty, a potem życie katolickiego kanonika, nauczyły go też, jak wiele może zależeć od tego, kto czyta tekst i w jakim duchu. Spór o interpretację Pisma był w jego epoce sporem o prawdę, władzę i zbawienie, a doświadczenie tego sporu mogło wyostrzyć jego wrażliwość na wielowarstwowość każdego słowa.

Nowa szata starego snu

Hypnerotomachia Poliphili ukazała się w Wenecji w 1499 roku nakładem Aldusa Manucjusza i szybko zyskała sławę jako jedno z najpiękniej ilustrowanych dzieł wczesnej typografii. W 1546 roku Jacques Kerver wydał w Paryżu jej francuski przekład, przypisywany Jeanowi Martinowi, który dostosował tekst do gustu francuskich czytelników i znacznie go skrócił. To właśnie ten przekład stał się podstawą edycji z 1600 roku, wydanej w Paryżu przez Matthieu Guillemota pod wymownym tytułem Le Tableau des riches inventions couvertes du voile des feintes amoureuses, qui sont représentées dans le Songe de Poliphile.

Tytuł zawiera już cały program interpretacyjny. Mowa w nim o bogatych wynalazkach, czyli o głębokich treściach, ukrytych pod zasłoną miłosnych fikcji. Romans Polifila i Polii, opowieść o miłości, śnie i wędrówce przez świat antycznych ruin, ma według Béroalde'a jedynie zewnętrzną powłokę. Pod nią kryje się wiedza, którą należy odsłonić, i to właśnie zadanie bierze na siebie nowy wydawca. Dawny przekład otrzymuje w ten sposób nową funkcję: przestaje być wyłącznie literacką ciekawostką, a staje się tekstem do rozszyfrowania.

Edycja z 1600 roku nie zmienia zasadniczo samego tekstu przekładu ani rycin, które w znacznej mierze nawiązywały do wydania Kervera. Nowością jest rama, w którą Béroalde wpisuje dzieło: przedmowa, frontispis i ogólne objaśnienie, które ustawiają lekturę w zupełnie nowym kluczu. Czytelnik, który bierze do ręki tę książkę, otrzymuje od razu wskazówkę, że wszystko, co zobaczy i przeczyta, należy rozumieć jako zaszyfrowany zapis tajemnicy.

Przedmowa jako klucz

Przedmowa Béroalde'a, którą nazywa on zbiorem steganograficznym, jest najważniejszym elementem całej edycji. Słowo steganografia oznaczało w epoce sztukę ukrytego pisania, przekazywania treści w sposób, którego niewtajemniczony nie dostrzeże. Termin był związany z imieniem Jana Trithemiusa, opata ze Sponheim, którego Steganographia krążyła w odpisach i budziła podejrzenia o magię. Béroalde używa go w szerszym znaczeniu: steganografia to dla niego każda literatura, która mówi więcej, niż wydaje się mówić, a sen Polifila jest jej szczególnie wybitnym przykładem.

W przedmowie Béroalde wyjaśnia, że autor Hypnerotomachii ukrył w opowieści o miłości i architekturze naukę o przemianie, którą filozofowie zawsze przekazywali w alegoriach. Wędrówka Polifila przez krajobrazy, budowle i ogrody odpowiada według tej lektury etapom Dzieła, a postaci, które spotyka, oraz obrzędy, w których uczestniczy, są obrazami operacji i substancji. Poszukiwanie ukochanej Polii staje się poszukiwaniem kamienia, a ostateczne zjednoczenie kochanków odpowiada połączeniu przeciwieństw, które wieńczy alchemiczny proces.

Béroalde nie twierdzi przy tym, że jego interpretacja jest jedyną możliwą. Przyznaje, że dzieło może być czytane na wiele sposobów, i zachęca czytelnika, by sam szukał w nim ukrytych znaczeń. Jego przedmowa jest raczej zaproszeniem niż wykładem, wskazówką, która otwiera drogę, ale nie zamyka innych ścieżek. Ta postawa jest charakterystyczna dla renesansowej kultury alegorii, w której tekst nie miał jednego znaczenia, lecz wiele warstw, odsłaniających się w zależności od przygotowania czytelnika.

Metoda Béroalde'a ma zresztą długi rodowód. Już starożytni komentatorzy czytali Homera jako skarbnicę filozofii natury i etyki, a średniowiecze stworzyło Ovide moralisé, w którym mity Owidiusza zostały objaśnione jako nauki chrześcijańskie. Alchemicy przejęli tę technikę wcześnie i stosowali ją do mitów o złotym runie, o Jazonie czy o ogrodzie Hesperyd, widząc w nich zaszyfrowane opisy sztuki. Béroalde czyni krok dalej: nie sięga po mit antyczny, lecz po nowożytny romans, którego autor żył zaledwie sto lat wcześniej, i traktuje go z tą samą powagą, z jaką dawni egzegeci traktowali poetów starożytności.

Obraz, który mówi więcej niż tekst

Najbardziej zagadkowym elementem edycji jest frontispis, nazywany przez badaczy steganograficznym. Przedstawia on złożoną kompozycję postaci, zwierząt, roślin i przedmiotów, ułożonych w sposób, który na pierwszy rzut oka wydaje się czysto dekoracyjny. Béroalde objaśnia jednak, że każdy element ma swoje znaczenie i że cały obraz jest zapisem Dzieła w formie emblematu. Rycina staje się w ten sposób streszczeniem całej książki, a zarazem kluczem do jej odczytania.

Interpretacja tego frontispisu sprawiała trudności już współczesnym, a i dziś badacze nie są zgodni co do znaczenia wszystkich jego szczegółów. Pewne jest, że obraz łączy motywy znane z alchemicznej ikonografii z elementami zaczerpniętymi z samej Hypnerotomachii i z tradycji emblematycznej. Jest to przykład sztuki, w której obraz nie ilustruje tekstu, lecz współtworzy znaczenie, a niekiedy mówi więcej niż słowa. Béroalde, jako autor ukrywający i odsłaniający, czuł się w takiej formie szczególnie dobrze.

Frontispis pokazuje również, jak zmieniało się rozumienie emblematu na przełomie XVI i XVII wieku. W tym samym czasie w Niemczech i Niderlandach powstawały wielkie cykle emblematów alchemicznych, które miały zyskać sławę w kolejnych dekadach. Béroalde wyprzedza nieco ten nurt i przenosi go na grunt francuski, łącząc go z dziedzictwem włoskiego renesansu. Jego edycja należy do momentu, w którym alchemia coraz wyraźniej staje się sztuką obrazu, a obraz – narzędziem wtajemniczenia.

Nie bez znaczenia był także klimat intelektualny Paryża około 1600 roku. W tych latach na dworze Henryka IV działali lekarze sympatyzujący z medycyną Paracelsusa, tacy jak Joseph Du Chesne, a paryski wydział medyczny prowadził z nimi ostry spór, który zakończył się formalnym potępieniem nowych środków chemicznych. Alchemia była więc tematem żywym i kontrowersyjnym, a książka przedstawiająca ją jako wiedzę ukrytą w wielkim dziele literackim trafiała do czytelników, którzy znali te debaty. Béroalde nie zabierał w nich głosu jako lekarz, ale jego edycja należała do tego samego pejzażu, w którym hermetyzm walczył o uznanie wśród ludzi wykształconych.

Le Moyen de parvenir jako tło

Aby zrozumieć alchemiczną lekturę Béroalde'a, warto spojrzeć na jego najsłynniejsze dzieło, Le Moyen de parvenir, wydane anonimowo około 1610 roku. Jest to książka w formie biesiady, w której zgromadzeni przy stole uczeni, filozofowie i postaci historyczne prowadzą chaotyczną, często obsceniczną rozmowę pełną anegdot, żartów i dwuznaczności. Dzieło, nawiązujące do tradycji Rabelais'go, było przez długi czas uważane za literacki skandal, a jego autorstwo przypisywano Béroalde'owi na podstawie licznych wskazówek ukrytych w tekście.

Pozornie Le Moyen de parvenir nie ma nic wspólnego z poważną alchemiczną interpretacją Hypnerotomachii. W istocie oba dzieła wyrastają z tego samego upodobania do ukrytego znaczenia. Biesiada jest pełna zagadek, gier słownych i aluzji, które czytelnik musi rozpoznać, a pod powłoką rubasznego humoru kryją się refleksje o wiedzy, władzy i ludzkiej głupocie. Tytuł, mówiący o sposobie, by dojść do celu, sam bywa czytany dwuznacznie, i niektórzy komentatorzy dopatrywali się w nim aluzji do alchemicznej drogi.

Takie odczytania należy traktować ostrożnie, bo łatwo w nich o nadinterpretację. Pokazują jednak, że Béroalde był autorem, dla którego granica między żartem a tajemnicą była płynna. Jego alchemiczna lektura snu Polifila nie jest więc odosobnionym epizodem, lecz częścią szerszego projektu literackiego, w którym tekst zawsze kryje więcej, niż mówi, a zadaniem czytelnika jest odkrycie tej głębszej warstwy.

Edycja z 1600 roku pozostaje przede wszystkim świadectwem tego, jak renesansowa książka mogła zostać przeczytana na nowo w kluczu hermetycznym. Nie dowodzi, że autor Hypnerotomachii rzeczywiście ukrył w niej alchemiczną naukę; tę tezę trzeba traktować jako interpretację Béroalde'a, a nie jako ustalenie historyczne. Dowodzi natomiast, że na przełomie XVI i XVII wieku istniało środowisko czytelników, dla których każdy wielki tekst mógł być zasłoną tajemnicy, a sztuka odczytywania – drogą do wiedzy o przemianie. Béroalde, kanonik z Tours, poeta, żartowniś i badacz kamienia, stał się jednym z najbardziej wyrafinowanych przedstawicieli tej kultury.