Mercurius duplex – podwójna natura alchemicznego Merkurego
Alchemiczny Merkury występuje w traktatach jako postać o dwóch twarzach – starzec i chłopiec, wąż i skrzydlaty posłaniec, trucizna i lekarstwo – a jego podwójność nie jest kaprysem obrazowania, lecz zwięzłym wyrazem dwoistości samego Dzieła, które zawsze zaczyna się i kończy w tej samej materii.

Imię, które nie chce się zatrzymać
W łacińskich traktatach alchemicznych żadne imię nie wraca częściej niż Mercurius i żadne nie jest tak niestałe. Ta sama nazwa oznacza metal płynny, zwyczajne żywe srebro sprzedawane w aptekach, a zarazem coś, co autorzy z naciskiem nazywają „naszym Merkurym”, Mercurius noster, Mercurius philosophorum, i co stanowczo odróżniają od tego, co można kupić. Już to rozdwojenie mówi wiele. Czytelnik, który bierze słowo dosłownie, zostaje odesłany z niczym; czytelnik, który dostrzega, że jedno imię okrywa dwie rzeczy, wchodzi dopiero w próg sztuki.
Autorzy nie poprzestawali na rozróżnieniu między pospolitym a filozoficznym. Nadawali Merkuremu epitety przeciwstawne: jest duplex, podwójny, utriusque capax, zdolny przyjąć obie strony, jest mężczyzną i kobietą, jest suchy i wilgotny, ognisty i wodnisty, lotny i stały. Nazywano go servus fugitivus, zbiegłym sługą, bo wymyka się każdemu, kto chce go uwięzić, a zarazem panem, bez którego żadne dzieło się nie dokona. Bywa smokiem pożerającym własny ogon i rosą spadającą z nieba. Nie są to sprzeczności, które należałoby usunąć przez lepszą definicję. Przeciwnie, hermetyczny pisarz zdaje się mówić, że kto chce opisać Merkurego jednym przymiotnikiem, ten nie zrozumiał, o czym mówi.
Źródłem tej postaci jest w dużej mierze antyczny Hermes, bóg dróg, granic i przejść, przewodnik dusz, kłamca i posłaniec bogów zarazem. Łacińskie średniowiecze, przejmując wraz z arabską alchemią naukę o dwu zasadach metali, siarce i żywym srebrze, otrzymało więc imię już obciążone mitologią. Planeta Merkury, najbliższa Słońcu i najtrudniejsza do zobaczenia, uchodziła w astrologii za zmienną, przyjmującą naturę tego, z czym się łączy. Wszystkie te warstwy zbiegły się w jednym słowie i alchemicy korzystali z nich świadomie.
Starzec i chłopiec, wąż i anioł
Najbardziej uderzające w dawnych opisach Merkurego jest to, że nie stoi on w jednym wieku. Raz jest siwym starcem, senex, najstarszym z rzeczy, bo materia Dzieła poprzedza wszystkie jego postaci; raz jest dzieckiem albo młodzieńcem, puer, bo z niej rodzi się to, co nowe. Zestawienie obu imion nie jest wynalazkiem nowoczesnych komentatorów, choć to oni najchętniej je eksponowali; w samych traktatach materia bywa zarazem „starą” i „nowo narodzoną”, a koniec pracy odtwarza jej początek na wyższym stopniu. Merkury jest więc nie tyle jednym z etapów, ile tym, co przez wszystkie etapy przechodzi i w każdym przybiera inny wiek.
Podobnie rzecz się ma z jego zwierzęcymi i niebieskimi postaciami. W rycinach i wierszach alchemicznych Merkury bywa wężem lub smokiem, stworzeniem ziemi i jadu, a zarazem skrzydlatą postacią w kapeluszu podróżnym, z kaduceuszem, w którym dwa węże owijają się wokół jednej laski. Kaduceusz jest tu szczególnie wymowny: dwie istoty, często czytane jako przeciwne zasady, splatają się na jednym drzewcu, nad którym rozpościerają się skrzydła. W tym jednym emblemacie mieści się cała nauka o Merkurym jako pośredniku, który nie znosi przeciwieństw, lecz utrzymuje je w napięciu i prowadzi ku górze.
Najostrzejszą parą przeciwieństw jest jednak trucizna i lekarstwo. Żywe srebro było znane jako substancja groźna, a jednocześnie używana w lecznictwie; alchemiczni pisarze uczynili z tej dwuznaczności zasadę. Ten sam Merkury, który na początku zabija, rozkłada i czerni, na końcu leczy i ożywia. Nie ma dwóch odrębnych substancji, z których jedna szkodzi, a druga pomaga; jest jedna, której działanie zależy od stopnia przemiany i od tego, kto się nią posługuje. W lekturze duchowej oznacza to, że siła rozbijająca człowieka i siła, która go uzdrawia, mogą mieć wspólne źródło, i że nie wolno ich rozdzielić przedwcześnie.
Dialog Sędziwoja: alchemik, który nie poznał swego gościa
Najzabawniejszym, a zarazem najbardziej przenikliwym literackim portretem Merkurego jest Dialogus Mercurii, alchymistae et naturae, dołączany do wydań Novum lumen chymicum Michała Sędziwoja od pierwszych lat XVII wieku. Krótki utwór ma formę sceny niemal komediowej. Alchemik, przekonany, że wie wszystko o sztuce, postanawia wezwać Merkurego i zmusić go do wyjawienia tajemnicy. Gdy ten rzeczywiście się zjawia, rozmowa przybiera obrót, którego adept się nie spodziewał: Merkury przedstawia się jako istota o wielu imionach i wielu naturach, a pyszałek zadaje mu pytania, które dowodzą, że nie rozumie, z kim rozmawia.
Dialog wyśmiewa przede wszystkim tego, kto bierze Merkurego za jedną rzecz i próbuje go „zrobić” według przepisu. Alchemik próbuje traktować gościa jak zwykłą substancję, poddać go swoim zabiegom i utrwalić, a Merkury wymyka mu się i kpi z jego gorliwości. Wreszcie wkracza Natura i surowo strofuje adepta za to, że zajmuje się sztuką, której fundamentów nie poznał, i że nie umie odczytać ani jej dróg, ani pism filozofów. Sędziwój nie podaje w tym utworze żadnej receptury. Jego temat jest innego rodzaju: pokazuje, że niezrozumienie dwoistości Merkurego jest niezrozumieniem całego Dzieła.
Najciekawsze w tym dialogu jest to, jak Merkury mówi o sobie. Opisuje się jako stworzenie zarazem stare i młode, jako ciało i ducha, jako to, co w sobie zawiera wszystko, czego adept szuka gdzie indziej. Satyra na pysznego praktyka staje się w ten sposób wykładem nauki: nie trzeba szukać materii daleko, bo jest ona bliżej, niż sądzi szukający, i zarazem nie da się jej posiąść przemocą. Sędziwój, który w Novum lumen chymicum przedstawiał naturę jako działającą przez ukryty w powietrzu pokarm życia, w dialogu przenosi tę naukę na scenę i oddaje głos samemu jej bohaterowi. Ponieważ sam był także człowiekiem dworu i praktykiem, warto pamiętać, że dialog nie jest jego wyznaniem mistycznym, lecz utworem literackim o pouczającym, ironicznym tonie.
Emblematy Myliusa i oko rytownika
Johann Daniel Mylius, lekarz i kompilator działający we Frankfurcie w pierwszych dekadach XVII wieku, wydał w 1622 roku Philosophia reformata, obszerne zestawienie nauki alchemicznej opatrzone serią rycin. Te plansze, ułożone w ciąg obrazujący kolejne stopnie Dzieła, należą do najczęściej reprodukowanych przykładów grafiki alchemicznej. Pokazują pary królewskie, ptaki wznoszące się i opadające, postaci planetarne, a w wielu miejscach również figurę Merkurego jako łącznika między przeciwnymi stronami.
Mylius był przede wszystkim kompilatorem, a jego ryciny trzeba czytać razem z tekstem, który zbiera cytaty z dawnych autorytetów. To ważne zastrzeżenie: obraz nie jest u niego samodzielnym objawieniem, lecz komentarzem do nauki przejętej z wcześniejszych traktatów. Tym bardziej wymowne jest jednak to, że rytownik konsekwentnie umieszcza Merkurego na granicy – między Słońcem a Księżycem, między górą a dołem naczynia, między dwiema postaciami, które mają się połączyć. Merkury nie jest w tych scenach jednym z partnerów, lecz miejscem i środkiem ich spotkania.
Taki układ odpowiada formule powtarzanej w wielu traktatach: Merkury jest tym, w czym siarka i sól, duch i ciało, męskie i żeńskie mogą się połączyć, ponieważ sam ma w sobie obie natury. Gdyby był tylko jedną z nich, nie mógłby niczego pojednać. Emblematyka Myliusa, podobnie jak wcześniejszy Rosarium philosophorum z 1550 roku, w którym kolejne obrazy prowadzą od pary królewskiej do postaci dwupłciowej, przekłada tę zasadę na język widzialny. Ostatecznym owocem bywa tam istota o dwóch głowach na jednym ciele, nazywana rebis, „rzeczą podwójną”, co można uznać za dopełnienie tego, co od początku tkwiło w Merkurym.
Podwójność jako kształt Dzieła
Dlaczego alchemicy z takim uporem przypisywali Merkuremu przeciwne cechy? Najprostsza odpowiedź mówi, że chcieli ukryć sztukę przed niepowołanymi. Jest w tym prawda, ale ta odpowiedź nie tłumaczy, dlaczego owe sprzeczności układają się w tak spójny wzór. Bliższa sedna wydaje się myśl, że Merkury jest w traktatach skrótem całego procesu. Dzieło zaczyna się w materii lotnej i nieczystej, a kończy w materii utrwalonej i doskonałej; przechodzi przez śmierć i odrodzenie, przez truciznę i lekarstwo; zaczyna się od starości świata, a kończy narodzinami dziecka. Wszystkie te przejścia są przypisane jednej postaci, bo jedna materia je przechodzi.
Stąd paradoks często powtarzany przez autorów: Merkury jest początkiem, środkiem i końcem pracy. Na początku jest pierwszą materią, nieuformowaną i chaotyczną. W środku jest rozpuszczalnikiem, „wodą”, która rozkłada ciała i przenosi ich ducha. Na końcu jest samym Kamieniem albo jego tynkturą. Jeśli przyjąć ten schemat, epitet duplex przestaje być ozdobą i staje się zwięzłym opisem tożsamości w przemianie. Merkury nie jest jedną z rzeczy w alchemicznym świecie, lecz sposobem, w jaki ten świat się przekształca, zachowując ciągłość.
W duchowej lekturze alchemii ta myśl ma wyraźne konsekwencje. Nie istnieje moment, w którym człowiek mógłby oddzielić od siebie „złe” i „dobre” jak dwie substancje i jedną z nich po prostu wyrzucić. To, co w nim lotne, nieuchwytne, zdradliwe, jest zarazem tym, co zdolne do przemiany; sztywność, która nie zna Merkurego, nie zna też odrodzenia. Hermetyczni pisarze nie moralizują w tej sprawie, lecz ich obrazy mówią wyraźnie: kto chce pojmać zbiegłego sługę siłą, traci go; kto pozna jego dwie natury, może go poprowadzić.
Dialog Sędziwoja kończy się upokorzeniem alchemika, nie triumfem. Ta skromna puenta dobrze oddaje sens całej figury. Merkury jest w traktatach zawsze trochę mądrzejszy od tego, kto o nim pisze, i zawsze o krok przed tym, kto go szuka. Jego podwójność nie zaprasza do rozwiązania zagadki raz na zawsze, lecz do cierpliwego uczestnictwa w przemianie, w której to, co zabija, okazuje się także tym, co leczy, a najstarsze staje się na powrót młode.
