Rotatio elementorum – koło żywiołów
Krążenie żywiołów, w którym ziemia przechodzi w wodę, woda w powietrze, a powietrze w ogień, by następnie wrócić drogą odwrotną, było dla alchemików zasadą cyrkulacji i odnowy Dzieła, wywiedzioną z arystotelesowskiej fizyki, a w lekturze duchowej – obrazem duszy, która przemienia się przez kolejne obroty, nie tracąc swej jedności.

Żywioły, które się nawzajem rodzą
Nauka o czterech żywiołach, przypisywana w swym pierwszym kształcie Empedoklesowi, mówiła o czterech „korzeniach” wszystkich rzeczy, które łączą się i rozdzielają pod działaniem Miłości i Niezgody, lecz same pozostają niezmienne. Arystoteles przekształcił tę naukę w sposób decydujący dla całej późniejszej filozofii przyrody. W traktacie O powstawaniu i ginięciu uznał, że żywioły nie są ostatecznymi, niezmiennymi cegiełkami, ale mogą przechodzić jedne w drugie, ponieważ są zbudowane z par podstawowych jakości: ciepła i zimna, suchości i wilgoci.
Ogień jest według niego gorący i suchy, powietrze gorące i wilgotne, woda zimna i wilgotna, ziemia zimna i sucha. Żywioły sąsiadujące mają więc jedną jakość wspólną i różnią się drugą, co sprawia, że przemiana między nimi jest łatwa: wystarczy, by jedna z jakości ustąpiła przeciwnej. Woda, tracąc zimno na rzecz ciepła, staje się powietrzem; powietrze, tracąc wilgoć na rzecz suchości, staje się ogniem. Arystoteles zauważa, że taka przemiana może przebiegać po kole, a zatem żaden żywioł nie jest ostatecznie początkiem ani końcem – każdy jest etapem cyklu.
Z tej samej teorii wynika wniosek, który dla alchemików miał wielkie znaczenie. Żywioły przeciwległe na kole, takie jak ogień i woda czy ziemia i powietrze, nie mają żadnej jakości wspólnej, a ich bezpośrednia przemiana jest trudna, bo wymaga zmiany obu jakości naraz. Droga od jednego do drugiego prowadzi zatem najłatwiej przez pośrednika. Kto chce przemienić ziemię w ogień, nie powinien próbować tego jednym skokiem, lecz przeprowadzić ją przez wodę i powietrze. Zasada pośrednictwa, sformułowana w języku fizyki, stała się później jedną z najczęściej powtarzanych przestróg traktatów: natura nie przechodzi od skrajności do skrajności bez stopni pośrednich.
Tę samą myśl odnajdujemy w Meteorologice, gdzie Arystoteles opisuje parowanie wody pod wpływem słońca i jej powrót w postaci deszczu jako krążenie naśladujące okrężny ruch samego Słońca. Obieg wody w przyrodzie był więc dla niego naocznym przykładem zasady, która rządzi całym światem podksiężycowym: przemiany nie prowadzą do zagłady, lecz do powrotu, a ruch po okręgu jest tym, co w świecie zmiennym najbardziej przypomina niezmienność niebios.
Platon w Timajosie przedstawiał przemiany żywiołów nieco inaczej, wyłączając z nich ziemię, ale to model arystotelesowski stał się podstawą średniowiecznego przyrodoznawstwa. Wraz z nim przyjęto przekonanie, że za każdą widzialną przemianą ciał kryje się ten sam schemat czterech jakości, a zatem kto pozna jego zasadę, zrozumie mechanizm wszelkiego powstawania i ginięcia.
Koło na pergaminie
Średniowiecze lubiło przedstawiać ten porządek w formie kolistych diagramów. Izydor z Sewilli w traktacie De natura rerum, który ze względu na liczne ryciny zyskał przydomek Liber rotarum, czyli „księga kół”, zamieścił schematy łączące żywioły z ich jakościami, a także z porami roku i humorami ciała ludzkiego. Późniejsze rękopisy rozwijały te schematy, wpisując w jeden okrąg cztery żywioły, cztery pory roku, cztery strony świata, cztery wieki człowieka i cztery temperamenty, tak że całość tworzyła mapę kosmosu w jednym spojrzeniu.
Diagramy te nie miały charakteru alchemicznego, ale przygotowały grunt dla alchemicznej rota philosophica. W rękopisach alchemicznych od późnego średniowiecza spotyka się koła, na których obwodzie rozmieszczono żywioły w porządku przemian, a w środku umieszczono obraz Kamienia lub naczynia. Kształt koła wyrażał przekonanie, że Dzieło nie jest prostą linią prowadzącą od surowca do produktu, lecz krążeniem, w którym materia wielokrotnie przechodzi te same stany na coraz wyższym poziomie.
Taki diagram był narzędziem medytacji równie mocno jak narzędziem nauczania. Kto patrzył na koło, widział jednocześnie wszystkie etapy i ich wzajemne związki, a zarazem rozumiał, że każdy z nich jest tylko chwilą ruchu. Żaden żywioł nie mógł zostać uznany za cel; celem było samo krążenie i to, co z niego się wyłania.
Ripley i obracanie koła
W angielskiej tradycji alchemicznej najdobitniej sformułował zasadę obrotu żywiołów George Ripley w poemacie The Compound of Alchemy z 1471 roku. Ripley opisuje Dzieło jako przejście przez dwanaście bram i wielokrotnie wraca do obrazu koła, które trzeba obracać, aby żywioły przechodziły kolejno jeden w drugi. Ziemię należy przemienić w wodę, wodę w powietrze, powietrze w ogień, a następnie poprowadzić je drogą powrotną, aż zostaną złączone tak, że żaden nie będzie mógł się już oddzielić od pozostałych.
W łacińskich zbiorach sentencji krążyło wtedy krótkie polecenie przypisywane dawnym filozofom: przemień żywioły, a znajdziesz to, czego szukasz. Ripley i jego czytelnicy rozumieli je w sensie zarówno praktycznym, jak i filozoficznym. Praktycznie oznaczało ono powtarzane rozpuszczanie, odparowywanie, skraplanie i utrwalanie materii. Filozoficznie – przekonanie, że Kamień nie jest żadnym z czterech żywiołów, lecz ich harmonijnym zjednoczeniem, osiągalnym tylko przez przejście każdego z nich.
U Ripleya obraz koła łączy się też z pojęciem czasu. Obroty muszą być powolne i liczne, a każdy z nich ma swoją porę, jak pory roku następujące po sobie w ustalonym porządku. Pośpiech, który chciałby przeskoczyć któryś z etapów, rozbija koło i niszczy całe dzieło. Tak pojęty obrót jest więc dyscypliną: wymaga wierności rytmowi, którego człowiek nie wymyślił i nie może zmienić.
Cyrkulacja i piąta istota
W języku laboratoryjnym zasadzie obrotu odpowiadała circulatio, wielokrotna destylacja, w której pary skraplają się i spływają z powrotem na materię, by znów zostać odparowane. Czternastowieczny franciszkanin Jan z Rupescissy w traktacie o rozważaniu piątej istoty opisywał uzyskiwanie quinta essentia z wina przez długotrwałą cyrkulację i widział w niej lekarstwo zdolne przedłużyć życie. Jego dzieło należy przede wszystkim do historii medycyny i destylacji, a jego myśl duchowa miała charakter apokaliptyczny i nie wynikała bezpośrednio z praktyki przy alembiku.
Pojęcie piątej istoty, wywodzące się z arystotelesowskiego eteru, substancji niebios nieulegającej żadnej przemianie, pozwala jednak dobrze zrozumieć symboliczny sens obrotu. Cztery żywioły świata podksiężycowego ciągle się przemieniają, bo ich jakości są sobie przeciwne. Gdyby udało się je doprowadzić do takiego stanu, w którym przeciwieństwa przestają walczyć, powstałoby coś na kształt niebieskiej substancji pośród ziemskiej materii. Kamień filozofów bywał w ten sposób opisywany jako piąty element, wyłoniony z krążenia czterech i przewyższający każdy z nich.
Taka interpretacja odwraca potoczne rozumienie ruchu i spoczynku. Trwałość nie zostaje osiągnięta przez zatrzymanie przemian, lecz przez ich doprowadzenie do pełnego kręgu, w którym każdy żywioł przeszedł we wszystkie pozostałe i powrócił. Spoczynek Kamienia jest jak spoczynek środka koła: nie przeczy obrotowi, lecz jest jego warunkiem i owocem.
Dusza na kole przemian
Duchowa lektura rotatio elementorum czyta poszczególne żywioły jako stany lub władze człowieka. Ziemia oznacza to, co ciężkie, stałe, przywiązane do kształtu; woda – to, co płynne, czułe, zdolne przyjmować i rozpuszczać; powietrze – to, co lotne, myślące, zdolne do oddechu i dystansu; ogień – to, co żarliwe, świetliste, wznoszące się ku górze. Przemiana ziemi w wodę jest rozluźnieniem twardej postaci; wody w powietrze – przejściem od poruszenia do zrozumienia; powietrza w ogień – zapaleniem się ducha.
Rzecz jednak nie kończy się na wzniesieniu. Koło ma także drugą połowę, w której ogień zstępuje w powietrze, powietrze skrapla się w wodę, a woda ścina się w ziemię. W tej drodze powrotnej to, co zostało poznane i rozpalone, wraca do codzienności, do ciała, do konkretnego działania. Dusza, która wiedziałaby tylko o drodze wznoszenia, rozproszyłaby się jak dym; dusza, która znałaby tylko drogę zstępowania, zastygłaby w kamień. Obrót zakłada oba kierunki i dlatego właśnie jest obrazem równowagi.
Lektura ta znajdowała oparcie w dawnej medycynie, która łączyła żywioły z czterema humorami i temperamentami. Człowiek, w którym przeważa ziemia, bywał opisywany jako melancholik, ciężki i skłonny do zamykania się w sobie; ten, w którym przeważa ogień, jako choleryk, porywczy i gwałtowny. Zdrowie polegało na właściwym zmieszaniu, a nie na wyeliminowaniu któregoś z humorów. Duchowy obrót żywiołów był w tym ujęciu również drogą do wewnętrznego wyważenia, w którym żadna z sił natury ludzkiej nie panuje nad pozostałymi.
Ważne jest również, że koło obraca się wielokrotnie. Jeden obrót nie wystarcza, by żywioły zostały naprawdę zjednoczone; każdy kolejny czyni przemianę subtelniejszą i trwalszą. W życiu duchowym odpowiada temu doświadczenie, że te same próby powracają, lecz za każdym razem człowiek przechodzi je inaczej. Nie jest to powtarzanie w miejscu, lecz ruch spiralny, w którym powrót do znanego stanu jest jednocześnie wejściem na wyższy poziom.
Krąg, który się nie zamyka w sobie
Obraz koła żywiołów może budzić podejrzenie, że opisuje jałowy cykl, w którym nic się nie zmienia, a wszystko wraca do punktu wyjścia. Alchemicy rozumieli go inaczej. Ich koło było przyrządem przemiany: każdy obrót coś oczyszcza, coś łączy, coś utrwala, aż w końcu cztery przeciwne natury zaczynają współbrzmieć. Krążenie nie jest więc kołowrotkiem losu, lecz pracą, której wynik da się rozpoznać.
W tej perspektywie arystotelesowska fizyka, średniowieczny diagram i angielski poemat Ripleya mówią w istocie o tym samym: że świat, w którym wszystko się zmienia, nie jest skazany na chaos, ponieważ zmiana ma porządek, a porządek ma środek. Dla tradycji hermetycznej znalezienie tego środka w sobie – miejsca, wokół którego obracają się wszystkie żywioły ludzkiego życia, a które samo nie podlega ich zmienności – było jednym z najgłębszych znaczeń Wielkiego Dzieła.
