Stefan z Aleksandrii i dziewięć wykładów o boskiej sztuce
Dziewięć wykładów przypisywanych Stefanowi z Aleksandrii, filozofowi działającemu w VII wieku w Konstantynopolu, przekształca alchemię w szkolny i zarazem kaznodziejski wykład o jedności materii, w którym metafizyka, modlitwa i retoryka są równie ważne jak substancje w naczyniu.

Filozof na dworze Herakliusza
Stefan z Aleksandrii należy do ostatniego pokolenia uczonych, którzy przenieśli tradycję aleksandryjskich szkół filozoficznych do bizantyjskiej stolicy. Źródła greckie przekazują, że za panowania cesarza Herakliusza, który rządził w latach 610–641, objął w Konstantynopolu stanowisko nauczyciela publicznego, określanego tytułem nauczyciela ekumenicznego, i wykładał tam filozofię, matematykę, astronomię i muzykę. Z jego imieniem łączy się komentarz do Arystotelesowskiego Peri hermeneias, a także prace astronomiczne związane z tablicami Ptolemeusza. Tradycja rękopiśmienna przypisała mu również traktat astrologiczny, który – jak wykazali badacze – jest późniejszym fałszerstwem.
Na tym tle trzeba umieścić tekst zatytułowany w rękopisach mniej więcej tak: „O wielkiej i świętej sztuce wytwarzania złota”, w przekładzie łacińskim znany jako De magna et sacra arte. Składa się on z dziewięciu wykładów, nazwanych praxeis, oraz z listu do niejakiego Teodora. Kilka wykładów opatrzono nagłówkami wskazującymi, że skierowano je do cesarza Herakliusza. Grecki tekst wydał w XIX wieku Julius Ludwig Ideler w zbiorze Physici et medici graeci minores (1841–1842), a angielski przekład opublikował Frank Sherwood Taylor w czasopiśmie „Ambix” w latach 1937–1938. Do dziś są to podstawowe narzędzia lektury, choć edycja Idelera opiera się na wąskiej podstawie rękopiśmiennej.
Problem autentyczności
Czy filozof Stefan rzeczywiście jest autorem wykładów alchemicznych, pozostaje sprawą sporną. Część dawniejszych badaczy uważała przypisanie za typowe dla korpusu, w którym głośne imiona dodawano anonimowym tekstom, by przydać im powagi. Za autentycznością przemawiają jednak cechy, których fałszerz nie musiałby naśladować: dobrze rozpoznawalna szkolna terminologia arystotelesowsko-neoplatońska, sposób prowadzenia wywodu przez definicje i rozróżnienia, a także odwołania do dworu Herakliusza, odpowiadające temu, co wiadomo o karierze Stefana. Wanda Wolska-Conus w obszernych studiach poświęconych postaci Stefana broniła tezy, że filozof, komentator i lekarz noszący to imię mogą być jedną osobą; Maria Papathanassiou w pracach o alchemicznym dziele Stefana przekonywała, że wykłady harmonizują z jego filozofią przyrody.
Stanowiska te nie zamykają dyskusji. Tekst w obecnej postaci mógł przejść przez ręce redaktorów, którzy dopisali nagłówki, rozbudowali modlitwy lub włączyli fragmenty obce. Rozsądnie jest więc mówić o wykładach „przypisywanych Stefanowi” i traktować je jako świadectwo tego, jak w VII-wiecznym Bizancjum mógł wyglądać wykład o alchemii prowadzony przez człowieka wyszkolonego w filozofii, nie zaś jako dokument, którego autorstwo zostało udowodnione. Dla historii idei najistotniejsze jest to, że ktoś tak właśnie postanowił przedstawić sztukę: jako przedmiot wykładu godnego cesarza.
Budowa wykładów
Słowo praxis, oznaczające w greckim przede wszystkim działanie, w aleksandryjskich szkołach filozoficznych nabrało znaczenia technicznego: była to jednostka nauczania, jeden wykład lub jedna lekcja, z wyznaczonym zakresem tekstu i ustalonym porządkiem omawiania. Komentarze filozoficzne tego okresu często dzielono właśnie na praxeis, a w ramach każdej oddzielano ogólne rozważania od objaśniania poszczególnych wyrażeń. Tytuł dzieła Stefana sygnalizuje zatem od początku, że alchemia zostanie potraktowana jak przedmiot szkolny, porównywalny z logiką czy astronomią.
Rzeczywista budowa wykładów odbiega jednak od suchego schematu. Pierwszy z nich otwiera się długim wstępem, w którym autor wzywa Boga, sławi mądrość starożytnych i przygotowuje słuchaczy na przyjęcie trudnej nauki. Kolejne krążą wokół tych samych tematów, powracając do nich z różnych stron: natury materii, jedności tego, co się przemienia, różnicy między tym, co ukryte, a tym, co jawne, i znaczenia nazw używanych przez dawnych mistrzów. Nie ma tu systematycznego przechodzenia od operacji do operacji ani niczego, co przypominałoby podręcznik laboratoryjny. Wykład postępuje raczej spiralą niż linią.
Szczególną rolę odgrywa w wykładach problem nazw. Dawni autorzy – w tym Demokryt, któremu korpus przypisywał dzieła alchemiczne, i Zosimos – posługiwali się wieloma określeniami dla tego, co miało być jedną substancją. Stefan, czy też autor kryjący się pod jego imieniem, stara się pokazać, że różnorodność słów nie oznacza różnorodności rzeczy. Jedna materia otrzymuje wiele imion, ponieważ przechodzi przez wiele stanów; ten, kto zatrzymuje się na słowach, gubi się w ich mnogości, a ten, kto rozumie zasadę, widzi w niej jedność. Jest to ruch myślowy typowy dla komentatora filozoficznego, przeniesiony na nowy materiał.
Osobne miejsce zajmuje list do Teodora, dołączony do wykładów w tradycji rękopiśmiennej. Tożsamość adresata pozostaje nieznana, a sam list ma charakter bardziej osobisty: autor tłumaczy w nim, dlaczego podjął się pisania o sztuce, i zachęca odbiorcę do wytrwałości w jej zgłębianiu. Forma epistolarna, znana z wcześniejszych tekstów korpusu, takich jak pisma Zosimosa do Teosebei, służy tu podobnemu celowi: ustanawia relację nauczyciela i ucznia, w której wiedza przechodzi nie tylko przez wywód, ale i przez zaufanie. Wykład publiczny i list prywatny uzupełniają się nawzajem, jakby autor chciał pokazać dwa sposoby przekazywania tej samej nauki – przed audytorium i w cztery oczy.
Uwagę zwraca również obecność przykładów zaczerpniętych z matematyki. Człowiek, któremu przypisywano prace astronomiczne i nauczanie arytmetyki, chętnie posługuje się w wykładach obrazem liczby wyprowadzanej z jedności i figury powstającej z punktu. Takie analogie nie są dowodami, lecz ilustracjami, które mają uczynić myśl o jednej materii bardziej uchwytną dla słuchacza wykształconego w czterech naukach matematycznych. Dla czytelnika dzisiejszego są one także wskazówką, że alchemia była dla autora częścią encyklopedii wiedzy, a nie obszarem odseparowanym od reszty nauk.
Metafizyka jedności w naczyniu
Najbardziej charakterystyczną cechą wykładów jest to, że rozważania o przemianie metali zostają w nich osadzone w ramie metafizycznej. Autor mówi o jedności i wielości, o tym, co niepodzielne, i o tym, co ulega podziałowi, o formie i materii, o mocy i akcie. Przemiana w naczyniu nie jest dla niego zjawiskiem odosobnionym, lecz szczególnym przypadkiem ogólnego prawa, zgodnie z którym to, co wielorakie, pochodzi od jednego i do niego może zostać sprowadzone. Alchemia jawi się w tej perspektywie jako sztuka przywracania materii jej pierwotnej jedności, a następnie nadawania jej doskonałej formy.
Nie jest to jednak filozofia wyłożona dla niej samej. Pojęcia szkolne pełnią w wykładach funkcję narzędzi, za pomocą których autor stara się nadać sens tradycyjnym obrazom i formułom sztuki. Gdy mówi o „boskiej wodzie”, o wybielaniu i żółknięciu, o duchu i ciele, sięga po słownik filozoficzny, by pokazać, że stare zagadki da się odczytać w racjonalnym porządku. Jednocześnie nie usiłuje rozwiązać ich do końca; wiele razy podkreśla, że prawda sztuki przekracza słowa i jest dostępna tylko dla tego, kto przygotował się do niej umysłem i życiem.
Łatwo w tym miejscu ulec pokusie, by uznać wykłady za czysto duchowy traktat, w którym metale są jedynie alegorią duszy. Tekst nie daje do tego wystarczających podstaw. Autor mówi o substancjach, o barwach, o działaniu ognia i o rezultacie, jakim ma być złoto; nie ma powodu sądzić, że uważał to wszystko za przenośnię. Zarazem jednak cały wykład jest nasycony przekonaniem, że zrozumienie materii jest formą kontemplacji. Granica między badaniem natury a modlitwą przebiega w nim inaczej niż w nowożytnej nauce: nie dzieli dwóch dziedzin, lecz łączy dwa stopnie tego samego poznania.
Retoryka kaznodziei
Kto czyta wykłady Stefana po raz pierwszy, zauważa przede wszystkim ich ton. Autor co chwilę przerywa wywód wykrzyknieniami, apostrofami i modlitwami. Zwraca się do słuchaczy z napomnieniem, by nie byli opieszali, wzywa ich do porzucenia ziemskich trosk, wychwala mądrość Bożą, która ukryła w materii tak wielką tajemnicę. Powtarza frazy, buduje długie szeregi przymiotników, posługuje się antytezą i paralelizmem. Jest to styl, który bliższy jest homiletyce bizantyjskiej niż suchemu komentarzowi filozoficznemu.
Ten kaznodziejski charakter nie jest ozdobnikiem. Wykład alchemiczny zostaje w nim pomyślany jako wydarzenie, w którym słuchacz nie tylko się uczy, lecz także zostaje poruszony i przemieniony. Retoryka ma przygotować duszę na przyjęcie wiedzy, która w przekonaniu autora jest darem Boga, a nie zwykłym wynikiem dociekań. Modlitwy wplecione w tekst – skierowane do Boga w języku jednoznacznie chrześcijańskim, z odwołaniami do Trójcy i Chrystusa – nadają całości charakter liturgiczny. Alchemia, wykładana na dworze chrześcijańskiego cesarza, zostaje włączona w ramy teologii, której nie podważa.
To połączenie ma znaczenie dla dziejów alchemii duchowej. W tekstach starszych, takich jak pisma Zosimosa, religijny wymiar sztuki ma często barwę gnostycką lub hermetyczną i stoi w napięciu z oficjalnym kultem. U Stefana napięcie to znika: sztuka zostaje przedstawiona jako zgodna z wiarą, a nawet jako jeden z jej wyrazów. Bizantyjscy kopiści, którzy w następnych stuleciach przepisywali korpus, mogli w wykładach Stefana znaleźć wzór pozwalający czytać całą tradycję grecką bez obawy o jej prawowierność.
Wykład dla cesarza i dla następnych stuleci
Nie wiadomo, czy Herakliusz rzeczywiście słuchał wykładów lub je czytał. Nagłówki mogą odzwierciedlać prawdziwe okoliczności, mogą też być późniejszym zabiegiem nadającym tekstowi prestiż. Pewne jest natomiast, że późniejsza tradycja, zwłaszcza arabska i łacińska, zachowała pamięć o związku alchemii z dworem tego cesarza. W legendach przekazywanych w świecie islamu postać Stefana, występującego czasem pod zniekształconym imieniem, pojawia się wśród przekazicieli greckiej sztuki, choć trudno ustalić, ile w tych opowieściach jest wspomnienia, a ile literackiej konstrukcji.
Najtrwalszym dziedzictwem wykładów jest jednak wzór, który wytyczyły. Pokazały one, że alchemia może być przedmiotem nauczania filozoficznego i zarazem ćwiczeniem religijnym, że można o niej mówić językiem szkoły i językiem modlitwy, nie popadając w sprzeczność. Późniejsi autorzy łacińscy, którzy budowali wielkie syntezy alchemii teologicznej, nie musieli znać tekstu Stefana, by powtarzać jego ruch myślowy; bizantyjski wykładowca był jednak jednym z pierwszych, którzy dokonali go w sposób tak wyraźny. W tym sensie dziewięć wykładów stanowi ogniwo pośrednie między alchemią aleksandryjskich mistrzów a chrześcijańską mistyką materii, która rozkwitnie wiele wieków później.
