Rebis – alchemiczny hermafrodyta
Rebis, „rzecz podwójna” alchemików, przedstawiany jako dwugłowy hermafrodyta o męskiej i żeńskiej połowie, jest obrazem przeciwieństw zjednoczonych w jednym ciele, w którym spotykają się platoński mit pierwotnego androgyne, chrześcijańska teologia stworzenia i hermetyczna nadzieja na odnowienie całego człowieka.

Rzecz z dwóch rzeczy
Słowo rebis pochodzi z łacińskiego res bina, „rzecz podwójna”, albo, jak chcieli niektórzy komentatorzy, res bis, „rzecz dwakroć”. Etymologia jest prosta, ale paradoks, który nazywa, należy do najtrudniejszych w całej symbolice hermetycznej. Rebis nie jest dwiema rzeczami położonymi obok siebie ani mieszaniną, w której składniki tracą tożsamość. Jest jednym bytem, który pozostaje dwoisty: ma dwie głowy, męską i żeńską, i jedno ciało, w którym obie połowy zrosły się tak, że nie można ich rozdzielić bez zniszczenia całości.
W słowniku alchemicznym Rebis oznacza owoc połączenia dwóch zasad, które zwykle nazywano Słońcem i Księżycem, siarką i rtęcią, królem i królową. W tekstach o charakterze duchowym zasady te stają się zarazem siłami w człowieku: tym, co czynne i tym, co przyjmujące, duchem i duszą, rozumem i uczuciem. Rebis jest więc obrazem stanu, w którym nie ma już rozdarcia między nimi, a to, co w zwykłym życiu toczy ze sobą walkę albo istnieje w oddzieleniu, tworzy organiczną jedność.
Nie należy przy tym mylić Rebisa z obrazem zaślubin, który w alchemii poprzedza go i przygotowuje. Zaślubiny ukazują dwoje, którzy się łączą; Rebis ukazuje jedno, które z tego połączenia powstało. To różnica między procesem a jego wynikiem, między spotkaniem a nową istotą. Dlatego hermafrodyta pojawia się w cyklach rycin zwykle późno, gdy dzieło zbliża się do spełnienia, i bywa ukoronowany, stoi na pokonanym smoku albo trzyma w dłoniach znaki władzy nad światem.
Ryciny Księgi Świętej Trójcy
Jednym z najwcześniejszych i najbardziej niezwykłych źródeł tej ikonografii jest niemiecki Buch der heiligen Dreifaltigkeit, „Księga Świętej Trójcy”, powstała w drugiej dekadzie XV wieku i przypisywana franciszkaninowi znanemu jako Ulmannus. Dzieło łączy alchemię z teologią w sposób, który dla dzisiejszego czytelnika jest zaskakujący: procesy przemiany metali przedstawia jako odbicie tajemnic chrześcijańskich, męki, zmartwychwstania i ukoronowania Maryi, a obrazy Chrystusa i Matki Bożej przeplata z symbolami pieca i naczynia. Rękopis krążył w kilku odpisach, a jego związek z kręgiem soboru w Konstancji i z dworem margrabiów brandenburskich wskazuje, że nie był wytworem odosobnionego dziwaka, lecz należał do żywej kultury religijnej i dworskiej.
Wśród ilustracji Księgi znajduje się postać hermafrodyty: ukoronowana, o dwóch głowach, męskiej i żeńskiej, wyrastających z jednego tułowia. W kontekście dzieła postać ta ma wyraźnie teologiczny wymiar. Połączenie męskiego i żeńskiego odsyła tu do zjednoczenia Chrystusa i Maryi, Syna i Matki, a zarazem do odnowienia stworzenia, które w chrystusowym zbawieniu odzyskuje pierwotną pełnię. Alchemiczny wynik pracy zostaje więc przedstawiony jako obraz zbawionej natury.
Ikonografia ta wywarła duży wpływ na późniejsze druki. Z Księgi wywodzą się prawdopodobnie hermafrodyty, które w XVI wieku zostały powtórzone w słynnych drzeworytach drukowanych zbiorów alchemicznych, choć tam utraciły część swojego teologicznego kontekstu. Ten proces uproszczenia jest charakterystyczny dla dziejów symbolu: obraz, który powstał jako złożony komentarz do chrześcijańskiej historii zbawienia, przechodził z księgi do księgi, zachowując formę, a zmieniając treść, aż stał się ogólnym znakiem jedności przeciwieństw.
Rebis na smoku
Najbardziej znany wizerunek Rebisa pochodzi z Theoria philosophiae hermeticae, traktatu wydanego w 1617 roku, którego autorem był Heinrich Nollius, niemiecki lekarz i paracelsysta. Dwugłowa postać, o połowie męskiej i żeńskiej, stoi na smoku, pod którym widnieje kula z wpisanymi figurami geometrycznymi. W rękach trzyma cyrkiel i węgielnicę, a wokół rozmieszczono znaki planet. Rycina łączy więc kilka motywów: zjednoczenie płci, panowanie nad smokiem i geometrię jako narzędzie porządkowania świata.
W wielu wyobrażeniach alchemicznego hermafrodyty powtarza się też drobny, lecz wymowny szczegół: przy męskiej połowie umieszczano słońce, przy żeńskiej księżyc. Ciało nie jest więc jedynie połączeniem dwóch płci, ale również dwóch świateł, dziennego i nocnego, jawnego i ukrytego. Taki układ przypominał widzowi, że chodzi o kosmiczne zasady, a nie o ludzką płciowość w dosłownym sensie, i że w zjednoczonym bycie spotykają się nie tylko dwie osoby, lecz dwa porządki świata, które w zwykłym biegu rzeczy następują po sobie, a tu istnieją jednocześnie.
Smok pod stopami Rebisa ma w alchemii wiele znaczeń. Bywa obrazem materii surowej, nieuporządkowanej, a zarazem siły, która niszczy i rozkłada; bywa też obrazem samego Merkuriusza w jego dzikiej, nieopanowanej postaci. Postać stojąca na smoku jest więc postacią, która go przezwyciężyła, choć nie zabiła: smok pozostaje pod nią jako fundament. W duchowej lekturze oznacza to, że zjednoczenie przeciwieństw nie polega na wyparciu ciemnych sił natury, lecz na ich podporządkowaniu i przemienieniu.
Cyrkiel i węgielnica, narzędzia budowniczych, wprowadzają do obrazu motyw miary. Cyrkiel kreśli koło, figurę nieba i doskonałości; węgielnica wyznacza kąt prosty, figurę ziemi i stałości. Ich połączenie w dłoniach jednej postaci zapowiada zadanie, które alchemicy i hermetycy opisywali jako kwadraturę koła, pogodzenie tego, co niebieskie, z tym, co ziemskie. Późniejsza symbolika wolnomularska uczyniła z tej pary własny emblemat, co sprawiło, że rycina Nolliusa bywa dziś odczytywana przez pryzmat masonerii; trzeba jednak pamiętać, że w 1617 roku znaczenie narzędzi wynikało z kontekstu alchemicznego i geometrycznego, a nie z jeszcze nieistniejącej obrzędowości lóż.
Mit androgyne i jego echa
Za alchemicznym hermafrodytą stoi długa tradycja, z której autorzy hermetyczni świadomie czerpali. Najsłynniejszym jej źródłem jest mowa Arystofanesa w Uczcie Platona. Według tej opowieści ludzie byli pierwotnie istotami podwójnymi, o dwóch twarzach i czterech rękach, a jedną z trzech ich odmian był androgyne, męsko-żeński. Mężczyźni pochodzili od Słońca, kobiety od Ziemi, a androgyne od Księżyca, który ma udział w obojgu. Zeus, obawiając się ich siły, przeciął ich na pół, a miłość jest od tej pory tęsknotą każdej połowy za utraconą drugą. Alchemicy z łatwością dostrzegali w tym micie paralelę do własnych obrazów: Słońce i Księżyc, męskie i żeńskie, pierwotna jedność, rozdział i tęsknota za ponownym połączeniem.
Renesans przywrócił tę opowieść do centrum filozoficznej uwagi. Marsilio Ficino w komentarzu do Uczty, znanym jako De amore i ukończonym w 1469 roku, odczytał mit Arystofanesa jako alegorię duszy, która utraciła pełnię światła, zwracając się ku temu, co niższe, i odzyskuje ją przez miłość ku Bogu. Leone Ebreo w Dialogach o miłości, wydanych w 1535 roku, zestawił platońskiego androgyne z biblijnym opisem stworzenia człowieka i twierdził, że obie opowieści wyrażają tę samą prawdę. Tym samym kultura, w której rozwijała się alchemiczna emblematyka, miała gotowy wzór łączenia antycznego mitu z chrześcijańską antropologią.
Drugie antyczne źródło to opowieść Owidiusza w czwartej księdze Metamorfoz o Hermafrodycie, synu Hermesa i Afrodyty, który złączył się z nimfą Salmakis w jedno ciało. Imię młodzieńca jest zbudowane z imion rodziców, a rodzice odpowiadają w języku alchemii Merkuriuszowi i Wenus. Nie przypadkiem Michael Maier w Atalanta fugiens, wydanej w 1617 roku, poświęcił jeden z emblematów Rebisowi, który rodzi się jak Hermafrodyta z dwóch gór, Merkuriusza i Wenus. Emblematyka wiązała w ten sposób antyczny mit z alchemiczną nauką o połączeniu zasad.
Tradycja biblijna dostarczała trzeciego źródła. Księga Rodzaju mówi, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz, „mężczyzną i niewiastą stworzył ich”, a żydowscy komentatorzy, jak autorzy midraszu Bereszit Rabba, rozważali myśl, że pierwszy Adam był istotą męsko-żeńską, rozdzieloną dopiero później. Wśród chrześcijan podobne idee pojawiały się na marginesach ortodoksji, od niektórych gnostyków po Jakuba Böhmego, który nauczał, że Adam przed upadkiem nosił w sobie obie natury i niebiańską Sofię, a rozdział płci był skutkiem i znakiem utraty pierwotnej harmonii. W tym kontekście Rebis staje się obrazem przywrócenia człowieka do stanu sprzed rozdarcia.
Jedność, która nie zaciera różnicy
Symbol hermafrodyty jest z natury niewygodny. Jego dosłowna lektura budziła i budzi zakłopotanie, a niektórzy dawni czytelnicy widzieli w nim coś potwornego. Alchemicy dobrze wiedzieli, że obraz jest paradoksalny, i właśnie dlatego go wybrali. Chodziło o pokazanie czegoś, czego nie da się wyrazić inaczej: jedności, która nie zaciera różnicy, lecz ją zachowuje i przemienia. Dwie głowy Rebisa nie zlewają się w jedną. Pozostają odrębne, a jednak należą do jednego ciała i patrzą razem.
W tym leży różnica między Rebisem a ideą zwykłego zatarcia przeciwieństw. Zjednoczenie nie oznacza tu, że męskie staje się żeńskim albo odwrotnie, ani że oba znikają w nieokreślonej mieszaninie. Oznacza, że oba odnajdują się w wyższej całości, w której każde potrzebuje drugiego, by być w pełni sobą. W wymiarze duchowym jest to obraz człowieka, który przestał żyć połowicznie, odcinając jedną stronę swojej natury na rzecz drugiej.
Chrześcijańscy autorzy hermetyczni chętnie łączyli ten obraz ze słowami świętego Pawła z Listu do Galatów, że w Chrystusie „nie ma już mężczyzny ani kobiety”. Nie chodziło o zniesienie różnicy płci w świecie, lecz o nową jedność, w której podziały tracą moc rozdzielania. W apokryficznej Ewangelii Tomasza Jezus mówi, że wejdą do Królestwa ci, którzy uczynią dwoje jednym, a męskie i żeńskie jednym i tym samym; tekst ten był jednak nieznany w Europie aż do odkrycia w Nag Hammadi w 1945 roku i nie mógł wpływać na dawnych alchemików, choć dziś pozwala dostrzec szerszą rodzinę podobnych intuicji.
Rebis pozostaje więc jednym z najbardziej śmiałych obrazów, jakie stworzyła wyobraźnia hermetyczna. Łączy w sobie mit, teologię i alchemię, ale nie da się go sprowadzić do żadnej z nich. Jest odpowiedzią na pytanie, jak wyglądałby człowiek, który odzyskałby pełnię utraconą w rozdarciu, i odpowiedź ta jest celowo niepokojąca: pełnia nie przypomina niczego, co znamy z codzienności. Właśnie dlatego, że obraz wydaje się dziwny, zmusza do myślenia o tym, czym jest jedność, której szukały mistyczne tradycje.
