Pico della Mirandola i Heptaplus – siedmioraki wykład stworzenia
Heptaplus Giovanniego Pica della Mirandoli, ogłoszony w 1489 roku, odczytuje opis sześciu dni stworzenia jako zaszyfrowaną mapę kosmosu: trzy światy – anielski, niebieski i podksiężycowy – oraz człowieka, świat czwarty, w którym wszystkie poprzednie spotykają się i jednoczą.

Komentarz do kilku wersetów
Po burzy wywołanej przez rzymską dysputę i potępienie części tez Pico della Mirandola wrócił do Florencji, pod opiekę Wawrzyńca Wspaniałego, i zajął się pracą bardziej skupioną niż spektakularną. Jej owocem był Heptaplus, którego pełny tytuł mówi o „siedmiorakim wykładzie sześciu dni Księgi Rodzaju”. Dzieło, zadedykowane Wawrzyńcowi, ukazało się we Florencji w 1489 roku. Jest to komentarz do bardzo krótkiego fragmentu: pierwszych wersetów Biblii, od „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” po stworzenie człowieka. Pico nie zamierza jednak objaśniać ich słowo po słowie, jak czynili to średniowieczni egzegeci w wykładach in Hexaemeron. Chce pokazać, że ten sam tekst można przeczytać siedem razy i za każdym razem odnaleźć w nim inną, a zarazem spójną naukę o całości bytu.
Konstrukcja dzieła jest ściśle liczbowa. Po dwóch przedmowach następuje siedem wykładów, z których każdy dzieli się na siedem rozdziałów. Siódemka nie jest tu wybrana przypadkowo: odpowiada siódmemu dniowi, dniowi odpoczynku, który w tradycji chrześcijańskiej był obrazem ostatecznego spełnienia. Forma tekstu sama staje się więc częścią jego przesłania – czytelnik przechodzi przez sześć dni pracy, by na końcu dojść do szabatu. Całość zamyka krótki dodatek poświęcony pierwszemu słowu Biblii, hebrajskiemu bereszit, rozkładanemu na litery i składanemu na nowo w duchu kabalistycznym; ten fragment zasługuje jednak na odrębne omówienie i tu wystarczy go odnotować.
Mojżesz jako mędrzec ukryty
Pierwsza przedmowa uzasadnia samo przedsięwzięcie. Pico wychodzi od przekonania, że Mojżesz, „wykształcony we wszelkiej mądrości Egipcjan”, jak mówią Dzieje Apostolskie, nie mógł napisać o początku świata tak prosto, jak sugeruje dosłowna lektura. Tekst przeznaczony był zarówno dla prostego ludu, jak i dla mędrców; dla pierwszych miał sens historyczny i moralny, dla drugich krył naukę o naturze rzeczy, o niebie i o aniołach. Pico porównuje go z praktyką dawnych filozofów, którzy rzeczy najwyższe okrywali zasłoną mitu lub zagadki, oraz z przypowieściami Chrystusa, mówiącego do tłumu obrazami, a uczniom wyjaśniającego ich znaczenie na osobności.
Ta alegoreza ma długą historię. Już Filon Aleksandryjski czytał Pięcioksiąg jako filozofię wyrażoną w opowieści, a Ojcowie Kościoła, od Orygenesa po Augustyna, rozróżniali w Piśmie kilka warstw znaczenia. Pico przejmuje tę tradycję, ale nadaje jej rozmach charakterystyczny dla florenckiego humanizmu. Mojżesz staje się u niego największym z filozofów, u którego Platon i Arystoteles mogliby się uczyć, a jego krótkie opowiadanie – kompendium wiedzy, które późniejsi myśliciele rozwinęli w obszernych traktatach. Nie chodzi przy tym o to, by do Biblii wpisać Platona; Pico twierdzi raczej, że Platon i inni zawdzięczali swoje najlepsze myśli temu samemu źródłu, które Mojżesz zapisał pierwszy.
Trzy światy i czwarty
Druga przedmowa przedstawia kosmologię, która stanowi klucz do wszystkich siedmiu wykładów. Starożytność, pisze Pico, wyobrażała sobie świat jako trojaki. Najwyżej znajduje się świat ponadziemski, anielski, nazywany przez teologów anielskim, a przez filozofów inteligibilnym. Niżej rozpościera się świat niebieski, sfery planet i gwiazd stałych. Najniżej leży świat podksiężycowy, w którym żyjemy, świat żywiołów, rodzenia i przemijania. Mojżesz miał przedstawić tę strukturę w budowie przybytku na pustyni, podzielonego na trzy części, z których każda odpowiadała jednemu ze światów.
Wszystkie trzy są ze sobą powiązane relacją odpowiedniości. Cokolwiek istnieje w świecie niższym, istnieje także w wyższych, lecz w postaci szlachetniejszej; cokolwiek jest w wyższym, odbija się w niższym w sposób mniej doskonały. W świecie podksiężycowym jest ogień żywiołu, w niebieskim słońce, w anielskim ogień serafinów, który oświeca i rozpala miłością. Ta sama rzeczywistość istnieje więc na trzech poziomach, a uważny czytelnik może przechodzić od jednego do drugiego, jak od tłumaczenia do tłumaczenia tego samego tekstu.
Poza tymi trzema istnieje jednak, jak mówi Pico, świat czwarty, w którym znajduje się wszystko, co obecne jest w pozostałych. Tym światem jest człowiek. Jego ciało złożone jest z żywiołów, w jego duchu działa coś na kształt niebieskiej siły ożywiającej, a jego umysł spokrewniony jest z aniołami. Człowiek nie jest jednym z elementów świata, lecz jego streszczeniem i węzłem, miejscem, gdzie rozproszone poziomy bytu zbiegają się w jednej osobie. Właśnie dlatego, jak zauważa Pico, Pismo mówi, że człowiek został stworzony na obraz Boga: podobnie jak Bóg zawiera w sobie wszystko jako przyczyna, tak człowiek zawiera wszystko jako jedność złożona.
Siedem lektur jednej opowieści
Pierwsze trzy wykłady odczytują sześć dni po kolei jako opis każdego ze światów. W wykładzie pierwszym wersety Księgi Rodzaju mówią o świecie żywiołów: ziemia i wody, oddzielenie tego, co ciężkie, od tego, co lotne, pojawienie się życia roślinnego i zwierzęcego. Drugi wykład czyta ten sam tekst jako naukę o niebie, o sferach i świetle gwiazd. Trzeci przenosi go na poziom anielski, gdzie podział wód górnych i dolnych staje się podziałem inteligencji, a światło pierwszego dnia – iluminacją umysłów czystych. Czwarty wykład poświęcony jest człowiekowi i pokazuje, jak kolejne dni stworzenia odpowiadają władzom ludzkiej natury: od cielesności, przez zmysły i wyobraźnię, po rozum i intelekt.
Wykład piąty ma charakter syntetyczny: omawia wszystkie światy razem, w ich wzajemnym porządku, i pokazuje, jak jeden wers może jednocześnie mówić o każdym z nich. Szósty wykład dotyczy związków i pokrewieństw między rzeczami, tego, co łączy byty różnych poziomów i co sprawia, że wszechświat jest jednym organizmem, a nie zbiorem niezależnych części. Siódmy wreszcie zwraca się ku celowi: ku szczęśliwości, którą Pico rozumie jako powrót stworzenia do źródła. Tutaj kosmologia ustępuje teologii łaski, a opis świata przechodzi w opis drogi, którą człowiek, upadły w Adamie i odnowiony w Chrystusie, może wrócić do Boga.
Ten ostatni krok nadaje całości wymiar duchowy, który łatwo przeoczyć, gdy czyta się Heptaplus wyłącznie jako ćwiczenie z symbolicznej kosmologii. Pico nie zadowala się pokazaniem, że wszystko odpowiada wszystkiemu. Pyta, po co istnieje ta struktura, i odpowiada, że po to, aby człowiek, który ją w sobie streszcza, mógł ją przekroczyć. Mikrokosmos nie jest celem samym w sobie; jest drogą, a zarazem zadaniem.
Między heksaemeronem a Akademią florencką
Aby docenić zamysł Pica, trzeba pamiętać, w jakim gatunku pisał. Komentarze do sześciu dni stworzenia należały do najstarszych form chrześcijańskiej refleksji nad przyrodą. Bazyli Wielki w swoich homiliach na Heksaemeron opisywał świat zwierząt i roślin jako dzieło mądrości Stwórcy, Ambroży przeniósł ten wzór na grunt łaciński, a Augustyn kilkakrotnie wracał do pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, aż po rozbudowany wykład „dosłowny”, w którym zmagał się z pytaniem, czym właściwie było światło pierwszego dnia, skoro słońce powstało dopiero w czwartym. W średniowieczu gatunek ten stał się polem spotkania teologii z filozofią naturalną; w heksaemeronach dyskutowano o żywiołach, o sferach niebieskich i o naturze czasu.
Pico zna tę tradycję i nie zrywa z nią, ale zmienia jej oś. Jego poprzednicy pytali przede wszystkim, co i w jakiej kolejności zostało stworzone. Pico pyta, jak jeden tekst może jednocześnie opisywać kilka porządków rzeczywistości. Wnosi do gatunku coś, czego wcześniej w takiej postaci w nim nie było: florencki ideał harmonii między objawieniem a filozofią pogańską, wypracowany w kręgu Marsilia Ficina. Platońska hierarchia bytów, w której inteligencje, dusze i ciała odbijają się nawzajem, zostaje tu wpisana w ramy biblijnej narracji, a zarazem od niej uzależniona. W ten sposób Heptaplus staje się mostem między dwoma światami intelektualnymi: między uczonym komentarzem do Pisma a renesansową filozofią odpowiedniości.
Mikrokosmos jako odpowiedzialność
Idea człowieka jako małego świata była w renesansie powszechna i Pico nie jest jej autorem. Wywodzi się ona z myśli greckiej, była obecna w pismach hermetycznych i u wielu autorów średniowiecznych. Oryginalność Heptaplus polega na sposobie, w jaki ta idea zostaje zakotwiczona w tekście biblijnym i połączona z rygorystyczną strukturą trzech światów. Człowiek jest tu nie tyle odbiciem kosmosu, co jego spoiwem. Bez niego światy pozostałyby obok siebie, uporządkowane, lecz nie zjednoczone; w nim stykają się materialne i duchowe, widzialne i niewidzialne.
To zjednoczenie nie jest jednak dane raz na zawsze. Pico podkreśla, że człowiek może zstąpić ku temu, co w nim zwierzęce, albo wznieść się ku temu, co anielskie, i że od jego wyboru zależy, który z zawartych w nim światów weźmie górę. Jest to ten sam motyw, który znany jest z jego słynnej mowy o godności człowieka, ale w Heptaplus zostaje rozwinięty w języku egzegezy, a nie retoryki. Świat czwarty jest zarazem najbogatszy i najbardziej zagrożony: ma w sobie wszystko, więc wszystko może w nim się zepsuć albo wszystko może zostać uświęcone.
Z dzisiejszej perspektywy Heptaplus bywa oceniany jako dzieło przejściowe, mniej śmiałe od tez rzymskich, bardziej ostrożne doktrynalnie, jakby pisane z myślą o uniknięciu dalszych podejrzeń. Ta ostrożność nie odbiera mu jednak głębi. Jest to jedna z najdojrzalszych prób renesansowego czytania Biblii jako księgi natury, w której opowieść o stworzeniu staje się jednocześnie kosmologią, antropologią i nauką o zbawieniu. Dla historii myśli hermetycznej ma znaczenie także dlatego, że pokazuje, jak idea odpowiedniości między poziomami bytu mogła zostać w pełni wpisana w ramy chrześcijańskiej teologii – bez magii, bez kultu gwiazd, jako egzegeza tekstu, który dla Pica pozostawał słowem objawionym.
