Pico della Mirandola i wolność człowieka w dziewięciuset tezach
Dziewięćset tez Pica z 1486 roku miały dowieść, że wszystkie szkoły myśli – od scholastyków i Arabów po Platończyków, Hermesa i kabalistów – zbiegają się w jednej prawdzie, a słynna wolność człowieka z mowy wstępnej była przede wszystkim wezwaniem do mistycznego wznoszenia się, nie manifestem nowoczesnej autonomii.

Hrabia Concordii i jego rzymskie zaproszenie
Giovanni Pico, urodzony w 1463 roku w rodzinie władców niewielkiego państewka Mirandola i Concordia w Emilii, był w chwili swojego najgłośniejszego przedsięwzięcia zaledwie dwudziestotrzylatkiem. Miał za sobą studia prawa kanonicznego w Bolonii, filozofii w Ferrarze i Padwie, pobyt na uniwersytecie paryskim oraz kontakty z florenckim kręgiem Marsilia Ficina, który przekładał wówczas Platona i Plotyna. W Padwie słuchał żydowskiego arystotelika Eliasza del Medigo, później zatrudniał uczonych żydowskich, wśród nich konwertytę znanego jako Flawiusz Mitrydates, który przygotował dla niego łacińskie przekłady tekstów kabalistycznych. Erudycja Pica miała więc wymiar nie tylko lekturowy, lecz także organizacyjny: młody arystokrata gromadził tłumaczy, rękopisy i nauczycieli tak, jak inni książęta gromadzili klejnoty.
W grudniu 1486 roku w Rzymie ukazał się drukiem zbiór Conclusiones, liczący dziewięćset krótkich, apodyktycznych twierdzeń. Pico zapowiadał, że po święcie Trzech Króli będzie ich bronił w publicznej dyspucie przed uczonymi z całej Europy, a przybyszom z daleka obiecywał pokrycie kosztów podróży. Gest ten był zarazem akademicki i książęcy. Dysputa była zwyczajną formą życia średniowiecznego uniwersytetu, lecz żaden magister nie proponował dotąd sporu o takiej skali, obejmującego niemal całą znaną tradycję filozoficzną i teologiczną, i żaden nie finansował słuchaczy z własnej kieszeni.
Przedsięwzięcie poprzedził zresztą epizod mało budujący. Wiosną 1486 roku w Arezzo Pico próbował uprowadzić Margheritę, żonę jednego z krewnych Medyceuszy, co skończyło się zbrojną pogonią, raną i krótkim aresztem. Biografowie chętnie pomijają ten incydent, ale dobrze przypomina on, że autor jednego z najsłynniejszych tekstów o ludzkiej godności był młodym człowiekiem, którego ambicje nie zawsze mieściły się w regułach, jakie sam później opisywał.
Architektura dziewięciuset konkluzji
Zbiór dzieli się na dwie nierówne części. Pierwsza, licząca czterysta dwie tezy, referuje stanowiska innych: łacińskich doktorów, takich jak Albert Wielki, Tomasz z Akwinu i Duns Szkot, myślicieli arabskich – Awicenny, Awerroesa, Alfarabiego – greckich perypatetyków, neoplatończyków od Plotyna po Proklosa, a wreszcie autorytetów uchodzących wówczas za najstarsze: Pitagorasa, „teologów chaldejskich”, Hermesa Trismegistosa i „mędrców hebrajskich kabalistów”. Druga część, czterysta dziewięćdziesiąt osiem tez, przedstawia twierdzenia, które Pico formułuje „według własnego zdania”. Proporcja ta sama w sobie jest wymowna: więcej niż połowę zbioru stanowią twierdzenia, za które autor bierze pełną odpowiedzialność, a nie wypisy z cudzych poglądów.
Kolejność grup także niesie przesłanie. Zaczyna się od scholastyki, którą każdy słuchacz w Rzymie znał, a kończy na tradycjach, które dla większości były egzotyczne lub podejrzane. Ten ruch od znanego do tajemnego odpowiadał przekonaniu, że najgłębsza mądrość ukryta jest w źródłach najdawniejszych, a doktrynę chrześcijańską można potwierdzić świadectwem pogańskich mędrców i żydowskiej tradycji ustnej. Wśród tez własnych Pica znajdują się konkluzje o magii naturalnej, o liczbach pitagorejskich, o hymnach orfickich, a także dwie serie poświęcone kabale, które otwierają dzieje kabały chrześcijańskiej, osobno omawianej w innym eseju tej biblioteki.
Zasadą łączącą całość była concordia, zgoda filozofów. Pico chciał pokazać, że Platon i Arystoteles różnią się słowami, a nie rzeczą, że Tomasz i Szkot mogą zostać pogodzeni, a teologia chrześcijańska stanowi koronę, do której wszystkie te nurty prowadzą. Amerykański badacz Stephen A. Farmer, autor krytycznego wydania i przekładu Conclusiones z 1998 roku, nazwał ten projekt synkretyzmem wyjątkowo radykalnym: zamiast wybierać między autorytetami, Pico stosował wyrafinowane techniki interpretacyjne, które pozwalały każdemu z nich powiedzieć to samo. Tezy są krótkie, często niejasne, zbudowane tak, by dopiero ustna obrona wydobyła ich sens. Ich lektura bez planowanej dysputy przypomina czytanie partytury bez wykonania.
Komisja, apologia i bulla
Do dysputy nie doszło. Papież Innocenty VIII zawiesił ją i powołał komisję teologów, która w marcu 1487 roku uznała trzynaście tez za heretyckie, gorszące lub wątpliwe. Dotyczyły one między innymi zstąpienia Chrystusa do otchłani, które Pico rozumiał nie jako realne, lecz jako zstąpienie co do skutku, a także twierdzenia, że grzech śmiertelny popełniony w skończonym czasie nie zasługuje na karę nieskończoną. Najsłynniejszą z kwestionowanych konkluzji była teza, że żadna nauka nie upewnia nas bardziej o boskości Chrystusa niż magia i kabała. Wątpliwości budziło też zdanie, iż rozumniej jest wierzyć w zbawienie Orygenesa niż w jego potępienie.
Pico odpowiedział szybko, w ciągu kilku tygodni pisząc Apologię, w której bronił wszystkich trzynastu tez, nierzadko z ironią wobec kompetencji członków komisji. Ten krok pogorszył jego sytuację. Bulla z 4 sierpnia 1487 roku potępiła cały zbiór, a egzemplarze miały zostać spalone. Pico wyjechał do Francji, gdzie na początku 1488 roku został zatrzymany na polecenie papieskich wysłanników i przez pewien czas przetrzymywany w Vincennes. Uwolnienie zawdzięczał wstawiennictwu możnych protektorów, przede wszystkim Wawrzyńca Medyceusza, który przyjął go następnie we Florencji. Rozgrzeszenie od papieża Aleksandra VI uzyskał dopiero w 1493 roku, rok przed śmiercią.
Ostatnie lata przyniosły dzieła spokojniejsze w tonie: Heptaplus z 1489 roku, siedmiokrotny komentarz do biblijnego opisu stworzenia, traktat De ente et uno, próbujący pogodzić Platona i Arystotelesa w kwestii bytu i jedności, oraz obszerne Disputationes adversus astrologiam divinatricem, opublikowane pośmiertnie w 1496 roku przez bratanka, Gianfrancesca. Ta ostatnia praca, zwrócona przeciw astrologii wróżebnej, dowodzi, że entuzjazm Pica dla tajemnych tradycji miał wyraźne granice. Zmarł we Florencji w listopadzie 1494 roku, w dniu wkroczenia wojsk Karola VIII; analizy szczątków przeprowadzone w XXI wieku wskazały na prawdopodobne zatrucie arszenikiem, choć okoliczności pozostają niejasne.
Mowa, która nie została wygłoszona
Do dysputy przygotował Pico mowę wstępną. Tekst ten nigdy nie wybrzmiał przed audytorium, a fragmenty przeniósł autor do Apologii; pełną wersję wydał po jego śmierci Gianfrancesco. Tytuł De hominis dignitate, pod którym mowa przeszła do historii, nie pochodzi od samego Pica, lecz od późniejszej tradycji wydawniczej. Szczegół ten ma znaczenie, bo właśnie tytuł ukierunkował czytanie całości jako traktatu o godności, podczas gdy w intencji autora miała to być uroczysta zachęta do filozofowania i zarazem obrona programu dziewięciuset tez.
Mowa otwiera się słowami przypisanymi Hermesowi z Asklepiusa: wielkim cudem jest człowiek. Następnie Pico opowiada własną wersję stworzenia. Bóg, ukończywszy świat i rozdzieliwszy wszystkie dary między istoty niebieskie i ziemskie, nie miał już nic, co mógłby dać człowiekowi jako jego własność. Postawił go więc pośrodku i powiedział, że nie dał mu ani określonego miejsca, ani własnego oblicza, ani szczególnego zadania, aby sam, według swej woli, je wybrał. Człowiek może zwyrodnieć ku niższym istotom, zwierzęcym, albo odrodzić się ku wyższym, boskim. Pico porównuje go do kameleona, istoty zdolnej przybierać barwę otoczenia.
Ten fragment, zajmujący niewielką część mowy, uczyniono w XIX i XX wieku hasłem całego renesansu. Jacob Burckhardt i Ernst Cassirer widzieli w nim narodziny nowoczesnego indywiduum, które samo stanowi o sobie. Lektura całego tekstu daje jednak obraz bardziej złożony. Wolność człowieka nie jest u Pica celem, lecz punktem wyjścia drabiny: kto wybierze wznoszenie się, powinien najpierw oczyścić namiętności filozofią moralną, następnie uporządkować rozum dialektyką, poznać przyrodę filozofią naturalną, aż wreszcie teologia wprowadzi go w kontemplację. Wzorem są chóry anielskie – serafini płonący miłością, cherubini promieniejący poznaniem, trony trwające w sądzie – a obrazem drabina Jakuba.
Druga połowa mowy, rzadziej cytowana, jest obroną samego przedsięwzięcia. Pico odpiera w niej zarzuty, że jest zbyt młody na tak wielki spór i że publiczna dysputa o najświętszych sprawach jest próżną ostentacją. Wyjaśnia, dlaczego nie przysiągł wierności jednemu mistrzowi, lecz przeszedł przez szkoły wszystkich, i dlaczego dodał do tez rzeczy nowe, takie jak sposób filozofowania przez liczby. Ta część tekstu pokazuje, że opowieść o Adamie bez stałego miejsca nie była samodzielnym traktatem antropologicznym, lecz uzasadnieniem prawa do przekraczania granic szkół i dyscyplin.
Wolność jako droga do przekroczenia siebie
Brian Copenhaver w książce Magic and the Dignity of Man z 2019 roku przekonywał, że kluczem mowy nie jest afirmacja ludzkiej podmiotowości, lecz pragnienie, by człowiek przestał być sobą i zjednoczył się z Bogiem, a nawet zatracił w ciemności boskiej jedności. W tej perspektywie kameleon nie symbolizuje twórczej autokreacji, lecz plastyczność, która pozwala istocie bez stałego miejsca stać się aniołem, a wreszcie czymś więcej niż aniołem. Wymaga to wyrzeczenia, oczyszczenia i posłuszeństwa ezoterycznym tradycjom, które Pico wylicza w drugiej części mowy: misteriom egipskim, Mojżeszowej tradycji ustnej przekazanej siedemdziesięciu starszym, magii odróżnionej starannie od czarnoksięstwa.
Nie trzeba przyjmować tej interpretacji w całości, by dostrzec jej trafność w jednym punkcie. Wolność Pica jest wolnością wyboru kierunku w uporządkowanej hierarchii bytu, nie wolnością tworzenia wartości. Kosmos pozostaje u niego drabiną od materii do Boga, a człowiek ma jedynie tę osobliwość, że nie przypisano mu szczebla. Na tym polega jego zaszczyt i zarazem ryzyko. Kto czyta tę myśl wyłącznie jako zapowiedź liberalnego indywidualizmu, gubi jej mistyczną treść; kto widzi w niej tylko mistykę, przeocza, jak śmiało młody filozof uczynił z braku natury cechę gatunkową.
Właśnie tu łączą się mowa i dziewięćset tez. Człowiek pozbawiony stałego oblicza jest istotą, która może wysłuchać wszystkich nauczycieli: Arystotelesa i Proklosa, Awerroesa i Hermesa, Tomasza i kabalistów. Synkretyzm konkluzji nie był zatem kolekcjonerskim kaprysem, lecz praktycznym wyrazem antropologii. Skoro człowiek może stać się wszystkim, wolno mu też przejść przez wszystkie szkoły, by w każdej odnaleźć cząstkę tej samej prawdy. Rzymska kuria zatrzymała dysputę, ale nie zatrzymała tego pomysłu; przez następne stulecie concordia wszystkich mądrości stała się jednym z najpotężniejszych marzeń europejskiej ezoteryki, od Reuchlina po Postela i Patriziego, choć mało kto podjął je z taką zuchwałością i w tak młodym wieku.
