Pomponiusz Leto i spisek Akademii Rzymskiej
Uwięzienie członków Akademii Rzymskiej przez papieża Pawła II w 1468 roku pokazuje, jak łatwo żarliwy kult starożytnego Rzymu – przybrane łacińskie imiona, inskrypcje w katakumbach, świętowanie urodzin Miasta – mógł zostać odczytany jako ukryte pogaństwo i spisek przeciw władzy papieskiej.

Nauczyciel starożytności
Giulio Pomponio Leto, w łacińskim brzmieniu Pomponius Laetus, urodził się w 1428 roku w Kalabrii i według przekazów był nieślubnym synem z rodu Sanseverino. Do Rzymu przybył jako młody człowiek i uczył się u Lorenza Valli, a po jego śmierci przejął część jego zajęć jako nauczyciel retoryki. Był filologiem i antykwariuszem w najbardziej dosłownym sensie: zbierał inskrypcje, odczytywał ruiny, badał topografię starożytnego Miasta, wydawał i komentował autorów łacińskich, od Warrona po Festusa. Współcześni opisywali go jako człowieka surowego w obyczajach, ubogiego z wyboru, żyjącego wśród ksiąg i ogrodów na Kwirynale, gdzie gromadził uczniów i przyjaciół.
Ten krąg zwykło się nazywać Akademią Rzymską, choć słowo to należy rozumieć ostrożnie. Nie była to szkoła z programem ani towarzystwo z przywilejami, lecz wspólnota humanistów, którzy spotykali się w domu Leta, czytali klasyków, deklamowali wiersze i odbywali wycieczki po ruinach. Ich celem była nie tyle filozofia, ile wskrzeszenie łacińskiej mowy i rzymskiego obyczaju. Starożytny Rzym był dla nich nie tylko przedmiotem badań, ale wzorem życia – czymś, co należało nie tylko poznać, lecz w miarę możliwości odtworzyć.
Imiona, święta i podziemia
Członkowie kręgu przyjmowali łacińskie imiona, które zastępowały ich chrzcielne. Pomponius był już samym tym imieniem rzymskim; Filippo Buonaccorsi przybrał imię Kallimach z przydomkiem Experiens; inni nosili imiona w rodzaju Glaucus, Asclepiades czy Petreius. Praktyka ta, choć dla nas wygląda na niewinną grę literacką, miała wymowę symboliczną: oznaczała przynależność do nowej wspólnoty, która stawiała się w ciągłości z antykiem, a nie z chrześcijańską tradycją imion świętych. Dla obserwatora życzliwego była to elegancka zabawa erudytów; dla podejrzliwego – odrzucenie chrztu.
Akademicy świętowali też rocznicę założenia Rzymu, Palilia lub Parilia, przypadającą 21 kwietnia. Uroczystość łączyła mowy, poezję i wspólny posiłek i była świadomym nawiązaniem do dawnego kalendarza rzymskiego. W późniejszych latach, gdy Akademia zyskała tolerancję władz, obchody te przybrały charakter publicznej celebry z udziałem duchownych i dostojników. W latach sześćdziesiątych XV wieku mogły jednak wyglądać na próbę wskrzeszenia pogańskiego święta.
Najbardziej sugestywnym śladem kręgu są inskrypcje, które jego członkowie pozostawili w rzymskich katakumbach. Zostały one odkryte i opisane w XIX wieku przez Giovanniego Battistę de Rossiego, twórcę nowoczesnej archeologii chrześcijańskiej. Napisy wymieniają imiona akademików, a w niektórych Pomponius nazywany jest pontifex maximus, najwyższym kapłanem. Znaczenie tego tytułu jest sporne. Mógł być żartobliwym nawiązaniem do kolegium kapłańskiego dawnego Rzymu, w którym Pomponius jako przewodnik wycieczek pełnił rolę mistrza ceremonii; mógł też być wyrazem zakonnej niemal czci, jaką otaczali go uczniowie. Nie ma dowodów, że krąg sprawował w katakumbach jakiekolwiek obrzędy; wizyty w podziemiach były raczej wyprawami antykwarycznymi do miejsc, gdzie przeszłość Miasta była najbardziej namacalna. Ale tytuł ten, używany w czasach, gdy pontifex maximus był oficjalnym tytułem papieża, nie mógł nie budzić niepokoju.
Karnawał 1468
Kryzys nadszedł w lutym 1468 roku, w czasie karnawału. Papież Paweł II, Wenecjanin Pietro Barbo, otrzymał doniesienia o spisku, którego członkowie mieli planować zamach na jego życie. Wśród oskarżonych znaleźli się członkowie kręgu Pomponiusza. Kilku zostało aresztowanych, inni uciekli. Kallimach zdołał opuścić Rzym i po latach wędrówek osiadł w Polsce, gdzie stał się jedną z najważniejszych postaci humanizmu na dworze Jagiellonów. Pomponius przebywał wówczas w Wenecji, gdzie uczył dzieci miejscowych patrycjuszy; tam także go uwięziono, zarzucając mu przy okazji niemoralne relacje z uczniami, i wydano papieżowi.
Oskarżeni trafili do Zamku św. Anioła. Zarzuty były różne i nakładały się na siebie: spisek przeciw papieżowi, sympatie republikańskie, pogaństwo, niewiara w nieśmiertelność duszy, kult starożytnych bogów, zepsucie obyczajów. Przesłuchania prowadzono z użyciem tortur. Śledztwo nie potwierdziło jednak istnienia rzeczywistego spisku. Najprawdopodobniej sprawa była wynikiem splotu kilku okoliczności: napięcia politycznego w Państwie Kościelnym, obaw papieża przed buntem, plotek o republikańskich marzeniach humanistów, którzy idealizowali Rzym przedcesarski, oraz osobistych urazów, które Paweł II żywił wobec części środowiska.
W całej sprawie jest głęboka ironia. Paweł II nie był wrogiem starożytności jako takiej. Przeciwnie, należał do najwybitniejszych kolekcjonerów antyków swojego czasu: gromadził gemmy, kamee, monety, brązy i rzeźby, a jego rezydencja przy kościele San Marco, znana dziś jako Palazzo Venezia, była jednym z pierwszych wielkich pałaców renesansowych w Rzymie. Organizował też wystawne karnawałowe widowiska, nawiązujące do rzymskich triumfów. Jego podejrzliwość nie dotyczyła więc samego zamiłowania do antyku, lecz tego, kto i w jakim celu się nim posługuje. Dla papieża starożytność mogła być ozdobą władzy; dla humanistów z kręgu Pomponiusza bywała alternatywnym wzorem obywatelskiego życia, w którym miejsce papieża-monarchy zajmowały republikańskie cnoty. To przesunięcie akcentu, a nie same posągi i inskrypcje, uczyniło akademików niebezpiecznymi w oczach dworu.
Przebieg przesłuchań pozwala też zobaczyć, jak oskarżeni bronili się przed zarzutami. Pomponius w pismach obronnych, sporządzonych w więzieniu, przedstawiał swoje zainteresowania jako czysto naukowe i deklarował wierność Kościołowi; tłumaczył, że posługiwanie się dawnymi imionami i formułami było sprawą stylu, nie wiary. Linia ta była skuteczna o tyle, że śledczy nie zdołali przedstawić dowodów rzeczywistego bluźnierstwa. Pozostawała jednak niewygodna prawda: dla ludzi tak głęboko zanurzonych w łacińskiej literaturze rozróżnienie między stylem a przekonaniem samo w sobie było delikatne.
Platina i pamięć o więzieniu
Wśród więźniów był Bartolomeo Sacchi, zwany Platiną, humanista z okolic Cremony, który już wcześniej popadł w konflikt z papieżem. Gdy Paweł II rozwiązał kolegium abrewiatorów, do którego należał Platina, ten zaprotestował w liście z pogróżką odwołania się do soboru, za co trafił do więzienia już w 1464 roku. Druga niewola, w 1468 roku, była dla niego jeszcze cięższa. W listach z więzienia błagał o łaskę, zapewniał o prawowierności i poddawał się woli papieża; dopiero w 1469 roku on i jego towarzysze zostali uwolnieni.
Platina miał jednak ostatnie słowo. Za pontyfikatu Sykstusa IV został prefektem odnowionej Biblioteki Watykańskiej, a w 1479 roku ukazało się jego dzieło Liber de vita Christi ac omnium pontificum, zbiór żywotów papieży. Portret Pawła II wypadł w nim bardzo niekorzystnie: papież jawił się jako człowiek podejrzliwy, wrogi nauce, nieufny wobec uczonych i okrutny wobec więźniów. Przez stulecia ten obraz kształtował pamięć o sprawie 1468 roku. Historycy podkreślają dziś, że relacja Platiny jest świadectwem stronniczym, pisanym przez ofiarę, która miała powody do żalu. Ale samo to, że więzień mógł po latach napisać oficjalną historię papiestwa, mówi wiele o tym, jak szybko zmieniła się sytuacja humanistów w Rzymie.
Podejrzenie pogaństwa
Najważniejsze pytanie, jakie stawia sprawa Akademii, nie dotyczy tego, czy istniał spisek – na to odpowiedź jest raczej przecząca – lecz tego, dlaczego tak łatwo w niego uwierzono. Odpowiedź leży w samej naturze humanistycznego kultu antyku. Gdy uczony nie tylko czyta Liwiusza, lecz przyjmuje rzymskie imię, świętuje rzymskie święto, nazywa swojego mistrza najwyższym kapłanem i wędruje po katakumbach jako po świątyniach pamięci, granica między erudycją a religią przestaje być oczywista. Dla obserwatora z zewnątrz trudno było odróżnić miłość do łacińskiej literatury od tęsknoty za światem, w którym rządzili bogowie Olimpu.
Podejrzenie to nie było całkowicie bezpodstawne, choć było przesadzone. Niektórzy humaniści rzeczywiście pisali o bogach antycznych z sympatią, kwestionowali dogmaty albo ironizowali na temat duchowieństwa. Lorenzo Valla, nauczyciel Pomponiusza, wykazał nieautentyczność donacji Konstantyna, podważając jeden z fundamentów doczesnej władzy papieży; w środowisku jego uczniów krytyka Kościoła nie była czymś obcym. Ale od krytyki do pogańskiego kultu, a tym bardziej do spisku, była daleka droga. Nic nie wskazuje, by akademicy składali ofiary bogom czy tworzyli tajne bractwo o religijnym charakterze. Ich pogaństwo było przede wszystkim estetyczne i obyczajowe, a nie teologiczne.
Właśnie ta niejednoznaczność czyni sprawę 1468 roku ważnym epizodem w historii zachodniej wyobraźni. Pokazuje ona, że renesansowy powrót do antyku nie był neutralnym programem filologicznym. Wskrzeszanie przeszłości zawsze wiązało się z pytaniem, co z niej powinno wrócić: tylko język i forma, czy także wartości, obyczaje i bogowie. Akademicy rzymscy, nie odpowiadając na to pytanie wprost, sami stworzyli przestrzeń dla podejrzeń. Władza kościelna, nie mogąc oddzielić elegancji od herezji, sięgnęła po narzędzia, których używano wobec spiskowców.
Akademia po burzy
Po uwolnieniu Pomponius wrócił do nauczania i, co znamienne, nie złagodził swojego stylu życia. Za Sykstusa IV Akademia została odnowiona i zyskała oficjalną tolerancję, a nawet uznanie: przyjęła formę sodalicji religijnej z własnymi świętymi patronami, co pozwoliło włączyć dawne zwyczaje w chrześcijańskie ramy. Obchody urodzin Rzymu zostały oswojone przez połączenie ich z mszą i kazaniem, a pogańskie imiona przestały budzić grozę. Pomponius prowadził dalej swoje badania nad topografią Rzymu, wystawiał z uczniami komedie Plauta i Terencjusza, wydawał teksty. Zmarł w 1498 roku i został pochowany z wielkimi honorami.
Jego uczniowie i goście rozproszyli ten wzór po Europie. Konrad Celtis, który odwiedził Rzym w czasie swojej podróży do Italii, przeniósł ideę humanistycznej sodalicji do Niemiec. Kallimach w Krakowie stał się ogniwem łączącym rzymski krąg z polskim humanizmem. W ten sposób Akademia, którą papież próbował zniszczyć jako gniazdo spisku, stała się jednym z najbardziej wpływowych modeli humanistycznej wspólnoty – miejscem, gdzie kult przeszłości, nawet jeśli bywał podejrzany, stał się sposobem życia, a nie tylko przedmiotem nauki.
