Pomponazzi i De incantationibus – natura zamiast demonów
Napisany w 1520 roku, a wydany w Bazylei dopiero w 1556 roku traktat Pietra Pomponazziego o zaklęciach tłumaczy cudowne uzdrowienia, wyrocznie i znaki przyczynami naturalnymi, siłą wyobraźni i wpływem nieba, odsuwając z filozoficznego wyjaśnienia demony i anioły, które średniowieczna nauka uważała za niezbędne.

Pytanie lekarza z Mantui
Pietro Pomponazzi, profesor filozofii naturalnej w Padwie, a od 1512 roku w Bolonii, był w latach dwudziestych XVI wieku jednym z najsłynniejszych arystotelików Italii. Jego najgłośniejsza książka sprzed kilku lat wywołała burzę wśród teologów, toteż kolejny traktat, poświęcony przyczynom zjawisk uchodzących za cudowne, autor pozostawił w rękopisie. De naturalium effectuum causis sive de incantationibus ukończył w 1520 roku, ale za jego życia krążył on jedynie w odpisach. Drukiem ukazał się w Bazylei w 1556 roku, ponad trzydzieści lat po śmierci autora, staraniem lekarza Guglielma Grataroliego, protestanckiego emigranta z Bergamo.
Okazją do napisania traktatu było, według samego Pomponazziego, pytanie zadane przez lekarza z Mantui. Chodziło o przypadki uzdrowień dokonanych za pomocą zaklęć, słów i amuletów, o których opowiadano z pełnym przekonaniem i których nie sposób było po prostu zbyć jako zmyślenia. Pytający chciał wiedzieć, czy filozof może je wyjaśnić bez odwoływania się do demonów. Ówczesna teologia i demonologia, utrwalone od czasów Tomasza z Akwinu, odpowiadały, że skuteczne zaklęcia działają dzięki paktowi, jawnemu lub milczącemu, ze złymi duchami. Pomponazzi postanowił wykazać, że arystotelesowska filozofia natury wystarcza do wyjaśnienia tych zjawisk.
Jego punkt wyjścia jest metodologiczny. Filozof, pisze, nie powinien sięgać po przyczyny niewidzialne i nadprzyrodzone, gdy istnieją przyczyny naturalne, zdolne wytłumaczyć to samo. Wprowadzanie demonów, których istnienia nie da się udowodnić rozumem na gruncie Arystotelesa, jest dla niego nadmiarem wyjaśniającym, a zarazem ucieczką przed wysiłkiem badania. Ten argument z ekonomii przyczyn stanowi kręgosłup całego traktatu.
Tło tego wyboru jest istotne. Kilkadziesiąt lat wcześniej, w 1487 roku, ukazał się Malleus maleficarum, a w pierwszych dekadach XVI wieku demonologia cieszyła się wśród teologów i inkwizytorów niesłabnącym autorytetem. Za realnością paktu z diabłem przemawiały nie tylko pisma scholastyków, lecz także praktyka sądowa. Na tym tle propozycja Pomponazziego nie była neutralnym ćwiczeniem logicznym. Jeśli zjawiska przypisywane czarownicom i zaklinaczom dało się wyjaśnić naturalnie, to podstawy, na których opierano oskarżenia, traciły swoją filozoficzną konieczność. Autor nie wyciąga z tego wniosków politycznych, ale jego wywód podważał całą konstrukcję intelektualną, w której cudowność była niemal zawsze dziełem duchów.
Uzdrowienia, które leczą bez czarów
Pomponazzi zbiera liczne przykłady, częściowo z literatury, częściowo z relacji współczesnych. Opowiada o ludziach, którzy słowami lub dotykiem zatrzymywali krwotoki, goili rany, leczyli oparzenia i gorączkę, o ziołach i kamieniach, którym przypisywano niezwykłe właściwości, o osobach zdolnych zaszkodzić spojrzeniem. Nie zaprzecza samym zjawiskom; uznaje wiele z nich za dobrze poświadczone. Zmienia jedynie ich wyjaśnienie, przenosząc je z porządku duchów do porządku natury.
Pierwszym rodzajem przyczyny są ukryte własności rzeczy. Zioła, minerały i części zwierząt mają moce, których nie można wyprowadzić z ich jawnych jakości, ale które są naturalne, tak jak naturalna jest moc magnesu przyciągającego żelazo. Gdy uzdrowiciel posługuje się takim przedmiotem i wypowiada nad nim słowa, ludzie przypisują skutek słowom, choć działa sam przedmiot. Formuła jest wtedy tylko towarzyszącym rytuałem, a nie przyczyną.
Drugim rodzajem jest to, co dzieje się w samych ludziach. Pomponazzi przyjmuje, że niektóre osoby, z racji szczególnej komplekcji, wydzielają subtelne opary i duchy, które mogą oddziaływać na otoczenie. Odwołuje się do Arystotelesowej uwagi o lustrze, które zmętnia się od spojrzenia kobiety w czasie menstruacji, do opowieści o urokach rzucanych wzrokiem, do bazyliszka zabijającego spojrzeniem. Jeśli tak jest, to również dobroczynne działanie może wypływać z ciała uzdrowiciela, przez jego oddech, wzrok i dotyk. Moc ta jest rzadka i niezwykła, lecz nie nadprzyrodzona.
Wyobraźnia jako siła natury
Najważniejszym narzędziem wyjaśniającym traktatu jest wyobraźnia. Pomponazzi przyjmuje, w nawiązaniu do Awicenny, że silna wyobraźnia może zmieniać nie tylko ciało, do którego należy, ale i ciała zewnętrzne. Awicenna pisał, że dusza o szczególnej mocy może działać na materię poza sobą, i podawał przykłady uroków. Pomponazzi przejmuje tę ideę w umiarkowanej postaci, ale przede wszystkim kładzie nacisk na wyobraźnię i ufność chorego.
Ten ostatni punkt prowadzi do jednej z najsłynniejszych obserwacji traktatu. Jeżeli chory wierzy mocno, że zostanie uzdrowiony przez relikwie świętego, jego wiara i oczekiwanie poruszają w nim duchy i humory w sposób, który może przynieść poprawę. Pomponazzi zauważa z ironiczną ostrożnością, że gdyby w miejsce kości świętego położono kości psa, a chorzy o tym nie wiedzieli, uzdrowienia następowałyby tak samo. Zdanie to, wielokrotnie później cytowane, nie neguje istnienia cudów w porządku wiary, lecz pokazuje, że wiele zjawisk przypisywanych relikwiom można wyjaśnić naturalnie, przez działanie wyobraźni i ufności na ciało.
W tej perspektywie zaklęcie odzyskuje skuteczność, ale innego rodzaju. Słowa wypowiadane przez uzdrowiciela nie przymuszają duchów i nie są przekazicielami tajemnej siły, lecz działają na umysł chorego, budząc w nim zaufanie i nadzieję. To właśnie ta nadzieja, przechodząc w ciało, sprzyja uzdrowieniu. Autor nie posiadał oczywiście pojęć nowoczesnej psychologii, ale jego analiza zaskakująco blisko podchodzi do tego, co później nazwano wpływem sugestii i oczekiwania. Wyobraźnia jest w jego ujęciu siłą naturalną, mieszczącą się w arystotelesowskiej fizjologii duchów i humorów.
Za tą tezą stało powszechne w epoce przekonanie o potędze wyobrażeń. Lekarze i filozofowie powtarzali, że wyobraźnia ciężarnej kobiety może odcisnąć znamię na ciele dziecka, że strach wywołuje chorobę, a radość ją przepędza. Pomponazzi korzysta z tego zasobu obserwacji i anegdot, by pokazać, że granica między duszą a ciałem jest w praktyce bardzo cienka. Skoro sama myśl o zagrożeniu potrafi przyspieszyć bicie serca i zmienić barwę twarzy, nie ma powodu sądzić, że silne przekonanie o uzdrowieniu nie może wpłynąć na przebieg choroby.
Niebo jako przyczyna niezwykłego
Trzecim i najszerszym kręgiem przyczyn są ciała niebieskie. Zgodnie z arystotelesowską kosmologią, przyjętą przez scholastyków, wszystkie zmiany w świecie podksiężycowym zależą od ruchu sfer i ich wpływów. Pomponazzi wyprowadza z tej zasady skrajne konsekwencje. Jeśli niebo jest przyczyną wszelkiego powstawania i ginięcia, to również zjawiska rzadkie i zdumiewające – posągi pocące się lub mówiące, znaki na niebie, przepowiednie, nagłe uzdrowienia, pojawienie się ludzi o niezwykłych zdolnościach – mogą być skutkiem określonych konfiguracji gwiazd.
Ta astrologiczna teoria niezwykłości pozwala mu objąć naturalnym wyjaśnieniem także wyrocznie starożytności. Pogańskie bóstwa nie mówiły przez posągi dzięki demonom, jak twierdzili Ojcowie Kościoła, lecz przez wpływy niebieskie, które w danej epoce wywoływały w ludziach natchnienie i w przedmiotach osobliwe skutki. Prorocy i sybille byli ludźmi, w których niebo sprawiło szczególną zdolność przewidywania. Niektóre z tych zjawisk mogą być też, dodaje filozof, po prostu oszustwami kapłanów, którzy wykorzystywali łatwowierność tłumu.
Pomponazzi nie musiał wymyślać tej teorii od podstaw. Arabscy i łacińscy astrologowie, od Albumasara po średniowiecznych autorów, wiązali wielkie przemiany historyczne z koniunkcjami planet. Nowością była konsekwencja, z jaką filozof z Bolonii użył tej tradycji, by całkowicie zastąpić demonologię. Tam, gdzie średniowieczny teolog widział interwencję duchów, on widział regularność natury, nawet jeśli jej mechanizmy pozostawały częściowo ukryte i trudne do przewidzenia.
Zasadę tę wzmacnia teza o pośrednictwie przyczyn wtórnych. Bóg, według Pomponazziego, nie działa w świecie podksiężycowym bezpośrednio, lecz przez niebiosa i ich inteligencje, które Arystoteles wiązał z poruszaniem sfer. Nawet jeśli więc chrześcijanin przypisuje jakieś zdarzenie Opatrzności, filozof może pytać, przez jakie naturalne pośrednictwo zostało ono sprawione. Inteligencje niebieskie nie są tu aniołami interweniującymi w ludzkie sprawy, lecz zasadami ruchu, a ich wpływ dociera na ziemię wyłącznie przez światło, ciepło i ruch. W ten sposób cały porządek cudowności zostaje wpisany w ciągłą sieć przyczyn fizycznych.
Cykle religii i granice rozumu
Najśmielszą częścią traktatu jest teoria cyklów religii. Skoro niebo rządzi powstawaniem i ginięciem wszystkich rzeczy, rządzi także prawami i wyznaniami. Religie rodzą się, gdy konfiguracja gwiazd sprzyja pojawieniu się prawodawcy, rozkwitają, gdy wpływy są pomyślne, a potem słabną i zanikają, ustępując miejsca innym. Ich początkom towarzyszą cuda, ponieważ te same wpływy, które wynoszą nowe prawo, wywołują zjawiska niezwykłe, a w czasie upadku cuda rzedną. Pomponazzi stosuje tę zasadę do religii pogańskich, do judaizmu i islamu, ale z jego wywodu wynika jasno, że także chrześcijaństwo podlega temu samemu prawu.
Konsekwencja ta była dla współczesnych szokująca i stanowiła jeden z powodów, dla których autor nie zdecydował się na druk. Pomponazzi zabezpiecza się wielokrotnie deklaracją, że jako chrześcijanin wierzy w cuda, w istnienie aniołów i demonów oraz w nauczanie Kościoła, a jego wywód przedstawia jedynie to, co wynika z zasad filozofii Arystotelesa i naturalnego rozumu. Takie oddzielenie prawdy wiary od wniosków filozoficznych było często interpretowane jako hipokryzja albo jako tak zwana teoria podwójnej prawdy. Bardziej przekonujące wydaje się odczytanie, że Pomponazzi chciał wyznaczyć granicę rozumu: filozof mówi o tym, co da się udowodnić z natury, a teolog o tym, co objawione.
Recepcja traktatu była burzliwa. Pomponazziemu zarzucano naturalizm i libertynizm, a w późniejszym XVI i XVII wieku jego dzieło stało się jednym z punktów odniesienia dla wolnomyślicieli, sceptyków i krytyków cudowności. Jednocześnie należy podkreślić, że De incantationibus nie jest traktatem przeciwko magii w nowoczesnym sensie. Pomponazzi nie twierdzi, że świat jest mechanizmem bez tajemnic; jego natura pełna jest ukrytych sił, wpływów niebieskich, duchów fizjologicznych i potężnej wyobraźni. Odbiera ją jednak władzy osobowych istot pośrednich. Magia przestaje być sprawą demonów, a staje się częścią filozofii przyrody, w której nawet najbardziej zdumiewające zjawisko wymaga wyjaśnienia przez przyczyny, które rozum może badać.
