Marin Mersenne przeciw renesansowej magii natury
Marin Mersenne zwalczał renesansową magię natury nie dlatego, że wątpił w harmonię świata, lecz dlatego, że chciał ją zmierzyć: mechaniczna przyroda pozbawiona ukrytych mocy była dla minimy najlepszym sprzymierzeńcem teologii, broniąc zarazem wolności Boga i odrębności cudu.

Mnich w centrum republiki uczonych
Marin Mersenne urodził się w 1588 roku w Oizé w regionie Maine, kształcił się w jezuickim kolegium w La Flèche, tym samym, do którego kilka lat później uczęszczał Kartezjusz, a następnie studiował teologię w Paryżu. W 1611 roku wstąpił do zakonu minimów, surowej wspólnoty założonej przez świętego Franciszka z Paoli, i od 1619 roku aż do śmierci mieszkał w paryskim konwencie przy placu Królewskim, dzisiejszym placu Wogezów. Z celi zakonnej uczynił jedno z najważniejszych miejsc wymiany myśli naukowej w Europie. Korespondował z Kartezjuszem, Galileuszem, Gassendim, Hobbesem, Fermatem, Torricellim, Huygensem i dziesiątkami innych, przekazując listy, problemy matematyczne i wyniki doświadczeń. W 1641 roku zebrał zarzuty uczonych do Medytacji Kartezjusza, które ukazały się razem z odpowiedziami autora.
Zanim jednak stał się pośrednikiem republiki uczonych, Mersenne był przede wszystkim apologetą. Jego pierwsze wielkie dzieło, Quaestiones celeberrimae in Genesim z 1623 roku, ogromny komentarz do pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, było w gruncie rzeczy encyklopedią przeciwników wiary. Autor wymierzał je w ateistów, deistów, libertynów i, co tu najważniejsze, w magów, kabalistów i filozofów natury, których uważał za zagrożenie nie mniejsze niż otwarta niewiara. Często cytowane szacunki tego dzieła, mówiące o dziesiątkach tysięcy ateistów w samym Paryżu, należy czytać jako retorykę alarmu, a nie statystykę.
Lista oskarżonych
Celem Quaestiones była cała tradycja renesansowej filozofii okultnej. Mersenne atakował Francesca Giorgiego, weneckiego franciszkanina, autora De harmonia mundi z 1525 roku, który budował kosmos z proporcji muzycznych i liczb kabalistycznych. Krytykował Pica della Mirandolę za tezę, że magia i kabała potwierdzają boskość Chrystusa, a także Agryppę za De occulta philosophia, w której magia naturalna, niebiańska i ceremonialna tworzyły jeden system. Rok później w L'Impiété des déistes rozprawił się z Lucilio Vaninim, spalonym w Tuluzie w 1619 roku, oraz z Giordanem Brunem, w których widział rzeczników bezbożnego naturalizmu. W 1625 roku ogłosił La vérité des sciences contre les sceptiques ou pyrrhoniens, gdzie bronił możliwości pewnej wiedzy przyrodniczej przed sceptycyzmem.
Wspólnym mianownikiem tych polemik była krytyka przypisywania naturze mocy, które w oczach Mersenne’a należą albo do Boga, albo do demonów. Renesansowa magia naturalis zakładała, że rzeczy połączone są siecią sympatii i antypatii, że gwiazdy wpływają na kamienie i rośliny, a mag, który zna te ukryte korespondencje, może je wykorzystać. Dla Ficina, Agryppy i Della Porty była to wiedza o przyrodzie, nie o duchach. Mersenne odpowiadał, że albo te działania mają wyjaśnienie naturalne, które można zbadać doświadczeniem i rachunkiem, a wtedy nie są magią, albo go nie mają, a wtedy wskazują na udział demonów. Trzecie wyjście, mówiące o żywej, duchowo czynnej przyrodzie, uważał za pomieszanie pojęć, które zagraża zarówno nauce, jak i religii.
Szczególnie stanowczo traktował Mersenne kabałę praktyczną, czyli przekonanie, że hebrajskie imiona Boga i aniołów, odpowiednio wymówione lub zapisane, wywierają skutki w świecie. Jako uczony znający hebrajski nie odrzucał studiów nad językiem Biblii, uważał je wręcz za potrzebne egzegezie. Sprzeciwiał się natomiast przypisywaniu literom i liczbom mocy sprawczej, którą uznawał za przesąd albo za furtkę dla demonów. Podobnie postępował z astrologią sądową: dopuszczał wpływ ciał niebieskich na pogodę i zdrowie przez światło i ciepło, ale odmawiał gwiazdom zdolności przepowiadania losów i decyzji ludzkich, które zależą od wolnej woli.
Spór z Fluddem
Najgłośniejszym epizodem tej batalii był spór z angielskim lekarzem Robertem Fluddem, którego kosmologię makro- i mikrokosmosu opisuje osobny esej tej biblioteki. W Quaestiones Mersenne zaatakował Fludda jako maga i obrońcę różokrzyżowców. Był to czas, gdy w Paryżu, w 1623 roku, pojawiły się na murach plakaty zapowiadające obecność niewidzialnych braci Różanego Krzyża, a Gabriel Naudé wydał w tym samym roku pamflet obnażający, jego zdaniem, mistyfikację. Mersenne widział w różokrzyżowcach i w ich angielskim obrońcy przejaw tego samego niebezpiecznego zamętu.
Fludd odpowiedział w 1629 roku dziełem Sophiae cum moria certamen, w którym przeciwstawiał prawdziwą, mojżeszową mądrość światową głupotę przeciwników. W tym samym roku ukazał się też Summum bonum, przypisywany pseudonimowi Joachim Frizius, którego autorstwo pozostaje sporne. Mersenne nie prowadził dalszej polemiki sam, lecz poprosił o to Pierre’a Gassendiego, który w 1630 roku ogłosił Epistolica exercitatio, systematyczną krytykę filozofii Fludda. Gassendi zarzucał mu, że miesza teologię z fizyką, przypisuje Pismu Świętemu treści przyrodnicze, których tam nie ma, i opiera się na alegoriach zamiast na obserwacji.
W tle tych sporów stoi jeszcze jedna postać. Kartezjusz, przyjaciel Mersenne’a od czasów paryskich, podróżował w latach 1619–1620 po Niemczech, gdzie według jego biografa Adriena Bailleta szukał bezskutecznie braci różokrzyżowców. Po jego powrocie do Paryża w 1623 roku krążyła nawet plotka, że sam do nich należy, co filozof miał zbywać, pokazując się publicznie, by dowieść, że nie jest niewidzialny. Anegdota ta, przekazana w późnym źródle, dobrze oddaje atmosferę epoki, w której granica między ciekawością naukową a pociągiem do tajemnych bractw była jeszcze płynna. Mersenne, wspierając Kartezjusza w budowaniu mechanistycznej filozofii, pomagał mu przejść na stronę, którą sam wybrał wcześniej.
Spór dotyczył w istocie pytania o metodę. Fludd twierdził, że prawdziwa filozofia przyrody musi wychodzić od objawienia i od wewnętrznego oświecenia, a przyroda jest pełna duchowych sił, w których przejawia się Bóg. Mersenne i Gassendi bronili poglądu, że przyrodę należy badać za pomocą tego, co dostępne zmysłom i matematyce, a teologię pozostawić teologom. Wbrew pozorom nie była to pozycja świecka. Chodziło o to, by ani nauka nie udawała objawienia, ani objawienie nie stawało się fizyką.
Harmonia zmierzona
Ironia historii polega na tym, że Mersenne w pewnym sensie przejął od przeciwników ich ulubiony temat. W latach 1636–1637 wydał monumentalną Harmonie universelle, której tytuł mógłby pochodzić od Giorgiego albo Fludda. Treść była jednak zupełnie inna. Zamiast kosmicznego monochordu, którego struny łączą Boga z ziemią, Mersenne opisywał drgające struny prawdziwych instrumentów, mierzył ich długość, napięcie i grubość, ustalał, że częstotliwość drgań jest odwrotnie proporcjonalna do długości struny i rośnie wraz z pierwiastkiem z napięcia. Prawa te do dziś nazywa się jego imieniem. Mierzył też prędkość dźwięku, badał echo, opisywał budowę organów, lutni i dzwonów.
Harmonia przestała być w ten sposób ukrytą sympatią, a stała się relacją liczbową, którą można sprawdzić. Nie znaczy to, że Mersenne odrzucił myśl o boskim porządku. Przeciwnie, wierzył, że Bóg stworzył świat według miary, liczby i wagi, a odkrywanie tych proporcji jest formą chwały Stwórcy. Odrzucał jedynie przekonanie, że proporcje te działają same z siebie jako moce, którymi można manipulować. W ujęciu Mersenne’a muzyka nie przyciąga planet ani nie leczy chorób przez sympatię, lecz porusza powietrze, a przez nie ucho i duszę słuchacza.
Podobnie traktował matematykę liczb. W Cogitata physico-mathematica z 1644 roku podał listę liczb pierwszych postaci dwa do potęgi p minus jeden, które dziś nazywa się liczbami Mersenne’a. Liczby nie miały dla niego wartości pitagorejskiej czy kabalistycznej, lecz były przedmiotem dociekań, które można sprawdzać i poprawiać. Tłumaczył i popularyzował prace Galileusza z mechaniki, wydając w 1634 roku Les Mécaniques de Galilée.
Ta sama postawa przejawiała się w jego stosunku do doświadczenia. Mersenne powtarzał doświadczenia Galileusza ze spadaniem ciał i wahadłem, nie zawsze otrzymując te same wyniki, i nie wahał się o tym pisać, nawet gdy podważało to autorytet podziwianego uczonego. W tomikach wydanych w 1634 roku, takich jak Questions inouïes i Questions harmoniques, porzucił ton oskarżycielski na rzecz dociekliwej, niemal zabawowej formy pytań i odpowiedzi. Zmiana tonu nie oznaczała jednak zmiany przekonań; raczej to, że Mersenne uznał, iż nowa nauka najlepiej obroni się sama, przez rzetelność swoich wyników.
Mechanizm jako obrona cudu
Francuski historyk Robert Lenoble w książce Mersenne ou la naissance du mécanisme z 1943 roku przedstawił minima jako jednego z ojców mechanistycznej wizji przyrody, motywowanego przede wszystkim teologicznie. Pogląd ten przyjęła większość późniejszych badaczy. Jeśli przyroda składa się z biernej materii poruszanej według stałych praw, to wszelkie zjawiska nadzwyczajne mogą pochodzić jedynie spoza niej: od Boga, który czyni cuda, albo od demonów, które oszukują. Renesansowa żywa przyroda zacierała tę granicę, bo pozwalała tłumaczyć cuda proroków i świętych jako naturalne działania sympatii, a więc odbierała im rangę znaków.
Mechanizm Mersenne’a był zatem w intencji orężem apologetycznym. Pozbawiał przyrodę duszy, by tym wyraźniej ukazać Stwórcę, i odbierał magowi władzę nad ukrytymi siłami, by zostawić miejsce dla łaski. Mersenne zmarł w Paryżu we wrześniu 1648 roku, pozostawiając gęstą sieć korespondencji, która przygotowała grunt dla akademii naukowych drugiej połowy stulecia. Historycy ezoteryki często widzą w nim przeciwnika i pogromcę renesansowej magii. Trafniejszy obraz ukazuje go jako myśliciela, który zachował wiarę w harmonię świata, ale uznał, że należy ją odczytywać przez pomiar, a nie przez wtajemniczenie. To przesunięcie, z pozoru metodologiczne, zmieniło sposób, w jaki Europa pytała o duchowy sens przyrody.
Ostatni gest minimy dobrze streszcza jego postawę. Umierając po operacji, która nie przyniosła poprawy, Mersenne poprosił, by po śmierci dokonano sekcji jego ciała i ustalono przyczynę choroby dla pożytku lekarzy. Zakonnik, który przez całe życie bronił transcendencji Boga i realności cudu, nie widział sprzeczności między nadzieją zmartwychwstania a rzeczowym badaniem materii, która miała pozostać na ziemi. Ten rys najlepiej odróżnia go od przeciwników: tam, gdzie mag widział w ciele mikrokosmos pełen ukrytych sympatii, Mersenne widział mechanizm, którego działanie da się sprawdzić, i zarazem duszę, która do tego mechanizmu się nie sprowadza.
