Mikołaj z Kuzy i uczona niewiedza
W traktacie De docta ignorantia z 1440 roku Mikołaj z Kuzy uczynił świadomość braku proporcji między tym, co skończone, a nieskończonym metodą poznania Boga i świata, a matematyczne figury, którymi się posłużył, pozwoliły mu pomyśleć wszechświat bez środka i bez krańców.

Od Kues do soboru
Mikołaj Krebs, zwany od rodzinnej miejscowości Cusanusem, urodził się w 1401 roku w Kues nad Mozelą, w rodzinie zamożnego przewoźnika i kupca. Studiował najpierw w Heidelbergu, następnie w Padwie, gdzie w 1423 roku uzyskał doktorat z prawa kanonicznego, a później w Kolonii, gdzie zetknął się z tradycją albertystów i z pismami Rajmunda Lulla. Jako prawnik zasłynął odkryciami filologicznymi: odnalazł nieznane komedie Plauta i wykazał, że tak zwana Donacja Konstantyna nie może pochodzić z czasów cesarza, w czym wyprzedził nieco słynniejszą rozprawę Lorenza Valli.
Na sobór w Bazylei przybył w 1432 roku jako adwokat w sporze o biskupstwo trewirskie, a w ciągu kilku lat napisał De concordantia catholica, rozprawę o harmonii Kościoła i cesarstwa, przychylną idei zwierzchnictwa soboru nad papieżem. W 1437 roku przeszedł jednak na stronę papieża Eugeniusza IV i wszedł w skład poselstwa, które udało się do Konstantynopola, by sprowadzić cesarza bizantyńskiego i patriarchę na sobór unijny w Ferrarze i Florencji. To w drodze powrotnej, na morzu, na przełomie 1437 i 1438 roku, przyszła mu – jak napisał w liście dedykacyjnym do kardynała Giuliana Cesariniego – myśl, by objąć to, co niepojmowalne, w sposób niepojmujący, przez przekroczenie prawd dostępnych ludzkiej wiedzy. Przypisał ją darowi z góry, od Ojca świateł.
Traktat ukończył w Kues 12 lutego 1440 roku. Nosił on tytuł paradoksalny tylko z pozoru. Wyrażenie „uczona niewiedza” miało wcześniejszych poprzedników, między innymi u Augustyna i Bonawentury, ale dopiero Mikołaj nadał mu rangę zasady systematycznej. Chodziło o wiedzę o niewiedzy: nie o rezygnację z rozumu, lecz o precyzyjne poznanie jego granicy.
Wielokąt wpisany w koło
Punktem wyjścia jest twierdzenie, że między skończonym a nieskończonym nie ma żadnej proporcji. Wszelkie badanie polega na porównaniu tego, co niepewne, z tym, co przyjęte za pewne, a więc na mierze i proporcji. Skoro zaś prawda w swej absolutnej dokładności, praecisio, jest nieskończona, rozum skończony może się do niej jedynie przybliżać, nigdy jej nie osiągając. Mikołaj ilustruje to obrazem, który stał się znakiem rozpoznawczym jego myśli: umysł ma się do prawdy jak wielokąt wpisany w koło. Im więcej kątów, tym bardziej wielokąt podobny jest do koła, lecz nigdy się z nim nie zrówna, chyba że przestanie być wielokątem i rozpłynie się w tożsamości z kołem.
Obraz ten zawiera całą epistemologię. Poznanie nie jest bezwartościowe, bo przybliżenie rzeczywiście postępuje; każdy kolejny bok coś zmienia. Jednak postęp ów nie przekracza progu, który dzieli zbliżenie od tożsamości. Mądry jest zatem nie ten, kto sądzi, że posiadł prawdę, lecz ten, kto najlepiej wie, jak dalece jej nie posiada. Mikołaj przywołuje tu Sokratesa, który wiedział tylko tyle, że nic nie wie, i Salomona, dla którego wszystkie rzeczy są trudne i niewyrażalne w mowie.
Rozwinięciem tego wątku stało się kilka lat później dzieło De coniecturis, w którym Mikołaj nazwał wszelkie ludzkie twierdzenie domysłem, coniectura. Umysł nie odbija świata biernie, lecz tworzy własny świat pojęć, tak jak Bóg tworzy świat rzeczy; jest żywym obrazem boskiej twórczości. Domysł nie oznacza tu dowolności, lecz uczestnictwo w prawdzie w stopniu, na jaki pozwala nasza natura. Tę myśl, że poznanie ludzkie jest konstrukcją zbliżającą się do prawdy, a nie jej kopią, późniejsi interpretatorzy uznawali za jeden z najbardziej nowoczesnych rysów filozofii Kuzańczyka.
Zbieżność przeciwieństw
Pierwsza księga traktatu mówi o Bogu jako o maximum absolutum, maksimum, ponad które nie ma nic większego. Takie maksimum musi być zarazem minimum, skoro nie może być ani większe, ani mniejsze, niż jest. W nim zbiegają się przeciwieństwa, coincidentia oppositorum. Rozum dyskursywny, ratio, działający według zasady sprzeczności, nie potrafi tego pojąć; przeczuwa to dopiero intelekt, intellectus, wznoszący się ponad rozróżnienia.
By pomóc czytelnikowi w tym przejściu, Mikołaj odwołuje się do matematyki, którą uważał za najpewniejszą z nauk symbolicznych. Gdy wyobrazimy sobie koło o nieskończenie wielkim promieniu, jego obwód staje się linią prostą; nieskończony trójkąt, którego boki się wydłużają, a kąt rozwiera, również zlewa się z linią; tak samo nieskończona kula. Figury, które w skończoności różnią się od siebie zasadniczo, w nieskończoności stają się jednym. Rozumowanie to nie ma być dowodem w sensie Euklidesa, lecz ćwiczeniem przenoszącym umysł od tego, co mierzalne, ku temu, co niemierzalne. Matematyka służy tu jako drabina, którą po wejściu można odstawić.
Teologia, która się z tego wyłania, ma wyraźnie apofatyczny rys. Mikołaj czytał Pseudo-Dionizego Areopagitę, Jana Szkota Eriugenę, a także Mistrza Eckharta, którego kazania znał z rękopisów. Od nich przejął przekonanie, że teologia negatywna jest prawdziwsza od pozytywnej, a Boga nie można określić żadnym imieniem bez zastrzeżenia, że przekracza ono wszelkie znaczenie. Odróżniał się jednak od nich próbą przełożenia apofazy na język niemal geometryczny, w którym niewiedza zyskuje strukturę.
Wszechświat bez środka
Druga księga dotyczy świata jako maximum contractum, maksimum ograniczonego. Wszechświat nie jest nieskończony w sensie, w jakim nieskończony jest Bóg, ale jest nieograniczony, interminatum: nie ma granicy, poza którą moglibyśmy wskazać coś innego. Z tej zasady Mikołaj wyprowadził wnioski kosmologiczne zdumiewające jak na rok 1440. Skoro świat nie ma krańców, nie ma też ściśle określonego środka. Ziemia nie może zatem być nieruchomym centrum, a ponieważ żaden ruch nie jest absolutnie doskonały, nie ma też w niebie sfery idealnie okrągłej ani bieguna idealnie spoczywającego. Obserwator na Ziemi, na Słońcu czy na jakiejkolwiek gwieździe miałby wrażenie, że to on znajduje się w nieruchomym środku.
Z tej względności wynika formuła, którą Mikołaj zastosował do świata: machina świata ma niejako wszędzie środek, a nigdzie obwodu, bo środkiem i obwodem jest Bóg, który jest wszędzie i nigdzie. Podobny obraz krążył już wcześniej jako definicja Boga w średniowiecznej Księdze dwudziestu czterech filozofów. Nowość polegała na przeniesieniu go na kosmos. Nie należy z tego robić prekursora Kopernika w ścisłym sensie, bo Mikołaj nie zaproponował modelu heliocentrycznego ani rachunku ruchów planet. Jego argument był metafizyczny, nie astronomiczny. Zburzył jednak wyobrażenie zamkniętego, hierarchicznego kosmosu w sposób, który sto lat później podziwiał Giordano Bruno, nazywający go „boskim Kuzańczykiem”.
Trzecia księga łączy oba poprzednie wątki w chrystologii. Chrystus jest maksimum zarazem absolutnym i ograniczonym, punktem, w którym nieskończone i skończone spotykają się bez zmieszania. Tu uczona niewiedza przestaje być wyłącznie metodą i staje się drogą duchową, wymagającą wiary, która poprzedza zrozumienie.
Spór, ikona i dalsze drogi
Traktat szybko wywołał sprzeciw. Heidelberski teolog Johannes Wenck w piśmie De ignota litteratura oskarżył Mikołaja o zatarcie różnicy między Stwórcą a stworzeniem, a więc o panteizm, oraz o odrzucenie zasady sprzeczności, bez której teologia staje się niemożliwa. Odpowiedzią była Apologia doctae ignorantiae z 1449 roku, napisana w formie relacji ucznia. Mikołaj bronił się, że zbieżność przeciwieństw dotyczy Boga, a nie świata, i że kto nie przekroczył rozumu dyskursywnego, nie może osądzać tego, czego sam nie widział.
W tym samym czasie jego kariera kościelna osiągnęła szczyt. W 1448 roku został kardynałem, w 1450 roku biskupem Brixen, a w latach 1451–1452 objechał jako legat papieski Niemcy i Niderlandy, wizytując klasztory i reformując duchowieństwo. W Brixen popadł w ostry konflikt z księciem Zygmuntem Tyrolskim. Mimo tych obowiązków pisał nieustannie. Dialogi Idiota z 1450 roku oddają głos prostemu rzemieślnikowi, który wie więcej o mądrości niż uczony retor; dzieło De coniecturis rozwija teorię poznania jako wiedzy domysłowej. W 1453 roku, po upadku Konstantynopola, powstało De pace fidei, wizja niebiańskiego zgromadzenia przedstawicieli religii, którzy odkrywają, że istnieje jedna religia w różnorodności obrzędów.
Ciekawość Mikołaja wobec świata zmysłowego wyraża zwłaszcza dialog De staticis experimentis, czwarta część cyklu Idiota. Prosty człowiek proponuje w nim, by mierzyć wagą rzeczy, które zwykle ocenia się na oko: ważyć wodę wypływającą z naczynia w czasie tętna chorego, porównywać ciężar ziół, ziemi i nasion, sprawdzać wilgotność powietrza po zmianie ciężaru wełny. Nie jest to jeszcze nauka eksperymentalna w późniejszym sensie, lecz program myślowy, w którym miara, tak ważna w metafizyce uczonej niewiedzy, wraca jako narzędzie badania przyrody.
Najbardziej przejmującym dziełem tego okresu jest De visione Dei, wysłane w 1453 roku benedyktynom z Tegernsee wraz z obrazem twarzy, której spojrzenie zdaje się podążać za każdym patrzącym, gdziekolwiek stanie. Mikołaj polecał mnichom, by stanęli w różnych miejscach i przekonali się, że wzrok ikony obejmuje każdego z osobna i wszystkich naraz. Ćwiczenie zmysłowe miało prowadzić do zrozumienia, że widzenie Boga jest najpierw byciem widzianym przez Boga. Uczona niewiedza zyskiwała tu formę modlitwy.
Późne pisma, od De beryllo przez De possest po De non aliud i De apice theoriae, ukończone w roku śmierci, szukały coraz nowych imion dla tego, co bez imienia. Mikołaj zmarł w sierpniu 1464 roku w Todi, w drodze na wyprawę krzyżową, której Pius II nie zdążył poprowadzić. Pozostawił w Kues ufundowany przez siebie przytułek dla ubogich wraz z biblioteką, przechowującą do dziś jego rękopisy. Lefèvre d’Étaples wydał jego dzieła w Paryżu w 1514 roku, co otworzyło im drogę do czytelników XVI wieku. Trwałość tej myśli bierze się z tego, że nie obiecuje ona ostatecznego posiadania prawdy, a mimo to nie pozwala zaprzestać jej szukania: każdy nowy bok wielokąta jest zarazem zyskiem i przypomnieniem dystansu.
