Francis Bacon i reforma magii naturalnej
Francis Bacon nie wyrzucił magii poza obręb filozofii, lecz próbował ją zreformować: uczynić z magii naturalnej operatywną część wiedzy o przyrodzie, opartą na poznaniu form i doświadczeniu, a odciętą od tajemnicy, łatwowierności, przesadnej wiary w wyobraźnię i spekulacji w duchu Paracelsusa.

Dawne imię dla nowej wiedzy
Obiegowy obraz Francisa Bacona, lorda kanclerza Anglii i patrona metody indukcyjnej, każe widzieć w nim przede wszystkim przeciwnika okultyzmu: człowieka, który rozprawił się z alchemikami, astrologami i magami, by przygotować grunt pod naukę opartą na doświadczeniu. Ten obraz jest prawdziwy tylko częściowo. Bacon rzeczywiście ostro krytykował magów swoich czasów, ale nie zamierzał porzucić samego słowa „magia”. Przeciwnie, chciał przywrócić mu dawną godność i przypisać mu miejsce na szczycie swojej klasyfikacji nauk.
W The Advancement of Learning z 1605 roku, a następnie w znacznie rozszerzonej łacińskiej wersji tego dzieła, De dignitate et augmentis scientiarum z 1623 roku, Bacon przypomina, że w starożytności Persowie nazywali magami mędrców, którzy poznali zgodności rzeczy i potrafili je wykorzystać. Magia była wówczas wiedzą najwyższą, łączącą kontemplację z działaniem. Z biegiem czasu imię to zostało zhańbione przez szarlatanów i zabobony, ale Bacon uważa, że warto je odzyskać, nadając mu właściwą treść.
Ten zamiar nie był odosobniony. Renesansowa tradycja od Pico della Mirandoli po Agryppę i della Portę odróżniała magię naturalną od demonicznej i przedstawiała ją jako szlachetną i pobożną sztukę. Bacon przejmuje to rozróżnienie, ale wypełnia je inną treścią. Jego magia nie polega na wykorzystywaniu sympatii kosmicznych ani na przyciąganiu wpływów niebieskich, lecz na działaniu opartym na najgłębszym możliwym poznaniu natury. Imię pozostaje dawne, program jest nowy.
Miejsce magii w drzewie nauk
Aby zrozumieć, co Bacon rozumie przez magię naturalną, trzeba zobaczyć, gdzie umieszcza ją w swoim systemie. W De augmentis filozofia przyrody dzieli się na dwie części: spekulatywną, która bada przyczyny, i operatywną, która wytwarza skutki. Część spekulatywna obejmuje fizykę, zajmującą się przyczynami materialnymi i sprawczymi, oraz metafizykę, która bada przyczyny formalne i celowe. Część operatywna dzieli się analogicznie: fizyce odpowiada mechanika, a metafizyce właśnie magia naturalna.
Ten układ ma kluczowe znaczenie. Mechanika jest dla Bacona sztuką praktyczną, która wykorzystuje wiedzę o przyczynach bezpośrednich i lokalnych, i jej możliwości są przez to ograniczone. Magia naturalna natomiast opiera się na poznaniu form, a więc na tym, co Bacon uważa za najgłębszą warstwę rzeczywistości: prawa, które sprawiają, że ciało jest ciepłe, ciężkie, barwne albo twarde. Kto zna formę jakiejś własności, ten może wywołać ją w dowolnej materii, która jest do tego zdolna. Magia jest więc w tym ujęciu stosowaniem wiedzy o formach do działania, i dlatego może przynieść skutki wielkie i zdumiewające.
Pojęcie formy u Bacona trzeba odróżnić zarówno od arystotelesowskiej formy substancjalnej, jak i od późniejszego pojęcia prawa natury, choć zbliża się do tego drugiego. Forma ciepła nie jest dla niego ukrytą jakością, lecz określonym rodzajem ruchu drobnych części ciała, który zawsze towarzyszy ciepłu i bez którego ciepła nie ma. Poznanie takich form wymaga długiej i cierpliwej indukcji, przeprowadzonej według zasad, które Bacon wyłożył w Novum organum z 1620 roku. Magia jest więc końcowym owocem całego programu reformy wiedzy, a nie dziedziną dostępną od razu.
Bacon ilustruje tę ideę przykładem, który brzmi jak echo alchemicznych marzeń. W drugiej księdze Novum organum rozważa złoto jako zbiór własności: żółtej barwy, określonego ciężaru, kowalności, odporności na ogień, rozpuszczalności w pewnych cieczach. Gdyby poznać formę każdej z tych własności z osobna, można by wprowadzić je wszystkie do jednego ciała, a tym samym wytworzyć złoto. Bacon nie twierdzi, że jest to bliskie; twierdzi jedynie, że właściwą drogą do takich dzieł nie są tajemne przepisy, lecz wiedza o formach. Transmutacja, która w literaturze alchemicznej była owocem wtajemniczenia, staje się u niego odległym horyzontem systematycznego badania. W tym przesunięciu widać cały charakter reformy: cel zostaje zachowany, lecz jego osiągnięcie przenosi się z dziedziny sekretu do dziedziny metody.
Krytyka magii zastanej
Na tle tej wizji ocena magii współczesnej Baconowi jest surowa. W De augmentis stwierdza, że to, co obecnie nazywa się magią naturalną, składa się w większości z łatwowiernych i przesądnych opinii o sympatiach i antypatiach oraz o ukrytych własnościach, a także z wielu bezużytecznych sztuczek, które bardziej zdumiewają, niż przynoszą pożytek. Magowie tego rodzaju zbyt łatwo przyjmują opowieści, zamiast je sprawdzać, i zbyt szybko twierdzą, że znaleźli przyczynę, zanim zbadali zjawisko.
Bacon zarzuca też tej magii lenistwo. Zamiast cierpliwie badać naturę, magowie oczekują, że kilka tajemnych formuł albo przedmiotów nada im władzę nad rzeczami. Podobnie oceniał alchemię i astrologię, choć każdej z nich przyznawał pewne zasługi. Przytacza bajkę o ojcu, który przed śmiercią powiedział synom, że w winnicy zakopane jest złoto; synowie przekopali ją całą i złota nie znaleźli, ale winnica wydała bogate plony. Alchemicy, choć nie znaleźli kamienia filozoficznego, przyczynili się do odkrycia wielu użytecznych rzeczy. Ta pochwała przez przypadek jest zarazem dyskretną kpiną z celów, które sobie stawiali.
Najpoważniejszym zarzutem jest tajemniczość. Magowie i alchemicy przekazywali swoją wiedzę w zagadkach, symbolach i aluzjach, często celowo ukrywając sens przed niewtajemniczonymi. Bacon uważa, że taka praktyka nie służy prawdzie, lecz chroni błędy przed sprawdzeniem i pozwala oszustom podszywać się pod mędrców. Wiedza o naturze ma być jawna, przekazywana jasnym językiem i poddawana publicznemu sprawdzianowi. Odcięcie magii od tajemnicy jest dla niego warunkiem jej odrodzenia: tylko wiedza, którą można zbadać i powtórzyć, może stać się podstawą skutecznego działania.
Paracelsus jako przestroga
Wśród krytykowanych przez Bacona autorów szczególne miejsce zajmuje Paracelsus i jego szkoła. Bacon w różnych pismach, od wczesnych szkiców po De augmentis, wraca do niego z niechęcią, którą trudno pogodzić z rzeczową oceną. Zarzuca mu nie tylko błędy w medycynie, lecz przede wszystkim pomieszanie porządków: Paracelsus i jego uczniowie, pisze, szukali filozofii przyrody w Piśmie Świętym, w Księdze Rodzaju i Księdze Hioba, czyniąc z religii fundament fizyki. Bacon uważa to za podwójną szkodę, bo prowadzi zarówno do fałszywej filozofii, jak i do heretyckiej religii.
Drugim zarzutem jest nadużycie analogii. Paracelsjańska nauka o mikrokosmosie, według której człowiek zawiera w sobie wszystkie składniki świata i odpowiada mu w każdej części, wydaje się Baconowi poetycką fantazją, która zastępuje badanie metaforą. Podobnie ocenia trzy zasady, sól, siarkę i rtęć, które paracelsjanie traktowali jako podstawę wszystkich ciał. Nie odrzuca ich całkowicie jako przydatnego opisu niektórych zjawisk, ale nie zgadza się na podnoszenie ich do rangi uniwersalnej teorii.
Mimo tej niechęci Bacon zawdzięczał paracelsjańskiej tradycji więcej, niż chciał przyznać. Jego teoria duchów, czyli subtelnych i ruchliwych substancji zawartych w ciałach, które odpowiadają za procesy życiowe, rozkład i dojrzewanie, ma wyraźne pokrewieństwa z ówczesną chemiczną medycyną. Także jego zainteresowanie przedłużaniem życia, któremu poświęcił osobną Historia vitae et mortis, mieści się w tradycji, do której należeli paracelsjanie. Krytyka nie oznaczała więc braku wspólnego pola, lecz spór o metodę.
Sylva sylvarum i próba wyobraźni
Najbardziej konkretny obraz Baconowskiej reformy daje Sylva sylvarum, zbiór tysiąca obserwacji i doświadczeń ułożonych w dziesięć „centurii”, wydany pośmiertnie w 1627 roku przez jego sekretarza Williama Rawleya. Dzieło jest materiałem do historii naturalnej, a nie wykładem teorii, i obejmuje zjawiska najróżniejsze: dźwięk, światło, wzrost roślin, fermentację, wpływ klimatu. W ostatniej centurii Bacon zajmuje się tematami tradycyjnie należącymi do magii naturalnej: przenoszeniem duchów, sympatią i antypatią, mocą wyobraźni.
Jego stosunek do tych zjawisk jest charakterystyczny. Nie odrzuca ich z góry jako zabobonu, lecz domaga się, by poddać je próbie. Opisuje na przykład, że sam w młodości, przebywając w Paryżu, miał brodawki, które żona angielskiego ambasadora usunęła, pocierając je skórką słoniny, a następnie wieszając ją na zewnątrz okna, aby zgniła. Brodawki zniknęły. Bacon odnotowuje to jako fakt godny zbadania, nie jako dowód sympatycznej magii. Podobnie wspomina o maści na broń, którą smarowano oręż, aby uleczyć zadaną nim ranę, i przedstawia zarówno relacje zwolenników, jak i potrzebę ich weryfikacji.
Najwięcej uwagi poświęca wyobraźni. Wielu autorów renesansowych, od Ficina po Pomponazziego i Paracelsusa, przypisywało jej moc działania nie tylko na własne ciało, ale także na ciała innych i na rzeczy zewnętrzne. Bacon nie wyklucza takich wpływów, ale uważa, że ich zakres został przesadzony, a w wielu przypadkach to, co przypisuje się wyobraźni działającego, jest w rzeczywistości skutkiem wyobraźni i wiary tego, na kogo się działa. Proponuje doświadczenia, które pozwoliłyby oddzielić te dwa czynniki, i zaleca ostrożność wobec relacji, w których nie można wykluczyć przypadku lub oszustwa.
W tym miejscu widać, na czym polega jego reforma. Bacon nie przeciwstawia magii nauce jako dwóch obcych światów. Traktuje zjawiska opisywane przez magów jako materiał, który trzeba zebrać, uporządkować i zbadać, zanim zostanie na nim zbudowana jakakolwiek teoria. Magia naturalna ma się odrodzić nie przez odnalezienie zaginionych tajemnic, lecz przez długą pracę nad historią naturalną i indukcją form. Jej dawny cel, władza nad naturą, pozostaje ten sam; zmienia się droga, która ma do niego prowadzić. W jednym z aforyzmów Novum organum Bacon stwierdza, że wiedza i ludzka moc schodzą się w jedno, bo kto nie zna przyczyny, ten nie może wywołać skutku. To zdanie, często cytowane jako hasło nowożytnej nauki, jest zarazem najkrótszym streszczeniem jego programu oczyszczonej magii.
