Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Renesansowa filozofia tajemna

Pico i O bycie i jedni – spór z Polizianem o pierwszą zasadę

Napisany w 1491 roku traktat De ente et uno Giovanniego Pica della Mirandoli podejmuje spór o to, czy Bóg jest ponad bytem, by wykazać zgodność Platona i Arystotelesa, i tym samym odsłania filozoficzny rdzeń całego programu concordia, który Pico zamierzał rozwinąć w nigdy nieukończonym dziele.

Medal z wizerunkiem Angela Poliziana i Marii Poliziany, dzieło Niccolò di Forzore Spinellego, XV wiek, Metropolitan Museum of Art – CC0
Medal z wizerunkiem Angela Poliziana i Marii Poliziany, dzieło Niccolò di Forzore Spinellego, XV wiek, Metropolitan Museum of Art – CC0 · Wikimedia Commons

Rozmowa z Wawrzyńcem i jej konsekwencje

Krótka rozprawa De ente et uno – „O bycie i jedni” – wyrosła z rozmowy. Jej przedmowa, skierowana do Angela Poliziana, przypomina okoliczności: humanista opowiedział Picowi o dyskusji, którą prowadził z Wawrzyńcem Medyceuszem na temat bytu i jedni. Wawrzyniec, wychowany w kręgu Marsilia Ficina, utrzymywał, że według Arystotelesa byt i jedno są sobie równe i zamienne, natomiast według Platona jedno jest wyższe od bytu, jest jego zasadą, a więc znajduje się ponad nim. Z tego wynikałoby, że dwaj najwięksi filozofowie starożytności różnią się w sprawie najważniejszej z możliwych: w pytaniu o naturę pierwszej zasady. Poliziano poprosił przyjaciela o rozstrzygnięcie, a Pico odpowiedział traktatem.

Wybór adresata nie był przypadkowy. Poliziano, wielki filolog i poeta, w ostatnich latach życia coraz śmielej wkraczał na teren filozofii: wykładał we florenckim Studium pisma logiczne i etyczne Arystotelesa, czytając je w oryginale greckim, z dbałością o tekst, jakiej brakowało wielu zawodowym perypatetykom. W słynnym wykładzie wstępnym zatytułowanym Lamia z 1492 roku nazywał siebie żartobliwie „gramatykiem”, a nie filozofem, ale właśnie ta postawa – lektura źródła zamiast powtarzania szkolnych formuł – zbliżała go do Pica. Dedykując mu traktat, Pico zwracał się do czytelnika, który mógł docenić zarówno subtelność argumentu, jak i wagę filologicznego sporu o to, co Platon naprawdę napisał.

Tekst powstał w 1491 roku. Opublikowano go dopiero po śmierci autora, w zbiorowym wydaniu jego dzieł przygotowanym w Bolonii w 1496 roku. Wraz z nim zachowała się korespondencja, która świadczy, że rozprawa nie pozostała prywatną odpowiedzią dla przyjaciela, lecz od razu wywołała polemikę. Krótkość pisma jest myląca: na kilkunastu stronach Pico zmierzył się z jednym z najbardziej zawiłych problemów metafizyki neoplatońskiej, a zarazem z autorytetem środowiska, które było jego intelektualnym domem.

Platon nie powiedział tego, co mu przypisano

Główna teza traktatu jest prosta w sformułowaniu i ryzykowna w konsekwencjach. Pico twierdzi, że Arystoteles i Platon w rzeczywistości się zgadzają: byt i jedno są zamienne i żadne z nich nie jest wyższe od drugiego. Aby tego dowieść, musi zmierzyć się z tekstem, na którym opierali się platonicy przekonani o wyższości jedni – z dialogiem Parmenides. To w jego drugiej części, w serii hipotez o jednym, późni platonicy, od Plotyna po Proklosa, odnajdywali naukę o Jednym ponad bytem, źródle wszystkiego, co jest.

Pico proponuje lekturę odmienną. Parmenides jest według niego przede wszystkim ćwiczeniem dialektycznym, pokazem metody, a nie wykładem doktryny. Platon przeprowadza w nim argumenty za i przeciw, by wytrenować umysł młodego rozmówcy, a nie po to, by ogłosić, czym jest pierwsza zasada. Wyciąganie z dialogu systemu teologicznego jest więc nadużyciem. Zwraca uwagę, że także sam Platon w innych pismach, na przykład w Sofiście, łączy byt i jedno zamiast je rozdzielać. Nie oznacza to, że Pico odrzuca całą tradycję neoplatońską; kwestionuje jednak jej najbardziej charakterystyczną tezę i robi to argumentami filologicznymi i logicznymi, a nie tylko autorytetem Arystotelesa.

Po stronie Arystotelesa sytuacja wydaje się prostsza, ale i tu Pico wprowadza rozróżnienia. W Metafizyce Stagiryta stwierdza, że byt i jedno towarzyszą sobie nawzajem: wszystko, co jest, jest jakimś jednym, i wszystko, co jest jednym, jakoś jest. Zarazem Arystoteles odróżnia jedno jako zasadę liczby, jednostkę miary, od jedna, które przysługuje każdemu bytowi jako taki. Pico wykorzystuje to rozróżnienie, aby pokazać, że wielu platoników pomieszało oba znaczenia. Gdy mówi się o jedni wyższej od bytu, często ma się na myśli coś w rodzaju najwyższej jednostki, prostoty wolnej od wszelkiej wielości. Tymczasem jedno w sensie transcendentalnym nie jest ani wyższe, ani niższe od bytu, lecz jest jego nieodłączną własnością.

Bóg ponad bytem – w jakim sensie

Najciekawszy fragment traktatu dotyczy samego Boga. Jeśli byt i jedno są zamienne, co z twierdzeniem, że Bóg przewyższa wszelki byt? Pico nie odrzuca tego twierdzenia, ale je rozróżnia. Słowo „byt” można rozumieć na dwa sposoby. W pierwszym oznacza ono to, co ma udział w istnieniu, co jest bytem dzięki czemuś innemu – a więc byt skończony, stworzony, ograniczony do określonej natury. W tym sensie Bóg rzeczywiście jest ponad bytem, ponieważ niczemu nie zawdzięcza swego istnienia i nie jest jedną z rzeczy. W drugim znaczeniu „byt” oznacza samą pełnię istnienia, istnienie przez siebie i w sobie. W tym sensie Bóg nie tylko nie jest ponad bytem, ale jest bytem w stopniu najwyższym, samym istnieniem.

To rozróżnienie zbliża Pica do tradycji scholastycznej, zwłaszcza do Tomasza z Akwinu, dla którego Bóg jest ipsum esse subsistens, samym istnieniem samoistnym. Pico chętnie korzysta z języka szkolnego i nie ukrywa szacunku dla teologów średniowiecznych, których humaniści florenccy często traktowali z wyższością. Jednocześnie jednak jego wywód nie kończy się na scholastyce. W ostatnich partiach traktatu pojawia się myśl, że wszystkie nazwy, które przypisujemy Bogu – byt, jedno, prawda, dobro – są adekwatne tylko o tyle, o ile oczyszczamy je z ograniczeń, jakie mają w odniesieniu do stworzeń. Bóg jest bytem, ale nie takim jak byty; jest jednym, ale nie jak jedność liczbowa; jest prawdą i dobrem w sposób, który przekracza naszą zdolność pojmowania.

Mrok Dionizego

Tu Pico odwołuje się do pism przypisywanych Dionizemu Areopagicie, owemu anonimowemu autorowi z przełomu V i VI wieku, którego średniowiecze uważało za ucznia świętego Pawła. W Imionach Bożych i Teologii mistycznej Pseudo-Dionizy opisał drogę ku Bogu jako stopniowe odejmowanie: najpierw przypisujemy Bogu wszystkie doskonałości, potem je kolejno negujemy, aż w końcu wchodzimy w „mrok ponad światłem”, w którym umysł milknie. Pico posługuje się tym schematem, aby pogodzić obie strony sporu. Gdy mówimy, że Bóg jest bytem, mamy rację, ponieważ nie brak Mu niczego, co jest pozytywne w bycie. Gdy mówimy, że jest ponad bytem, także mamy rację, ponieważ żadne pojęcie bytu, jakie potrafimy sformułować, Go nie obejmuje. Najwyższa prawda o Bogu leży poza oboma twierdzeniami, w ciemności, którą Dionizy nazwał boską.

W ten sposób spór zostaje rozwiązany nie przez zwycięstwo jednej strony, lecz przez wskazanie poziomu, na którym obie strony mówią to samo innymi słowami. Takie rozwiązanie jest typowe dla Pica i wyraża jego najgłębsze przekonanie: różnice między szkołami filozoficznymi wynikają najczęściej z różnych perspektyw i języków, a nie z rzeczywistej sprzeczności poglądów. Traktat kończy się wezwaniem moralnym, które nadaje metafizyce wymiar duchowy. Kto chce poznać jedno, prawdziwe i dobre, musi sam stać się jednym, prawdziwym i dobrym, ponieważ do Boga nie dochodzi się samą spekulacją, lecz także oczyszczeniem życia.

Antonio Cittadini i Ficino

Wkrótce po napisaniu traktatu z zastrzeżeniami wystąpił Antonio Cittadini z Faenzy, lekarz i filozof, który przesłał Picowi szereg zarzutów. Dotyczyły one zarówno interpretacji Arystotelesa, jak i sposobu rozumienia pojęć bytu i jedności. Pico odpowiedział, a wymiana pism została dołączona do późniejszych wydań traktatu. Polemika ta ma charakter techniczny i dotyczy szczegółów szkolnej metafizyki, ale pokazuje, że De ente et uno traktowano jako tekst wymagający odpowiedzi, a nie tylko elegancki gest humanisty.

Poważniejsza była reakcja Ficina. W komentarzu do Parmenidesa, ogłoszonym w połowie lat dziewięćdziesiątych, florencki tłumacz Platona bronił tezy o wyższości Jedni nad bytem i odnosił się krytycznie do młodego przyjaciela, który ośmielił się czytać dialog jako ćwiczenie logiczne. Ficino nie zrywał z nim stosunków i pisał o nim z szacunkiem, ale jasno dawał do zrozumienia, że w tej sprawie Pico zszedł z drogi właściwej platonizmowi. Spór ten dobrze ilustruje różnicę temperamentów: Ficino był przede wszystkim spadkobiercą Plotyna i Proklosa, Pico – filozofem, który chciał zmieścić w jednej harmonii wszystkich, także perypatetyków i scholastyków.

Fragment wielkiej zgody

De ente et uno nie jest dziełem zamkniętym w sobie. Pico zapowiadał w nim i w listach napisanie obszernego traktatu o zgodzie Platona i Arystotelesa, który miał pokazać, że dwaj filozofowie, uważani przez wieki za przeciwników, w gruncie rzeczy głoszą jedną prawdę. Projekt ten nigdy nie powstał; przedwczesna śmierć autora w 1494 roku przerwała go na etapie zarysów. Rozprawa o bycie i jedni jest więc najpełniejszym zachowanym świadectwem tego zamiaru, czymś w rodzaju próbnego rozdziału, w którym metoda zostaje sprawdzona na najtrudniejszym przypadku.

Współcześni chętnie bawili się zbieżnością nazwy rodowego tytułu Pica, hrabiego Concordii, z ideą, której służył. Gra słów była czymś więcej niż żartem. Program concordia nie oznaczał bezkrytycznego mieszania wszystkich nauk, lecz przekonanie, że prawda jest jedna, a różne tradycje – grecka, arabska, scholastyczna, żydowska – wydobywają z niej różne aspekty. Dla Pica pogodzenie Platona z Arystotelesem było pierwszym krokiem, warunkiem dalszych zestawień, ponieważ jeśli nie da się uzgodnić nawet tych dwóch, trudno marzyć o szerszej harmonii.

Z perspektywy historii myśli traktat ma znaczenie również dlatego, że zakwestionował jedną z podstaw renesansowego neoplatonizmu w samym jego centrum. Pokazał, że florencka filozofia nie była jednolitą szkołą, lecz polem sporu, w którym nawet przyjaciele i współpracownicy różnili się w kwestiach zasadniczych. Pytanie, czy Bóg jest ponad bytem, nie zostało rozstrzygnięte ani przez Pica, ani przez Ficina; powraca w myśli zachodniej aż po współczesną teologię. Jednak sposób, w jaki Pico je postawił – łącząc precyzję logiczną, wrażliwość filologiczną i otwarcie na mistyczny mrok – pozostaje jednym z najpiękniejszych przykładów renesansowego myślenia o pierwszej zasadzie.