Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Renesansowa filozofia tajemna

Palingenius i Zodiak życia

Łaciński poemat Zodiacus vitae Marcella Palingenia Stellata, wydany w Wenecji około 1535 roku w dwunastu księgach nazwanych od znaków zodiaku, nie jest podręcznikiem astrologii, lecz filozoficzną wędrówką przez etykę, kosmologię i naukę o duszach, potępioną przez Indeks i zarazem czytaną przez pokolenia uczniów protestanckich szkół.

Alegoria wyboru między dobrami doczesnymi a duchowymi, strona tytułowa „Zodiacus vitae” Marcella Palingenia z 1722 roku, Rijksmuseum – CC0
Alegoria wyboru między dobrami doczesnymi a duchowymi, strona tytułowa „Zodiacus vitae” Marcella Palingenia z 1722 roku, Rijksmuseum – CC0 · Wikimedia Commons

Poeta pod anagramem

O autorze wiadomo niewiele, a i to, co wiadomo, otacza mgła domysłów. Nazwisko Marcellus Palingenius Stellatus jest humanistycznym pseudonimem; badacze od dawna uznają je za anagram imienia Pietro Angelo Manzolli, choć i ta identyfikacja opiera się raczej na zgodności liter i na związkach z Ferrarą niż na bezpośrednich dokumentach. Przydomek Stellatus odsyła zapewne do La Stellata, miejscowości nad Padem w okolicach Ferrary. Poeta zadedykował swoje dzieło Herkulesowi II d’Este, księciu Ferrary, co wskazuje na krąg dworu estensyjskiego, w którym obracali się też inni humaniści i w którym w tym samym czasie przebywała księżna Renata Francuska, sprzyjająca zwolennikom reformy.

Pierwsze wydanie Zodiacus vitae ukazało się w Wenecji. Jego data nie jest pewna; najczęściej podaje się rok 1535 lub zbliżony, choć niektórzy badacze proponują lata nieco wcześniejsze lub późniejsze. Poemat liczy wiele tysięcy heksametrów i jest jednym z najobszerniejszych łacińskich poematów filozoficznych renesansu. Jego tytuł, „Zodiak życia”, zapowiada układ: dwanaście ksiąg nosi imiona dwunastu znaków, od Barana do Ryb.

Znaki jako rozdziały, nie jako horoskopy

Nazwy ksiąg łatwo wprowadzają w błąd. Czytelnik, który spodziewa się po księdze Aries opisu wpływu Barana na ludzkie losy, a po Taurus charakterystyki zrodzonych pod Bykiem, nie znajdzie niczego takiego. Znaki zodiaku pełnią w poemacie rolę ramy kompozycyjnej. Zodiak jest kręgiem, po którym słońce obiega rok, a życie ludzkie jest drogą, którą trzeba przejść od początku do końca; dwanaście ksiąg to dwanaście stacji tej drogi, a ich nazwy wyznaczają rytm całości, nie jej treść. Astrologia jest wprawdzie w poemacie obecna, zwłaszcza w partiach kosmologicznych, ale nie stanowi jego tematu.

Różnicę dobrze widać przy porównaniu z poematem, który mógłby się wydawać naturalnym wzorem. Astronomica Maniliusza, napisane w początkach naszej ery i odkryte na nowo przez humanistów w XV wieku, są wykładem astrologii w heksametrach: opisują znaki, ich własności, domy i stopnie, a cały wywód służy wyjaśnieniu, jak niebo kształtuje ludzkie charaktery i losy. Palingenius nie idzie tą drogą. Jego rzeczywistymi wzorami są raczej Lukrecjusz z De rerum natura, filozoficzny poemat dydaktyczny o naturze rzeczy, oraz tradycja alegorycznej wędrówki, w której narrator przemierza kolejne krainy i spotyka przewodników. Pod względem języka i metrum Palingenius naśladuje Wergiliusza i Lukrecjusza, pod względem formy wywodu wędrówki dantejskie i ich humanistyczne naśladownictwa. Zodiak, który narzuca rytm dwunastu ksiąg, jest więc w gruncie rzeczy kalendarzem, a nie mapą wpływów.

Tematem jest pytanie o najwyższe dobro i o drogę do szczęścia. Poeta przedstawia się jako człowiek, który szuka mądrości, i prowadzi czytelnika przez kolejne rozmowy z postaciami alegorycznymi i mitologicznymi, przez napomnienia, satyry i wykłady. Pojawia się Rozkosz, która kusi obietnicą przyjemności; pojawiają się bogowie i duchy, którzy pouczają o naturze świata; pojawia się sam autor, komentujący obyczaje swojej epoki. Kompozycja jest luźna i bywa nużąca, ale całość spaja jedna intencja: wskazać, że prawdziwe dobro leży w poznaniu i w cnocie, a nie w bogactwie, władzy ani zmysłowości.

Etyka i satyra

Wiele stron poematu zajmuje krytyka obyczajów. Palingenius piętnuje chciwość, pychę, rozpustę i obłudę, a szczególnie surowo traktuje duchowieństwo i zakonników. Pisze o mnichach, którzy pod pozorem pobożności żyją w lenistwie i zbytku, o duchownych handlujących rzeczami świętymi, o papieskim dworze. Ton tych fragmentów jest bliski satyrze humanistycznej spod znaku Erazma, ale bywa ostrzejszy, a w kontekście lat trzydziestych XVI wieku, gdy Reformacja dzieliła już Europę, musiał budzić podejrzenia.

Etyka poematu jest eklektyczna. Słychać w niej echa stoickie, gdy poeta wzywa do panowania nad namiętnościami i do obojętności wobec losu, echa epikurejskie, gdy rozważa naturę przyjemności i bólu, i wyraźne echa platońskie, gdy wskazuje na duszę jako na prawdziwe ja człowieka, uwięzione w ciele. Szczególnie zastanawiające są partie, w których przemawia głos zbliżony do Lukrecjusza, wyrażający wątpliwości co do nieśmiertelności duszy i opatrzności. Palingenius nie utożsamia się z tym głosem i ostatecznie go odrzuca, ale samo jego dopuszczenie do słowa wystarczało cenzorom, by w poemacie dopatrywać się bezbożności.

Obok satyry i spekulacji w poemacie wiele jest zwykłej, ludzkiej skargi. Palingenius pisze o kruchości życia, o chorobach i starości, o śmierci, która zabiera bez wyboru, o niewdzięczności ludzi i o niepewności wszelkiego szczęścia. Te partie, pisane w tonie bliskim tradycji contemptus mundi, nie są jednak wezwaniem do rozpaczy. Służą przygotowaniu czytelnika do odwrócenia wzroku od tego, co znikome, ku temu, co trwałe. Pocieszenie, jakie poeta proponuje, ma charakter filozoficzny: mądry człowiek, który zrozumiał naturę świata, przestaje bać się jego zmienności.

Kosmos pełen dusz

Najoryginalniejsze są księgi końcowe, poświęcone budowie świata. Palingenius przedstawia kosmos jako hierarchię, w której każde piętro zamieszkują istoty rozumne. Niebiosa nie są puste; gwiazdy mają dusze, sfery są zamieszkane przez duchy, a powietrze między ziemią a księżycem pełne jest demonów, dobrych i złych. Poeta poświęca wiele miejsca naturze tych istot, ich wpływowi na ludzi, ich zdolności do przybierania postaci i do przekazywania wiedzy. Jest to demonologia w dawnym, neoplatońskim sensie, bliższa Apulejuszowi i Proklosowi niż traktatom o czarownicach.

Jeszcze śmielszy jest obraz tego, co leży poza niebiosami. Palingenius twierdzi, że poza ostatnią sferą rozciąga się nieskończone światło, w którym przebywa Bóg i najczystsze duchy. Świat widzialny jest skończony, ale otacza go nieskończoność niematerialnego blasku, i dopiero ona jest właściwą siedzibą szczęścia. Bóg, który jest nieskończony, nie mógłby stworzyć jedynie skończonego dzieła; stworzył więc także światło bez granic, do którego zmierzają dusze sprawiedliwych. Ta wizja, zakorzeniona w neoplatońskiej metafizyce światła, wyprzedza o kilka dziesięcioleci rozważania o nieskończoności podejmowane przez Giordana Bruna, który zresztą znał i cytował Palingenia.

Wizja ta ma także swój wymiar etyczny. Skoro prawdziwa ojczyzna duszy leży poza światem, to życie ziemskie jest wędrówką, a cnota polega na tym, by nie przywiązać się do tego, co przemija. Zodiak, krąg czasu i zmian, staje się w poemacie znakiem świata, który trzeba przejść i opuścić. Nazwy znaków, które otwierają kolejne księgi, przypominają czytelnikowi, że wciąż jest w drodze, a dopiero ostatnia, Pisces, prowadzi go ku granicy, poza którą zaczyna się światło.

Indeks, stos i legenda

Przez kilka dziesięcioleci poemat krążył bez przeszkód. W 1559 roku, w pierwszym Indeksie ksiąg zakazanych ogłoszonym w Rzymie za Pawła IV, Palingenius został umieszczony w pierwszej klasie, przeznaczonej dla autorów, których wszystkie dzieła są zakazane. Późniejsze indeksy podtrzymywały to potępienie, a Zodiacus vitae stał się w krajach katolickich książką zakazaną.

Z potępieniem tym wiąże się przekaz, który stał się częścią legendy poematu. Według relacji przytaczanych od XVI wieku szczątki autora miały zostać ekshumowane i spalone jako szczątki heretyka. Źródła tej opowieści są jednak późne i niejednoznaczne, nie wiadomo nawet z pewnością, kiedy i gdzie Palingenius zmarł, i historycy traktują ją ostrożnie, jako przekaz, a nie fakt potwierdzony dokumentami procesowymi.

Trudno też powiedzieć, co dokładnie w poemacie najbardziej raziło cenzorów. Antyklerykalna satyra była oczywistym powodem, ale w atmosferze lat pięćdziesiątych XVI wieku równie podejrzane musiały się wydawać sympatie, które łączono z dworem ferraryjskim, oraz swoboda, z jaką poeta oddawał głos sceptykom. Dla inkwizycji nie miało znaczenia, że ostatecznie ich odpiera. Książka, która dawała czytelnikowi do ręki argumenty przeciwko nieśmiertelności duszy, choćby po to, by je odrzucić, była w oczach cenzury niebezpieczna sama przez się. Niezależnie od jej prawdziwości opowieść ta dobrze ilustruje sposób, w jaki poemat był odbierany: jako dzieło niebezpieczne, którego autora trzeba było ukarać nawet po śmierci.

Szkolna lektura protestantów

Paradoksalnie potępienie przez Rzym przyczyniło się do popularności poematu po drugiej stronie granicy wyznaniowej. W krajach protestanckich Zodiacus vitae czytano jako dzieło moralne, łączące klasyczną łacinę z surową etyką i z krytyką papiestwa. Był wielokrotnie wydawany w Bazylei, Lyonie, Rotterdamie i innych ośrodkach, często z komentarzami przeznaczonymi dla uczniów. Służył w szkołach jako tekst do nauki łaciny i zarazem jako zbiór sentencji moralnych, z którego wyciągano maksymy do zapamiętania.

Szczególnie silna była jego obecność w Anglii. Barnabe Googe przetłumaczył poemat wierszem na angielski; pierwsze trzy księgi ukazały się w 1560 roku, a całość w 1565. Zodiacus vitae figurował w programach szkół gramatycznych epoki elżbietańskiej, i badacze od dawna zastanawiają się, czy znał go Szekspir, wskazując na możliwe echa w jego dramatach, choć bezpośredniej zależności nie da się dowieść. Poemat czytano też w niemieckich gimnazjach, a jego sentencje przechodziły do zbiorów aforyzmów.

Ta szkolna kariera jest zarazem świadectwem nieporozumienia i jego przezwyciężenia. Nauczyciele protestanccy mało interesowali się demonologią i metafizyką światła, które dla samego Palingenia były zapewne najważniejsze. Wybierali z poematu etykę i satyrę, czyli to, co pasowało do ich programu wychowawczego. Mimo to dzieło, które w ich rękach stało się podręcznikiem moralności, przekazywało też wizję świata pełnego dusz i otoczonego nieskończonym światłem.

Najtrwalszą lekcją Zodiacus vitae jest być może właśnie jego dwoistość. Jest to poemat humanisty, który zna klasyków i pisze ich językiem, a zarazem poemat poszukiwacza, który wykracza poza humanistyczną poprawność ku spekulacji o naturze bytu. Jego znaki zodiaku nie przepowiadają losu, lecz wyznaczają etapy wędrówki duszy, a jego kosmos nie jest maszyną gwiazd, lecz domem żywych istot zmierzających ku światłu. Rzymscy cenzorzy i protestanccy nauczyciele czytali go na różne sposoby, ale ani jedni, ani drudzy nie traktowali go jako książki o horoskopach, i w tym przynajmniej mieli rację.