Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Renesansowa filozofia tajemna

Leon Battista Alberti i uskrzydlone oko

Osobisty emblemat Leona Battisty Albertiego – oko ze skrzydłami, otoczone wieńcem i opatrzone zagadkową dewizą Quid tum – nie jest ozdobnym kaprysem, lecz skrótem jego filozofii czujnego, nieustannie pracującego umysłu, który naśladuje boską wszechwiedzę i staje wobec zmienności losu z pytaniem zamiast lęku.

Rewers medalu Leona Battisty Albertiego dłuta Mattea de’ Pastiego, około 1446–1450, fot. Sailko – CC BY-SA 3.0
Rewers medalu Leona Battisty Albertiego dłuta Mattea de’ Pastiego, około 1446–1450, fot. Sailko – CC BY-SA 3.0 · Wikimedia Commons

Znak na rewersie medalu

Leon Battista Alberti, urodzony w 1404 roku w Genui jako nieślubny syn wygnanego florenckiego kupca, a zmarły w Rzymie w 1472 roku, był jednym z ludzi, w których renesans najchętniej rozpoznaje własny ideał wszechstronności. Pisał po łacinie i po włosku dialogi moralne, satyry, traktaty o malarstwie, rzeźbie i architekturze, o rodzinie i o szyfrach, projektował budowle w Rimini, Florencji i Mantui. Wśród tylu dzieł łatwo przeoczyć drobny znak, który sam uważał za swój podpis, a który mówi o nim może więcej niż niejeden traktat.

Najpełniej zachował się ten znak na brązowym medalu wykonanym przez Mattea de’ Pasti w drugiej połowie lat czterdziestych XV wieku. Na awersie widnieje profil Albertiego z napisem podającym jego imię. Na rewersie umieszczono oko, z którego boków wyrastają skrzydła, a od których rozchodzą się smugi przypominające promienie lub płomienie. Całość otacza wieniec laurowy, a pod nim widnieje krótka dewiza Quid tum. Ten sam motyw pojawia się na owalnej plakiecie z autoportretem, przypisywanej samemu Albertiemu i przechowywanej dziś w waszyngtońskiej National Gallery of Art: obok profilu, przy krawędzi, widać niewielkie skrzydlate oko.

Medal i plakieta należą do pierwszych renesansowych dzieł, w których prywatny człowiek – nie książę ani papież – przedstawia się za pomocą osobistego emblematu. Alberti nie miał herbu, który mógłby z dumą eksponować; jego ród, wygnany z Florencji, stracił dawną pozycję, a on sam, jako syn nieślubny, długo walczył o uznanie. Zamiast herbu wybrał znak, który niczego nie dziedziczył, lecz wyrażał postawę, i który tłumaczył się dopiero temu, kto znał jego pisma. Matteo de’ Pasti, który wykonał medal, pracował wówczas także dla władców i ich dworów, a sztuka medalierska, ożywiona niedawno przez Pisanella, służyła przede wszystkim książęcej sławie. Zastosowanie jej do uczczenia uczonego bez tytułów było gestem wymownym: twierdziło, że godność intelektu zasługuje na tę samą trwałość w brązie, co godność władzy.

Komentarz z Intercenales

Najważniejszym kluczem do znaczenia emblematu jest sam Alberti. W zbiorze krótkich łacińskich utworów nazwanych Intercenales, czyli opowiastkami do czytania między posiłkami, znajduje się tekst zatytułowany Anuli – „Pierścienie”. Bohater o imieniu Philoponius, „miłujący trud”, którego łatwo rozpoznać jako porte-parole autora, przedstawia w nim szereg pierścieni z wyrytymi znakami i objaśnia ich sens. Jeden z nich nosi właśnie oko ze skrzydłami.

Intercenales to gatunek osobliwy, łączący lucjanowską satyrę z moralną przypowieścią i alegorią. Alberti pisał je przez wiele lat, przesyłając kolejne księgi przyjaciołom, a pierwszą zadedykował florenckiemu lekarzowi i astronomowi Paolowi dal Pozzo Toscanellemu. Utwory te bywają gorzkie, ironiczne, niekiedy wręcz pesymistyczne w ocenie ludzkiej natury i fortuny. Na tym tle Anuli wyróżniają się konstruktywnym tonem: zamiast drwić z ludzkich złudzeń, proponują obrazy, które mają pomóc w prowadzeniu życia. Pierścień z wyrytym znakiem jest tu czymś w rodzaju przenośnej maksymy, noszonej na palcu i stale przypominającej o tym, kim chce się być.

Według objaśnienia Philoponiusa nie ma nic potężniejszego, szybszego ani godniejszego od oka. Jest ono w pewnym sensie pierwsze wśród członków ciała, jakby ich królem i bogiem. Starożytni – mówi tekst – uważali Boga za coś na podobieństwo oka, które wszystko widzi i rozróżnia każdą rzecz z osobna. Z tego wynika wezwanie: należy czuwać, mieć oczy otwarte na wszystko, co dotyczy chwały i cnoty, i działać z gotowością. Skrzydła wyrażają szybkość, z jaką umysł winien przechodzić od poznania do czynu, a wieniec – radość i chwałę, które są owocem takiego czuwania.

W tym komentarzu łączą się trzy warstwy. Pierwsza jest antropologiczna: oko jest najszlachetniejszym zmysłem i narzędziem wiedzy. Druga jest etyczna: czujność staje się cnotą, podstawą wszelkiego dobrego działania. Trzecia, najgłębsza, jest teologiczna: ludzkie oko, czuwające i szybkie, ma naśladować oko Boga, które obejmuje całość stworzenia. Skrzydlate oko jest więc obrazem człowieka, który próbuje w swoim ograniczonym zakresie upodobnić się do boskiej wszechwiedzy przez nieustanną uwagę.

Oko Ozyrysa i egipska mądrość

Skąd Alberti wziął pomysł, by Boga przedstawiać jako oko? Jego wypowiedź o starożytnych wskazuje kierunek. Plutarch w traktacie O Izydzie i Ozyrysie przekazał, że Egipcjanie zapisywali imię Ozyrysa znakami oka i berła. Makrobiusz w Saturnaliach pisał, że przedstawiali Ozyrysa jako berło, na którego szczycie umieszczono oko, co miało oznaczać słońce widzące wszystko z wysokości. Diodor Sycylijski wspominał z kolei, że oko było u Egipcjan symbolem strażnika sprawiedliwości.

Te świadectwa, dostępne dla humanisty znającego łacińskich i greckich autorów, wystarczały do zbudowania obrazu egipskiego boga-oka, czuwającego nad światem. W czasach Albertiego do Florencji dotarł także rękopis Hieroglyphica Horapollona, który utwierdzał przekonanie, że Egipcjanie wyrażali pojęcia obrazami. Nie wiadomo z pewnością, czy Alberti znał ten tekst bezpośrednio, ale jego emblemat bywa uważany za jeden z najwcześniejszych przykładów renesansowego pseudohieroglifu – znaku stworzonego na wzór egipski, by wyrazić myśl filozoficzną.

Egipska aura nie jest tu dekoracją. Dla Albertiego i jego współczesnych Egipt był krainą najstarszej mądrości, z której czerpali Pitagoras i Platon. Wybierając znak o egipskim rodowodzie, humanista umieszczał własną postawę w genealogii sięgającej początków ludzkiej myśli o Bogu. Oko, które w Egipcie miało oznaczać boskie słońce, u niego oznacza zarazem Boga i człowieka, który podnosi wzrok ku Bogu.

Co dalej? Dewiza wobec fortuny

Dewiza Quid tum jest równie lakoniczna jak obraz i równie trudna do jednoznacznego odczytania. Dosłownie znaczy „cóż wtedy?”, „co potem?”, „i co z tego?”. Badacze wskazują możliwe źródła literackie: zwrot ten pojawia się u Wergiliusza w dziesiątej eklodze, gdzie pasterz pyta, co z tego, że ukochany jest ciemny, skoro i fiołki są ciemne, a także u Terencjusza i Cycerona w rozmaitych kontekstach. Żadne z tych miejsc nie wyjaśnia jednak w pełni, dlaczego Alberti uczynił z nich swoją dewizę.

Najbardziej przekonujące interpretacje łączą ją z centralnym tematem jego twórczości moralnej, czyli ze zmaganiem cnoty z fortuną. W dialogach takich jak Della famiglia czy w licznych Intercenales Alberti powraca do pytania, jak człowiek ma znosić przeciwności losu i co może przeciwstawić jego kaprysom. Odpowiedzią jest virtù, czyli energia, wiedza i wytrwałość, które pozwalają nie poddawać się okolicznościom. Quid tum może więc być pytaniem rzuconym fortunie: niech się stanie, co ma się stać – i cóż z tego? Człowiek czuwający przetrwa.

Inna możliwa lektura czyta dewizę jako pytanie skierowane w przyszłość, wezwanie do nieustannego myślenia o konsekwencjach i następnych krokach. Oko, które czuwa, nie zadowala się tym, co już widzi; pyta, co dalej, co z tego wyniknie, co trzeba zrobić. Obie interpretacje nie wykluczają się, a dwuznaczność dewizy wydaje się zamierzona. Emblemat ma prowokować do myślenia, a nie zamykać je w jednej formule.

Autoportret czuwającego umysłu

Postać, którą buduje ten znak, potwierdza anonimowa biografia Albertiego, Vita, napisana w trzeciej osobie około 1438 roku i powszechnie uważana za jego autobiografię. Tekst przedstawia bohatera jako człowieka niezwykłej wszechstronności i dyscypliny: ćwiczącego ciało do zdumiewającej sprawności, uczącego się od rzemieślników, uparcie przezwyciężającego chorobę i zniechęcenie. Szczególnie wymowne są fragmenty o wrażliwości na widok świata – o tym, jak bohater wzruszał się widokiem kwitnących drzew i urodzajnych pól, a w chorobie odzyskiwał siły, patrząc na kwiaty i owoce. Wzrok jest w tej autobiografii zmysłem uzdrawiającym i źródłem wiedzy.

W Vita pojawia się także zdanie, które często przytacza się jako credo renesansowego humanizmu: że ludzie mogą wszystko z siebie, jeśli tylko zechcą. Skrzydlate oko jest wizualnym odpowiednikiem tego przekonania. Nie obiecuje jednak magicznej wszechmocy; wyraża raczej etos pracy, uwagi i wytrwałości, który pozwala człowiekowi stopniowo rozszerzać granice tego, co może zobaczyć i zrozumieć.

W tle tego wszystkiego stoi teoria widzenia, którą Alberti rozwinął w traktacie De pictura z połowy lat trzydziestych XV wieku. Opisał w nim widzenie jako piramidę promieni biegnących od oka ku przedmiotowi i uczynił z tej geometrii podstawę perspektywy malarskiej. Oko jest tam punktem, z którego porządkuje się świat. Emblemat przenosi tę myśl z porządku optyki do porządku duchowego: oko nie tylko porządkuje widzialną przestrzeń, lecz także czuwa nad życiem moralnym i sięga, na miarę ludzkich sił, ku temu, co widzi Bóg.

Dziedzictwo wszechwidzącego oka

Skrzydlate oko Albertiego nie stało się szeroko naśladowanym znakiem w swojej pierwotnej postaci, ale wpisuje się w długą historię obrazów boskiego spojrzenia. W późniejszej ikonografii chrześcijańskiej pojawi się Oko Opatrzności, często w trójkącie, otoczone promieniami, a w renesansowych zbiorach symboli oko na berle będzie wielokrotnie powracać jako znak czujnej władzy i sprawiedliwości. Nie można twierdzić, że wszystkie te obrazy wywodzą się od Albertiego, ale jego emblemat należy do najwcześniejszych świadomych prób uczynienia z oka filozoficznego symbolu.

Najważniejsze w tym znaku jest jednak to, że łączy w sobie tak wiele wymiarów jednego człowieka. Jest podpisem artysty, który myślał o widzeniu jako o podstawie sztuki. Jest dewizą moralisty, który uczył opierać się fortunie. Jest pseudohieroglifem humanisty zafascynowanego Egiptem. Jest wreszcie modlitwą umysłu, który chce być czujny jak oko Boga, a zarazem pamięta, że pozostaje ludzki i skrzydlaty, czyli zawsze w drodze. W tym jednym obrazie zawarł Alberti program, który całe życie próbował realizować: widzieć więcej, działać szybciej i pytać, co dalej.