Savonarola przeciw astrologom i poetom
Kazania Girolama Savonaroli, jego pisma o poezji i wydany w 1497 roku Trattato contra li astrologi złożyły się na najradykalniejszą krytykę kultury medycejskiej, która postawiła florenckich miłośników Platona, poetów i artystów przed wyborem między dawnym ideałem harmonii a wezwaniem do pokuty.

Dominikanin w mieście Medyceuszy
Girolamo Savonarola, urodzony w Ferrarze w 1452 roku, wstąpił do zakonu dominikanów w 1475 roku, a do florenckiego klasztoru San Marco trafił po raz pierwszy w 1482 roku. Jego pierwsze kazania nie przyniosły mu rozgłosu; sławę zdobył dopiero po powrocie do Florencji w 1490 roku, podobno za wstawiennictwem Giovanniego Pica della Mirandoli, który poznał go wcześniej i cenił jego surową pobożność. W ciągu kilku lat Savonarola stał się najbardziej słuchanym kaznodzieją miasta, a po upadku władzy Medyceuszy w 1494 roku – faktycznym przywódcą duchowym republiki. Jego kariera zakończyła się ekskomuniką, procesem i śmiercią na stosie na placu Signorii w maju 1498 roku.
Między tymi datami rozegrał się jeden z najbardziej dramatycznych konfliktów w dziejach renesansowej kultury. Savonarola nie był barbarzyńcą wrogim nauce ani prostakiem, który nie rozumiał wartości sztuki. Był wykształconym tomistą, autorem traktatów filozoficznych i teologicznych, znawcą Pisma i Ojców. Jego krytyka kultury medycejskiej wyrastała nie z ignorancji, lecz z przekonania, że cała ta kultura – z jej kultem antyku, poezją miłosną, astrologią i luksusem – odwróciła się od Chrystusa i zmierza ku katastrofie.
Obrona poezji, która jest oskarżeniem
Już na początku lat dziewięćdziesiątych, jeszcze przed polityczną rewolucją, Savonarola sformułował swój pogląd na poezję w łacińskim traktacie Apologeticus de ratione poeticae artis, wydanym około 1492 roku. Tytuł zapowiada obronę, ale treść jest raczej ograniczeniem. Savonarola nie odrzuca poezji jako takiej; uznaje ją za część logiki, sztukę posługującą się przykładem i obrazem, by poruszyć słuchacza. Ale właśnie dlatego poezja jest dla niego narzędziem podrzędnym, które ma wartość tylko wtedy, gdy służy prawdzie.
Z tego wynika ostra krytyka poezji pogańskiej i jej renesansowych naśladowców. Poeci starożytni, twierdzi Savonarola, opiewali fałszywych bogów, występki i namiętności, a ich wiersze nie prowadzą duszy ku Bogu, lecz od Niego odciągają. Szczególnie niebezpieczne jest przekonanie, które we Florencji stało się niemal dogmatem: że poeci starożytni byli teologami, którzy pod zasłoną mitów wyrażali prawdy objawione. Dla Savonaroli była to niebezpieczna iluzja. Prawda chrześcijańska nie potrzebuje pogańskich zasłon, a kto szuka Boga w Owidiuszu, zamiast w Ewangelii, myli drogę.
Ta krytyka uderzała bezpośrednio w fundamenty florenckiej kultury literackiej. Landino w swoich komentarzach i Ficino w swoich pismach przedstawiali poezję jako formę boskiego natchnienia, a dawnych poetów jako mędrców posiadających ukrytą mądrość. Savonarola odpowiadał, że prawdziwym poetą jest ten, kto pisze o Bogu w prostocie serca, jak autorzy Psalmów, a nie ten, kto zręcznie naśladuje Wergiliusza. W kazaniach wracał do myśli, że prosta, niewykształcona kobieta, która wierzy, wie o Bogu więcej niż Platon ze wszystkimi swoimi księgami.
Traktat przeciw astrologom
Najważniejszym pismem, w którym Savonarola zmierzył się z jednym z filarów kultury medycejskiej, jest Trattato contra li astrologi, wydany we Florencji w 1497 roku. Jego geneza jest ściśle związana z pośmiertnym wydaniem wielkiego dzieła Pica przeciw astrologii, ogłoszonego w Bolonii w 1496 roku. Savonarola sam przyznawał, że jego traktat jest w dużej mierze popularyzacją tamtego wywodu, przeznaczoną dla czytelników, którzy nie sięgnęliby po obszerny łaciński tom.
Właśnie to przesunięcie jest najciekawszym rysem traktatu. Dzieło Pica było rozprawą filozofa skierowaną do uczonych; dzieło Savonaroli – pismem kaznodziei skierowanym do ludu. Pisane po włosku, zwięzłe, pełne bezpośrednich zwrotów, miało przekonać florenckich mieszczan, kupców i rzemieślników, że wiara w gwiazdy jest nie tylko błędem intelektualnym, lecz grzechem. Savonarola nie wdawał się w szczegóły techniczne, które interesowały filozofów. Jego celem było zerwanie z praktyką, która przenikała życie codzienne: z zasięganiem rady astrologów przy zawieraniu małżeństw, rozpoczynaniu podróży, zakładaniu interesów czy wyborze terminu wojny.
Traktat ma też wyraźny wymiar polityczny. Astrologia była na dworach włoskich narzędziem władzy: książęta zatrudniali astrologów, by wyznaczali pomyślne godziny dla ważnych decyzji, a horoskopy władców krążyły jako element propagandy. Savonarola, przywódca republiki, która właśnie zrzuciła władzę Medyceuszy, widział w tym przejaw tyranii i bałwochwalstwa. Florencja, którą chciał uczynić miastem Chrystusa, nie mogła kierować się gwiazdami. Miała kierować się Bogiem, którego wolę objawiali prorocy – a Savonarola uważał się za jednego z nich.
Ta ostatnia okoliczność nadaje traktatowi szczególną wymowę. Savonarola odrzucał przepowiadanie przyszłości z gwiazd, ale sam przepowiadał przyszłość: zapowiadał karę dla Włoch, nadejście nowego Cyrusa, odnowienie Kościoła. Jego przeciwnicy nie omieszkali tego zauważyć. Dla niego różnica była zasadnicza: astrolog twierdzi, że odczytuje przyszłość z porządku natury, prorok – że otrzymuje ją od Boga. Ale dla wielu współczesnych ta różnica nie była tak oczywista, a polemika o astrologię stawała się w ten sposób częścią szerszego sporu o to, kto ma prawo mówić o przyszłości miasta.
Stosy marności
Najbardziej znanym obrazem rządów Savonaroli są stosy marności, falò delle vanità, które w czasie karnawału 1497 i 1498 roku zapłonęły na placu Signorii. Grupy młodzieży, zorganizowane w bractwa pod kierunkiem zakonnika, chodziły po domach i zbierały przedmioty uznane za próżne: lustra, kosmetyki, peruki, karty do gry, instrumenty muzyczne, obrazy o tematyce świeckiej, książki z poezją miłosną. Wszystko to układano w wielką piramidę i palono przy śpiewie hymnów.
Te wydarzenia mają w historiografii dwoistą sławę. Dla jednych były symbolem fanatyzmu, który niszczył dzieła sztuki i literatury; dla innych – wyrazem autentycznej pobożności, która chciała uwolnić miasto od zbytku i zepsucia. Trudno ocenić, jakie straty przyniosły w rzeczywistości. Przekazy mówią o spalonych rękopisach i obrazach, ale rzadko pozwalają ustalić, o jakie konkretnie dzieła chodziło. Pewne jest, że stosy były aktem symbolicznym: karnawał, święto medycejskiej Florencji, w którym Lorenzo kazał śpiewać o przemijającej młodości, został zastąpiony rytuałem pokuty.
Nawrócenia między legendą a źródłami
Wokół Savonaroli narosło wiele opowieści o nawróceniach wybitnych ludzi, i nie wszystkie wytrzymują krytykę. Najsłynniejsza dotyczy Sandra Botticellego. Giorgio Vasari w Żywotach pisał, że malarz stał się żarliwym zwolennikiem dominikanina, porzucił malarstwo i popadł w nędzę. Późniejsza tradycja dodała, że Botticelli własnoręcznie rzucał swoje obrazy w ogień stosów marności. Źródła nie potwierdzają tej wersji. Wiadomo, że brat malarza, Simone Filipepi, był gorliwym piagnone, czyli zwolennikiem Savonaroli, i zostawił kronikę wydarzeń. Wiadomo też, że późne dzieła Botticellego, zwłaszcza Mistyczna Nativitas z około 1500 roku z grecką inskrypcją o czasach apokaliptycznych, noszą ślad atmosfery tamtych lat. Ale malarz nie zaprzestał pracy, a opowieść o paleniu obrazów pozostaje legendą.
Podobny los spotkał opowieść o ostatnich chwilach Lorenza de’ Medici w kwietniu 1492 roku. Późniejsze żywoty Savonaroli, pisane przez jego zwolenników, twierdziły, że dominikanin odmówił umierającemu rozgrzeszenia, gdy ten nie zgodził się przywrócić Florencji wolności. Poliziano, który był przy łożu Lorenza, opisał w liście spotkanie z zakonnikiem jako pełne pobożności, bez śladu takiej konfrontacji. Wersja hagiograficzna lepiej służyła obrazowi proroka przeciwstawiającego się tyranowi; relacja naocznego świadka jest skromniejsza i bardziej wiarygodna.
Inaczej jest z Pikiem. Ten najbardziej śmiały z florenckich myślicieli w ostatnich latach życia rzeczywiście zbliżył się do Savonaroli, a według przekazów zamierzał wstąpić do zakonu dominikanów. Zmarł w listopadzie 1494 roku, w dniu, gdy wojska francuskie wkroczyły do Florencji. Savonarola w kazaniu po jego śmierci oznajmił, że Pico przebywa w czyśćcu, bo zwlekał z przyjęciem habitu, do którego Bóg go wzywał. Ta wypowiedź dobrze oddaje sposób, w jaki kaznodzieja włączał losy wybitnych ludzi w swój obraz duchowej walki. Pico, który kiedyś głosił godność człowieka zdolnego wznieść się do aniołów, został przedstawiony jako przykład duszy, która za długo wahała się między światem a pokutą.
Postawa Ficina była najbardziej złożona. W pierwszych latach kaznodziejskiej działalności Savonaroli Ficino odnosił się do niego z szacunkiem, a nawet z pewnym zainteresowaniem jego profetyzmem. Z czasem jednak zdystansował się od niego, a po egzekucji dominikanina w 1498 roku napisał łacińską apologię, w której przedstawił go jako Antychrysta, który zwiódł wielu Florentczyków. Ta zmiana była po części dyktowana koniunkturą polityczną, po części obroną własnego dzieła. Ficino, który całe życie budował syntezę Platona i chrześcijaństwa, nie mógł przyjąć tezy, że Platon jest wrogiem Chrystusa.
Platon czy pokuta
Niektórzy z florenckich platoników próbowali znaleźć drogę pośrednią. Giovanni Nesi, uczeń Ficina, w dziele Oraculum de novo saeculo z 1497 roku przedstawił Savonarolę jako proroka nowej epoki, w której spełnią się nadzieje platoników na odnowę świata. Girolamo Benivieni, poeta, którego kanconę o miłości komentował niegdyś Pico, stał się gorliwym zwolennikiem dominikanina i tłumaczył jego pisma. Dla takich ludzi Savonarola nie był wrogiem platońskiej tęsknoty za Bogiem, lecz jej spełnieniem: wezwaniem, by od kontemplacji piękna przejść do radykalnego nawrócenia.
Inni wybierali milczenie lub dystans. Poliziano zmarł we wrześniu 1494 roku, zanim konflikt osiągnął szczyt. Wielu artystów i poetów, którzy żyli z mecenatu Medyceuszy, po 1494 roku musiało szukać nowych protektorów albo dostosować się do nowej atmosfery. Kultura, która jeszcze kilka lat wcześniej była dumą miasta, nagle stała się podejrzana.
Krótki okres rządów Savonaroli nie zniszczył florenckiego platonizmu, ale zmienił jego charakter. Pokazał, że synteza filozofii pogańskiej i chrześcijaństwa, która wydawała się tak harmonijna w willi w Careggi, mogła zostać zakwestionowana z pozycji samej wiary. Savonarola zmusił swoich słuchaczy do pytania, które florenccy platonicy woleli pozostawić bez odpowiedzi: czy miłość do piękna prowadzi do Boga, czy od Niego odciąga. Odpowiedzi na to pytanie nie rozstrzygnął ani stos, na którym zginął, ani powrót Medyceuszy w 1512 roku. Pozostało ono jednym z napięć, które renesans przekazał kolejnym epokom.
