Kardynał Bessarion i obrona Platona
Wydane w Rzymie w 1469 roku In calumniatorem Platonis kardynała Bessariona było odpowiedzią na gwałtowny atak Jerzego z Trapezuntu i zarazem pierwszym wielkim wykładem, który przedstawił łacińskiemu Zachodowi Platona jako filozofa bliskiego chrześcijaństwu, czcigodnego, choć nie nieomylnego, i godnego miejsca obok Arystotelesa.
Grek w purpurze
Bazyli Bessarion, urodzony w Trapezuncie na początku XV wieku, wychowany w Konstantynopolu i uczony w Mistrze na Peloponezie, przybył do Italii w 1438 roku jako metropolita Nicei w delegacji bizantyńskiej na sobór unijny w Ferrarze i Florencji. Należał do najgorliwszych zwolenników zjednoczenia Kościołów i po ogłoszeniu unii w 1439 roku został przez papieża Eugeniusza IV kreowany kardynałem. Od tej chwili jego życie związało się z Zachodem. Był legatem, protektorem zakonów, kandydatem do tiary, mecenasem i uczonym, a po upadku Konstantynopola w 1453 roku – nieformalnym opiekunem greckich emigrantów w Italii.
W jego osobie spotykały się dwa światy, które sobór miał pojednać. Bessarion myślał po grecku, pisał zarówno po grecku, jak i po łacinie, i znał dobrze tradycję bizantyńskiej filozofii, w której Platon i Arystoteles od wieków bywali przedmiotem porównań. Dla łacińskiego Zachodu, wychowanego na scholastycznym arystotelizmie, Platon był przeważnie autorem jednego dialogu – Timajosa w niepełnym przekładzie Kalcydiusza – oraz postacią znaną z pochwał Augustyna. Właśnie ta asymetria wiedzy sprawiła, że spór, który w Bizancjum był sprawą uczonych, w Italii nabrał ciężaru ideowego.
Spór o pierwszeństwo filozofów
Bezpośrednim tłem dzieła Bessariona była polemika, która rozgorzała wśród greckich uczonych po soborze. Jej iskrą było wystąpienie Jerzego Gemistosa Plethona, nauczyciela samego Bessariona, który podczas pobytu we Florencji przeciwstawił Platona Arystotelesowi i którego podejrzewano o skłonności pogańskie. W kolejnych latach po stronie Arystotelesa opowiadali się między innymi Jerzy Scholariusz i Teodor Gaza, po stronie Platona – mniej powściągliwi zwolennicy, jak Michał Apostolis. Sam Bessarion starał się spór łagodzić i ganił nawet Apostolisa za lekceważące wypowiedzi o Stagirycie, uważając, że obrona jednego filozofa nie wymaga poniżania drugiego.
Najostrzejsze wystąpienie przyszło od Jerzego z Trapezuntu, uczonego pochodzącego z Krety, wybitnego retora i tłumacza, który działał w Italii od lat dwudziestych XV wieku. W 1458 roku napisał on Comparatio philosophorum Platonis et Aristotelis, porównanie dwóch filozofów, będące w istocie aktem oskarżenia. Platon był w nim przedstawiony jako nauczyciel złych obyczajów, wróg rodziny, autor doktryn sprzecznych z wiarą, a jego nowożytni zwolennicy – jako ludzie zagrażający Kościołowi. Arystoteles, przeciwnie, miał być filozofem, który w swojej metafizyce i etyce zbliżał się do chrześcijańskiej prawdy na tyle, na ile było to możliwe dla poganina. Jerzy z Trapezuntu łączył przy tym wątki filozoficzne z apokaliptycznymi: odrodzenie platonizmu wydawało mu się zapowiedzią nowego pogaństwa, a nawet znakiem czasów ostatecznych.
Jerzy z Trapezuntu nie był przy tym ignorantem w sprawach Platona. Na zamówienie papieża Mikołaja V przełożył na łacinę Prawa, a jego przekłady greckich Ojców i filozofów należały do ważnych osiągnięć humanistycznej filologii. Jego wrogość wobec Platona wyrastała więc nie z braku lektury, lecz z przekonania, że platonizm, czytany bez nadzoru, prowadzi do herezji. Właśnie dlatego jego atak był groźny: pochodził od uczonego, którego kompetencji nie można było łatwo podważyć, i trafiał do łacińskich czytelników, którzy sami nie mieli jeszcze dostępu do pełnego korpusu dialogów.
Struktura obrony
Bessarion odpowiedział dziełem obszernym i starannie przemyślanym. Pierwotna wersja powstała po grecku, ale autor zdawał sobie sprawę, że prawdziwym adresatem jest łaciński Zachód; tekst przełożono więc na łacinę przy udziale współpracowników z jego otoczenia, a sam kardynał poprawiał przekład. Drukiem ukazał się w Rzymie w 1469 roku w oficynie Konrada Sweynheyma i Arnolda Pannartza, pierwszych drukarzy działających w Italii. Był to jeden z pierwszych przypadków, gdy spór filozoficzny trafił od razu do szerokiego grona czytelników za pośrednictwem prasy drukarskiej.
Tytuł mówi wiele o tonie: In calumniatorem Platonis, przeciw oszczercy Platona. Bessarion nie wymienia jednak przeciwnika z imienia i w większości partii dzieła unika osobistych invektyw, z których słynął Jerzy z Trapezuntu. Jego strategia polegała na tym, by przenieść spór z płaszczyzny oskarżeń na płaszczyznę tekstów. Pokazywał, że wiele zarzutów opiera się na niezrozumieniu dialogów, na wyrywaniu zdań z kontekstu albo na przypisywaniu Platonowi poglądów, które wygłaszają jego postaci w celach dialektycznych.
Kluczową tezą dzieła było twierdzenie, że Platon jest bliższy chrześcijaństwu niż Arystoteles – bliższy, ale nie z nim tożsamy. Bessarion wskazywał na nauki o jednym najwyższym Bogu, o stworzeniu świata, o nieśmiertelności duszy i o opatrzności, w których platońska tradycja, przekazana i rozwinięta przez późniejszych platoników, zbiegała się z nauczaniem Ojców Kościoła. Przywoływał Augustyna, Dionizego Areopagitę i greckich Ojców, którzy z platonizmu czerpali język do wyrażenia prawd wiary. Nie twierdził, że Platon znał Trójcę albo Wcielenie; twierdził, że w filozofii pogańskiej to on najbardziej zbliżył się do światła, które w pełni objawiło się dopiero w Chrystusie.
Równie ważna była część obronna, dotycząca moralności. Jerzy z Trapezuntu oskarżał Platona o propagowanie rozpusty i niszczenie rodziny przez wspólnotę żon w Państwie. Bessarion odpowiadał, że miłość opisywana w Uczcie i Fajdrosie ma charakter duchowy i prowadzi duszę ku pięknu samemu w sobie, a projekty polityczne Państwa należy rozumieć w kontekście ich filozoficznego celu, nie jako dosłowne zalecenia obyczajowe. W tej interpretacji erotyka platońska stawała się drogą wznoszenia się ku Bogu, co wkrótce rozwinie florencki neoplatonizm.
Bessarion czytał Platona przez jego późnoantycznych interpretatorów. Plotyn, Proklos i inni neoplatonicy byli dla niego nie tyle niezależnymi myślicielami, ile świadkami właściwego sensu dialogów, którzy wydobyli z nich systematyczną teologię. Ta metoda miała swoje konsekwencje. Pozwalała przedstawić Platona jako autora spójnej nauki o Bogu, duszy i świecie, ale zarazem przenosiła na niego wiele późniejszych konstrukcji. Dzisiejszy historyk filozofii odróżni Platona od Proklosa znacznie ostrzej, niż czynił to kardynał; dla renesansowego czytelnika była to jednak jedyna dostępna droga, by dialogi, często kończące się bez rozstrzygnięcia, zobaczyć jako całość. Do dzieła dołączono również osobną rozprawę wytykającą błędy w łacińskim przekładzie Praw, którego dokonał Jerzy z Trapezuntu – filologiczny dowód, że oskarżyciel nie zawsze rozumiał tekst, który oskarżał.
Pojednanie zamiast zwycięstwa
Najbardziej charakterystyczną cechą In calumniatorem Platonis jest to, że nie jest to dzieło antyarystotelesowskie. Bessarion szanował Arystotelesa, przełożył na łacinę jego Metafizykę i niejednokrotnie podkreślał, że obaj filozofowie zgadzają się w wielu sprawach, a różnice między nimi są często różnicą metody i perspektywy, nie celu. Jego ideałem była zgoda, concordia, w której Platon zajmuje pierwsze miejsce w teologii i metafizyce, a Arystoteles zachowuje swoje prawa w logice i filozofii przyrody. W tym sensie dzieło nawiązywało do późnoantycznej tradycji neoplatońskiej, która widziała w Arystotelesie stopień wstępny do Platona, a nie jego przeciwnika.
Takie podejście miało znaczenie wykraczające poza spór dwóch Greków. Łaciński Zachód otrzymał wzór, jak czytać filozofię pogańską z życzliwością, która nie przeradza się w bezkrytyczny entuzjazm. Platon nie był tu prorokiem ani objawicielem tajemnej mądrości, lecz najszlachetniejszym z filozofów, którego dzieła wymagają uważnej, chrześcijańskiej lektury. Ta postawa była też odpowiedzią na podejrzenia, że wraz z Platonem wraca pogaństwo. Bessarion chciał pokazać, że można być gorliwym kardynałem i zarazem miłośnikiem Platona, i że jedno nie przeczy drugiemu.
Biblioteka dla Wenecji
Obrona Platona była tylko jedną z form, w jakich Bessarion starał się ocalić dziedzictwo greckie. Przez dziesięciolecia zbierał rękopisy, kupując je od emigrantów i kupców, zamawiając kopie u skrybów i wysyłając agentów do klasztorów dawnego świata bizantyńskiego, z którego po upadku Konstantynopola księgi rozpraszały się po całym Śródziemnomorzu. Jego zbiór, liczący kilkaset kodeksów, w znacznej części greckich, był jedną z najbogatszych kolekcji tekstów greckich w Europie. Znajdowały się w nim dzieła filozofów, teologów, historyków, matematyków i lekarzy, w tym liczne pisma Platona i jego późnoantycznych komentatorów.
W 1468 roku kardynał przekazał tę kolekcję Republice Weneckiej. W akcie donacji wyjaśniał, że chce, aby księgi te były dostępne dla uczonych i aby Wenecja, w której przebywało tak wielu Greków, stała się dla nich jakby drugim Bizancjum. Zbiory Bessariona stały się zalążkiem Biblioteki św. Marka, a w kolejnych stuleciach z ich pomocą wydawano greckie teksty, które w ten sposób trafiały do obiegu europejskiego. Bez tej decyzji wiele dzieł platońskiej tradycji byłoby znacznie trudniej dostępnych dla renesansowych czytelników.
Krąg kardynała
Wokół Bessariona w Rzymie skupiało się środowisko, które niektórzy historycy nazywają jego akademią. Nie była to instytucja z regulaminem, lecz krąg uczonych greckich i łacińskich, którzy spotykali się w jego domu, korzystali z jego biblioteki i prowadzili wspólne prace przekładowe. Należeli do niego Teodor Gaza, Niccolò Perotti, sekretarz i tłumacz kardynała, Andronik Kallistos i inni. Bessarion wspierał także uczonych spoza kręgu humanistów: zachęcił Georga Peuerbacha do opracowania skrótu Almagestu Ptolemeusza, który po jego śmierci dokończył Regiomontan.
Znaczenie tego środowiska polegało na tym, że łączyło ono filologię, filozofię i naukę. Platon nie był w nim przedmiotem kultu, lecz jednym z wielkich autorów, których należało czytać w oryginale i właściwie rozumieć. Gdy kilka lat później Marsilio Ficino we Florencji przygotowywał pierwszy pełny łaciński przekład dzieł Platona, wydany w 1484 roku, mógł oprzeć się na klimacie, który Bessarion pomógł wytworzyć: na przekonaniu, że Platon jest filozofem godnym chrześcijańskiego czytelnika.
Bessarion zmarł w Rawennie w 1472 roku, trzy lata po wydaniu swojej obrony. Spór, w którym zabrał głos, nie zakończył się zwycięstwem jednej strony; arystotelizm pozostał podstawą nauczania uniwersyteckiego jeszcze przez długie stulecie. Ale od tej chwili Platon nie był już na łacińskim Zachodzie podejrzanym poganinem, lecz filozofem, którego można bronić imieniem Kościoła. To przesunięcie, dokonane piórem greckiego kardynała, otworzyło drogę wszystkim późniejszym próbom pogodzenia platońskiej metafizyki z chrześcijańską wiarą.
