Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Renesansowa filozofia tajemna

Arcimboldo i cesarskie alegorie żywiołów

Kompozytowe głowy Giuseppe Arcimbolda, cykle Pór roku i Żywiołów namalowane dla Maksymiliana II, a później Wertumnus z portretem Rudolfa II, były na dworze Habsburgów poważnymi alegoriami politycznymi, które ukazywały harmonię świata i jego części pod berłem cesarza, a nie surrealistycznymi żartami, za jakie wzięła je nowoczesność.

„Rudolf II jako Wertumnus”, kompozytowy portret cesarza namalowany przez Giuseppe Arcimbolda, 1591 – domena publiczna
„Rudolf II jako Wertumnus”, kompozytowy portret cesarza namalowany przez Giuseppe Arcimbolda, 1591 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Malarz z Mediolanu na dworze cesarza

Giuseppe Arcimboldo urodził się w Mediolanie około 1526 roku w rodzinie malarzy. W młodości projektował witraże dla katedry mediolańskiej i kartony do tapiserii, a jego wczesne prace nie zapowiadały niczego niezwykłego. W 1562 roku przybył do Wiednia na dwór Ferdynanda I, a po jego śmierci służył kolejno Maksymilianowi II i Rudolfowi II, łącznie przez ponad ćwierć wieku. Był nie tylko portrecistą, lecz także organizatorem dworskich uroczystości, projektantem kostiumów, turniejów i maskarad, doradcą przy zakupach do kolekcji, a według niektórych źródeł również wynalazcą instrumentów i systemów łączących dźwięki z barwami. W 1587 roku wrócił do Mediolanu, gdzie zmarł w 1593 roku.

Nowoczesna sława Arcimbolda zaczęła się dopiero w XX wieku. Przez blisko trzy stulecia jego dzieła rozproszone po kolekcjach europejskich były znane głównie jako ciekawostki, a sam malarz popadł w niemal zupełne zapomnienie. Odkryli go na nowo surrealiści i krytycy związani z ich ruchem, którzy w jego głowach złożonych z owoców, kwiatów i zwierząt widzieli przodków własnych eksperymentów z podwójnymi obrazami i grą nieświadomości. Arcimboldo znalazł się wśród prekursorów pokazanych na wielkiej wystawie fantastyki i surrealizmu w Nowym Jorku w 1936 roku. Od tej chwili utrwalił się obraz malarza kapryśnego, ekscentrycznego, niemal szalonego.

Ten obraz jest jednak anachronizmem. Głowy Arcimbolda powstały na dworze, który miał ściśle określone potrzeby ideologiczne, i były przyjmowane jako wyrafinowane alegorie, a nie jako wybryki wyobraźni. Kluczem do ich zrozumienia jest pierwotny kontekst, który odtworzyli historycy sztuki drugiej połowy XX wieku, przede wszystkim Thomas DaCosta Kaufmann.

Pory roku i Żywioły jako para cykli

Pierwszy cykl Pór roku Arcimboldo namalował w 1563 roku: Wiosna złożona jest z kwiatów, Lato z owoców i kłosów, Jesień z winogron, grzybów i dyni, a Zima z sękatego pnia, korzeni i bluszczu. Kilka lat później powstał cykl Żywiołów, datowany na 1566 rok. Głowa Powietrza składa się z ptaków, Wody z ryb, skorupiaków i innych stworzeń morskich, Ziemi ze zwierząt lądowych, a Ognia z płonących szczap, krzesiwa, świec, lufy armatniej i pistoletu. Wszystkie głowy ukazane są z profilu, a ich układ pozwala zestawiać je w pary, w których postaci zwracają się ku sobie.

Ta konstrukcja nie jest przypadkowa. W tradycyjnej kosmologii każdej porze roku odpowiadał jeden żywioł na zasadzie wspólnych jakości: lato, gorące i suche, łączono z ogniem, zimę, zimną i wilgotną, z wodą, wiosnę, ciepłą i wilgotną, z powietrzem, jesień, zimną i suchą, z ziemią. Arcimboldo zaprojektował dwa cykle tak, aby odpowiadające sobie obrazy mogły być wieszane naprzeciw siebie i prowadzić coś w rodzaju dialogu. Całość tworzyła obraz świata, w którym czas i materia, cztery pory i cztery żywioły, łączą się w harmonijny porządek.

W 1569 roku, na Nowy Rok, oba cykle zostały uroczyście ofiarowane Maksymilianowi II wraz z łacińskim poematem dworskiego humanisty Giovanniego Battisty Fontea. Utwór ten jest najważniejszym źródłem do zrozumienia zamysłu malarza. Fonteo wyjaśnia w nim, że tak jak cztery pory i cztery żywioły zgodnie współtworzą świat, tak cesarz panuje nad nimi i zapewnia ich harmonię. Głowy nie są więc karykaturami, lecz emblematami: obrazami, które za pomocą zaskakującej formy wyrażają poważną treść polityczną.

Szczegóły, które mówią o Habsburgach

Uważne spojrzenie na głowy ujawnia szczegóły, które bezpośrednio odnoszą się do dynastii. Głowa Zimy ma na sobie płaszcz ze splecionych traw, na którym widać literę M, inicjał Maksymiliana, oraz krzesiwo, znak Orderu Złotego Runa, najważniejszego orderu rycerskiego Habsburgów. Głowa Ognia nosi łańcuch tego samego orderu, z zawieszonym na nim baranem. Ziemia ma na głowie skórę lwa, przypominającą o Herkulesie, z którym Habsburgowie chętnie się utożsamiali, a Powietrze wyróżnia się pawiem i orłem, ptakami o tradycyjnie królewskich i cesarskich konotacjach.

Fonteo rozwija te aluzje w poemacie. Zima, pora, w której przyroda zamiera, staje się w jego interpretacji głową całego roku, a zatem odpowiednikiem cesarza, który przewodzi swoim ziemiom. Rok rozpoczyna się w zimie, a skoro dar ofiarowano właśnie na Nowy Rok, ta pora zyskiwała w całym cyklu szczególne miejsce. Każda pora i każdy żywioł składa hołd cesarzowi, oddając mu to, co najlepsze: kwiaty, owoce, zwierzęta i skarby. Alegoria wyraża więc myśl o świecie, który w naturalny sposób zmierza ku jedności pod rządami jednego władcy.

W tym świetle zaskakujący sposób budowania głów nabiera głębszego sensu. Wielość różnych istot, z których każda zachowuje swoją tożsamość, składa się na jedną twarz. Podobnie imperium habsburskie, złożone z wielu krajów, ludów i języków, miało tworzyć jedną całość, zjednoczoną w osobie cesarza. Kaufmann podkreślał, że głowy Arcimbolda są obrazami concordia, zgody wielości w jedności, a ich dowcip służy wyrażeniu idei, którą trudno byłoby przedstawić w konwencjonalnym portrecie.

Żart poważny i nauka natury

Nie znaczy to, że Arcimboldo był pozbawiony humoru. Współcześni doceniali w jego obrazach dowcip i zaskoczenie, a dworska kultura XVI wieku ceniła scherzo, żart erudycyjny, jako formę wyrafinowanej rozrywki. Kluczowe jest jednak to, że żart i powaga nie wykluczały się wzajemnie. Renesansowy emblemat, zagadka czy maskarada łączyły zabawę z przesłaniem, a im bardziej zaskakująca była forma, tym bardziej zapadała w pamięć treść. Arcimboldo był mistrzem tego połączenia, a jego głowy należy czytać jako serio ludere, poważną zabawę w humanistycznym rozumieniu tego określenia.

Głowy mają też wymiar przyrodniczy. Kwiaty, owoce, ryby i zwierzęta są przedstawione z dużą dokładnością, pozwalającą rozpoznać wiele gatunków. Kaufmann i inni badacze zwracali uwagę, że dwór cesarski interesował się historią naturalną, a Arcimboldo wykonywał również studia przyrodnicze, rysunki zwierząt i roślin, które mogły służyć badaczom natury. W jego obrazach pojawiają się gatunki egzotyczne, sprowadzane wówczas do Europy z Nowego Świata, takie jak kukurydza w głowie Lata. Obrazy te dokumentują zatem wiedzę o przyrodzie, którą dysponował dwór, i świadczą o tym, że cesarz był także panem skarbów natury.

Ta przyrodnicza precyzja wzmacnia przesłanie polityczne. Cesarz nie panuje nad abstrakcyjnymi symbolami, lecz nad rzeczywistymi stworzeniami, które można nazwać, opisać i zgromadzić w kolekcji. Głowy Arcimbolda są inwentarzem świata ułożonym w kształt twarzy, a tym samym przypomnieniem, że całość stworzenia ma swoje miejsce w porządku cesarstwa.

Repliki, dary i dworskie widowiska

Polityczny charakter cykli potwierdza ich dalsza historia. Pory roku i Żywioły były powtarzane w kolejnych wersjach, a niektóre z nich cesarz przeznaczał na dary dla innych władców. Komplet Pór roku z 1573 roku, przechowywany dziś w Luwrze, uchodzi za zamówienie Maksymiliana II przeznaczone dla elektora saskiego Augusta. Obraz, który miałby być tylko kaprysem, nie nadawałby się na podarunek dyplomatyczny między książętami Rzeszy. Jako alegoria harmonii pod cesarskim berłem był natomiast podarunkiem idealnym, bo przypominał obdarowanemu, w jakim porządku świata uczestniczy.

Ta sama myśl organizowała dworskie widowiska, w których przygotowaniu Arcimboldo odegrał znaczną rolę. Podczas uroczystości weselnych arcyksięcia Karola i Marii Bawarskiej w Wiedniu w 1571 roku w pochodach i turniejach występowały personifikacje żywiołów, pór roku, rzek i krain, a ich kostiumy oraz układ odwoływały się do tego samego kosmologicznego języka co obrazy. Zachowane rysunki projektów kostiumów i dekoracji, zebrane później w albumie ofiarowanym Rudolfowi II, pokazują, że malarz myślał o całym dworze jako o scenie, na której świat ustawia się w szeregu przed cesarzem. Głowy złożone z natury i festyny, w których natura defilowała w ludzkiej postaci, były dwiema formami jednej retoryki.

Wertumnus i portret Rudolfa II

Najbardziej znanym dziełem późnego okresu jest Wertumnus, namalowany około 1590 roku, już po powrocie artysty do Mediolanu, i wysłany do Pragi, gdzie rezydował Rudolf II. Obraz przedstawia cesarza jako rzymskiego boga pór roku i przemian, a jego twarz złożona jest z kwiatów, owoców, warzyw i kłosów wszystkich czterech pór. Brzoskwinie tworzą policzki, gruszka nos, kłosy i winogrona wieniec na głowie, a cała postać emanuje dostatkiem i życiem.

Obraz ten opisał Gregorio Comanini w dialogu Il Figino wydanym w 1591 roku, jednym z traktatów o sztuce epoki, i dołączył do niego wiersz, w którym Wertumnus sam mówi o sobie. Comanini wyjaśnia, że Wertumnus, bóg zmian, jest właściwym wizerunkiem cesarza, ponieważ pod jego rządami powraca wiek złoty, w którym wszystkie pory roku przynoszą owoce jednocześnie. Odwołanie do mitu złotego wieku, znanego z Owidiusza i Wergiliusza, wpisuje obraz w tradycję panegiryczną: władca jest gwarantem pokoju i dobrobytu, a jego panowanie przywraca harmonię świata.

Losy obrazu są osobną historią. W 1648 roku, pod koniec wojny trzydziestoletniej, wojska szwedzkie złupiły Pragę, a wiele dzieł z kolekcji cesarskich trafiło do Szwecji. Wśród nich znalazł się Wertumnus, który od XVII wieku znajduje się w zamku Skokloster. Rozproszenie kolekcji przyczyniło się do zapomnienia Arcimbolda, a gdy jego obrazy na nowo ujrzały światło dzienne, ich pierwotny sens był już dla widzów niezrozumiały.

Odczytanie głów jako alegorii politycznych nie odbiera im tajemniczości, ale osadza ją we właściwym miejscu. Nie jest to tajemniczość nieświadomości, lecz kosmologii, w której świat jawi się jako żywe ciało złożone z wielu części, zjednoczonych w jednej formie. Arcimboldo przekładał tę wizję na język obrazu w sposób, który przekonywał współczesnych właśnie dlatego, że był zaskakujący. Kiedy nowożytność przestała rozumieć ten język, pozostało samo zaskoczenie, a wraz z nim mit malarza kapryśnego, który w rzeczywistości był jednym z najsubtelniejszych twórców cesarskiej ideologii harmonii.