Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Renesansowa filozofia tajemna

Paracelsus i Księga o nimfach – duchy żywiołów

Paracelsowska Liber de nymphis, sylphis, pygmaeis et salamandris opisuje istoty czterech żywiołów jako stworzenia z ciała i krwi, lecz pozbawione nieśmiertelnej duszy, które mogą ją zyskać przez małżeństwo z człowiekiem, i w ten sposób daje nowożytnej literaturze teologiczny fundament postaci Melusiny i Ondyny.

Portret Paracelsusa autorstwa Balthasara Jenichena według portretu Augustina Hirschvogla z 1538 roku, 1572, fot. Wellcome Images – CC BY 4.0
Portret Paracelsusa autorstwa Balthasara Jenichena według portretu Augustina Hirschvogla z 1538 roku, 1572, fot. Wellcome Images – CC BY 4.0 · Wikimedia Commons

Traktat z marginesu wielkiego dzieła

Wśród pism Theophrastusa Bombastusa von Hohenheim, zwanego Paracelsusem, Księga o nimfach, sylfach, pigmejach i salamandrach oraz o innych duchach należy do tych, które najmniej przypominają jego medycynę, a najwięcej mówią o jego obrazie stworzenia. Traktat napisany został po niemiecku, prawdopodobnie w ostatnim dziesięcioleciu życia autora, a do druku trafił dopiero po jego śmierci w 1541 roku, w fali edycji pism Paracelsusa przygotowywanych w drugiej połowie XVI wieku; ostateczną postać nadał mu zbiorowe wydanie Johanna Husera z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Łaciński tytuł, pod którym jest dziś znany, pochodzi z tej tradycji wydawniczej. Sam tekst ma formę wykładu ułożonego w traktaty i rozdziały, z prologiem, w którym autor wyjaśnia, dlaczego w ogóle podejmuje temat uchodzący za bajkowy.

Uzasadnienie jest teologiczne. Paracelsus twierdzi, że Bóg stworzył więcej, niż widzi zwykłe oko, i że poznawanie wszystkich Jego dzieł, także tych ukrytych, jest obowiązkiem filozofa i chwałą Stwórcy. Pominięcie jakiejś części stworzenia byłoby lekceważeniem Boga, który niczego nie uczynił na próżno. Księga nie jest więc zbiorem ciekawostek ludowych ani demonologią, lecz uzupełnieniem filozofii przyrody o rejon, który dotąd zostawiano poetom i bajarzom.

Cztery ludy i ich żywioły

Paracelsus dzieli istoty, o których pisze, według żywiołów, w których żyją. W wodzie mieszkają nimfy, które nazywa też undynami; w powietrzu sylfy, zwane również sylvestres, ludem leśnym; w ziemi pigmeje, czyli gnomy; w ogniu salamandry, nazywane też vulcani. Nazwy te wprowadził w dużej mierze on sam, a przynajmniej on nadał im uporządkowane znaczenie: słowo „gnom” jako określenie ducha ziemi wywodzi się właśnie z jego pism, a jego pochodzenie pozostaje niejasne.

Najważniejszą cechą tych stworzeń jest ich status pośredni. Nie są duchami w sensie aniołów ani demonów, ponieważ mają ciało, krew i kości, jedzą, piją, mówią, rodzą dzieci, chorują i umierają. Nie są też ludźmi, ponieważ ich ciało jest subtelniejsze i podlega innym prawom: przechodzą przez swój żywioł tak, jak człowiek przechodzi przez powietrze, gnomy poruszają się w skale bez przeszkód, salamandry żyją w ogniu, który by człowieka strawił. Każdy lud ma swój świat, swoje niebo, swój pokarm i swoje obyczaje; Paracelsus mówi nawet o ich władzy i porządku społecznym. Ich wygląd jest zbliżony do ludzkiego, choć gnomy są małe, a salamandry długie i chude.

Kluczowa różnica dotyczy duszy. Istoty żywiołów żyją długo, czasem setki lat, ale po śmierci nic z nich nie pozostaje; umierają jak zwierzęta. Są, jak pisze Paracelsus, ludźmi bez duszy, a przez to bez udziału w odkupieniu i bez nadziei na życie wieczne. Ten brak nie czyni ich złymi. Paracelsus podkreśla ich rozum, obyczajność, a nawet pobożność w sprawach doczesnych. Czyni ich natomiast istotami, którym czegoś istotnego brakuje, i z tego braku wyrasta cała dramaturgia traktatu.

Małżeństwo, dusza i zakaz

Spośród czterech ludów najbliżej człowieka stoją nimfy. Paracelsus twierdzi, że mogą one wychodzić z wody, przybierać postać kobiet i wiązać się z mężczyznami. Z takiego małżeństwa wynika coś, czego żadna istota żywiołu nie osiągnie sama: nimfa poślubiona człowiekowi otrzymuje duszę, a dzieci zrodzone z tego związku mają duszę po ojcu i należą do rodzaju ludzkiego. Dlatego, jak pisze, nimfy szukają ludzkiej miłości, tak jak człowiek szuka Boga, aby dostąpić tego, czego nie posiada z natury.

Związek obwarowany jest jednak warunkami. Mąż nie może obrazić żony nad wodą ani w pobliżu wody, bo wtedy wraca ona do swego żywiołu. Jeśli odejdzie, małżeństwo trwa nadal i mężczyzna nie może pojąć innej żony; gdyby to uczynił, nimfa ma przyjść i go zabić. Paracelsus nie podaje tego jako bajki, lecz jako prawidło, na które przytacza przykłady. Jest w tym coś więcej niż motyw baśniowy. Duszy nie da się tu nabyć jednorazowym aktem, lecz wierną więzią, a zerwanie tej więzi ma skutki moralne i kosmiczne zarazem.

Najważniejszym przykładem jest historia rycerza Petera von Staufenberga, którą Paracelsus znał z niemieckiej tradycji. Średniowieczny poemat Der Ritter von Staufenberg, powstały około 1310 roku w Górnej Nadrenii i związany z rodem Staufenbergów z Ortenau, opowiada o rycerzu, który spotkał nadprzyrodzoną piękną kobietę i zawarł z nią związek pod warunkiem, że nigdy się nie ożeni. Gdy pod naciskiem rodziny i dworu poślubił inną, podczas uczty weselnej przez sufit przebiła się noga jego dawnej ukochanej, a on sam w trzy dni potem zmarł. Paracelsus odczytuje tę historię jako świadectwo o nimfie, która dochodzi swoich praw. Przywołuje też Melusinę, bohaterkę romansu o rodzie Lusignan, znanego z prozy Jeana d’Arras z końca XIV wieku i z niemieckiej przeróbki Thüringa von Ringoltingen z 1456 roku. W jego lekturze Melusina, kobieta przemieniająca się co sobota w pół węża, nie jest demonem, lecz nimfą, której los ułożył się według tych samych praw.

Teologia stworzenia zamiast demonologii

Ważne jest to, czego Paracelsus w traktacie stanowczo nie mówi. Nie utożsamia istot żywiołów z diabłem i ostrzega przed takim utożsamieniem. W kulturze, w której Kościół i uczeni wpisywali wszelkie istoty tego rodzaju w demonologię, a kobiety wiążące się z nimi w procesy o czary, jest to stanowisko odrębne. Paracelsus przyznaje wprawdzie, że diabeł może przybierać różne postacie i wchodzić w kontakt z ludźmi, ale oddziela tę sferę od sfery istot żywiołów, które są stworzeniem Bożym, a nie upadłym. Pokrewne zjawiska, takie jak olbrzymy i karły znane z podań, tłumaczy jako potworne potomstwo tych ludów, rodzące się z woli Boga na znak i przestrogę.

Traktat zawiera też motyw skarbów. Gnomy strzegą kruszców i kamieni w głębi gór, a niektóre podania o skarbach ukrytych w ziemi Paracelsus łączy z ich działalnością. Nie rozwija przy tym żadnej techniki ich przywoływania. Księga jest opisowa, a nie praktyczna; nie ma w niej formuł zaklęć ani obrzędów. Jej celem jest wpisanie podań w porządek stworzenia, w którym wszystko ma swoje miejsce i swój sens, a człowiek, obdarzony duszą, stoi wyżej niż istoty dłużej żyjące, piękniejsze i zręczniejsze od niego.

To ostatnie jest być może głównym przesłaniem tekstu. Istoty żywiołów pod każdym zewnętrznym względem mogą przewyższać człowieka, a jednak zazdroszczą mu jednego: duszy zdolnej do zbawienia. Paracelsus odwraca tym samym typową dla podań perspektywę. Nie człowiek pożąda skarbów i łask nadprzyrodzonych istot, lecz one pożądają tego, co człowiek ma, a czego często nie ceni.

Od hrabiego Gabalis do Ondyny

Recepcja traktatu poszła drogą, której Paracelsus nie mógł przewidzieć. Najważniejszym jej ogniwem stał się Le Comte de Gabalis, ou Entretiens sur les sciences secrètes, opublikowany anonimowo w Paryżu w 1670 roku i przypisywany Nicolasowi-Pierre’owi-Henriemu de Montfaucon de Villars. Książka ma formę rozmów, w których tajemniczy hrabia wtajemnicza narratora w wiedzę kabalistów. Nauka o sylfach, gnomach, nimfach i salamandrach, wzięta wyraźnie od Paracelsusa, zostaje tu przekształcona w system: istoty żywiołów mogą zyskać nieśmiertelność przez związek z mędrcami, a mędrcy powinni dla nich wyrzec się związków z ludzkimi kobietami. Ton książki jest dwuznaczny; wielu czytelników od początku odczytywało ją jako satyrę na tajemne nauki, inni jako ich wykład. Ta dwuznaczność nie przeszkodziła jej stać się na długo podstawowym źródłem wiedzy o duchach żywiołów dla okultystów i poetów.

Z Hrabiego Gabalis czerpał Alexander Pope, który w liście dedykacyjnym do The Rape of the Lock (wersja rozszerzona 1714) wyjaśniał, że jego sylfy pochodzą z tej właśnie książki, i przedstawiał ją jako dzieło o rozenkreuckiej nauce. W ten sposób paracelsowska klasyfikacja przeszła do poezji rokokowej, gdzie sylfy stały się zwiewnymi strażnikami kobiecej próżności. Ważniejsza okazała się jednak linia niemiecka. Friedrich de la Motte Fouqué w noweli Undine z 1811 roku wprost oparł się na Paracelsusie: jego bohaterka jest nimfą wodną, która przez miłość rycerza Huldbranda zyskuje duszę, a gdy rycerz łamie wierność i obraża ją nad wodą, musi odejść, a potem przyjść po jego życie. Wszystkie zasady traktatu zostały zachowane, łącznie z zakazem powtórnego małżeństwa i jego śmiertelnym skutkiem.

Nowela Fouqué’go stała się źródłem oper, przede wszystkim Undine E. T. A. Hoffmanna i Alberta Lortzinga, a pośrednio wielu późniejszych opracowań. Pokrewny motyw istoty z wody, która przez miłość do człowieka pragnie nieśmiertelnej duszy, odnajdujemy w Małej syrence Hansa Christiana Andersena z 1837 roku, choć tam droga do duszy prowadzi przez cierpienie i ofiarę, a nie przez małżeństwo. Bezpośrednią zależność od Paracelsusa trudno w tym przypadku wykazać; pewne jest natomiast, że w epoce romantycznej jego nauka była już częścią wspólnego zasobu wyobraźni.

Wszystkie te opracowania łączy jedno pytanie, postawione po raz pierwszy z całą powagą przez Paracelsusa. Dotyczy ono tego, czym jest dusza, skoro można ją mieć albo nie mieć, otrzymać przez miłość i stracić przez zdradę. Pytanie to wyrosło w traktacie z teologii stworzenia, a nie z poetyki baśni, i dlatego literatura mogła je podjąć z taką siłą. Ondyna, która płacze nad tym, że kocha, choć nie posiada duszy, jest postacią literacką, ale jej rodowód sięga renesansowego lekarza, który uznał, że i o takich istotach filozof powinien mówić, aby nie pominąć żadnego dzieła Boga.