Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Astrologia

Tłumacze XII wieku i łacińskie narodziny astrologii arabskiej

W ciągu zaledwie kilku dekad XII wieku Jan z Sewilli, Hugo z Santalli, Herman z Karyntii, Adelard z Bath i ich współpracownicy przełożyli z arabskiego podstawowe traktaty astrologiczne, tworząc od niemal zera łacińską bibliotekę, na której Zachód opierał naukę o gwiazdach przez następne stulecia.

Model kosmosu z „Mysterium Cosmographicum” Keplera
Model kosmosu z „Mysterium Cosmographicum” Keplera

Biblioteka, której nie było

Około roku 1100 łaciński uczony, który chciał nauczyć się astrologii, miał do dyspozycji bardzo niewiele. Dysponował wzmiankami u Ojców Kościoła, przeważnie polemicznymi, kilkoma ustępami encyklopedystów, rozproszonymi uwagami o wpływie Księżyca na przypływy i choroby oraz Mathesis Firmicusa Maternusa, dziełem znanym, lecz krążącym w niewielu odpisach. Brakowało przede wszystkim metody: systematycznego wykładu o domach, aspektach, władcach znaków, sposobie stawiania horoskopu i wyciągania z niego wniosków. Brakowało również tablic astronomicznych, bez których żadna metoda nie mogła być zastosowana w praktyce.

Kilkadziesiąt lat później sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Do połowy XII wieku na łacinę przełożono wstępy do astrologii, traktaty o nativitas, o pytaniach, elekcjach i obrotach lat świata, a także tablice i podręczniki astrolabium. Zmiana dokonała się dzięki stosunkowo nielicznej grupie ludzi, działających głównie w Hiszpanii i dolinie Ebro, którzy z własnej inicjatywy lub na zlecenie patronów wyruszyli tam, gdzie można było znaleźć arabskie rękopisy i ludzi zdolnych je objaśnić. Ich praca nie była elementem jednego planu, ale jej rezultat okazał się spójny: powstał korpus, który odtąd wyznaczał łaciński sposób myślenia o niebie.

Toledo, Tarazona i dolina Ebro

Geografię tego ruchu wyznaczyła rekonkwista. Toledo, zdobyte przez Alfonsa VI w 1085 roku, było miastem, w którym obok chrześcijan mieszkały liczne społeczności żydowskie i arabskojęzyczni mozarabowie, a biblioteki dawnej stolicy taify przetrwały zmianę władzy. Arcybiskup Rajmund, sprawujący urząd w latach 1125–1152, bywa przedstawiany jako patron tamtejszych tłumaczy; w dawnej historiografii mówiono nawet o „szkole tłumaczy z Toledo”. Dzisiejsi historycy ostrożniej oceniają tę formułę: nie było instytucji z programem i statutem, była raczej sieć uczonych, kopistów i pośredników, z których wielu pracowało w parach, gdy jeden przekładał z arabskiego na język potoczny, a drugi z niego na łacinę.

Drugim ośrodkiem była dolina Ebro, z Saragossą zdobytą w 1118 roku, oraz Tarazona, w której działał biskup Michał, rządzący diecezją w latach 1119–1151. To właśnie jemu zawdzięczał swoje zlecenia Hugo z Santalli, a z prologów jego przekładów wiadomo, że biskup sam poszukiwał rękopisów i stawiał tłumaczowi wymagania. Na północnym wschodzie, w Barcelonie, pracował Platon z Tivoli razem z żydowskim uczonym Abrahamem bar Chijją, a w regionie między Pirenejami a Ebro, a także w południowej Francji, działali Herman z Karyntii i jego przyjaciel Robert z Ketton. Mapa przekładów przypomina więc raczej archipelag niż jedną wyspę: kilka ośrodków połączonych osobistymi znajomościami i obiegiem rękopisów.

Jan z Sewilli i wielkie wstępy

Postać Jana z Sewilli, czyli Johannes Hispalensis, wciąż sprawia historykom trudność. Pod tym imieniem i jego wariantami zachowało się wiele przekładów, a próby rozróżnienia jednego czy kilku tłumaczy noszących podobne imię nie doprowadziły do jednoznacznych wyników. Pewne jest natomiast, że z jego warsztatem wiążą się przekłady o podstawowym znaczeniu. Należy do nich wersja Introductorium maius Abu Maszara, wielkiego wstępu do astrologii, datowana zwykle na 1133 rok, a także przekład wstępu al-Kabisiego, znanego Łacinnikom jako Alchabitius, który stał się jednym z najpopularniejszych podręczników w średniowiecznych uniwersytetach. Jan przełożył też pisma Maszallaha i traktaty astronomiczne, w tym kompendium al-Farghaniego.

Znaczenie tych przekładów polega na tym, że przynosiły łacinie nie pojedyncze reguły, lecz całe systemy. Introductorium maius zawierało filozoficzną obronę astrologii, opartą na arystotelesowskiej fizyce i nauce o przyczynach, a zarazem techniczny wykład znaków, planet i ich natur. Wstęp al-Kabisiego był zwięzły i dydaktyczny, idealnie nadający się do nauczania. Łaciński czytelnik dostał więc jednocześnie uzasadnienie i podręcznik, argument i ćwiczenie.

Warto przy tym pamiętać o sposobie pracy. Przekład w XII wieku był zazwyczaj przekładem verbum de verbo, możliwie wiernym kolejności słów oryginału, co dawało łacinę ciężką, czasem niezrozumiałą bez znajomości arabskiej składni. Tłumacze nie mieli słowników w dzisiejszym sensie, a terminy techniczne oddawali bądź opisowo, bądź przez transliterację. Stąd w łacińskiej astrologii pojawiły się słowa takie jak almuten, alcocoden czy hyleg, które dla średniowiecznego studenta brzmiały egzotycznie, ale precyzyjnie wskazywały na określone procedury. Obcość języka stała się z czasem znakiem uczoności: kto posługiwał się tymi terminami, dawał do zrozumienia, że czerpie z najlepszych źródeł.

Hugo z Santalli i astrologia na zamówienie

Hugo z Santalli reprezentuje inny typ tłumacza: duchownego związanego z jednym patronem i jednym miastem. Dla biskupa Michała przełożył szereg tekstów astrologicznych i wróżbiarskich, wśród nich pseudoptolemejskie Centiloquium z komentarzem, traktat o nativitas krążący pod tytułem Liber Aristotilis, który w przedmowie powołuje się na rzekome dwieście pięćdziesiąt pięć ksiąg Indów, a także podręczniki geomancji i objaśnienia do tablic astronomicznych. W prologach Hugo nie ukrywa, że praca jest trudna i że rękopisy arabskie bywają niekompletne; opisuje też starania biskupa o zdobycie konkretnych dzieł.

Teksty Hugona są często mniej gładkie niż przekłady innych tłumaczy, a jego łacina obfituje w kalki i neologizmy. Ta cecha ma jednak wartość dokumentalną. Pokazuje, że tłumacze XII wieku musieli dopiero wynaleźć słownictwo, w którym można było mówić o arabskiej astrologii: nazwy części horoskopu, określenia relacji między planetami, terminy dla technik obliczeniowych. Wiele z tych słów przetrwało w łacinie astrologicznej i wywarło wpływ na języki narodowe, inne zaś zastąpiono później terminami bardziej klasycznymi.

Herman z Karyntii, Adelard z Bath i nauka o przyczynach

Herman z Karyntii, pochodzący z pogranicza słowiańsko-germańskiego, kształcił się prawdopodobnie we Francji i podróżował po Bizancjum i Bliskim Wschodzie, zanim osiadł w Hiszpanii. Jego najbardziej wpływowym przekładem astrologicznym jest druga łacińska wersja Introductorium maius Abu Maszara, ukończona w 1140 roku i zatytułowana w niektórych rękopisach Introductorium in astronomiam. Fakt, że to samo dzieło przełożono dwukrotnie w ciągu kilku lat, świadczy o jego wadze: ten sam tekst trafił do łaciny w dwóch różnych językowych opracowaniach, odmiennych pod względem stylu i terminologii.

Przypisuje mu się również przekład prognostycznych pism Sahla ibn Biszra, a w 1143 roku przetłumaczył Planisphaerium Ptolemeusza. W tym samym roku ukończył własne dzieło filozoficzne De essentiis, w którym próbował połączyć platońską kosmologię szkoły z Chartres z arabską nauką o przyczynowości niebieskiej. Herman jest więc dobrym przykładem tłumacza, który nie tylko przenosił teksty, lecz także włączał je w łacińską refleksję filozoficzną. Wraz z Robertem z Ketton uczestniczył też w przekładzie Koranu, zleconym przez Piotra Czcigodnego, opata Cluny; to świadectwo, jak szeroki był krąg zainteresowań tych ludzi.

Adelard z Bath, uczony angielski, podróżował według własnych słów po Italii, Sycylii i Bliskim Wschodzie, a jego związki z Hiszpanią pozostają przedmiotem dyskusji. Jego dorobek przekładowy ma charakter bardziej astronomiczny i matematyczny niż ściśle astrologiczny, ale obie dziedziny były wówczas nierozdzielne. W 1126 roku przetłumaczył tablice al-Chwarizmiego w opracowaniu andaluzyjskiego astronoma Maslamy al-Madżritiego, dzięki czemu łacinnicy po raz pierwszy otrzymali narzędzie do obliczania pozycji planet. Przełożył także skróconą wersję wstępu Abu Maszara, a ponadto traktat o obrazach astrologicznych przypisywany Sabitowi ibn Kurrze, znany w jego wersji jako Liber prestigiorum.

Adelard jest też autorem dzieł własnych, w których przeciwstawia „arabskie studia”, oparte na rozumie, posłuszeństwu wobec autorytetów. Ta retoryka sama jest częścią historii przekładów: Arabowie stali się dla łacinników symbolem nauki opartej na przyczynach, a astrologia, wpisana w tę naukę, zyskała w ich oczach prestiż dyscypliny filozoficznej, a nie jedynie wróżebnej.

Kanon złożony w jednym pokoleniu

Gdy zestawić przekłady tych kilku ludzi oraz ich współpracowników, takich jak Platon z Tivoli, który w Barcelonie przetłumaczył Tetrabiblos i traktat Abu Alego al-Chajjata o nativitas, a w Toledo działał już niebawem Gerard z Cremony, wyłania się obraz zaskakująco kompletny. Łacina otrzymała w ciągu mniej więcej trzydziestu lat wielkie wstępy teoretyczne, podręczniki dla początkujących, zbiory sentencji, traktaty o nativitas, pytaniach i elekcjach, nauki o koniunkcjach i obrotach lat świata, tablice oraz literaturę o obrazach. Był to kanon złożony w jednym pokoleniu, choć jego przyswajanie trwało jeszcze długo.

Współpraca Platona z Tivoli i Abrahama bar Chijji zasługuje na osobną uwagę, bo pokazuje rolę uczonych żydowskich w tym procesie. Abraham, autor własnych dzieł astronomicznych i geometrycznych pisanych po hebrajsku, znał arabską naukę z pierwszej ręki i mógł objaśniać łacińskiemu partnerowi nie tylko słowa, ale i rachunki. Bez takich pośredników, którzy rzadko byli wymieniani w tytułach przekładów, wiele tekstów pozostałoby nieczytelnych. Historia łacińskiej astrologii jest w tym sensie historią wspólnoty trzech kultur, choć jej owoce zebrali przede wszystkim chrześcijańscy uczeni północy.

Konsekwencje okazały się trwałe. Kiedy w XIII wieku astrologia weszła do programu uniwersyteckiego jako część nauk matematycznych, posługiwała się terminologią i tekstami powstałymi w XII wieku. Średniowieczny astrolog łaciński był w znacznej mierze astrologiem arabskim mówiącym po łacinie: odziedziczył systemy domów, nauki o lotach, techniki kierunków i obroty roczne w postaci, jaką nadali im autorzy abbasydzcy, a nie starożytni Grecy. Hellenistyczne korzenie tej wiedzy były obecne, ale zapośredniczone.

Historia tłumaczy XII wieku pokazuje zatem coś więcej niż transfer tekstów. Pokazuje, jak szybko kultura może zmienić swoje wyobrażenie o niebie, gdy otrzyma gotową bibliotekę. Ludzie pracujący w Toledo, Tarazonie i Barcelonie rzadko byli oryginalnymi myślicielami, ale ich wybory, często dyktowane przypadkiem dostępnych rękopisów i gustem patronów, zadecydowały o tym, które dzieła stały się dla Zachodu klasyką, a które pozostały nieznane aż do czasów nowożytnej filologii.