Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Astrologia

Manuel I Komnen i obrona astrologii w Bizancjum

List, w którym cesarz Manuel I Komnen bronił astrologii przed zarzutami pewnego mnicha, oraz polemiczna odpowiedź Michała Glykasa należą do najciekawszych świadectw bizantyjskiego sporu o wiedzę gwiazd, a relacja Niketasa Choniatesa o dworskich astrologach pokazuje, jak ten spór wyglądał w praktyce rządzenia.

Cesarz Manuel I Komnen, bizantyńska miniatura z rękopisu Vat. gr. 1851, fol. 1r, 1179 – domena publiczna
Cesarz Manuel I Komnen, bizantyńska miniatura z rękopisu Vat. gr. 1851, fol. 1r, 1179 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Cesarz piszący o gwiazdach

Manuel I Komnen panował od 1143 do 1180 roku i był jednym z najbardziej wyrazistych władców bizantyjskich. Prowadził ambitną politykę zagraniczną, utrzymywał bliskie relacje z łacińskim Zachodem, dwukrotnie poślubiał księżniczki zachodnie i chętnie otaczał się cudzoziemcami. Interesował się teologią na tyle, by angażować się osobiście w spory doktrynalne, a jednocześnie wykazywał zainteresowanie medycyną i naukami przyrodniczymi. W tym szerokim zakresie zainteresowań mieściła się także astrologia, do której cesarz podchodził nie jak do zabobonu, lecz jak do części wiedzy o stworzonym świecie.

Najbardziej bezpośrednim świadectwem tego stanowiska jest list skierowany do mnicha, który skrytykował astrologię jako sprzeczną z wiarą chrześcijańską. Tekst zachował się w rękopisach i został opublikowany na początku XX wieku przez Franza Cumonta w jednym z tomów Catalogus Codicum Astrologorum Graecorum, wielkiej serii poświęconej greckim rękopisom astrologicznym. Autorstwo cesarskie listu jest powszechnie przyjmowane, choć nie można wykluczyć udziału dworskich uczonych w jego redakcji. Data powstania pozostaje niepewna; najczęściej umieszcza się go w drugiej połowie panowania Manuela.

Argumenty cesarza

Manuel rozpoczyna od stwierdzenia, że astrologia, właściwie rozumiana, nie podważa wiary w Boga ani wolnej woli człowieka. Gwiazdy nie są w jego ujęciu przyczynami, które zmuszają do działania, lecz znakami, przez które Stwórca daje poznać pewne skłonności i wydarzenia. W tym punkcie cesarz odwołuje się do Księgi Rodzaju, gdzie o ciałach niebieskich powiedziano, że mają służyć jako znaki do oznaczania czasu. Skoro Pismo przypisuje im funkcję znaków, nie można uznać, że zajmowanie się nimi jest grzechem.

Drugim filarem argumentacji są przykłady z Ewangelii. Manuel przywołuje Mędrców ze Wschodu, którzy przyszli do Betlejem, prowadzeni przez gwiazdę, oraz słowa Chrystusa o znakach na słońcu, księżycu i gwiazdach, zapowiadających koniec czasów. Jeśli sam Bóg posłużył się gwiazdą, by objawić narodziny swojego Syna, a Chrystus zapowiedział znaki niebieskie, to nie sposób twierdzić, że niebo jest pozbawione znaczenia dla losów ludzkich. Cesarz nie twierdzi, że Ewangelie zalecają astrologię, ale że czynią ją zrozumiałą i dopuszczalną.

Trzecim argumentem jest odwołanie do medycyny. Manuel wskazuje, że lekarze od dawna biorą pod uwagę położenie ciał niebieskich, zwłaszcza Księżyca, przy ustalaniu terminów zabiegów, upuszczania krwi i podawania leków. Gdyby astrologia była całkowicie fałszywa, cała ta praktyka musiałaby zostać uznana za bezpodstawną, co byłoby sprzeczne z doświadczeniem i autorytetem starożytnych lekarzy. W ten sposób cesarz włącza astrologię w szerszy obszar wiedzy przyrodniczej, w którym jej użyteczność wydaje się oczywista.

Wreszcie Manuel rozróżnia między astrologią prawdziwą a jej nadużyciami. Przyznaje, że istnieją ludzie, którzy przypisują gwiazdom władzę absolutną i w ten sposób odbierają człowiekowi odpowiedzialność, ale twierdzi, że takie stanowisko nie wynika z samej sztuki, lecz z jej błędnego rozumienia. Właściwa astrologia jest dla niego wiedzą o skłonnościach i znakach, nie zaś fatalizmem. To rozróżnienie miało długą tradycję w myśli chrześcijańskiej i pozwalało bronić astrologii bez naruszania dogmatu o wolnej woli.

Odpowiedź Michała Glykasa

Na list cesarza odpowiedział Michał Glykas, autor kroniki światowej, listów teologicznych i wierszy, z których część napisał w więzieniu, gdzie znalazł się, według przekazów, w związku z udziałem w spisku przeciw Manuelowi i gdzie miał zostać oślepiony. Jego odpowiedź, wydana przez Cumonta obok listu cesarza, jest systematyczną polemiką z każdym z argumentów władcy. Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstała ani czy Glykas pisał ją na zamówienie, czy z własnej inicjatywy; sam fakt, że odważył się polemizować z cesarzem, świadczy jednak o tym, że temat traktowano jako sprawę teologiczną, a nie tylko dworską.

Glykas zaczyna od przypomnienia, że Ojcowie Kościoła, od Bazylego po Jana Chryzostoma, stanowczo potępiali astrologię jako sprzeczną z wiarą w opatrzność i wolną wolę. Twierdzi, że rozróżnienie na gwiazdy jako przyczyny i gwiazdy jako znaki niewiele zmienia w praktyce, bo astrolog, przepowiadając przyszłość, tak czy inaczej odbiera ją Bogu i przypisuje stworzeniu. Jeśli przyszłość jest zapisana w niebie, to modlitwa, pokuta i łaska tracą sens, a człowiek staje się igraszką sił, nad którymi nie ma władzy.

Do argumentu o gwieździe betlejemskiej Glykas odnosi się w sposób, który ma długą tradycję w egzegezie patrystycznej. Gwiazda Mędrców nie była zwykłym ciałem niebieskim, lecz cudownym znakiem, który poruszał się w sposób niemożliwy dla gwiazd i zatrzymał się nad miejscem narodzin. Nie może więc służyć jako dowód na prawomocność astrologii, a wręcz przeciwnie: pokazuje, że Bóg działa poza porządkiem natury, a Mędrcy, przychodząc do Chrystusa, porzucili swoją dawną sztukę. Podobnie słowa o znakach na niebie dotyczą końca świata, a nie codziennego przepowiadania losów.

Odpowiedź na argument medyczny jest bardziej techniczna. Glykas przyznaje, że lekarze biorą pod uwagę pory roku, zmiany pogody i fazy Księżyca, ale twierdzi, że wynika to z obserwacji wpływu tych zjawisk na ciało, a nie z astrologii jako przepowiadania przyszłości. Wpływ Księżyca na pływy czy na stan chorego jest dla niego czymś innym niż wróżenie z położenia planet. Rozróżnienie to pozwala przyjąć przyrodnicze oddziaływanie ciał niebieskich, a jednocześnie odrzucić astrologię sądową, która rości sobie prawo do przewidywania ludzkich losów.

Choniates o astrologach dworu

Spór pomiędzy Manuelem a Glykasem nie był jedynie ćwiczeniem teologicznym. Niketas Choniates, historyk piszący na przełomie XII i XIII wieku, poświęcił w swojej Historii sporo uwagi skłonności Manuela do astrologii i przedstawił ją w sposób zdecydowanie krytyczny. Według Choniatesa cesarz polegał na radach astrologów przy podejmowaniu decyzji politycznych i wojskowych, wybierał według gwiazd chwile rozpoczęcia wypraw i przyjmowania poselstw, a jego otoczenie pełne było ludzi, którzy zabiegali o łaski, przepowiadając pomyślność.

Choniates nie ukrywa ironii. Opisuje przypadki, w których przepowiednie okazały się fałszywe, a decyzje podjęte według gwiazd przyniosły straty. Najbardziej dramatycznym przykładem jest relacja o ostatniej chorobie cesarza. Według historyka astrologowie zapewniali Manuela, że wyzdrowieje i przeżyje jeszcze wiele lat, a nawet dokona nowych podbojów. Cesarz zmarł jednak w 1180 roku, a przed śmiercią, jak podaje Choniates, na żądanie patriarchy wyrzekł się na piśmie astrologii. Scena ta, niezależnie od tego, w jakim stopniu jest zgodna z faktami, pełni w narracji funkcję moralną: władca, który zaufał gwiazdom, na końcu musiał uznać ich bezsilność.

Relacja Choniatesa wymaga ostrożnej lektury. Historyk pisał po upadku Konstantynopola w 1204 roku, w atmosferze rozliczeń z epoką Komnenów, i miał skłonność do przedstawiania słabości władców jako przyczyn katastrofy. Jego krytyka astrologii łączy się z szerszą krytyką dworu, na którym liczyły się pochlebstwo, cudzoziemskie wpływy i ambicje wykraczające poza możliwości państwa. Nie znaczy to, że jego opis jest zmyślony, ale że należy go czytać jako część narracji o upadku, a nie jako neutralną kronikę.

Bizantyjski spór o wiedzę gwiazd

Polemika z czasów Manuela nie była w Bizancjum wydarzeniem odosobnionym. Astrologia była przedmiotem dyskusji od czasów późnej starożytności, a stanowisko Kościoła pozostawało w zasadzie negatywne. Jednocześnie greckie traktaty astrologiczne były w Bizancjum kopiowane, komentowane i wykorzystywane, a wiele z rękopisów zebranych w Catalogus Codicum Astrologorum Graecorum powstało właśnie w środowisku bizantyjskim. Ta dwoistość, w której oficjalne potępienie współistniało z praktyczną obecnością, jest jednym z najbardziej charakterystycznych rysów bizantyjskiej kultury intelektualnej.

Brytyjski historyk Paul Magdalino w książce L'orthodoxie des astrologues, wydanej w 2006 roku, przedstawił tezę, że w Bizancjum istniała możliwość „ortodoksyjnej” astrologii, czyli takiej, która dawała się pogodzić z wiarą chrześcijańską. Manuel I był w tej perspektywie nie ekscentrykiem, lecz przedstawicielem nurtu, który próbował znaleźć miejsce dla wiedzy o gwiazdach w chrześcijańskim obrazie świata. Glykas reprezentował natomiast stanowisko tradycyjne, wierne patrystycznemu potępieniu astrologii, ale również świadome jej znaczenia w życiu dworu.

Znaczenie tego sporu wykracza poza samo Bizancjum. W tym samym XII wieku na łacińskim Zachodzie trwało wielkie przyswajanie arabskiej astrologii, a uczeni tacy jak Adelard z Bath czy Herman z Karyntii tłumaczyli dzieła, które miały ukształtować późnośredniowieczną kulturę naukową. Bizantyjska polemika była niezależna od tego ruchu, ale podejmowała podobne pytania: czy wiedza o gwiazdach jest wiedzą o przyrodzie, czy pokusą wyrwania Bogu tajemnicy przyszłości. Odpowiedzi udzielane w Konstantynopolu i na łacińskim Zachodzie różniły się szczegółami, ale łączyło je przekonanie, że od rozstrzygnięcia tej kwestii zależy, jak rozumieć miejsce człowieka w stworzeniu.

Cesarz i mnich jako dwa typy rozumu

W liście Manuela i odpowiedzi Glykasa można dostrzec dwa sposoby myślenia o wiedzy, które w różnych formach powracają w całej historii chrześcijańskiej kultury. Cesarz reprezentuje rozum, który chce ogarnąć świat w całości i widzi w gwiazdach część porządku ustanowionego przez Boga, dostępnego ludzkiemu poznaniu. Glykas reprezentuje rozum ostrożny, który dostrzega w takim poznaniu niebezpieczeństwo pychy i woli zostawić przyszłość Bogu. Obaj powołują się na Pismo, obaj znają tradycję, a ich spór nie jest sporem wiary z niewiarą, lecz dwóch interpretacji tego, co wiara pozwala wiedzieć.

Ostatnie słowo w tej historii należy jednak do Choniatesa, który pokazał, jak teoretyczna obrona astrologii przekładała się na decyzje władcy i jak oceniali ją ci, którzy żyli w cieniu skutków. Jego relacja o śmierci Manuela, z przepowiedniami pomyślności i ostatnim wyrzeczeniem, jest literackim podsumowaniem całego sporu. W oczach historyka cesarz, który bronił gwiazd przed mnichem, ostatecznie musiał przyznać rację mnichowi. Czy tak było naprawdę, tego nie wiemy, ale sama opowieść pokazuje, jak żywe i jak głęboko zakorzenione było w Bizancjum pytanie o granice wiedzy o niebie.