Placydus de Titis i spór o domy astrologiczne
Placydus de Titis, oliwetański mnich i profesor w Pawii, chciał oczyścić astrologię do czystej fizyki światła i ruchu, a jego podział domów według czasu przebiegu stopni po półłukach zwyciężył nie siłą argumentów, lecz dzięki angielskim tablicom drukowanym przez ponad dwa stulecia.

Mnich z Perugii i katedra w Pawii
Placido Titi, znany w literaturze jako Placydus de Titis, urodził się w 1603 roku w Perugii i młodo wstąpił do oliwetanów, benedyktyńskiej kongregacji wywodzącej się z opactwa Monte Oliveto Maggiore w Toskanii. Był zatem zakonnikiem w epoce, w której Kościół formalnie ograniczał astrologię sądową: bulla Sykstusa V z 1586 roku i bulla Urbana VIII z 1631 roku potępiały przepowiadanie przyszłych zdarzeń zależnych od woli. Mimo to Placydus przez całe życie zajmował się astrologią i nie ukrywał tego. Rozwiązanie tego pozornego paradoksu leży w tym, jak rozumiał samą sztukę: jako naukę przyrodniczą o działaniu niebios na ciała, a nie jako wróżbiarstwo.
W 1657 roku objął w Uniwersytecie w Pawii, należącym wówczas do hiszpańskiego Księstwa Mediolanu, wykłady matematyki i fizyki, które według przekazów obejmowały także astrologię. Zmarł w 1668 roku. Jego główne dzieła to Physiomathematica sive coelestis philosophia, wydana w Mediolanie w 1650 roku i wznowiona pośmiertnie w 1675 roku, oraz Tabulae primi mobilis, ogłoszone w Padwie w 1657 roku, zawierające tablice potrzebne do obliczania kierunków pierwotnych i wzorcowe horoskopy. Do nich dochodzą pisma polemiczne i obszerny zbiór przykładowych genitur, które później przełożono na angielski.
Placydus pracował w pokoleniu, w którym astronomia przeżywała przełom. Galileusz zmarł w 1642 roku, Kepler w 1630, a jego prawa ruchu planet zaczynały przenikać do tablic astronomicznych. Kepler sam chciał zreformować astrologię, ograniczając ją do aspektów pojmowanych jako harmonie. Placydus szedł inną drogą: nie odrzucał tradycyjnego zestawu technik, lecz chciał go odczytać na nowo jako opis fizycznych procesów.
Physiomathematica: niebo działa światłem
Tytuł głównego dzieła jest programem. Physiomathematica miała łączyć fizykę i matematykę, czyli pokazać, że astrologiczne oddziaływanie da się opisać ilościowo, tak jak opisuje się ruch ciał niebieskich. Według Placydusa niebo działa wyłącznie przez światło i ruch, a ich przekaźnikiem są promienie planet padające na Ziemię pod określonymi kątami. Nie ma w tym miejsca na punkty fikcyjne, którym nie odpowiada żadne ciało ani promień, ani na reguły, których nie da się uzasadnić geometrią nieba.
Z tego założenia wynikała krytyka wielu elementów tradycji. Placydus deklarował powrót do Ptolemeusza, którego Tetrabiblos uważał za jedyny wiarygodny fundament sztuki, i odrzucał dodatki przypisywane średniowiecznym autorom arabskim i ich łacińskim kontynuatorom. W praktyce jego Ptolemeusz był w dużej mierze jego własną rekonstrukcją: z krótkich i niejasnych uwag Tetrabiblos o kierunkach i o proporcjonalnym podziale półłuków wyprowadził rozbudowany system, którego starożytny autor z pewnością nie sformułował w tej postaci.
Najwięcej uwagi poświęcał dyrekcjom pierwotnym, czyli rachunkowi, który przelicza obrót nieba po urodzeniu na lata życia: stopień, który w ciągu kolejnych godzin dochodzi do znaczącego punktu horoskopu, wyznacza czas zdarzenia. Placydus rozwinął w tym zakresie pojęcia paraleli światowych, w których dwa ciała zajmują równe odległości od osi horoskopu mierzone proporcjonalnie do ich półłuków, i stosował kierunki zarówno wprost, jak i odwrotne. Dla jego zwolenników była to najbardziej naukowa część astrologii, bo opierała się na rzeczywistym ruchu sfery.
Fizykalne ujęcie astrologii pełniło też funkcję ochronną. Skoro niebo działa światłem na ciało, jego wpływ dotyczy temperamentu, zdrowia, skłonności i długości życia, a więc dziedzin, które nawet potrydencka cenzura uznawała za domenę astrologii naturalnej. Zakonnik mógł bronić takiej nauki bez popadania w konflikt z doktryną o wolnej woli, przynajmniej dopóty, dopóki nie przepowiadał konkretnych czynów i decyzji. Granica była nieostra, a przykładowe genitury Placydusa, w których z kierunków wyprowadzano choroby i chwile śmierci znanych osób, dotykały jej wyraźnie. Nie wiadomo jednak, by jego pisma spotkały się z poważniejszą interwencją władz kościelnych.
Czas zamiast przestrzeni: zasada podziału półłuków
Na tym tle trzeba rozumieć system domów, który przyniósł Placydusowi sławę. Każdy stopień ekliptyki w ciągu doby przechodzi od wschodu do górowania, od górowania do zachodu, a potem pod horyzontem z powrotem do wschodu. Czas od wschodu do górowania nazywa się półłukiem dziennym, a czas od górowania pod ziemią do wschodu – półłukiem nocnym. Placydus wyznaczał wierzchołek domu jedenastego w tym stopniu, który przebył już dwie trzecie swojej drogi od wschodu do górowania, czyli potrzebuje jeszcze jednej trzeciej półłuku dziennego, by osiągnąć medium coeli; wierzchołek domu dwunastego – w stopniu, któremu brakuje dwóch trzecich. Analogicznie, przy użyciu półłuków nocnych, wyznacza się domy pod horyzontem.
Istota tej metody polega na tym, że dzieli ona czas, a nie przestrzeń. Systemy konkurencyjne dzieliły jakieś koło na niebie: Campanus z Novary, astronom XIII wieku, dzielił wertykał pierwszy, czyli koło przechodzące przez zenit oraz punkty wschodu i zachodu na horyzoncie; Regiomontanus, którego Tabulae directionum opublikowano w 1490 roku, dzielił na równe części równik niebieski i rzutował te podziały na ekliptykę; tak zwany system Porfiriusza dzielił na trzy części każdą ćwiartkę ekliptyki między osiami. Placydus odrzucał te rozwiązania jako arbitralne konstrukcje geometryczne i przeciwstawiał im podział, który – jak twierdził – odpowiada naturalnemu rytmowi dnia każdego stopnia.
Szczególnie ostro atakował metodę Regiomontana, nazywaną wówczas racjonalną i panującą w XVI i XVII wieku. Z jego punktu widzenia zgodność domów z dyrekcjami była warunkiem spójności: jeśli kierunki liczy się proporcjonalnie do półłuków, domy także muszą być im proporcjonalne. Był to argument silny wewnątrz jego własnego systemu, lecz nie dla kogoś, kto wychodził z innych założeń. Jean-Baptiste Morin, współczesny mu autor monumentalnej Astrologia Gallica, pozostał przy podziale Regiomontana.
Nazwy systemów domów są w historii astrologii konwencjami, które nie zawsze wskazują wynalazcę. John North w pracy Horoscopes and History z 1986 roku pokazał, że metoda zwana od Regiomontana była znana znacznie wcześniej w astronomii arabskiej Andaluzji, a podobne pytania o pierwszeństwo stawiano także wobec innych podziałów. Sam Placydus przedstawiał swoją metodę jako odtworzenie zasady Ptolemeusza, a nie jako wynalazek. Bez względu na to, jak rozstrzygnąć kwestię priorytetu, to jego imię przylgnęło do systemu i to jego tablice uczyniły go praktycznym.
Metoda ma jedną granicę, o której wiedziano od początku. Na szerokościach geograficznych powyżej koła podbiegunowego niektóre stopnie ekliptyki w pewnych porach roku w ogóle nie wschodzą albo nie zachodzą, nie mają więc półłuków i nie da się ich podzielić. System Placydusa przestaje tam działać. W XVII-wiecznych Włoszech był to problem czysto teoretyczny, ale współcześni krytycy traktują go jako dowód, że podział ten nie odpowiada żadnej ogólnej zasadzie kosmicznej, lecz jest wygodną konstrukcją dla średnich szerokości.
Angielska kariera tabel
We Włoszech Placydus nie stworzył szkoły, a w drugiej połowie XVII wieku astrologia akademicka zanikała w całej Europie. Jego sukces przyszedł z Anglii. John Partridge, londyński astrolog i almanachowy rywal Johna Gadbury’ego, ogłosił w 1693 roku Opus reformatum, a w 1697 roku Defectio geniturarum, w których propagował metodę Placydusa jako jedyną zgodną z naturą. Spór Partridge’a z Gadburym miał wymiar polityczny i wyznaniowy, ale technicznie toczył się między innymi właśnie o domy i dyrekcje.
W XVIII wieku angielscy autorzy przekładali i streszczali pisma Placydusa. Manoah Sibly wydał w 1789 roku przekład jego zasad astronomii i filozofii naturalnej, a na początku XIX wieku John Cooper przetłumaczył Primum mobile wraz z kolekcją trzydziestu przykładowych genitur. Decydujący okazał się jednak nie przekład teorii, lecz rozpowszechnienie tablic. Wiktoriańscy wydawcy efemeryd, zwłaszcza efemeryd sygnowanych pseudonimem Raphael, dołączali do nich tablice domów obliczone metodą Placydusa dla szerokości angielskich i innych. Astrolog amator, który kupował efemerydy, otrzymywał gotowe wierzchołki domów i nie musiał niczego liczyć.
W ten sposób system Placydusa stał się domyślnym punktem wyjścia dla astrologii popularnej w świecie anglojęzycznym na przełomie XIX i XX wieku, w tym dla teozoficznej odnowy sztuki związanej z Alanem Leo. Gdy w drugiej połowie XX wieku pojawiły się programy komputerowe, dziedziczyły tę konwencję jako ustawienie fabryczne. Większość dzisiejszych użytkowników nie wybiera więc Placydusa świadomie: wybrali go za nich wydawcy tablic.
Co właściwie dzieli dom
XX wiek przyniósł mnożenie alternatyw. Walter Koch, niemiecki astrolog, opracował system nazwany jego imieniem, oparty na miejscu urodzenia i czasie przejścia medium coeli, rozpowszechniony dzięki tablicom wydawanym od lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W Anglii Margaret Hone w podręczniku z 1951 roku zalecała domy równe, liczone po trzydzieści stopni od ascendentu. Od lat dziewięćdziesiątych, w związku z przekładami tekstów hellenistycznych w ramach Project Hindsight i pracami Roberta Schmidta oraz Roberta Handa, odrodziło się zainteresowanie systemem znaków całych, w którym dom pokrywa się ze znakiem zodiaku. Jego zwolennicy przypominają, że właśnie taki układ był najstarszy, i twierdzą, choć nie wszyscy badacze się z tym zgadzają, że podziały kwadrantowe służyły w antyku głównie do oceny siły planet, a nie do przypisywania tematów.
Spór o domy jest więc w gruncie rzeczy sporem o to, czym jest dom. Dla astrologii hellenistycznej był przede wszystkim działem życia, przypisanym do znaku. Dla Regiomontana i Campanusa – wycinkiem przestrzeni nad i pod horyzontem. Dla Placydusa – odcinkiem czasu w dobowym ruchu nieba. Każdy z tych wyborów opiera się na innej intuicji tego, przez co niebo miałoby oddziaływać na człowieka, i żaden nie może zostać rozstrzygnięty obserwacją, bo sama obserwacja zakłada już przyjęty podział.
W tym świetle zasługa Placydusa jest raczej filozoficzna niż techniczna. Jako jeden z ostatnich zawodowych astrologów akademickich próbował powiedzieć, dlaczego horoskop ma wyglądać tak, a nie inaczej, i uzasadnić to fizyką światła i ruchu. Jego fizyka nie przetrwała konfrontacji z nauką nowożytną, ale postawione przez niego pytanie, czy dom jest miejscem, czy chwilą, pozostaje otwarte dla każdego, kto dziś otwiera tablice nazwane jego imieniem.
