Potępienie paryskie 1277 roku i determinizm gwiazd
Wśród dwustu dziewiętnastu tez potępionych w marcu 1277 roku przez biskupa Paryża Étienne’a Tempiera znaczna grupa dotyczy konieczności astralnej, a ich lektura pokazuje, jak teologia wyznaczała granicę, za którą wpływ nieba zaczynał zagrażać wolnej woli i opatrzności.

Lista sporządzona w pośpiechu
Siódmego marca 1277 roku biskup Paryża Étienne Tempier ogłosił potępienie dwustu dziewiętnastu twierdzeń, które według niego głoszono na wydziale sztuk uniwersytetu paryskiego. Nauczanie którejkolwiek z nich, a nawet słuchanie takich wykładów bez donoszenia, groziło ekskomuniką. Bezpośrednim impulsem był list papieża Jana XXI z początku tego roku, polecający biskupowi zbadać błędy szerzące się w Paryżu, ale Tempier poszedł dalej niż zwykłe dochodzenie i w ciągu kilku tygodni przygotował rozległy dokument doktrynalny. Komisja teologów, która mu pomagała, pracowała szybko, a efekt nosi ślady tego pośpiechu.
Lista nie ma porządku tematycznego. Tezy o wieczności świata sąsiadują z tezami o etyce, o naturze intelektu, o cudach i o niebie, niektóre się powtarzają, inne są sformułowane tak ogólnie, że trudno ustalić, przeciw komu były skierowane. Dopiero nowożytni wydawcy pogrupowali je według przedmiotu: Pierre Mandonnet na początku XX wieku zaproponował układ tematyczny, którego numeracja długo obowiązywała w literaturze, a Roland Hissette w obszernym studium z 1977 roku przebadał każdą tezę pod kątem jej możliwych źródeł. Dzięki tym pracom widać, że wśród dwustu dziewiętnastu artykułów wyraźnie wyróżnia się grupa dotycząca ciał niebieskich i ich władzy nad światem.
Potępienie miało także prolog, w którym Tempier wymienił z nazwy kilka ksiąg. Obok traktatu o miłości Andrzeja Kapelana znalazła się tam księga geomancji, a także pisma o nekromancji, eksperymentach czarnoksięskich i wzywaniu demonów. Ta część dokumentu ma osobne znaczenie: pokazuje, że w oczach biskupa kwestia astralnego determinizmu łączyła się z szerszym zagrożeniem ze strony ksiąg tajemnych.
W tym samym prologu biskup oskarżył mistrzów, że twierdzą, iż pewne rzeczy są prawdziwe według filozofii, a nie według wiary katolickiej, jakby istniały dwie przeciwne sobie prawdy. Zarzut ten, który później nazwano doktryną podwójnej prawdy, miał bezpośrednie znaczenie dla tez astralnych. Mistrz mógł bowiem wykładać naukę o konieczności płynącej z nieba jako wniosek z zasad Arystotelesa i jego komentatorów, a zarazem zapewniać, że jako chrześcijanin w nią nie wierzy. Tempier odebrał tej strategii wartość ochronną: to, co sprzeczne z wiarą, nie może być prawdziwe w żadnym porządku.
Niebo, które porusza wolę
Najpoważniejsze z punktu widzenia teologii były tezy uzależniające ludzką wolę od ciał niebieskich. Kilka artykułów potępia twierdzenie, że wola i intelekt nie poruszają się same z siebie, lecz są poruszane przez przyczynę wieczną, mianowicie przez ciała niebieskie. Inny artykuł odrzuca pogląd, że wola nasza podlega mocy ciał niebieskich. Jeszcze inny dotyczy przekonania, że w godzinie poczęcia człowieka, z porządku przyczyn wyższych i niższych, powstaje w nim dyspozycja, która skłania go do określonych czynów i wydarzeń.
Warto zauważyć, czego te tezy dotyczą, a czego nie. Nie potępiają one twierdzenia, że ciała niebieskie działają na świat podksiężycowy ani nawet tego, że wpływają na ludzkie ciało. Takie poglądy były powszechnie przyjęte i głosili je najbardziej szanowani teologowie, z Tomaszem z Akwinu włącznie. Tomasz uważał, że niebo działa na ciała, a pośrednio, przez ciało, na skłonności duszy, ale nie może bezpośrednio przymusić woli ani intelektu, które są władzami duchowymi. Mędrzec może zatem przeciwstawić się skłonnościom, które przychodzą od gwiazd, i dlatego astrologowie trafiają w przypadku wielu ludzi, którzy idą za namiętnościami, ale mylą się w przypadku tych, którzy żyją rozumnie.
Potępienie uderzało więc w przejście od wpływu na ciało do konieczności w duszy. Granica, którą Tempier kreślił, przebiegała między skłonnością a przymusem. Kto twierdził, że niebo skłania, pozostawał w obrębie ortodoksji; kto twierdził, że niebo wymusza decyzje woli, tracił prawo do nauczania. To rozróżnienie nie było nowe, lecz po raz pierwszy zostało tak wyraźnie wpisane w akt kościelnej władzy.
Źródło problemu leżało w samej strukturze perypatetyckiej kosmologii, tak jak przekazali ją arabscy filozofowie. W ich ujęciu ruch sfer był pośrednim ogniwem między pierwszą przyczyną a światem podksiężycowym, a wszystko, co dzieje się na ziemi, miało swoje źródło w tym ruchu. Wystarczyło zastosować tę zasadę konsekwentnie do ludzkiego ciała, a przez nie do wyobraźni i pożądania, by dojść do wniosku, że także decyzje człowieka są ostatnim ogniwem łańcucha zaczynającego się na niebie. Tezy potępione przez Tempiera nie były więc wymysłem astrologów-szarlatanów, lecz konsekwencją filozofii, którą studiowano na wydziale sztuk jako najwyższą formę wiedzy o naturze.
Znaki na niebie i dary ducha
Druga grupa tez dotyczy tego, co niebo może oznaczać. Jeden z artykułów potępia twierdzenie, że przez różne znaki na niebie oznaczane są różne położenia ludzi, zarówno co do darów duchowych, jak i co do rzeczy doczesnych. Ten artykuł jest szczególnie ciekawy, ponieważ dotyczy nie przyczynowości, lecz znaczenia. Astrolog, który twierdził, że gwiazdy jedynie oznaczają przyszłe wydarzenia, a nie je powodują, mógł się dotąd czuć bezpieczny. Tempier odbierał mu to schronienie w odniesieniu do darów duchowych: łaska, świętość, powołanie nie mogą być zapisane w gwiazdach, ponieważ pochodzą od Boga w sposób wolny.
Z tym łączą się tezy dotyczące losu. Potępione zostało twierdzenie, że los, który wynika z układu wszechświata, nie pochodzi od opatrzności Bożej bezpośrednio, lecz za pośrednictwem ruchu ciał wyższych. Teologowie widzieli w tym niebezpieczeństwo, że Bóg zostanie zepchnięty na pozycję pierwszej przyczyny, która działa wyłącznie przez łańcuch przyczyn pośrednich, a konkretne zdarzenia historii będą zależały od mechanizmu nieba. Opatrzność wymagała, by Bóg mógł działać bezpośrednio, a nie tylko przez niebiańskie pośrednictwo.
Do tej samej grupy należy także teza o zdrowiu i chorobie, życiu i śmierci zależnych od układu ciał niebieskich, oraz kilka twierdzeń o wpływie nieba na sny i proroctwa. We wszystkich tych przypadkach chodziło o to samo: nie wolno przypisać gwiazdom tego, co należy do bezpośredniego działania Boga albo do wolności człowieka.
Wielki rok i powrót wszystkiego
Osobny problem stanowiła teza o wielkim roku. Potępione zostało twierdzenie, że gdy wszystkie ciała niebieskie powrócą do tego samego punktu, co według pewnych obliczeń nastąpi po trzydziestu sześciu tysiącach lat, powtórzą się te same skutki, które istnieją teraz. Ta idea, wywodząca się ze starożytności i obecna w przekazach o filozofii stoickiej, łączyła astrologię z kosmologią cykliczną. Jeśli niebo wraca do tych samych układów, a skutki wynikają z układów, to historia powtarza się bez końca.
Teologia chrześcijańska nie mogła tego przyjąć z dwóch powodów. Po pierwsze, wymagało to wieczności świata, a ta była potępiona w wielu innych artykułach tego samego dokumentu. Po drugie, wykluczało jednorazowość Wcielenia, odkupienia i sądu ostatecznego. Historia zbawienia ma początek i koniec, a nie krąg. Potępienie wielkiego roku było więc w gruncie rzeczy obroną linearnej koncepcji czasu przed kosmologią, która z nieba czyniła zegar wiecznych powtórzeń.
Interesujące jest, że kilkadziesiąt lat później paryscy uczeni zaczęli atakować ideę wielkiego roku także od strony matematycznej, pytając, czy ruchy niebieskie są do siebie współmierne. Nie ma potrzeby przypisywać tych dociekań wyłącznie potępieniu, ale stworzyło ono klimat, w którym kwestionowanie pewników kosmologicznych przestało być podejrzane, a stało się mile widziane, jeśli służyło obronie wiary.
Od kogo bronił się biskup
Pytanie, kto właściwie głosił potępione tezy astralne, nie ma prostej odpowiedzi. Część z nich wiąże się z nauczaniem mistrzów wydziału sztuk, takich jak Siger z Brabancji czy Boecjusz z Dacji, którzy interpretowali Arystotelesa i jego arabskich komentatorów bez oglądania się na teologię. Inne wyglądają jak sformułowania wyprowadzone z ksiąg astrologicznych krążących w łacińskich przekładach, a nie z uniwersyteckich wykładów. Hissette wykazał, że dla wielu artykułów nie da się wskazać dosłownego źródła i że niektóre mogą być teologicznymi konstrukcjami: tezami, które ktoś mógłby wywieść z przyjętych zasad, nawet jeśli nikt ich wprost nie wypowiedział.
Ta niepewność ma znaczenie dla oceny dokumentu. Potępienie nie było sprawozdaniem z poglądów faktycznie wyznawanych przez konkretnych ludzi, lecz programem: mapą granic, których nie należało przekraczać. W odniesieniu do astrologii wyznaczało ono obszar, w którym wiedza o niebie mogła się rozwijać, i obszar, który pozostawał zamknięty.
Echa w szkołach i w Speculum astronomiae
Bezpośrednie skutki potępienia były zróżnicowane. Na uniwersytecie paryskim mistrzowie musieli odtąd zastrzegać, że omawiając tezy Arystotelesa czy arabskich filozofów, nie przyjmują ich jako prawdziwych w sprawach wiary. Godfryd z Fontaines narzekał, że dokument krępuje swobodę dyskusji, a w 1325 roku następca Tempiera odwołał te artykuły, które dotykały nauki Tomasza z Akwinu. Tezy dotyczące konieczności astralnej pozostały jednak w mocy i weszły do repertuaru argumentów przeciw astrologii sądowej.
Szczególne miejsce w tej historii zajmuje Speculum astronomiae, anonimowy traktat przypisywany Albertowi Wielkiemu, który sporządza katalog ksiąg astronomicznych i astrologicznych i oddziela dopuszczalne od zakazanych. Datowanie tego tekstu jest sporne: jedni badacze umieszczają go przed potępieniem, w okolicach połowy XIII wieku, inni dopuszczali późniejszą datę i odczytywali go w świetle paryskich zakazów. Niezależnie od rozstrzygnięcia, Speculum i potępienie należą do tego samego momentu: obie próby rysują granicę między astrologią zgodną z wiarą a wiedzą, która prowadziła do nekromancji lub do determinizmu. Różnią się tonem – jedna jest zakazem, druga obroną – ale wyrażają tę samą troskę o to, by niebo nie zagarnęło przestrzeni wolności.
W perspektywie dłuższego trwania potępienie z 1277 roku nie zatrzymało astrologii, która w XIV i XV wieku kwitła na uniwersytetach i dworach. Zmieniło jednak sposób, w jaki o niej mówiono. Każdy astrolog piszący na łacińskim Zachodzie musiał odtąd zastrzec, że gwiazdy skłaniają, lecz nie zmuszają, że dary duchowe nie podlegają ich władzy, a opatrzność działa ponad ich ruchem. Formuły te stały się rytuałem, czasem pustym, czasem szczerym, ale zawsze świadczącym o granicy, którą biskup Paryża wyznaczył w pośpiesznie sporządzonym dokumencie.
