Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Astrologia

Paryski raport o zarazie i koniunkcja 1345 roku

Sporządzony jesienią 1348 roku na polecenie króla Filipa VI raport paryskiego wydziału medycznego wyjaśniał Czarną Śmierć potrójną koniunkcją Saturna, Jowisza i Marsa z marca 1345 roku, wiążąc dalekie przyczyny niebieskie z bliską przyczyną zepsutego powietrza i tworząc wzór, według którego Europa przez stulecia tłumaczyła zarazy.

Zodiak z Dendery, starożytny relief egipski
Zodiak z Dendery, starożytny relief egipski

Król pyta, uczeni odpowiadają

Kiedy latem 1348 roku epidemia, która w poprzednim roku dotarła do portów śródziemnomorskich, ogarnęła północną Francję, król Filip VI zwrócił się do wydziału medycznego uniwersytetu paryskiego z prośbą o wyjaśnienie przyczyn nieszczęścia i wskazanie sposobów ochrony. Odpowiedzią był traktat znany jako Compendium de epidemia, ukończony w październiku tego roku. Było to opracowanie zbiorowe, podpisane w imieniu kolegium mistrzów, i właśnie ta zbiorowa forma nadała mu autorytet, jakiego nie mógł mieć głos pojedynczego lekarza. Tekst krążył po łacinie, a wkrótce także w przekładzie francuskim, i był wielokrotnie kopiowany, streszczany i przerabiany w następnych dziesięcioleciach.

Kompendium dzieli się na dwie części. Pierwsza dotyczy przyczyn, druga zapobiegania i leczenia. Taki układ odpowiadał scholastycznemu ideałowi wiedzy: zanim zaleci się środek zaradczy, trzeba zrozumieć, skąd zło pochodzi. Mistrzowie zaznaczają przy tym skromnie, że niektóre sprawy pozostają zakryte nawet przed najbardziej wykształconymi, a ostateczną przyczyną każdej klęski jest wola Boża. Zastrzeżenie to nie było wyłącznie formułą pobożności; pozwalało umieścić wyjaśnienia naturalne w ramach teologii, nie wchodząc w konflikt z kaznodziejami, którzy widzieli w zarazie karę za grzechy.

Koniunkcja z dwudziestego marca

Rdzeniem pierwszej części jest rozróżnienie przyczyny dalekiej i bliskiej. Przyczyną daleką, uniwersalną, był według mistrzów układ nieba. Raport podaje, że 20 marca 1345 roku, w godzinę po południu, w znaku Wodnika doszło do koniunkcji trzech wyższych planet: Saturna, Jowisza i Marsa. Datowanie to nie jest wymysłem, bo zbliżenie Saturna i Jowisza w Wodniku rzeczywiście nastąpiło w 1345 roku i było przedmiotem uwagi astronomów jeszcze przed wybuchem epidemii. Paryscy uczeni, wśród nich Jan z Murs, rozważali wcześniej możliwe skutki zapowiadanych koniunkcji, więc gdy nadeszła zaraza, wyjaśnienie było niejako przygotowane.

Mistrzowie powołują się na autorytet starożytnych i arabskich astrologów, w tym Abu Maszara, oraz na pseudoarystotelesowski traktat o przyczynach właściwości żywiołów. Ich rozumowanie przebiega w kilku krokach. Koniunkcja Saturna z Jowiszem zapowiada wielkie zmiany, śmiertelność i wyludnienie krain. Połączenie Marsa z Jowiszem przynosi zarazę w powietrzu. Mechanizm opisany jest w kategoriach jakości: Jowisz, ciepły i wilgotny, wyciąga z ziemi i wód złe opary, a Mars, gorący i suchy, zapala je, tak że powietrze ulega zepsuciu. Wodnik, jako znak powietrzny, wzmacniał działanie tej konfiguracji właśnie w żywiole, którym oddychają wszystkie zwierzęta. Raport wspomina też inne zjawiska niebieskie, w tym zaćmienia, jako czynniki współdziałające.

Takie wyjaśnienie miało dla ówczesnych odbiorców ogromną zaletę: tłumaczyło skalę katastrofy. Choroba, która dotknęła jednocześnie Azję, Afrykę Północną i całą Europę, nie mogła wynikać z lokalnych zaniedbań. Potrzebna była przyczyna proporcjonalna do skutku, a tylko niebo działało na całą zamieszkałą ziemię naraz.

Pozostawała trudność chronologiczna. Koniunkcja nastąpiła w 1345 roku, a zaraza dotarła do Paryża trzy lata później. Mistrzowie odpowiadali na to zgodnie z regułami astrologii światowej, według której skutki wielkich połączeń planet nie ujawniają się natychmiast, lecz rozwijają się stopniowo i mogą trwać przez wiele lat. Przemiana powietrza wymagała czasu, a zepsucie rozchodziło się od krain, nad którymi konfiguracja działała najsilniej, ku kolejnym obszarom. W tej perspektywie wędrówka epidemii ze wschodu na zachód nie przeczyła wyjaśnieniu niebieskiemu, lecz je ilustrowała: niebo uruchomiło proces, który przesuwał się po powierzchni ziemi jak fala. Raport dodaje, że skutki koniunkcji mogą się jeszcze utrzymywać, co w praktyce oznaczało ostrzeżenie przed nawrotami.

Miazmat jako przyczyna bliska

Drugim ogniwem łańcucha jest zepsute powietrze, które w języku medycyny galenowskiej nazywano miazmatem. Niebo nie zabija bezpośrednio; czyni to powietrze, którego substancja uległa przemianie. Mistrzowie wymieniają czynniki, które mogły to zepsucie wzmocnić lokalnie: wiatry południowe, ciepłe i wilgotne zimy, gnijące wody, rozkładające się ciała, wyziewy z ziemi uwalniane przez trzęsienia. Wdychane powietrze przenika do serca i płuc, a tam zaraża ducha życiowego i wywołuje gnicie humorów. Dlatego chorują najczęściej ludzie o ciałach ciepłych i wilgotnych, z nadmiarem humorów, osłabieni przez nieumiarkowanie, a także ci, którzy przebywają w miejscach źle przewietrzonych.

To połączenie astrologii z teorią miazmatów jest najbardziej charakterystycznym rysem raportu. Wyjaśnia ono zarówno powszechność zarazy, jak i jej nierówny przebieg: niebo przygotowuje ogólną dyspozycję, a lokalne warunki i budowa ciała decydują, kto zachoruje. W ten sposób astrologia nie zastępowała medycyny, lecz tworzyła dla niej ramę. Lekarz nie mógł zmienić położenia planet, mógł jednak oddziaływać na powietrze w domu, na dietę i tryb życia pacjenta.

Za tym układem kryje się scholastyczna teoria przyczynowości, w której ciała niebieskie są przyczynami uniwersalnymi, działającymi na wszystko w sposób ogólny, a ich skutek zostaje określony przez przyczyny szczegółowe i przez podatność materii. Taką samą strukturę miało średniowieczne wyjaśnienie pogody, oparte na Meteorologice Arystotelesa: Słońce i gwiazdy wyciągają z ziemi opary suche i wilgotne, z których powstają wiatry, deszcze i komety. Zaraza jawiła się w tym świetle jako zjawisko meteorologiczne w szerokim sensie słowa, a więc mieszczące się w filozofii przyrody, którą każdy mistrz sztuk wyzwolonych poznawał przed przystąpieniem do studiów medycznych. Raport paryski był w gruncie rzeczy zastosowaniem uniwersyteckiej kosmologii do nieoczekiwanego doświadczenia.

Rady dla żywych

Druga część kompendium składa się z praktycznych zaleceń. Należy unikać wilgoci i ciepła, palić w domach wonne drewno i zioła, aby oczyścić powietrze, a w czasie mglistym nie wychodzić z domu. Dieta ma być umiarkowana i wolna od pokarmów łatwo ulegających zepsuciu, a obżarstwo i nadmierne picie uchodzą za szkodliwe. Mistrzowie przestrzegają przed kąpielami, które otwierają pory i ułatwiają wnikanie zepsutego powietrza, i przed zbyt intensywnym wysiłkiem. Zalecają też umiarkowanie w życiu małżeńskim oraz unikanie gniewu, smutku i lęku, bo poruszenia duszy osłabiają ciało.

W tych radach widać, że raport nie był traktatem astrologicznym w ścisłym sensie. Gwiazdy wyznaczały przyczynę, ale terapia pozostawała galenowska. Nie ma tu zaleceń, by wybierać chwile według aspektów, ani amuletów planetarnych; lekarze paryscy trzymali się ostrożnej linii uniwersyteckiej, w której astrologia jest nauką o przyczynach, a nie arsenałem środków. Ta wstrzemięźliwość przyczyniła się do autorytetu tekstu: mógł być czytany zarówno przez dworzan, jak i przez duchownych bez podejrzeń o zabobon.

Inne głosy o zarazie

Paryski raport nie był jedynym tekstem tego rodzaju. Epidemia wywołała falę traktatów, zwanych często consilia lub regimentami, pisanych przez lekarzy w różnych krajach. Gentile da Foligno, profesor w Perugii, sporządził kilka takich opinii, zanim sam zmarł na zarazę w czerwcu 1348 roku. W Leridzie Jacme d’Agramont jeszcze wiosną tego roku napisał po katalońsku regiment dla władz miejskich, w którym również rozważał przyczyny niebieskie i ziemskie. W muzułmańskiej Hiszpanii Ibn Chatima z Almerii i Ibn al-Chatib z Granady opisywali chorobę z naciskiem na obserwację jej przenoszenia się między ludźmi, co ten drugi wyraził z dużą stanowczością, wbrew tym, którzy odrzucali ideę zarażania.

Po stronie łacińskiej najbardziej wpływowym echem paryskiego wyjaśnienia stał się Gwidon de Chauliac, lekarz papieski w Awinionie, który przeżył zarazę i w swojej Chirurgia magna z 1363 roku opisał jej przebieg. On także wskazywał na koniunkcję z 1345 roku jako przyczynę uniwersalną, a jednocześnie podawał przenikliwe obserwacje kliniczne o dwóch postaciach choroby, płucnej i dymieniczej. W poezji uczonej motyw ten przybrał formę alegorii: Szymon z Couvin w poemacie De judicio Solis in conviviis Saturni przedstawił zarazę jako owoc sądu Słońca, zasiadającego na uczcie u Saturna. Schemat astrologiczny przeniknął więc daleko poza krąg medyków.

Kronikarze, kaznodzieje i trwałość wyjaśnienia

Kronikarze, którzy opisywali zarazę, rzadko wnikali w szczegóły astronomiczne, ale wielu z nich wspominało o złych znakach na niebie, kometach i zaćmieniach, jako zapowiedziach nieszczęścia. Obok wyjaśnień naturalnych pojawiały się religijne, a nierzadko także oskarżenia, które prowadziły do przemocy wobec Żydów, posądzanych o zatruwanie studni. Na tle tych reakcji raport paryski wyróżnia się chłodnym tonem i brakiem wskazywania winnych wśród ludzi. Jego autorzy szukali przyczyny w porządku natury, a nie w spisku. Podobną logiką posłużył się papież Klemens VI, który w bullach z 1348 roku bronił Żydów przed oskarżeniami, wskazując, że zaraza zabija także ich samych i szaleje w krainach, gdzie Żydów wcale nie ma. Argument z powszechności klęski, ten sam, który przemawiał za przyczyną niebieską, służył tu obronie niewinnych przed tłumem. Nie powstrzymał pogromów w Nadrenii i w innych regionach, lecz pokazuje, że naturalistyczne wyjaśnienie miało także wymiar moralny: odbierało pretekst tym, którzy szukali kozła ofiarnego.

Wyjaśnienie astrologiczno-miazmatyczne okazało się zadziwiająco trwałe. Przy kolejnych nawrotach zarazy w XIV, XV i XVI wieku lekarze i astrologowie wracali do schematu koniunkcji i zepsutego powietrza, dopasowując go do nowych układów planet. Traktaty o morowym powietrzu, drukowane w całej Europie, często w wersjach skróconych, powtarzały rady wywodzące się z kompendium. Dopiero rozwój nowych koncepcji zarażania i, znacznie później, odkrycie bakteryjnego czynnika choroby odebrały temu wyjaśnieniu wartość naukową.

Z perspektywy historii idei raport z 1348 roku pozostaje świadectwem wysiłku, by w chwili grozy zachować rozumne myślenie. Koniunkcja z 1345 roku nie spowodowała zarazy, ale dla ludzi, którzy wierzyli w jedność kosmosu i łączność nieba z ziemią, była najlepszym dostępnym wyjaśnieniem katastrofy przekraczającej wszelką miarę. Mistrzowie paryscy przekształcili przerażenie w uporządkowaną wiedzę o przyczynach i zaleceniach, a ich tekst pokazuje, jak astrologia funkcjonowała w późnym średniowieczu nie jako wróżba, lecz jako część naukowego obrazu świata.