Mikołaj Oresme przeciw astrologii
Mikołaj Oresme połączył dwa rodzaje krytyki astrologii: matematyczny argument, że ruchy niebieskie są prawdopodobnie niewspółmierne i nie powtarzają się dokładnie, oraz moralne ostrzeżenie przed astrologami, którzy na dworze Karola V doradzali władcy w sprawach państwa.

Uczony z Kolegium Nawarry
Nicole Oresme, urodzony około 1320 roku w Normandii, zmarły w 1382 roku jako biskup Lisieux, należał do najwybitniejszych umysłów paryskiego uniwersytetu XIV wieku. Był wielkim mistrzem Kolegium Nawarry, autorem prac z teorii proporcji, z geometrycznego przedstawiania jakości i ich natężeń, z ekonomii monetarnej, a dla króla Karola V przełożył na francuski i skomentował Etykę, Politykę i O niebie Arystotelesa. Jego Livre du ciel et du monde, ukończony w 1377 roku, zawiera słynną rozprawę o tym, że nie da się dowieść ani obrotu ziemi, ani obrotu nieba, choć to drugie przyjmujemy za Pismem i powszechnym mniemaniem.
Taki człowiek musiał zderzyć się z astrologią, ponieważ dwór, któremu służył, był jednym z najbardziej astrologicznych dworów Europy. Karol V gromadził rękopisy astronomiczne i astrologiczne, utrzymywał uczonych lekarzy i astrologów, wśród których znajdował się Tomasz z Pizzano, ojciec Krystyny z Pizy, i wspierał fundacje sprzyjające studiom nad niebem. W tym środowisku krytyka astrologii nie była akademickim ćwiczeniem, lecz zabraniem głosu w sprawie, która dotyczyła sposobu rządzenia. Oresme zrobił to wielokrotnie, w łacinie i po francusku, w traktatach uczonych i w tekstach przeznaczonych dla świeckiego czytelnika.
Niewspółmierność jako zarzut przeciw przepowiedni
Najoryginalniejsza część jego krytyki wyrasta z matematyki. W traktacie De commensurabilitate vel incommensurabilitate motuum celi Oresme rozważa pytanie, czy prędkości ruchów niebieskich pozostają do siebie w stosunku liczb wymiernych, czy też mogą być niewspółmierne, tak jak przekątna kwadratu jest niewspółmierna z jego bokiem. Pytanie wydaje się techniczne, ale jego konsekwencje są rozległe. Jeśli wszystkie ruchy są współmierne, to po pewnym czasie, choćby niezmiernie długim, całe niebo powróci do tego samego układu i rozpocznie ten sam cykl od nowa; jeśli choć dwa są niewspółmierne, to dokładny powrót nigdy nie nastąpi.
Oresme posługuje się rozumowaniem probabilistycznym, które jak na swój czas jest zdumiewające. Pokazuje, że gdy porównujemy wiele dowolnie wybranych wielkości, przypadek, w którym wszystkie stosunki byłyby wymierne, jest nieskończenie mniej prawdopodobny niż przypadek niewspółmierności. Nie twierdzi, że dowiódł niewspółmierności ruchów nieba – uważał, że przekracza to możliwości ludzkiego poznania – ale twierdzi, że jest ona znacznie bardziej prawdopodobna niż jej przeciwieństwo.
Dla astrologii wniosek jest druzgocący. Jeśli konfiguracje planet nigdy nie powtarzają się dokładnie, to żadna koniunkcja nie jest identyczna z poprzednią, a doświadczenie astrologów, rzekomo gromadzone przez wieki obserwacji podobnych układów, nie dotyczy nigdy tego samego. Upada także idea wielkiego roku, po którym świat miałby powtarzać swoje dzieje. Co więcej, przy niewspółmierności nie można obliczyć z absolutną dokładnością momentu przyszłej koniunkcji, a astrologia sądowa, opierająca się na precyzyjnych położeniach, traci grunt pod nogami. Oresme wyciąga ten wniosek wprost w innych pismach, gdzie zauważa, że tablice astronomiczne podają wartości przybliżone, a drobne błędy, mnożone przez długie okresy, prowadzą do znacznych rozbieżności.
Sen o sporze Arytmetyki z Geometrią
Traktat o niewspółmierności kończy się w sposób nieoczekiwany. Autor opowiada, że gdy rozmyślał nad tym zagadnieniem, ukazał mu się we śnie Apollo, przed którym toczyły spór dwie personifikacje: Arytmetyka i Geometria. Arytmetyka broniła współmierności, ponieważ liczby wymierne wydają się zgodne z doskonałością nieba, z harmonią i z porządkiem, a powtarzalność cykli czyni świat poznawalnym. Geometria odpowiadała, że niewspółmierność nadaje niebu nieskończoną różnorodność, sprawia, że żaden dzień nie jest identyczny z innym, i jest godniejsza Stwórcy, którego mądrość nie musi się powtarzać.
Apollo nie rozstrzyga sporu, a sen się urywa. Ten literacki zabieg ma swoją wymowę. Oresme nie chce udawać, że posiadł wiedzę, której nie ma, i jego niechęć do zbyt pewnych wniosków jest zarazem jedną z jego broni przeciw astrologom. Skoro nawet pytanie o podstawową strukturę ruchów niebieskich pozostaje otwarte, to tym bardziej otwarte są pytania o to, co niebo zapowiada w sprawach ludzkich. Kontrast między uczonym, który przyznaje się do niewiedzy, a astrologiem, który udziela pewnych odpowiedzi, przebiega przez całe dzieło Oresme’a.
Warto też dostrzec, że w argumencie Geometrii pojawia się swoista teologia nieba. Wszechświat, który nigdy się nie powtarza, jest wszechświatem otwartym, a Bóg nie jest w nim więźniem cykli. Oresme, teolog z wykształcenia, wolał taki obraz od starożytnej wizji wiecznego powrotu, którą astrologia, choćby nieświadomie, zakładała.
Livre de divinacions i stopnie wiedzy o niebie
Łaciński Tractatus contra iudiciarios astronomos oraz francuski Livre de divinacions, napisany zapewne w latach sześćdziesiątych XIV wieku, przenoszą ten spór na grunt praktyczny. Francuski tekst jest ważny już przez sam wybór języka: autor zwraca się do książąt i dworzan, którzy nie czytali łacińskich kwestii uniwersyteckich, a którzy na co dzień korzystali z usług astrologów. Oresme tłumaczy im w zrozumiały sposób, czym jest astrologia, i dzieli ją na części o różnym stopniu wiarygodności.
Pierwszą jest nauka o ruchach ciał niebieskich, czyli astronomia matematyczna, którą uważa za prawdziwą i godną poznania, choć zawsze tylko przybliżoną. Następnie wskazuje wiedzę o ogólnych jakościach i wpływach nieba, takich jak działanie Słońca i Księżyca na pory roku, na pogodę czy na przebieg chorób, którą uznaje za częściowo dostępną, choć w szczegółach niepewną. Najwięcej podejrzeń budzą części dotyczące przepowiadania losów ludzi i państw, a zupełnie odrzuca te, które dotyczą wyboru pomyślnych godzin, odpowiadania na pytania i sporządzania obrazów astrologicznych. Te ostatnie uważa nie tylko za fałszywe, ale za niebezpieczne, ponieważ łatwo przechodzą w zabobon i w magię.
Taka gradacja jest charakterystyczna dla Oresme’a. Nie odrzuca on hurtem wszystkiego, co dotyczy nieba, lecz przeprowadza staranne rozróżnienia, oddziela naukę od jej nadużyć i ocenia każdą część według jej metody. Dzięki temu jego krytyka jest trudniejsza do zbycia niż prosta pogarda. Astrolog nie może mu zarzucić, że nie zna przedmiotu: Oresme zna go dobrze, przyznaje to, co można przyznać, i odmawia tylko tego, czego nie da się uzasadnić.
Teksty te miały odmienne losy. Francuski traktat zachował się w niewielu rękopisach i dopiero w XX wieku doczekał się nowoczesnego wydania z angielskim przekładem, przygotowanego przez George’a Williama Cooplanda, który zestawił go z łacińskimi pismami Oresme’a przeciw astrologom. Traktat o niewspółmierności opublikował krytycznie Edward Grant. Dzięki tym edycjom można dziś zobaczyć, jak ten sam autor mówi o niebie trzema głosami: jako matematyk w łacińskim traktacie technicznym, jako mistrz uniwersytecki w kwestii scholastycznej i jako doradca w prozie przeznaczonej dla dworu. Wątki są wspólne, ale ton zmienia się wraz z adresatem.
Astrolog jako zły doradca
Moralna część krytyki koncentruje się na władzy. Oresme przekonuje, że książę, który powierza decyzje astrologom, oddaje swoją roztropność w ręce ludzi, którzy nie wiedzą tego, co twierdzą, że wiedzą. Gdy przepowiednia się nie sprawdzi, astrolog znajdzie wymówkę w błędzie obliczeń albo w źle obranej chwili, a gdy się sprawdzi, przypisze sobie zasługę. Tymczasem władca, który czeka na pomyślną godzinę, może przegapić właściwą chwilę do działania, a ten, który wierzy w niepomyślne znaki, popada w trwogę i odbiera odwagę swoim poddanym.
Oresme zwraca też uwagę na mechanizm, który dziś nazwalibyśmy psychologią przepowiedni. Ludzie zapamiętują trafienia i zapominają chybienia, a astrologowie formułują wróżby na tyle ogólnie, by pasowały do wielu wyników. Dworskie środowisko sprzyjało temu procederowi, ponieważ astrolog, który mówił władcy to, co ten chciał usłyszeć, zyskiwał łaski, a ten, który go ostrzegał, ryzykował niełaskę. W ten sposób astrologia stawała się nie tylko błędem poznawczym, lecz także narzędziem pochlebstwa.
W pokrewnym traktacie De causis mirabilium Oresme rozwija ogólniejszą tezę, że zjawiska uważane za cudowne lub nadprzyrodzone można zwykle wyjaśnić przyczynami naturalnymi albo złudzeniami zmysłów i wyobraźni. Ta postawa wiąże się z jego krytyką astrologii: zarówno wiara w cuda tam, gdzie działa natura, jak i wiara w moc gwiazd tam, gdzie działa przypadek lub ludzka wola, wynikają z braku cierpliwości w szukaniu przyczyn.
Nie znaczy to, że Oresme był zwolennikiem przypadku w miejsce porządku. Przeciwnie, jego fizyka zakłada świat ściśle uporządkowany, w którym jakości mają swoje natężenia, a zmiany przebiegają według reguł, które można przedstawić geometrycznie. Chodzi raczej o to, że porządek natury jest zbyt złożony, by ująć go w kilka astrologicznych aforyzmów, i że prawdziwa wiedza o nim zaczyna się od przyznania, jak wiele w nim pozostaje nieznane.
Krytyk, który pozostał na dworze
Paradoksem kariery Oresme’a jest to, że jego krytyka nie odsunęła go od króla, a król nie zrezygnował z astrologów. Karol V cenił go jako tłumacza i doradcę, a zarazem nadal gromadził księgi astrologiczne i otaczał się ich znawcami. Być może ta koegzystencja wynikała z charakteru samego Oresme’a, który nie atakował osób, lecz metody, i który nie domagał się zakazów, lecz rozwagi. Jego teksty są argumentem skierowanym do sumienia władcy, a nie wezwaniem do prześladowań.
Na tle średniowiecznej krytyki astrologii Oresme wyróżnia się przede wszystkim tym, że połączył dwie płaszczyzny, które zwykle pozostawały rozdzielone. Teolodzy i moraliści ostrzegali przed astrologią jako zagrożeniem dla wolnej woli i pobożności; matematycy i astronomowie spierali się o tablice i parametry. Oresme pokazał, że matematyczna struktura nieba sama przemawia przeciw roszczeniom astrologów, a moralne skutki ich praktyki są tylko konsekwencją tego poznawczego błędu. Jego niebo jest zbyt bogate, by je przewidzieć, a jego władca – zbyt odpowiedzialny, by oddać decyzje w ręce tych, którzy twierdzą, że przewidzieć je umieją.
